Forum › Fantastyka › Star Trek › The Orville - lepszy Star Trek?
Rozumiem, że zaraz podzielisz się wrażeniami? 😉 (A może i odniesiesz do wcześniejszych postów stąd, lub z Phoenixa? 😉 )
Właśnie skończyłam pierwszy sezon. Oglądało się przyjemnie. Tylko w sumie mało moralizatorskich pogadanek, do których przyzwyczaił mnie TNG. Traktuję ten serial raczej jako luźną rozrywkę. Imion bohaterów nie mogę spamiętać do teraz i nie jestem w stanie ich nazwać. Oprócz Isaaca. Humor raczej nie najwyższych lotów, strasznie mnie drażnią żarty o seksie i penisach.
Kilka odcinków było fajnych, jak na przykład ten na statku Krillów, albo jak Isaac musiał opiekować się dziećmi doktorki. Uśmiałam się też trochę na odcinku, gdzie wszyscy wykazywali romantyczne nastroje. W kilku odcinkach chciałoby się powiedzieć, że to odgrzewane kotlety. Na przykład wątek z sądem. Takie rzeczy były już w TNG dwa razy, w podobnych klimatach. Albo odcinek w którym pierwsza oficer stała się bogiem dla obcej cywilizacji - toż to zżynka z "Who Watches the Watchers" i "Blink of an Eye". Nic odkrywczego, a dodatkowo problem trochę zamieciony pod dywan.
Zobaczymy, jak będzie w drugim sezonie.
Imion bohaterów nie mogę spamiętać do teraz i nie jestem w stanie ich nazwać. Oprócz Isaaca.
Wspomogę 😉 :
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4108#msg314503
Humor raczej nie najwyższych lotów, strasznie mnie drażnią żarty o seksie i penisach.
Ten humor należy w większej części traktować jako niebyły, a minimum jako zło konieczne, bo w pierwszym rzędzie stanowi zabezpieczenie przed CBS-owskim pozwem (wedle prawa USA nie da się pozwać parodii). I widać, że bywał na siłę doklejany do gotowych już fabuł.
jak na przykład ten na statku Krillów
Tak, jeden z mocniejszych, zwł. za sprawą zakończenia. Kiedyś oceniłem go tak:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4120&page=13#msg320184
Dziś byłbym łaskawszy, bo pamięć jego zalet przetrwała, a wspomnienie niedoróbek się zatarło.
albo jak Isaac musiał opiekować się dziećmi doktorki
Ten cenię b. wysoko. Bodaj najbezbłędniej nakręcony (acz nie wiem czy najlepszy, gdy oceniać epizody przez pryzmat ich najmocniejszych scen) odcinek sezonu. I pierwszy przykład całkiem poważnego Treka nakręconego pod logo The Orville.
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4120&page=16#msg321130
Uśmiałam się też trochę na odcinku, gdzie wszyscy wykazywali romantyczne nastroje.
Zabawny jest, ale mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony w końcu otwartość w tych sprawach, o której marzył G.R. i b. roddenberry'owska wizja seksualności. Z drugiej sprężyna fabularna b. wątpliwa - takie mieszanie innym w głowach feromonami, na które beztrosko pozwala sobie Darulio, ociera się o gwałt.
W kilku odcinkach chciałoby się powiedzieć, że to odgrzewane kotlety.
Nawet w większości. Przy czym jednak akcenty w ORV i w materiale źródłowym 😉 bywają rozłożone dość odmiennie, i śledzenie tych różnic może być zabawą dla spostrzegawczego fana (nie tak znów odległą od późniejszego wychwytywania easter eggs w LD). (Bo mniej to jest proste rżnięcie, bardziej świadoma - i samoświadoma - zabawa Trekowymi wątkami.)
a dodatkowo problem trochę zamieciony pod dywan.
Nie do końca, raczej dostaliśmy tam morał, że nie tak łatwo - wbrew pozorom - jest naruszyć PD (w sensie: wytrącić rozwój cywilizacji z jego naturalnych kolein - owszem, zmienią się detale - czczone będzie bóstwo, które inaczej czczone by nie było, potem zginie papież, który bez ponownej interwencji Kelly pewnie by pożył - ale podstawowy kierunek pozostanie ten sam).
Zobaczymy, jak będzie w drugim sezonie.
Lepiej, chwilami znacznie lepiej.
Wspomogę 😉 :
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4108#msg314503
Dzięki, może w końcu się nauczę i zapamiętam chociaż ich imiona.
Ten humor należy w większej części traktować jako niebyły, a minimum jako zło konieczne, bo w pierwszym rzędzie stanowi zabezpieczenie przed CBS-owskim pozwem (wedle prawa USA nie da się pozwać parodii). I widać, że bywał na siłę doklejany do gotowych już fabuł.
Oo, to by coś tłumaczyło. I czasami czemu wydaje się być taki "na siłę".
Tak, jeden z mocniejszych, zwł. za sprawą zakończenia. Kiedyś oceniłem go tak:
Przy okazji muszę sobie przejrzeć tamten wątek i zobaczyć, jak ocenialiście poszczególne odcinki.
Zabawny jest, ale mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony w końcu otwartość w tych sprawach, o której marzył G.R. i b. roddenberry'owska wizja seksualności. Z drugiej sprężyna fabularna b. wątpliwa - takie mieszanie innym w głowach feromonami, na które beztrosko pozwala sobie Darulio, ociera się o gwałt.
No właśnie, on wiedział co jest grane i nikomu nie powiedział. I w końcu nie wiemy też czy tak naprawdę jego feromony nie były przyczyną, że Kelly poleciała na niego za pierwszym razem. Wtedy jej zachowanie nie byłoby zdradą.
Swoją drogą jest ciekawa dynamika między kapitanem a pierwszym oficerem. Byłe małżeństwo, które musi współpracować ze sobą. Nie wiem, jak oni ze sobą wytrzymują w jednym pokoju 🙂 Chociaż widać, że jakaś tam nić porozumienia jest.
Nawet w większości.
Co mi przypomina jeszcze o odcinku, gdzie trafili na planetę ala Ziemia z XXI wieku, gdzie wszyscy dostawali like'i i dislike'i. To już raz było, w Black Mirror. Też więc tematyka bardzo znana z przeszłości. Ale odcinek fajnie się oglądało, bo sami załoganci przyznali, że to jakiś koszmar na tej planecie. Tylko ten ich, jak mu tam, John strasznie przesadził, ocierając się o ten posąg, to było tak głupie i nieprofesjonalne, że dziwię się, że on w ogóle na tym statku pracuje.
Nie do końca, raczej dostaliśmy tam morał, że nie tak łatwo - wbrew pozorom - jest naruszyć PD (w sensie: wytrącić rozwój cywilizacji z jego naturalnych kolein - owszem, zmienią się detale - czczone będzie bóstwo, które inaczej czczone by nie było, potem zginie papież, który bez ponownej interwencji Kelly pewnie by pożył - ale podstawowy kierunek pozostanie ten sam).
Ale zobacz, ile ludzi zginęło w imię tej wiary. Ofiary w tym ich renesansie wieszane na słupach, potem bombardowania, pewnie i terroryzm (coś jak współcześnie ISIS), no ogólnie nie za fajnie. A później na końcu mieszkańcy planety stwierdzili, że nic się nie stało, bo w końcu zrezygnowali z religii i wykonują loty kosmiczne. No niech powiedzą to tym ludziom umierającym na słupach...
Lepiej, chwilami znacznie lepiej.
Oo, idę dalej oglądać 🙂
A, i jeszcze jedno.
Orville, a zwłaszcza jego napęd od razu skojarzył mi się z tym:

Dzięki, może w końcu się nauczę i zapamiętam chociaż ich imiona.
Nie ma za co 🙂 . Liczę na to 😉
Oo, to by coś tłumaczyło. I czasami czemu wydaje się być taki "na siłę".
Tak, prawdopodobnie większości tych gagów nie było w scenariuszu Star Trek: Orville (czy jak się wtedy zwał), który MacFarlane przyniósł do CBS-u; wiele wskazuje na to, że pojawiły się dopiero gdy trzeba było kręcić serial według niego bez logo ST.
Przy okazji muszę sobie przejrzeć tamten wątek i zobaczyć, jak ocenialiście poszczególne odcinki.
Ciekaw jestem jak odniesiesz się do tych ocen, na ile będą pokrywać się z Twoimi...
No właśnie, on wiedział co jest grane i nikomu nie powiedział.
Co jest poważną wpadką koncepcyjno-scenariuszową, acz nie bezprecedensową na tle buraków z klasycznego, czy obecnego, ST.
I w końcu nie wiemy też czy tak naprawdę jego feromony nie były przyczyną, że Kelly poleciała na niego za pierwszym razem.
Owszem tak to poprowadzono: w jej związku z Edem pojawiły się okoliczności, które sprzyjają zdradom, ale nie jest jasne czy bez feromonów przekroczyłaby tę granicę. Skądinąd jest to w tradycji G.R. bo, przynajmniej potencjalnie, wpisuje się w lansowany przez niego obraz bardziej odpowiedzialnego i dojrzałego człowieka przyszłości...
Swoją drogą jest ciekawa dynamika między kapitanem a pierwszym oficerem.
Poniekąd w tradycji relacji Muldera i Scully, acz z zupełnie innym tłem.
Nie wiem, jak oni ze sobą wytrzymują w jednym pokoju 🙂
Wciąż się kochają, mówiąc między nami 😉 .
To już raz było, w Black Mirror.
Przy czym Seth wpadł na pomysł takiego odcinka pierwszy, choć później zdołał go zrealizować.
Ale odcinek fajnie się oglądało, bo sami załoganci przyznali, że to jakiś koszmar na tej planecie.
Koszmar, a zarazem to, co napisałem - zderzenie kierunku, w którym zdajemy się zmierzać z przyszłością, jaką obiecuje nam ST:
https://trek.pl/forum/topic/swiat-treka-a-przyszlosc/page/5/#post-247016
Tylko ten ich, jak mu tam, John strasznie przesadził, ocierając się o ten posąg, to było tak głupie i nieprofesjonalne, że dziwię się, że on w ogóle na tym statku pracuje.
Niestety, takich zagrań (zresztą wprost naruszających jedną z zasad Roddenberry's Boxu*) jest w ORV więcej.
* http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4334&page=0#msg340369
Ale zobacz, ile ludzi zginęło w imię tej wiary. Ofiary w tym ich renesansie wieszane na słupach, potem bombardowania, pewnie i terroryzm (coś jak współcześnie ISIS), no ogólnie nie za fajnie.
Zgoda, tylko - co zresztą wprost z ekranu padło - gdyby te wszystkie okropieństwa nie zostały dokonane w imię Kelly, uczyniono by je w imię jakiegoś innego bóstwa. Taki, dość nieprzyjemny (mówiąc oględnie) naturalny etap rozwoju cywilizacji...
Oo, idę dalej oglądać 🙂
🙂
Obejrzałam sobie pierwszy i drugi odcinek 2. sezonu i... mam na razie mieszane uczucia...
Ja'loja w sumie był fanją family dramą, każdy z czymś się zmagał. Nowy love interest pierwszego oficera całkiem nawet fajny, no i ta jego rozmowa z kapitanem też ekstra. Jednak to podglądanie przez okno z promu już niefajne, to się nazywa stalking...
Wątek B o chłopcach pozostawia wiele niesmaku. W ogóle czemu wszyscy tak dużo piją w tym serialu? Ciągle sobie ładują (zresztą ten sam zarzut mam co do PIC, plus to palenie), a teraz dzieciaki zreplikowały wódkę. Przy okazji - po jej wypiciu w symulatorze/holodecku powinni już człapać na czterech kończynach i wymiotować... Konflikt między lekarką a tymi rodzicami drugiego chłopaka jakoś da się znieść, ale to klasyczne: "to nie moja wina, to jego wina!". Kilsza.
Gordon starający się zdobyć nową panią kartograf był przeuroczy, chociaż John nie dał mu dobrych rad. Uważam na razie Johna za słaby punkt serialu, to on jest nieprofesjonalny i wygłupił się z tą statuą.
Nie podoba się też mi nabijanie się w całym odcinku z Bortusa. Jeśli oddawanie moczu to był cały w jego kulturze ceremoniał, to nie rozumiem głupich i sprośnych żartów w stronę widowni. Gdyby to był TNG, to Picard nigdy w życiu by nie pozwolił na takie zachowanie, a tym bardziej nie wygłosił by słów, które by obraziły głównego załoganta. Nie podoba mi się humor w tym serialu, oj, nie podoba...
Reszta w miarę okej, zwłaszcza Isaac wygłaszający pogadanki wychowawcze do pani doktorki.
Następny odcinek, to znaczy "Primal Urges" oceniłabym gorzej. Bortus zachowuje się jak idiota. Widać, że jego mąż go kocha, chce z nim spędzać czas. A tymczasem znowu mamy odniesienia do uzależnienia, tym razem od pornografii. Ja bym w tej chwili, będąc partnerem takiego Bortusa, zwątpiła, czy jestem dobra w łóżku, skoro on wybiera nierealny świat i mu to bardziej odpowiada. I jeszcze kłamie jak z nut. Cały ten wątek jest oburzający i drastyczny. Odnoszę wrażenie, że holodeck w ST jest bardziej "pruderyjny". Dyskutowaliśmy już o tym w temacie miłość i seks, ale naprawdę, członkowie Gwiezdnej Floty są lepiej wychowani i nie podążają za swoimi żądzami w tak prymitywny sposób. Owszem, Barclay uzależnił się od holodecku, ale to była w sumie niewinna fantazja, gdzie chciał być lepszy, bardziej doceniany. Nie było w tym nic sprośnego. A tutaj dostajemy seks grupowy, beznadziejne żarty o seksie w ogóle. No niesmaczne to... I jeszcze końcówka, kiedy mąż Bortusa mu wybaczył i postanowili pracować nad swoim związkiem. Jakie to płytkie! Kilka sesji i doktorki i już doszli do porozumienia? Skąd przekonanie, że Bortus będzie zadowolony ze zbliżeń z partnerem, skoro go tak cały czas olewał? Skąd przekonanie, że pokocha w pełni syna, skoro chciał w końcu córkę? No płycizna... A swoją drogą ich dziecko strasznie szybko rośnie...
Wątek B też nie całkiem dobry, bo mówiono w nim, że tylko Isaac i Bortus wytrzymają promieniowanie i mogą polecieć. Ale co z ludźmi na planecie? Jakoś wytrzymali to promieniowanie w drodze powrotnej... Dodatkowo uratowano tylko 30 z 75 czy iluś tam. Takie to nietrekowe trochę, bo Picard by znalazł rozwiązanie, żeby ocalić resztę. Orville w sumie smutny jest, że dał się wciągnąć w studnię grawitacyjną gwiazdy. Trza było od początku zachowywać bezpieczną odległość ;P
Ja wiem, że wirus i coś tam, ale wątek wirusa też jest dziwny, bo jak niby pornografia w symulatorze mogła spowodować takie szkody na statku? To ten obcy programował i może powinno się go pociągnąć do odpowiedzialności i, no nie wiem, po prostu wywalić?
Isaac przynajmniej się do czegoś przydał,, ale do niego też mam mieszane uczucia. Zwłaszcza po akcji, jak odciąłGordonowi nogę. To jest jakiś koszmar, co dzieje się w głowie tego robota. Porównując z ST to tam Ai była inna. Data, czy EMH. Nigdy w życiu oni by nie skrzywdzili człowieka. EMH złożył pewnie przysięgę Hipokratesa, poza tym miał uczucia. Data, mimo że uczuć nie miał (ale coś tam czuł w głębi), też nigdy by tak nie postąpił, bo ma wprogramowany szacunek do wszelkich istot żywych i nawet pomaga, narażając życie, tym, którzy na łaskę nie zasługują (chociażby Q). Nie wyobrażam sobie takiej akcji w ST. Ogólnie słabe to. Cały serial na razie jest parodią ST i to nawet niesmaczną momentami. Inne odcinki są kalką tego, co już widzieliśmy. Na razie, póki co, nic odkrywczego. Oglądam już teraz z przyzwyczajenia, bo chcę dowiedzieć się, co bohaterów spotka dalej, ale też oglądam z pewną dozą zażenowania i cringe'u.
Dan służy jako comic relief, już od czasu scen we windzie. Do niego nic nie mam, fajny gość.
Aha, i na Boga, dźgnięcie nożem kogoś w serce przeszło do porządku dziennego? Ja wiem, niby różnice w kurturze, ale kapitan ani nie zamknął partnera Borusa, ani nie wysłał go w diabły... A gdyby tak kultura Bortusa zezwalała na kradzieże, bicie i gwałty? To co by zrobił kapitan? Pozwoliłby na bicie załogi i gwałty na niej? Niedopuszczalne. Planeta Bortusa w końcu dołączyła do Unii, więc, cholera, niech przestrzegają praw Unii!
Tak więc na razie 4/10 dla tego, co widziałam.
Obejrzałam sobie pierwszy i drugi odcinek 2. sezonu i... mam na razie mieszane uczucia...
+
Tak więc na razie 4/10 dla tego, co widziałam.
Pocieszę Cię. Dwa pierwsze odcinki drugiego sezonu są najsłabsze z niego, a może i z całego ORV* (o mało nie odpadłem po nich od tej serii). Potem jest tylko lepiej, znacznie lepiej... Oceniający na IMDB potwierdzą.
* Choć mają mały plus - oryginalność.
Nowy love interest pierwszego oficera całkiem nawet fajny
Taki typowy cywil z UFP według wizji G.R.* 🙂 .
* Do ubranka włącznie 😉 .
no i ta jego rozmowa z kapitanem też ekstra.
Jw. - b. roddenberry'owsko-pillerowskie: dojrzali ludzie załatwiają sprawy w dojrzały sposób.
Jednak to podglądanie przez okno z promu już niefajne, to się nazywa stalking...
A to już subwersja poprzedniego, dowód, że Edowi łatwiej zachować fasadę (federacyjnej) dojrzałości, niż faktycznie tak dojrzałym być.
W ogóle czemu wszyscy tak dużo piją w tym serialu? Ciągle sobie ładują (zresztą ten sam zarzut mam co do PIC, plus to palenie
Rozmawialiśmy o pójściu z duchem czasu, to i twórcy idą, a że efektem jest to, co zwykle wyrzuca z siebie człowiek na kacu (w wydaniu Agnes nawet to dosłownie widzieliśmy od jednego końca, tu - by i drugi nie został pominięty - usłyszeliśmy coś o zmienianiu gaci). Cóż, może ten Roddenberry's Box nie był taki zły... 😉
a teraz dzieciaki zreplikowały wódkę.
Zauważmy jednak, że aby to zrobić musiały zhackować system - i w tym momencie młody Kirk się przypomina.
Konflikt między lekarką a tymi rodzicami drugiego chłopaka jakoś da się znieść
Gdybyś lepiej znała DS9 wychwyciłabyś też podobieństwo do wątku Noga i Jake'a, oraz tego, jak reagowali na ich ekscesy Sisko i Quark.
Gordon starający się zdobyć nową panią kartograf był przeuroczy
Mówiłem, że go polubisz? 😉
Uważam na razie Johna za słaby punkt serialu
Poczekaj, jeszcze parę razy błyśnie jako inżynier.
Jeśli oddawanie moczu to był cały w jego kulturze ceremoniał, to nie rozumiem głupich i sprośnych żartów w stronę widowni.
Zauważ jednak, że bohaterowie nie chcą źle, tylko nie mają wyczucia (ich słowa to żadna mowa nienawiści, język pogardy czy forma intencjonalnej dyskryminacji). Przypomina się tu poniekąd Bashir z pilota DS9 i jego uwagi o dzikim pograniczu z ironią (i wściekłością) skontrowane przez Kirę. Przy czym współzałoganci Bortusa nie są przecież rasistami, ani nikim takim (co pokazali stojąc murem za nim i za jego dzieckiem w "About a Girl"), po prostu skala odmienności cokolwiek ich przerosła.
Gdyby to był TNG, to Picard nigdy w życiu by nie pozwolił na takie zachowanie, a tym bardziej nie wygłosił by słów, które by obraziły głównego załoganta.
Cóż, Picard jest najlepszym z najlepszych, Mercer - co mu w twarz powiedziano - nobody's first choice (ale i on pokaże za chwilę, że jest znacznie więcej wart, niż się może zdawać).
Widać, że jego mąż go kocha, chce z nim spędzać czas.
Tak, ale co przyszłe odcinki uwypuklą, usprawiedliwiając poniekąd Bortusa, jest też - może na zasadzie syndromu sztokholmskiego - nieznośnym bigotem i konserwatystą. Którego jednak trudno nazwać złym, bo zdaje się wzorowo wpisywać w normy moclańskiej kultury. To - wraz ze sprawą dziecka - tłumaczy znajdujące mało chwalebne ujście - bortusowe rozdarcie (taktyczny ECV-197 również kocha Klydena, ale nie radzi sobie z pewnymi cechami jego osobowości, które większość Moclan by pochwaliła).
Ja bym w tej chwili, będąc partnerem takiego Bortusa, zwątpiła, czy jestem dobra w łóżku, skoro on wybiera nierealny świat i mu to bardziej odpowiada.
Tu mniej chodzi o sprawność w wiadomym zakresie, bardziej o niedopasowania psychologiczno-światopogladowe (wyobraźmy sobie małżeństwo, w którym jedna strona - dajmy na to - aktywnie wspiera obecną władzę, a druga bierze udział w protestach opozycji, będziemy mieć niezgorszy odpowiednik z własnego podwórka). Męska niechęć do współżycia też może mieć znacznie subtelniejsze powody. A, że to uderza w samoocenę? Fakt.
I jeszcze końcówka, kiedy mąż Bortusa mu wybaczył i postanowili pracować nad swoim związkiem. Jakie to płytkie!
Nie tyle płytkie, ile dowodzi, że kochają się mimo wszystko, i są gotowi o ten związek walczyć. (Może zresztą dla Klydena widok chwilowo martwego Bortusa był jednak dostatecznym szokiem, by nie miał ochoty na powtórki?)
A swoją drogą ich dziecko strasznie szybko rośnie...
Taka fizjologia, ale też żartobliwe nawiązanie do szybko rosnących dzieci (Alexander, Molly) z ST.
Dodatkowo uratowano tylko 30 z 75 czy iluś tam. Takie to nietrekowe trochę
No nie wiem czy aż tak nietrekowe, biorąc pod uwagę samą istotę testu Kobayashi Maru, ofiary Borga i Dominium, ginących co któryś odcinek redshirtów... (Choć, owszem, bohaterom TNG i VOY dość często udawało się dokonywać cudów...)
bo Picard by znalazł rozwiązanie, żeby ocalić resztę.
Picard z TNG - zapewne*. Ale już Picard z PIC - niekoniecznie (Romulanom i B-4 pomóc nie zdołał). Sisko w sytuacji z "Rocks and Shoals" też - najoględniej rzecz ujmując - nie zdołał zrobić nic dobrego dla honorowych Jem'Hadar.
* Choć przypomnę, że była sytuacja, gdy uratował statek z pętli czasowej za cenę zabójstwa. Tak, nie zawsze istnieją czyste rozwiązania.
Orville w sumie smutny jest, że dał się wciągnąć w studnię grawitacyjną gwiazdy.
Discovery też się zdarzyło 😛 😉
Isaac przynajmniej się do czegoś przydał,, ale do niego też mam mieszane uczucia. Zwłaszcza po akcji, jak odciąłGordonowi nogę. To jest jakiś koszmar, co dzieje się w głowie tego robota. Porównując z ST to tam Ai była inna. Data, czy EMH. Nigdy w życiu oni by nie skrzywdzili człowieka.
Zauważ, że Data i EMH zostali stworzeni przez ludzi, i wśród ludzi dorastali. Isaac jest maszyną z cywilizacji maszyn, wśród maszyn dorastał i po maszynowemu rozumuje - a przy tym wie, że przy obecnym (in universe) poziomie medycyny strata kończyny to pomniejszy uraz - stąd, nie znając ludzkich instynktów - nie pojmuje czemu dla istoty biologicznej chwilowa strata kończyny jest takim szokiem.
A co się dzieje w jego głowie? Niedługo się dowiesz 😉 .
Aha, i na Boga, dźgnięcie nożem kogoś w serce przeszło do porządku dziennego? Ja wiem, niby różnice w kurturze, ale kapitan ani nie zamknął partnera Borusa, ani nie wysłał go w diabły... A gdyby tak kultura Bortusa zezwalała na kradzieże, bicie i gwałty? To co by zrobił kapitan? Pozwoliłby na bicie załogi i gwałty na niej? Niedopuszczalne. Planeta Bortusa w końcu dołączyła do Unii, więc, cholera, niech przestrzegają praw Unii!
To jest chyba nieco satyryczne nawiązanie do tego, co uchodziło na sucho Klingonom/Worfowi w TNG i DS9. Przy czym nie jest tak, że cała ta sytuacja - bo, jak słusznie zauważyłaś, zachowania Klydena są częścią szerszego problemu - nie znajdzie fabularnego rozwinięcia. Przeciwnie, powróci jeszcze, stając się nawet naczelnym tematem jednego z ostatnich odcinków sezonu (scenariusz do którego napisał zasłużony weteran Treka - od TNG do DSC "Lethe" - Joe Menosky).
Isaac jest maszyną z cywilizacji maszyn, wśród maszyn dorastał i po maszynowemu rozumuje - a przy tym wie, że przy obecnym (in universe) poziomie medycyny strata kończyny to pomniejszy uraz - stąd, nie znając ludzkich instynktów - nie pojmuje czemu dla istoty biologicznej chwilowa strata kończyny jest takim szokiem
W zasadzie ten jego żart z nogą to trochę jakby w dzisiejszych czasach komuś dla żartu w czasie snu obciąć włosy. A nawet mniej poważny, bo włosy odrastają długo, a medycyna w ORV pozwala na to, że rach ciach i jest noga. 🙂
Dyskutowaliśmy już o tym w temacie miłość i seks, ale naprawdę, członkowie Gwiezdnej Floty są lepiej wychowani i nie podążają za swoimi żądzami w tak prymitywny sposób.
Jak najbardziej podążają, tylko może mniej o tym mówią/pokazują (w Lower Decks było to kilka razy wspomniane).
Tak naprawdę czas danej osoby na holodeku jest prywatny, i możemy się domyślać, że w jakiś sposób te ich programy powinny być szyfrowane, by osoby postronne się do nich nie dostały. Więc co oni tam wyprawiają to w sumie ich tajemnica, zresztą i Bortus i Barclay zostali "przyłapani" w swoich programach z naruszeniem tejże prywatności. Podobnie było w VOY jak wyświetlali na holodeku fantazje doktorka.
Jeśli oddawanie moczu to był cały w jego kulturze ceremoniał, to nie rozumiem głupich i sprośnych żartów w stronę widowni. Gdyby to był TNG, to Picard nigdy w życiu by nie pozwolił na takie zachowanie
Ale przecież kumple Bortusa podeszli do tego z dużym taktem. A że gdzieś tam jakieś żarciki rzucali - to było w granicach takich przyjacielskich "przepychanek" można by rzec. Bardzo dalekie od obrazy kogokolwiek.
W zasadzie ten jego żart z nogą to trochę jakby w dzisiejszych czasach komuś dla żartu w czasie snu obciąć włosy. A nawet mniej poważny, bo włosy odrastają długo, a medycyna w ORV pozwala na to, że rach ciach i jest noga. 🙂
I dlatego - co do czego już się zgodziliśmy - jest to żart ryzykowny, ale fabularnie b. zasadny, pokazujący mentalno-bytowe różnice między rozmaitymi rodzajami istot, ale też między odmiennymi etapami historii ludzkości. Sądzę, że Roddenberry zaaprobowałby taki wątek (jeśli nie od razu, to po dłuższej dyskusji ze scenarzystami).
w Lower Decks było to kilka razy wspomniane
Z czego raz dosadnie - choć z wypikaniem - powiedziane (przy okazji sprzątania Holodecku), raz - równie dosłownie co w ORV, ale mniej dokładnie - pokazane (program z gołymi chłopami, którym Mariner zaszokowała nieco Tendi). Poza tym dlaczego niby zabijanie w Holodecku - które TNG wiele razy pokazało - ma być gorsze od robienia tam czego innego 😉 .
to było w granicach takich przyjacielskich "przepychanek" można by rzec
I o ile w, koturnowo-empatycznym, rozwiniętym TNG może faktycznie by i nie przeszło, o tyle w TOS-ie (przypomnijmy sobie docinki McCoy'a pod adresem Spocka), wczesnym TNG (jw. Pulaski pod adresem Daty) czy w DS9 zapewne by nie raziło.
Pocieszę Cię. Dwa pierwsze odcinki drugiego sezonu są najsłabsze z niego, a może i z całego ORV* (o mało nie odpadłem po nich od tej serii). Potem jest tylko lepiej, znacznie lepiej... Oceniający na IMDB potwierdzą.
* Choć mają mały plus - oryginalność.
Q__, wierzę Ci na słowo. I tak planuję to obejrzeć do końca, bo w jakiś sposób przywiązałam się do tego statku i tej historii...
Taki typowy cywil z UFP według wizji G.R.* 🙂 .
* Do ubranka włącznie 😉 .
A on mi się bardzo podobał. Spoko gościu, nie był zazdrosny, a był bardzo racjonalny. Podobała mi się jego rozmowa z kapitanem. Natomiast Kelly zareagowała zbyt emocjonalnie. Ta kobieta sama nie wie, co chce!
A to już subwersja poprzedniego, dowód, że Edowi łatwiej zachować fasadę (federacyjnej) dojrzałości, niż faktycznie tak dojrzałym być.
Czyli sądzisz, że on niedojrzały jest? Coś w tym jest, bo tak podglądać swoją byłą przez okno to jakiś żart...
Rozmawialiśmy o pójściu z duchem czasu, to i twórcy idą, a że efektem jest to, co zwykle wyrzuca z siebie człowiek na kacu (w wydaniu Agnes nawet to dosłownie widzieliśmy od jednego końca, tu - by i drugi nie został pominięty - usłyszysz coś zaraz o zmienianiu gaci). Cóż, może ten Roddenberry's Box nie był taki zły... 😉
Rany, nie przypominaj mi Agnes... To, co odstawiła po pijaństwie to jest mega żenujące...
Nasi bohaterowie w tym serialu też mega żenujący.. I jeszcze Kelly stała się bogiem... Gdyby była w pełni trzeźwa, do takiego zdarzenia pewnie by nie doszło...
Wkurza mnie ich pijaństwo...
Roddenbery Box nie był zły, nawet całkiem fajny. I podobało mi się, że na statkach federacji mieli synthehol, czy jak to się nazywało. Nikt nie powinien się upijać na statkach do nieprzytomności, a nawet do poczucia kaca następnego dnia. Coś chorego jest w tym, co odwalają bohaterowie Orville...
Jestem wielką przeciwniczką alkoholu, rzygać mi się chce na samo wspomnienie, stąd mój osąd... (ot, taka prywata)
Zauważmy jednak, że aby to zrobić musiały zhackować system - i w tym momencie młody Kirk się przypomina.
Ale jaki młody Kirk, bo nie kojarzę? TOSowy czy Abramsowy? Nie kojarzę, żeby w młodym wieku upijali się...
Gdybyś lepiej znała DS9 wychwyciłabyś też podobieństwo do wątku Noga i Jake'a, oraz tego, jak reagowali na ich ekscesy Sisko i Quark.
Nie znam niestety DS9 i nie zamierzam poznać, więc wierzę na słowo.
Mówiłem, że go polubisz? 😉Mówiłem, że go polubisz? 😉
Faajny jest, ale ma często pomysły od czapy wzięte 🙂 Oglądanie jakichś show na głównym ekranie, komentarze odnośnie pop kultury, startowanie do pani kartograf.. 🙂 No nie, fajny jest 😀
Poczekaj, jeszcze parę razy błyśnie jako inżynier.
Dobrze, poczekam. Na razie nie wywarł on na mnie pozytywnego wrażenia.
Zauważ jednak, że bohaterowie nie chcą źle, tylko nie mają wyczucia. Przypomina się tu poniekąd Bashir z pilota DS9 i jego uwagi o dzikim pograniczu z ironią (i wściekłością) skontrowane przez Kirę. Przy czym jednak współzałoganci Bortusa nie są przecież rasistami, ani nikim takim (co pokazali stojąc murem za nim i za jego dzieckiem w "About a Girl"), po prostu skala odmienności cokolwiek ich przerosła.
Ale właśnie o ten brak wyczucia chodzi. Noż kurde, mają na pokładzie członka Unii, wypadałoby o nim wiedzieć coś więcej, a tymczasem dostajemy idiotyczne dowcipy o sikaniu, skierowane w stronę widza. Ta cała ceremonia też była komiczna, chociaż tak naprawdę nie miała być, ale widz tak to odebrał...
Cóż, Picard jest najlepszym z najlepszych, Mercer - co mu w twarz powiedziano - nobody's first choice (ale i on pokaże za chwilę, że jest znacznie więcej wart, niż się może zdawać).
A tak swoją drogą, lubię aktorstwo Setha. Oczywiście to nie ta liga, co Patrick Stewart i Brent Spiner, ale mimo wszystko gra nieźle. Człowiek się wczuwa w jego postać, rozumie jego dylematy.
Tak, ale co przyszłe odcinki uwypuklą,
Czyli muszę oglądać dalej...
Tu mniej chodzi o sprawność w wiadomym zakresie, bardziej o niedopasowania psychologiczno-światopogladowe (wyobraźmy sobie małżeństwo, w którym jedna strona - dajmy na to - aktywnie wspiera obecną władzę, a druga bierze udział w protestach opozycji, będziemy mieć niezgorszy odpowiednik z własnego podwórka). Męska niechęć do współżycia też może mieć znacznie subtelniejsze powody. A, że to uderza w samoocenę? Fakt.
No ale właśnie... Poglądy... Stosunek do seksu, obowiązków, wszystko ich różni. Bo jak rozumiem mąż Bortusa nie jest zatrudniony na Orville? Jest tylko partnerem? To się wiąże z pewnym konfliktem, bo jego mąż spędza gro czasu na mostku, w dodatku OKŁAMUJE go, że ma więcej obowiązków. Coś tu mocno nie halo w tym związku, według mnie to już patologia i nawet sesje doktorki nie są w stanie tego uzdrowić. Więc poglądy to jeden temat, a podkopywanie samooceny to drugi temat. Jak miał się poczuć mąż Bortusa? Trochę się z nim utożsamiam, bo wiem, co to chłód w małżeństwie....
Nie tyle płytkie, ile dowodzi, że kochają się mimo wszystko, i są gotowi o ten związek walczyć. (Może zresztą dla Klydena widok chwilowo martwego Bortusa był jednak dostatecznym szokiem, by nie miał ochoty na powtórki?)
Ale to też trochę płytkie. Jedno zabójstwo i wszystko niby cacy i współpracują ze sobą, aby uratować związek. Tak to nie działa w prawdziwym życiu...
Taka fizjologia, ale też żartobliwe nawiązanie do szybko rosnących dzieci (Alexander, Molly) z ST.
Alexander szybko dorastał? Nawet nie zauważyłam... Minęło mnóstwo lat od kiedy umarła jego matka, aż do odcinka w siódmym sezonie... Podobno podawali jego datę urodzin? Ktoś może mi przybliżyć ten temat?
No nie wiem czy aż tak nietrekowe, biorąc pod uwagę samą istotę testu Kobayashi Maru, ofiary Borga i Dominium, ginących co któryś odcinek redshirtów... (Choć, owszem, bohaterom TNG i VOY dość często udawało się dokonywać cudów...)
I o te cuda mi chodzi. Picard by się nie poddał, a że ma na pokładzie doskonałego pod każdym względem Datę <3, to pewnie by rozwiązanie znaleźli 😉
Picard z TNG - zapewne*. Ale już Picard z PIC - niekoniecznie (Romulanom i B-4 pomóc nie zdołał). Sisko w sytuacji z "Rocks and Shoals" też - najoględniej rzecz ujmując - nie zdołał zrobić nic dobrego dla honorowych Jem'Hadar.
O DS9 się nie wypowiem, ale faktycznie w PIC coś nie zgrzyta, ten B-4 mnie strasznie boli...
* Choć przypomnę, że była sytuacja, gdy uratował statek z pętli czasowej za cenę zabójstwa. Tak, nie zawsze istnieją czyste rozwiązania.
Do czego pijesz? Do odcinka z drugiego sezonu "Time Squared"?
Discovery też się zdarzyło 😛 😉
Muszą bardziej uważać i zachowywać należytą odległość ;P
Nigdy bym się nie pakowała statkiem tak blisko gwiazdy O.o
Zauważ, że Data i EMH zostali stworzeni przez ludzi, i wśród ludzi dorastali. Isaac jest maszyną z cywilizacji maszyn, wśród maszyn dorastał i po maszynowemu rozumuje - a przy tym wie, że przy obecnym (in universe) poziomie medycyny strata kończyny to pomniejszy uraz - stąd, nie znając ludzkich instynktów - nie pojmuje czemu dla istoty biologicznej chwilowa strata kończyny jest takim szokiem.
A co się dzieje w jego głowie? Niedługo się dowiesz 😉 .
Obym się o tym przekonała, bo na razie mi się wydaje bardziej nawet sztuczny od inteligentnego i pełnego Pytań V'Gera... Daleko mu do Daty i EMH, tamci byli emppatyczni i kochani, trudno Isaaca postrzegać inaczej niż tylko gadającą maszynę.. Owszem, miał swoje momenty, ale ta sztuczność jego trochę mnie przeraża...
Jeśli będzie miał fajne momenty w tym serialu, to tym bardziej będę oglądać do końca.
To jest chyba nieco satyryczne nawiązanie do tego, co uchodziło na sucho Klingonom/Worfowi w TNG i DS9.
Ja wiem, do czego pijesz. Pewnie do wykończenia przez Worfa Durasa...
Ale, po pierwsze, to była chęć zemsty za śmierć ukochanej. Tak zwana zbrodnia w afekcie... Po drugie nie wydarzyła się na statku federacji... Po trzecie, Worf jakąś repprymendę dostał. A tymczasem Bortusa prawie zamordowano ppod skrzydłąmi Unii, na statku Unii, przez jego ukochanego, który chciał się z nim "rozwieść" Sytuacja nieadekwatna. I to całe głaskanie po główce męża Bortusa, och jaki on poszkodowany i w ogóle... Oczywiście, rozumiem, że był poszkodowany, bo przez Bortusa był traktowany jak gówno, ale nic nie usprawiedliwia zbrodni. Powinien wylądować w celi.
W zasadzie ten jego żart z nogą to trochę jakby w dzisiejszych czasach komuś dla żartu w czasie snu obciąć włosy. A nawet mniej poważny, bo włosy odrastają długo, a medycyna w ORV pozwala na to, że rach ciach i jest noga. 🙂
Nadal nie uznaję tego za dobry żart... I tak, obcięcie komuś włosów, które długo pielęgnował, też jest niefajne.
Isaac w sumie Gordona okaleczył. Na długie doby...
Może mam spaczone poczucie humoru, ale mnie to wcale nie śmieszy. To niewyobrażalne okrucieństwo w stosunku do tego, co zrobił Gordon Isaacowi. A mu tylko przyczepił sztuczne oczy, nos i uszy...
Jak najbardziej podążają, tylko może mniej o tym mówią/pokazują (w Lower Decks było to kilka razy wspomniane).
Nie wiem, wydaje mi się, że w ST ludzie są bardziej cywilizowani. Nie podążają już tak za swoimi żądzami, czysto instynktownym spełnieniem potrzeb. W końcu Star Trek nauczył nas, że do seksu jest też potrzebne przywiązanie, jakiś szacunek do partnera... Ja nie mam nic przeciwko ich podbojom miłosnym, ale holodeck to nie kanał pornograficzny. To już jest obcesowe...
Nie cierpię w tym serialu żartów i nabijania się z seksu, intymności :E
Ale przecież kumple Bortusa podeszli do tego z dużym taktem. A że gdzieś tam jakieś żarciki rzucali - to było w granicach takich przyjacielskich "przepychanek" można by rzec. Bardzo dalekie od obrazy kogokolwiek.
Jakoś Bortusa to nie bawiło... Mnie zresztą też nie...
I o ile w, koturnowo-empatycznym, rozwiniętym TNG może faktycznie by i nie przeszło,
No właśnie. Jestem wychowana na TNG i tak to postrzegam. To samo dotyczy się pornografii w holodecku. Nie te czasy, nie ten klimat. LD może mówić co innego, ale ja jestem wierna klasycznemu Trekowi, z całą tą szlachetnością gatunku ludzkiego (i nie tylko ludzkiego), z tym, że chcemy się udoskonalać, że chcemy być lepszymi ludźmi... W dupę można sobie wsadzić pornografię, bo nie sądzę, żeby ktoś na Entku D coś takiego uprawiał...
I za to kocham klasycznego Treka. Że ludzie opierają się zwierzęcym instynktom...Tak, wiem, że były odcinki z Klingońskimi żądzami, albo z rują u Betazoidów, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co funduje nam Orville. Bo Orville nam funduje ZDRADĘ życiowego partnera, a to już jest bardzo niefajne. Z natury jestem monogamiczna i coś takiego jak zdrada bardzo mnie oburza :E
trudno Isaaca postrzegać inaczej niż tylko gadającą maszynę.. Owszem, miał swoje momenty, ale ta sztuczność jego trochę mnie przeraża...
Jeśli będzie miał fajne momenty w tym serialu, to tym bardziej będę oglądać do końca
Zależy jak zdefiniować "fajne". 🙂 Ale na pewno nie będzie "stał z boku". 🙂
W dupę można sobie wsadzić pornografię, bo nie sądzę, żeby ktoś na Entku D coś takiego uprawiał...
A ja myślę że tak. W końcu byli nowocześni i otwarci na różne możliwości - także erotyczne. Że nie było to nagłaśniane - cóż, nie o tym był serial. Ważniejsze było to, co dzieje się w "realnym życiu" a nie w grach komputerowych, nawet i pornograficznych, w które tam sobie po godzinach grali. Ja zresztą nie raz mówiłem że za holodekiem nie przepadam, a odcinki skoncentrowane na nim to w 80% szajs...
Pleiades said
I tak planuję to obejrzeć do końca, bo w jakiś sposób przywiązałam się do tego statku i tej historii...
Czyli ORV jest jednak b. Trekowe, skoro działa na Ciebie jak UFP na Garaka i Quarka*.
* Pierwszy link youtube'owy w poniższym poście 😉 :
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=4111&page=0#msg312790
A on mi się bardzo podobał. Spoko gościu, nie był zazdrosny, a był bardzo racjonalny.
Nigdy nie napisałem, że nie ma zalet.
Ta kobieta sama nie wie, co chce!
Wie. Tylko boi się, że może za to zapłacić (nie sama przy tym) zbyt dużą cenę, stąd robi takie wygibasy 😉 . Że bywa irytująca? - prawda, choć mimo to ją lubię. I uważam za przeważnie dobrego XO*.
* Choć prawdą jest, że pewne rzeczy, które jej wybaczamy świadomi konwencji serialu, w realnym życiu (czy w poważniejszym Treku) kosztowałyby ją karierę.
Czyli sądzisz, że on niedojrzały jest?
Powiedzmy, że mój stosunek do niego jest skomplikowany, dwoisty, jak dwoiste bywa samo ORV, czemu dałem nawet wyraz zakładając temat na Phoenixie:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=4202
Ale zasadniczo uważam, że ten - jak nazwał go sam MacFarlane - average Joe przezwycięża swoje słabości i radzi sobie na kapitańskim stanowisku, z czego można wyciągnąć optymistyczny morał, że jasna, Trekowa, przyszłość nie jest tylko dla chodzących ideałów, że ludzie jak my (no to pochlebiłem, tylko czy nam, czy jemu? 😉 ) też by tam znaleźli miejsce dla siebie...
Coś w tym jest, bo tak podglądać swoją byłą przez okno to jakiś żart...
Z drugiej strony jest to jednorazowe, i jakże niewinne na tle obecnych stalkerów (bodaj nawet pod współczesne nam paragrafy nie podpada).
Rany, nie przypominaj mi Agnes... To, co odstawiła po pijaństwie to jest mega żenujące...
Nasi bohaterowie w tym serialu też mega żenujący.. I jeszcze Kelly stała się bogiem... Gdyby była w pełni trzeźwa, do takiego zdarzenia pewnie by nie doszło...
Wkurza mnie ich pijaństwo...
Cóż, jak swego czasu mówiłem, uwspółcześniamy się (tzn. Trek, także niekanoniczny to robi) po abramsowemu:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4127
Choć J.J. - acz kierunek wyznaczył - nie poszedł w nim tak daleko...
Roddenbery Box nie był zły, nawet całkiem fajny.
Był - jasna przyszłość, jasne reguły (także technologiczne), jasno określone sposoby narracji. Fajny porządek tam, gdzie dziś wkrada się chaos. Intelektualne zdyscyplinowanie wizji.
Ale jaki młody Kirk, bo nie kojarzę? TOSowy czy Abramsowy? Nie kojarzę, żeby w młodym wieku upijali się...
Obie wersje, bo obie oszukiwały na teście Kobayashi Maru, albowiem nie pijaństwo mam na myśli (choć abramsowy chyba w czasie barowej bójki był nietrzeźwy), a fakt, że w Trekowej (ORV wliczając) przyszłości nawet lobuzowanie zyskało na szlachetności 😉 , bo by je uprawiać trzeba genialnie łamać systemy komputerowe 😉 .
Nie znam niestety DS9 i nie zamierzam poznać
Skoro piszesz "niestety", to może i do niego się przekonasz?*
* Zwł., że stanowi istotny punkt odniesienia i dla ORV, i dla DSC, i - poniekąd - dla pierwszego sezonu PIC.
No nie, fajny jest 😀
A będzie jeszcze fajniejszy - choć nieco w tradycji smutnych Pierrotów - gdy poznasz go bliżej.
Na razie nie wywarł on na mnie pozytywnego wrażenia.
Co może stanowić lekcję jak złym doradcą bywa konformizm...
Ale właśnie o ten brak wyczucia chodzi. Noż kurde, mają na pokładzie członka Unii, wypadałoby o nim wiedzieć coś więcej
Ta przynależność Moclan do niej jest dość dwuznaczna w sumie (o czym pod koniec sezonu będzie więcej, jak pisałem). Przy czym - biorąc pod uwagę ich nawyki - może być tak, że - jak Wolkanie w TOS - niechętnie dzielą się danymi na swój temat, co by resztę załogi przed zarzutem niedouczenia ratowało*. Choć można na to spojrzeć i inaczej, poniekąd wciąż optymistycznie, że nie douczyli się, bo przywykli do tego, że w świecie, w którym żyją da się bez większego trudu przezwyciężać biologiczno-kulturowe odmienności.
* A Bortusa czyniło wyjątkowo otwartym w jednym zakresie więcej...
tymczasem dostajemy idiotyczne dowcipy o sikaniu
Z drugiej strony... Z TOS-u wiemy, że Trekowi ludzie nie boją się już słów. Może tam takie dowcipy niczyich uczuć już nie ranią, czy to za sprawą psychicznej siły mieszkańców przyszłości, czy atmosfery ogólnej afirmacji, która przez swoją wszechobecność przeważa...
Ta cała ceremonia też była komiczna, chociaż tak naprawdę nie miała być, ale widz tak to odebrał...
W końcu to serial m.in. komediowy. Skądinąd bajorańskie obrzędy okołoporodowe (wiem, znów DS9) wypadały równie idiotycznie dla ziemskiego widza.
A tak swoją drogą, lubię aktorstwo Setha. Oczywiście to nie ta liga, co Patrick Stewart i Brent Spiner, ale mimo wszystko gra nieźle. Człowiek się wczuwa w jego postać, rozumie jego dylematy.
Też je lubię. Swoją drogą czy to, że można się w niego łatwo wczuć nie jest jednym z sukcesów The Orville?
Czyli muszę oglądać dalej...
Tak 🙂 .
No ale właśnie... Poglądy... Stosunek do seksu, obowiązków, wszystko ich różni. /.../ To się wiąże z pewnym konfliktem, bo jego mąż spędza gro czasu na mostku, w dodatku OKŁAMUJE go, że ma więcej obowiązków. Coś tu mocno nie halo w tym związku, według mnie to już patologia i nawet sesje doktorki nie są w stanie tego uzdrowić. Więc poglądy to jeden temat, a podkopywanie samooceny to drugi temat. Jak miał się poczuć mąż Bortusa? Trochę się z nim utożsamiam, bo wiem, co to chłód w małżeństwie....
Klydenowi poświęciłem swego czasu sporo uwagi:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=4307
Poniekąd jest to duchowy potomek gula Dukata - acz nie wielki zbrodniarz, jak tamten, a mały życiowy upierdliwiec, przy czym - choć ma sporo wad (niektóre z nich czynią go wręcz odrażającym), a domyślnemu widzowi Treka daleko do niego poglądami - rozumieć go, współczuć mu, i utożsamiać się z nim można jak najbardziej, co uznałbym za jeszcze jeden z sukcesów ORV, w dodatku sukces b. Trekowy, bo przecież ST w pierwszym rzędzie uczy nas empatii...
Bo jak rozumiem mąż Bortusa nie jest zatrudniony na Orville? Jest tylko partnerem?
Z tego co widzimy robi za męża przy mężu 😉 , choć teoretycznie nie możemy też wykluczyć, że poza kadrem - jak Cassius - wykonuje jakąś cywilną pracę na pokładzie.
Jedno zabójstwo i wszystko niby cacy i współpracują ze sobą, aby uratować związek. Tak to nie działa w prawdziwym życiu...
Może podziałało jak katharsis, choć nie polecam stosować w domu 😉 😉 😉 .
Alexander szybko dorastał? Nawet nie zauważyłam...
A to b. słynny wątek 😉 .
Ktoś może mi przybliżyć ten temat?
Proszę bardzo:
https://screenrant.com/star-trek-worf-son-alexander-age-plot-hole-no/
I o te cuda mi chodzi. Picard by się nie poddał, a że ma na pokładzie doskonałego pod każdym względem Datę <3, to pewnie by rozwiązanie znaleźli 😉
Pewnie tak, choć - jak napisałem - czasem przecież i im ktoś ginął. A z drugiej strony załoga Orville ileś osób jednak ocaliła...
Do czego pijesz? Do odcinka z drugiego sezonu "Time Squared"?
Tak, do tego właśnie.
Muszą bardziej uważać i zachowywać należytą odległość ;P
Nigdy bym się nie pakowała statkiem tak blisko gwiazdy O.o
Z drugiej strony - obie załogi ocalały.
Obym się o tym przekonała, bo na razie mi się wydaje bardziej nawet sztuczny od inteligentnego i pełnego Pytań V'Gera...
Zastanawialiśmy się kiedyś czy pierwotnie nie miał pochodzić z planety na której Voyagera VI na V'Gera przerobiono...
Daleko mu do Daty i EMH, tamci byli emppatyczni i kochani
Kochany (i kochający) to on się zaraz stanie... 😉
Ja wiem, do czego pijesz. Pewnie do wykończenia przez Worfa Durasa...
Nie tylko, tu znów muszę odwołać się do DS9 i dalszych worfowych losów.
A tymczasem Bortusa prawie zamordowano ppod skrzydłąmi Unii, na statku Unii, przez jego ukochanego, który chciał się z nim "rozwieść" Sytuacja nieadekwatna. I to całe głaskanie po główce męża Bortusa, och jaki on poszkodowany i w ogóle... Oczywiście, rozumiem, że był poszkodowany, bo przez Bortusa był traktowany jak gówno, ale nic nie usprawiedliwia zbrodni. Powinien wylądować w celi.
Zgoda, ale po pierwsze zbrodnia okazała się odwracalna, po drugie poszkodowany nie był zainteresowany karaniem sprawcy. To trochę osładza zgniłe kompromisy moralne dokonane w tej sytuacji...
To niewyobrażalne okrucieństwo w stosunku do tego, co zrobił Gordon Isaacowi.
Dla nas tak - dla Isaaca nie było, bo jest podwójnie Obcy - jako maszyna i przedstawiciel odmiennej cywilizacji. Jest to więc, mimo wszystko, interesujący wątek SF z ciekawym filozoficznym podtekstem.
Nie wiem, wydaje mi się, że w ST ludzie są bardziej cywilizowani. Nie podążają już tak za swoimi żądzami, czysto instynktownym spełnieniem potrzeb. W końcu Star Trek nauczył nas, że do seksu jest też potrzebne przywiązanie, jakiś szacunek do partnera...
Tak, ale czy w Holodecku (w omawianym przypadku, bo będzie i inny) to w ogóle seks - w sensie partnerstwa? Przecież ot takie wykorzystywanie świadomych holoprogramów byłoby czymś b. paskudnym, gwałtem. A skoro są nieświadome, to jest to, ta... mensturbacja, jak zwał ją niepoprawnie Kolega Picard/1701EarlGrey 😉 😉 😉 .
Orville nam funduje ZDRADĘ życiowego partnera, a to już jest bardzo niefajne.
W wypadku Kelly - jak najbardziej (choć nie wiemy ile było tam jej świadomej winy). Tu - z przyczyn wymienionych w poprzednim akapicie - trudno do końca powiedzieć, choć niektórzy uznają coś takiego (mając po temu niezłe argumenty w sumie) za zdradę psychiczną. Z drugiej strony uzależnienie od pornografii to, jak każde uzależnienie, choroba, a sytuacja Bortusa w związku jest naprawdę trudna (bo odkrył szeroki Wszechświat, nowe drogi myślenia, a okazało się, że jego partner nie tylko za nim nie nadąża, ale i nadążyć nie chce), więc nie jest tak, że nie ma tu okoliczności łagodzących...
Dreamweb said
Zależy jak zdefiniować "fajne". 🙂 Ale na pewno nie będzie "stał z boku". 🙂
Taak. Sporo mielibyśmy do powiedzenia, ale nie chcemy Koleżance spoilerować 😀
A ja myślę że tak. W końcu byli nowocześni i otwarci na różne możliwości - także erotyczne.
Też tak sądzę, zwł. w świetle poglądów samego G.R. i tego, jak chciał pokazać Risę (a do czego Berman i spółka wówczas nie dopuścili). Holodeckowe fantazje Bortusa to - śmiem powiedzieć - czysty Roddenberry:
https://trek.pl/forum/topic/star-trek-lower-decks/page/12/#post-244044
Czyli ORV jest jednak b. Trekowe, skoro działa na Ciebie jak UFP na Garaka i Quarka*.
* Pierwszy link youtube'owy w poniższym poście 😉 :
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=4111&page=0#msg312790
Obejrzałam, ale wydźwięk całej rozmowy podkreśla to "I hope so", czyli UFP nie jest taka zła, jak by się to wydawało...
Quark i ten Cardassianin wydają się poczciwymi istotami. Niepotrzebnie mam uprzedzenia do ich gatunków, chociaż fakt, TNG odcisnął na mnie duże piętno. Nawet nie powiem, jak Ferengich nazywałam jako nieświadoma niczego prawie 12-latka...
Nigdy nie napisałem, że nie ma zalet.
No to się zgadzamy 🙂 W sumie tak sobie pomyślałam, że byłby niezłą partią dla Kelly, rozumieli się, gość ma porządną posadę, wymagającą odpowiedzialności.
I, hej, zaczynam powoli zapamiętywać imiona naszej załogi... 🙂
Z drugiej strony jest to jednorazowe, i jakże niewinne na tle obecnych stalkerów (bodaj nawet pod współczesne nam paragrafy nie podpada).
Masz rację, pewnie do stalkingu to by się nie porównywało. Ale mimo wszystko głupie to trochę było...
Wie. Tylko boi się, że może za to zapłacić (nie sama przy tym) zbyt dużą cenę, stąd robi takie wygibasy 😉 . Że bywa irytująca? - prawda, choć mimo to ją lubię. I uważam za przeważnie dobrego XO*.
* Choć prawdą jest, że pewne rzeczy, które jej wybaczamy świadomi konwencji serialu, w realnym życiu (czy w poważniejszym Treku) kosztowałyby ją karierę.
Jako XO nie mam do niej większych zastrzeżeń, no oprócz tej sytuacji, gdy stała się bogiem będąc na kacu. Pewnie w erze TNG straciłaby posadę. Ale powiedzmy, że Orville rządzi sie swoimi prawami. W większości przypadków jako Pierwsza zdaje się wypełniać tę rolę znakomicie. Jej obecne życie prywatne to jest coś, co mnie martwi, dlatego napisałam, że jest kobietą niezdecydowaną. Ale to pewnie jeszcze ulegnie zmianie.
Powiedzmy, że mój stosunek do niego jest skomplikowany, dwoisty, jak dwoiste bywa samo ORV, czemu dałem nawet wyraz zakładając temat na Phoenixie:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=4202
Przeczytałam tamten wątek. Zasadniczo zgadzam się z Resettą i jej wynurzeniami. Bardzo mądrze to opisała.
(hej, a czy Resetta jest z nami na tym forum? Nie widziałam Jej...)
Dla mnie Edek jest naprawdę fajnym gościem. Potrafi gadać z załogantami, potrafi rozwiązać konflikty, ba, nawet z byłą żoną był w stanie się dogadać. Cóż, czasem puszczają mu nerwy, ale przecież najlepszemu może się to zdarzyć 😉
Cóż, jak swego czasu mówiłem, uwspółcześniamy się (tzn. Trek, także niekanoniczny to robi) po abramsowemu:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4127
Choć J.J. - acz kierunek wyznaczył - nie poszedł w nim tak daleko...
Przeczytałam i ów wątek i co tu dużo można powiedzieć.. Ja Abramsową wizję lubię, zwłaszcza w "Into Darkness". Nie mam do tego filmu żadnych wielkich zastrzeżeń. "Jedenastka" trochę dziwna była, ale trzymała poziom. Poznaliśmy dogłębniej Kirka i jego załogę. Za to "Beyond" nie cierpię, bo to był taki akcyjniak, że przez połowę czasu nie wiedziałam, co się dzieje. Ale muszę sobie to jeszcze raz obejrzeć, bo byłam na tym tylko raz w kinie.
Był - jasna przyszłość, jasne reguły (także technologiczne), jasno określone sposoby narracji. Fajny porządek tam, gdzie dziś wkrada się chaos. Intelektualne zdyscyplinowanie wizji.
Ale nawet TNG odstępował od reguł Roddenberry's Box... Już po drugim sezonie.. I mamy tych zapyziałych admirałów, te tajemnice skrywane przez Flotę, staczającego się człowieka obrosłęgo w ambicje ("Pegasus" się kłania)... Więc już za czasów TNG nastąpiła degradacja tegoż "pudełka".
Obie wersje, bo obie oszukiwały na teście Kobayashi Maru, albowiem nie pijaństwo mam na myśli (choć abramsowy chyba w czasie barowej bójki był nietrzeźwy), a fakt, że w Trekowej (ORV wliczając) przyszłości nawet lobuzowanie zyskało na szlachetności 😉 , bo by je uprawiać trzeba genialnie łamać systemy komputerowe 😉 .
Źle zrozumiałam, sorki. Myślałam że pijesz, nomen omen, do tej wódki; zresztą zauważyłam w swoim poście, że te dzieciaki po spożyciu takiej ilości już by rzygały dalej niż patrzyły ;P
Jeśli chodzi o łamanie zasad i hackowanie systemów, to fakt, Kirk tu rządzi. W obu wersjach. Ale czyż jego zdolność myślenia "outside the box" nie została właśnie pochwalona przez przełożonych? Ten test, z tego co rozumiem, był nie do zdania. Kirk nagiął zasady, dzięki czemu zdał. Doceniono jego kreatywność. To troszkę inna sytuacja, niż replikowanie sobie wódki dla rozrywki (co było prostackie).
Skoro piszesz "niestety", to może i do niego się przekonasz?*
* Zwł., że stanowi istotny punkt odniesienia i dla ORV, i dla DSC, i - poniekąd - dla pierwszego sezonu PIC.
Może, może 😉 Muszę się spieszyć wszakże, póki to jest na Netfliksie ;P
Ta przynależność Moclan do niej jest dość dwuznaczna w sumie (o czym pod koniec sezonu będzie więcej, jak pisałem).
To przepraszam, będę oglądać dalej i wypowiem się, jak dalej dojdę.
Z drugiej strony... Z TOS-u wiemy, że Trekowi ludzie nie boją się już słów. Może tam takie dowcipy niczyich uczuć już nie ranią, czy to za sprawą psychicznej siły mieszkańców przyszłości, czy atmosfery ogólnej afirmacji, która przez swoją wszechobecność przeważa...
Ale nie każdy gatunek jest taki sam. Może jednego słowa bolą bardziej niż drugiego? A zresztą... Zobacz, jak zareagował Barclay na słowo Picarda "Broccoli". Według mnie był zraniony do głębi, poczuł ten brak akceptacji załogi... Jak mi go żal.. I nie, wcale mnie ta scenka nie śmieszyła, mimo że była doskonale zagrana.
Też je lubię. Swoją drogą czy to, że można się w niego łatwo wczuć nie jest jednym z sukcesów The Orville?
Może masz rację, bo główny dowodzący całą tą zgrają (;) ) jednak odwala większą część roboty i to co widzimy, to pochodne decyzji kapitana. Tak z grubsza ujmując. Dlatego co do Setha nic nie mam, stara się, gra dobrze, miło go się ogląda na ekranie. Zresztą to wszechstronnie utalentowany człowiek; aktorstwo, pisanie scenariuszy, produkcja...
Klydenowi poświęciłem swego czasu sporo uwagi:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=4307
Przeczytałam. Ciekawe macie spostrzeżenia. Czyli, ogólnie mówiąc, on nie był kulturowo tak dostosowany do życia na Orville jak jego małżonek. Miał prawo się gniewać, kiedy Bortus go olewał. No szkoda mi go trochę nawet...
Z tego co widzimy robi za męża przy mężu 😉 , choć teoretycznie nie możemy też wykluczyć, że poza kadrem - jak Cassius - wykonuje jakąś cywilną pracę na pokładzie.
Aha, chyba że tak. W końcu trochę cywilnych stanowisk muszą na statku obsadzić.
Może podziałało jak katharsis, choć nie polecam stosować w domu 😉 😉 😉 .
Cii, bo jeszcze nierozumiejący się współmałżonkowie wpadną na pomysł, aby parterowi wbijać nóż w serce w formie "rozwodu" 😉
Proszę bardzo:
https://screenrant.com/star-trek-worf-son-alexander-age-plot-hole-no/
Dziękuję, przeczytałam.
Jedyny wniosek jest z tego, że Klingoni bardzo szybko dorastają, szybciej też dojrzewają. Nie byłoby w sumie w tym nic niezgodnego z kanonem. Przyjmijmy że rozwój Alexandra jest tego przykładem.
Ciekawe, jak rodzice Worfa znieśli tak szybko dorastającego syna 😉
Tak, do tego właśnie.
Ale to trochę inna sytuacja. Picard z pętli czasowej był niepasującą zmienną w całym równaniu. Żeby mogli się wyrwać z tej pętli potrzebowali usunąć zmienną. Zresztą ten Picard nie został zabity stricte, jak to każdy trup na Enterprise. Po prostu rozpłynął się w powietrzu, bo nie pasował do linii czasowej.
Z drugiej strony - obie załogi ocalały.
Bo mają plot armor ;P
Zastanawialiśmy się kiedyś czy pierwotnie nie miał pochodzić z planety na której Voyagera VI na V'Gera przerobiono...
A w sumie, będzie coś więcej wiadomo o jego rodzimej planecie? Czy tylko nam pozostają domysły?
Kochany (i kochający) to on się zaraz stanie... 😉
Ciicho, bez spoilerów 😉
Nie tylko, tu znów muszę odwołać się do DS9 i dalszych worfowych losów.
To chyba, nawet pominąwszy już wszystko, powinnam ten serial obejrzeć ze względu na Worfa, bo zawsze miałam do niego słabość...
Dla nas tak - dla Isaaca nie było, bo jest podwójnie Obcy - jako maszyna i przedstawiciel odmiennej cywilizacji. Jest to więc, mimo wszystko, interesujący wątek SF z ciekawym filozoficznym podtekstem.
Ale, jak mówię, Data czy EMH w życiu by tak nie postąpili. Ja wiem, że dla Gordona to była mała "niedogodność" przez kilka dni, ale nawet sam kapitan starał się wytłumaczyć Isaacowi, że w jego żarcie jest coś nie halo.
Tak, ale czy w Holodecku (w omawianym przypadku, bo będzie i inny) to w ogóle seks - w sensie partnerstwa? Przecież ot takie wykorzystywanie świadomych holoprogramów byłoby czymś b. paskudnym, gwałtem. A skoro są nieświadome, to jest to, ta... mensturbacja, jak zwał ją niepoprawnie Kolega Picard/1701EarlGrey 😉 😉 😉 .
Heheh, mensturbacja 😉 Czy to taki odpowiednik męskiej masturbacji?
A co do holoprojekcji... To już ustaliliśmy niedawno, że Riker się w Minuet zakochał... Albo te holopprojecje miały świadomość (chociażby Moriarty). Więc... albo bohaterowie czuli emocjonalny impakt w holodecku, albo też te postacie trzeba traktować jako osoby... Tymczasem program Bortusa nie miał żadnych z tych cech, był czystą pornografią, wynaturzeniem...
W wypadku Kelly - jak najbardziej (choć nie wiemy ile było tam jej świadomej winy).
Co do Kelly mam ambiwalentne uczucia. Zakładam, że jednak chodziło o te feromony.
Z drugiej strony uzależnienie od pornografii to, jak każde uzależnienie, choroba, a sytuacja Bortusa w związku jest naprawdę trudna (bo odkrył szeroki Wszechświat, nowe drogi myślenia, a okazało się, że jego partner nie tylko za nim nie nadąża, ale i nadążyć nie chce), więc nie jest tak, że nie ma tu okoliczności łagodzących...
Nie wiem, jak u nich się odbywa przysięga małżeńska. Nie mam pojęcia. Ale w naszych standardach jest, że się obiecuje "miłość i uczciwość małżeńską" aż po grób. Więc wg naszych standardów zdrada z holoprojekcjami nadal by była zdradą. A że małżonek Bortusa jest w sumie konserwatywny, to już to omawialiśmy, zaglądając w posty ze startrek.pl. Ale ja ze strony Bortusa też nie widzę jakiejś chęci poprawy, zaradzenia temu problemowi. Spychał wszystko na zmęczenie i kłamał cały czas. Czy tak powinien wyglądać zdrowy związek? Coś mi tu mocno nie gra, na razie...
Taak. Sporo mielibyśmy do powiedzenia, ale nie chcemy Koleżance spoilerować 😀
Ciicho, mówiłam 😉
Idę oglądać dalej 🙂
A w sumie, będzie coś więcej wiadomo o jego rodzimej planecie? Czy tylko nam pozostają domysły?
Coś tam ujawnią. 🙂
Pleiades said
Quark i ten Cardassianin wydają się poczciwymi istotami. Niepotrzebnie mam uprzedzenia do ich gatunków
Czy Garak (ten Cardassianin) był poczciwy? W pewnym sensie tak, choć z drugiej strony stanowczo niebezpostawnie zwany bywa Trekowym Hannibalem Lecterem. Faktem jest jednak, że obaj panowie mieli serca po właściwej stronie, w ramach swoich kultur byli chyba wzorowymi obywatelami (potrafiącymi też, gdy trzeba, wyjść poza kulturowe ramy), a i UFP oddali cenne przysługi (i stali się agentami wpływu).
chociaż fakt, TNG odcisnął na mnie duże piętno.
TNG nie ma co tu winić, pokazał pewne gatunki po raz pierwszy, od mało ciekawej strony, ale wpisuje się to w bardzo sensowną, zgodną z duchem ST, sekwencję - poznajemy, pewne cechy ichniej egzotyki nas odrzucają, poznajemy lepiej - zauważamy i cechy, z którymi możemy sympatyzować. Przy czym DS9 czyni Ferengi i Cardassian bardziej ludzkimi niż robiło to zazwyczaj* TNG - co z jednej strony można potępić z perspektywy SF, jako ulatnianie się Obcości, z drugiej jednak Tobie może się podobać...
* Bo taki np. Bok z "The Battle" jest przecież nie tylko antagonistą, ale i cierpiącym, tragicznym, ojcem.
Nawet nie powiem, jak Ferengich nazywałam jako nieświadoma niczego prawie 12-latka...
A, to może być ciekawe...
W sumie tak sobie pomyślałam, że byłby niezłą partią dla Kelly, rozumieli się
Istnieje linia czasu, w której tak się stało... 😉
I, hej, zaczynam powoli zapamiętywać imiona naszej załogi... 🙂
😉
Masz rację, pewnie do stalkingu to by się nie porównywało. Ale mimo wszystko głupie to trochę było...
No, było głupie, ale i to da się odczytać optymistycznie, że oto w szczęśliwym XXV wieku ludzkość tak poszła moralnie do przodu, że i stalking stał się czymś dość niewinnym, bo komiczno-niezdarnym tylko...
no oprócz tej sytuacji, gdy stała się bogiem będąc na kacu. Pewnie w erze TNG straciłaby posadę.
O tym właśnie mówiłem.
Ale powiedzmy, że Orville rządzi sie swoimi prawami.
Dość podobnymi do LD zresztą (a trochę i do DSC z PIC, jak się zastanowić).
W większości przypadków jako Pierwsza zdaje się wypełniać tę rolę znakomicie.
Zdecydowanie. Gdyby nie pijacko-boska 😉 wpadka dałoby się ją chyba uznać za najkompetentniejszą postać serialu.
(Choć, zobacz, jej wybaczasz, a John poważnie zgrzeszył też tylko jeden raz 😉 .)
Jej obecne życie prywatne to jest coś, co mnie martwi, dlatego napisałam, że jest kobietą niezdecydowaną. Ale to pewnie jeszcze ulegnie zmianie.
Możliwe, ale jeszcze nie w tym sezonie.
hej, a czy Resetta jest z nami na tym forum? Nie widziałam Jej...
Obawiam się, że już na poprzednim obraziła się na mnie, bo zwróciłem Jej uwagę na niestosowność dosadnego komentowania tuszy Tilly i nadużywania grubych słów. Ale nie miałbym nic przeciwko temu, by do nas dołączyła.
Dla mnie Edek jest naprawdę fajnym gościem. Potrafi gadać z załogantami, potrafi rozwiązać konflikty, ba, nawet z byłą żoną był w stanie się dogadać. Cóż, czasem puszczają mu nerwy, ale przecież najlepszemu może się to zdarzyć 😉
Widzisz, i on zyskał w Twoich oczach (just like the Federation 😉 ), i sama dostrzegłaś, że nie da się sprowadzać jego kapitaństwa do robienia głupot czy (kompulsywnego?) rzucania mało śmiesznymi żartami... 😉
Ja Abramsową wizję lubię
Zakładając tamtejszy topic nie tyle chciałem ją chłostać (bo na to poświęcono dość czasu, gdzieś tak od drugiej połowy roku 2008), ile pokazać jak bardzo wyrasta z niej cały obecny Trek (z fanprodukcjami i ORV włączenie). Acz z drugiej strony i ona zdaje się dość silnie zadłużona u ST IV (przez co nawiązania do tego filmu w postabramsowskim PIC jawią się czymś b. naturalnym).
Ale nawet TNG odstępował od reguł Roddenberry's Box... Już po drugim sezonie.. I mamy tych zapyziałych admirałów, te tajemnice skrywane przez Flotę, staczającego się człowieka obrosłęgo w ambicje ("Pegasus" się kłania)... Więc już za czasów TNG nastąpiła degradacja tegoż "pudełka".
Czy ja wiem? Złych lub niekompetentnych wysokich funkcjonariuszy GF i UFP pokazywał nam już TOS, więc najwidoczniej takie diabełki się w tym pudełku jakimś cudem, od początku, mieściły...
To troszkę inna sytuacja, niż replikowanie sobie wódki dla rozrywki (co było prostackie).
Z drugiej strony zhackowanie takiego Replikatora to musi być kawał niezłej informatycznej roboty, a po robocie, zwłaszcza dobrej, wypada się napić 😉 😉 😉 .
(Mam nadzieję, że nie czytają nas teraz żadne niewinne dzieci 😉 .)
Może, może 😉 Muszę się spieszyć wszakże, póki to jest na Netfliksie ;P
Wiedziałem 😉 .
To przepraszam, będę oglądać dalej i wypowiem się, jak dalej dojdę.
Ależ nie ma za co przepraszać. Gdy oglądaliśmy-i-komentowaliśmy ORV (a także DSC, PIC i LD) w chwili jego (ich) premiery identycznie skazani byliśmy na domysły. (Zresztą czy Sisko nie kazał nam w pilocie DS9 cieszyć się faktem, że nie znamy przyszłości? 😉 )
Ale nie każdy gatunek jest taki sam. Może jednego słowa bolą bardziej niż drugiego?
Pewnie tak, LD zresztą pokazało to dość dosadnie 😉 , ale czy akurat twardzieli z Moclusa musi to dotyczyć?
A zresztą... Zobacz, jak zareagował Barclay na słowo Picarda "Broccoli". Według mnie był zraniony do głębi, poczuł ten brak akceptacji załogi... Jak mi go żal.. I nie, wcale mnie ta scenka nie śmieszyła, mimo że była doskonale zagrana.
Nawiasem: czy fakt, że Łysemu się to wypsnęło, nie oznacza, że w gronie senior staffu (a minimum w swojej głowie) pozwalał sobie na żarty podobne do mercerowych?
całą tą zgrają (;) )
Zaraz usłyszysz (albo już słyszałaś) celne słowa, którymi Gordon podsumuje siebie, swój statek i kolegów z załogi 😉 .
Zresztą to wszechstronnie utalentowany człowiek; aktorstwo, pisanie scenariuszy, produkcja...
I w dodatku Treker 😉 .
Czyli, ogólnie mówiąc, on nie był kulturowo tak dostosowany do życia na Orville jak jego małżonek.
Mówiąc b. łagodnie. Przy czym o ile rozumiem tych, którzy chcą by Bortus się z nim rozwiódł (w nasz, nie w moclański, sposób), o tyle stanowczo nie jestem zwolennikiem jego zniknięcia z serialu. Jego obecność wnosi do ORV kolejną perspektywę i uczy empatii wobec takich jak on.
Cii, bo jeszcze nierozumiejący się współmałżonkowie wpadną na pomysł, aby parterowi wbijać nóż w serce w formie "rozwodu" 😉
Znałem przykład gdy tak się stało, co ciekawe facet przeżył i zachował się dość bortusowato (przez co jego ślubna nie poszła siedzieć), ale rozwiedli się i tak.
Jedyny wniosek jest z tego, że Klingoni bardzo szybko dorastają, szybciej też dojrzewają.
I też szybciej umierają, niestety (nie tylko z racji trybu życia).
Ale to trochę inna sytuacja. Picard z pętli czasowej był niepasującą zmienną w całym równaniu. Żeby mogli się wyrwać z tej pętli potrzebowali usunąć zmienną.
Niemniej bez trupa (i to osobiście ukatrupionego przez Łysego w tym wypadku) się nie obyło. Tak, że nie jest tak 😉 , że w Treku wszystko się zawsze kończy idealnie, czy bez moralnych kosztów.
Zresztą ten Picard nie został zabity stricte, jak to każdy trup na Enterprise. Po prostu rozpłynął się w powietrzu, bo nie pasował do linii czasowej.
Nie... Oberwał w pierś z fazera. To zamknęło pętlę.
A w sumie, będzie coś więcej wiadomo o jego rodzimej planecie? Czy tylko nam pozostają domysły?
Poczekaj do końcówki sezonu, zobaczysz sporo.
To chyba, nawet pominąwszy już wszystko, powinnam ten serial obejrzeć ze względu na Worfa, bo zawsze miałam do niego słabość...
Jest go tam dużo od czwartego sezonu. I przechodzi podobną ścieżkę uczłowieczania co Ferengi i Cardassianie. Jego wątek powinien Ci się spodobać...
Ale, jak mówię, Data czy EMH w życiu by tak nie postąpili.
Owszem, bo też ich historie są zupełnie inne. On dopiero odkryje kruchą wartość człowieczeństwa. Data w chwili swojego ekranowego debiutu już ją znał, a EMH miał chyba wgraną jako jedną z podstaw swojego programu.
Tymczasem program Bortusa nie miał żadnych z tych cech, był czystą pornografią, wynaturzeniem...
Czymś co miało służyć szybkiemu rozładowaniu napięcia. Zresztą czy gdyby Bortus robił to ze świadomymi holoprogramami, z którymi nawiązywałby więzi emocjonalne nie byłoby to zdradą bardziej?
Co do Kelly mam ambiwalentne uczucia. Zakładam, że jednak chodziło o te feromony.
Też wolę tak myśleć.
Ale ja ze strony Bortusa też nie widzę jakiejś chęci poprawy, zaradzenia temu problemowi. Spychał wszystko na zmęczenie i kłamał cały czas. Czy tak powinien wyglądać zdrowy związek? Coś mi tu mocno nie gra, na razie...
Toż nie powiedziałem, że z niego niewinny aniołek, a tylko, że są istotne okoliczności łagodzące. Skądinąd widzieliśmy już sporo istot, które uczyły się Federacyjnej otwartości i stawały jej ambasadorami wśród swoich (pierwszy był tu bodaj Spock, który - choć b. oddany wolkańskiemu dziedzictwu - rozsadzał jego hipokryzję), tu po raz pierwszy oglądamy cenę zostania zasymilowanym 😉 przez - przemianowaną na Unię - UFP, brzydszą stronę tego, dobrego per se procesu.
Dreamweb said
Coś tam ujawnią. 🙂
He, he... 😉
Bortusy to jest faktycznie pokazana jakaś realna inność i za to chwała twórcom. Podobnie Isaac.
2. Orville to parodia dlatego więcej mu uchodzi na sucho.
