Forum › Fantastyka › Star Trek › The Orville - lepszy Star Trek?
E tam Shadow Realms fajoski
Nie twierdziłem, że nie jest fajny. Przeciwnie, fajność jest jednym z kluczowych ratujących ten odcinek czynników, gdy szczególnej głębi brak, a fabuła pretekstowa...
z poczuciem obcości bazy
To prawda. Wnętrza tej bazy są w najlepszej tradycji TAS, a enigmatyzm przedstawionej sytuacji też - paradoksalnie - swoje na plus w przedmiotowym zakresie dokłada.
Co to w ogóle jest?
Przypuszczalnie ktoś usiłuje sobie podbić pozycjonowanie strony przez napełnienie jej gotowym contentem, ale zawsze to pewne wyróźnienie, że postanowił w tym celu posłużyć się Twoim tekstem (choć jego w miarę nośna - interesująca dla paru milionów anglojęzycznych - tematyka miała tu pewnie większe znaczenie, niż autor 😉 ).
Czy powinniśmy oglądać Orville?
Czy powinniśmy oglądać Orville?
Tu się da jednym słowem odpowiedzieć, reszta będzie uzasadnieniem dlaczego TAK! 😉 .
ps. Z kanału Talking The Orville:
- jeszcze trochę o "Sympathy for the Devil"
- materiały zza kulis "Domino"
- wyjaśnienie pewnego mikroburaczka
- nieco lobbowania za renewalem
- przypomnienie przyczyn buntu Kaylonów
https://www.youtube.com/watch?v=G17NYGcXY5s
- i odrobina space porn
https://www.youtube.com/watch?v=PYy2S9eomCQ
Tu zaś jeszcze mamy kanał YT poświęconego ORV podcastu Quantum Drive:
https://www.youtube.com/c/QuantumDrive/videos
B. starą 😉 reckę finału pierwszego sezonu:
https://www.youtube.com/watch?v=bLvm8VfRxzk
I opinię Steve'a Shivesa o sezonie 3:
https://www.youtube.com/watch?v=QieN78EIplU
W ramach powtórek sięgnąłem i po odcinek "Gently Falling Rain". Owszem, są tam drobiazgi, których można się czepiać, np. ten, że to Kelly, nie Ozawa, stawia Krillom finalne ultimatum (niby da się takiego zagrania bronić, twierdząc, że pewnie admirał dała jej poza ekranem pozwolenie na tego typu przemawianie w imieniu całej armady, bo przecież kapitan Orville trafił do niewoli, ale pozostanie to naciągane, bo znaleźli się w rękach wiadomych Obcych również znacznie ważniejsi oficjele), czy wpisujące się w znany syndrom dość szybkie rośnięcie tytułowej dziewczynki, lecz znacznie więcej trzeba docenić - od typowo Orville'owego żartu ze Słońcem, subtelnie akcentującego międzygatunkowe różnice (swoją drogą: śpiewająca - i to ziemską piosenkę musicalową - Wolkanka Xeleyanka - Seth i spółka wciąż pięknie przełamują stereotypy), przez - chwalone już - efektowne miasto, po takie szczegóły jak krillska kostka Rubika (zarazem znajoma i dostatecznie nieziemska) - podobnej dbałości o detal nie doświadczyliśmy od czasów TNG, widać, że twórcy lubią świat przedstawiony i rozwijanie go sprawia im frajdę. (Z tej samej parafii 😉 jest wątek aborcyjny - prawda, doklejony na siłę, co przy ponownym oglądaniu bardziej razi, ale stanowiący dodatkowy smaczek - i, co ważniejsze, na marginesie głównej historii generujący mimochodem refleksje na zupełnie inny temat.) Owszem, ewolucja Teleyi jest naciągana (nie wycofuję się z tego zarzutu) - co, choć podane znacznie lepiej, niż podobne wolty w DISCO, w jakiś sposób negatywnie ciąży całej opowieści - ale jej portret psychologiczny zostaje zniuansowany w sposób pokazujący, że zostało w niej jakieś dobro, i że Ed zasiał w niej nie tylko ziarno życia 😉 , ale i pewnych światopoglądowych zmian (Ziemianie i reszta Federacji Unii to w jej oczach już "tylko" kulturowe zagrożenie, nie - bezduszne bydło). Równie subtelny, choć po DS9-owsku ponury, jest obraz społeczeństwa, na którego czele stanęła* - owszem postęp ściera się tam ze wstecznictwem i (chwilowo?) przegrywa, ale - co ze zgrozą odkrywają bohaterowie - zasadniczo brak pozytywnych stron w tym konflikcie - przemoc i manipulacja stanowią narzędzia obu obozów (i tu dałoby się przeprowadzić jakieś paralele do ziemskiej współczesności). Do czego dochodzi jeszcze cichy, ale na miarę największych bohaterów ST (jeśli nie większą) heroizm Mercera, który, zamiast uciekać, ponownie - bezbronny - pcha się w paszczę 😉 ex-kochanki, chcąc jej przemówić do rozumu i sumienia. Oraz, zauważalny z perspektywy dalszych odcinków - widoczny da drugim planie - ważny etap rozwoju Charly, która uczy się zauważać człowieczeństwo przeciwnika i widzieć większe dobro ponad podziałami.
(Aha: nawiązanie do GEN w postaci identycznego oświetlenia ECV-197 przez światło gwiazdy w jednej scenie też wypada pochwalić.)
Całościowo - solidne 3, z malutkim minusikiem. Choć dziwnie dać notę o włos wyższą niż w przypadku DSC "Unification III" (który na tym tle jawi się jak wydmuszka nie mogąc pochwalić się ani tak szczegółowym obrazem świata, ani równie udaną psychologią bohaterów, ani podobnie wciągającymi scenami akcji, i ogólnie trzymając widza w znacznie mniejszym napięciu), więc może dodam, że realizacyjnie ta odsłona ORV zasługuje na 4/4 (może również z minimalnym minusikiem).
* Stanowiącego dość oryginalne połączenie demokracji z fanatycznym zamordyzmem, niby pełne sprzeczności, ale na swój sposób przekonujące i w roli Obcości, i odbicia świata zaokiennego 😉 .
Muszę się wziąć za analizę wątków romansowych w Orville. Bo te są jednak w dużej mierze nowością. Tj ich trwałość, ilość i natężenie.
Analizując weź pod uwagę i poprzedników, czyli B5 z DS9 (i VOY, ENT, oraz CRU też trochę) 😉 .
Nie oglądałem B5 z DS9.
Obejrzyj - obyczajowy aspekt DS9 miał spory wpływ na ORV, a B5 na DS9 może jeszcze większy. Jeśli analiza ma być serio, trudno pomijać te czynniki.
Nadzieje na czwarty sezon:
https://www.youtube.com/watch?v=hWSFiADK5vc
https://www.youtube.com/watch?v=PR8dgXx_TYc
I pochwala ORV wprost z Niemiec:
https://www.youtube.com/watch?v=Tn5TSm7rqJs
Znowu jestem chory i mi się nic nie chce. Obejrzałem w związku z tym 7 odcinków 3 sezonu i mówię wam to jest epicki sezon a nie jakieś Ringi of Pała.
Znowu jestem chory
Dbaj o siebie, bo dość często ostatnio...
to jest epicki sezon
W którym - nawiasem mówiąc - udało się wypracować znacznie lepszą równowagę między epizodycznością a serializacją, niż w przywołanych DS9 i B5 czy ENT (co uznałbym za spory sukces). (Inna sprawa, że tam wydarzenia zwykle bardziej naturalnie wynikały z drugich, tu było sporo - DISCOwatego - chodzenia na skróty i popychania akcji kijem*; oczywiście niebotycznie sprawniej, i spójniej, niż w DSC podanego, bez kierowania się wiarą, że koncentracji starczy widzowi na 5 min.)
* Mają alibi: nie wiedzieli czy to nie ostatni sezon, musieli się spieszyć.
ps. Świeże wypowiedzi Bragi:
I samego Setha, oraz paru innych przedstawicieli ekipy:
https://www.youtube.com/watch?v=d8XrvvJMtBg
Komasacja trzeciosezonowych featurettes (co daje podsumowanie fabuly oczami jej twórców):
I jeszcze o tym czy ORV jest za bardzo ST 😉 :
https://www.youtube.com/watch?v=L_oU6WowJs0
https://youtube.com/shorts/l54PCft8Sf8?feature=share
Może się uda audycja o Orville
Organizujemy audycję o Orville na Discordzie. Chętni?
Wziąłbym udział - ku chwale Setha - ale trudno będzie. Tuż obok -mentowca 😉 , w którym się teraz gnieżdżę 😉 budują nowszy, w ramach tego samego osiedla. Nie wiem, które z używanych maszyn to powodują, ale b. zakłócają one łączość internetową, zwł. w dzień. Posty się jeszcze jakoś zamieści, ale streamowanie czegoś, czy transfer większych plików ociera się o fizyczną niemożliwość często.
ps. Stare Trekowe żarty śp. Norma MacDonalda, późniejszego Yaphita:
W nocy nie robią chyba?
