Forum › Fantastyka › Star Trek › The Orville - lepszy Star Trek?
Orville 3x05 i 3x06 nie było czasu na wcześniej zostawić kilku słów, to nadrabiam.
Do odcinka piątek podszedłem niechętne. Problemy rodzinne jakoś mnie nudzą. Tak sobie pomyślałem, że problem tożsamości płciowej dzieciaka nie da się przystępnie pokazać. I jakże się pomyliłem. Nie dość, że było to nakręcone ciekawie, to dylematy kapitana, admiralicji, przedstawione tak, jakbym tego oczekiwał. Nie zrobiono tu jakoś tego na skróty. Co więcej poza problemem jednostki wzięto tu pod uwagę ważne problemy całych ras. Ten finał, gdzie admiralicja odmawia prawa jednostki z powodu wojny i możliwych konsekwencji zerwania sojuszu, czy też drugiej strony, która rezygnuje ze swoich poglądów właśnie na rzecz ważniejszej sprawy - wojny, która może wybić cała cywilizację. I też jak to też pokazuję różnicę do tego co widzieliśmy u Krilli.
Naprawdę mocny i dobry odcinek. Zarówno jako komentarz do tego co obecnie się dzieje z wszelkimi trans. Jak i po prostu kawał dobrego kina SF.
Odcinek szósty miał w sobie oczywiście dużo więcej SF, mniej komentarza do współczesności. Podróż w czasie i komplikacje z tym związane. No i mamy początek jakże szablonowy, czyli nowa broń, wróg o niej od razu wie, zasadzka i wypadek z czasem. Gordon zostaje przeniesiony do 2015. No i ruszają mu z pomocą. Tak naprawdę nic niezwykłego. Nic nowego. Ale lądują 10 lat za wcześnie (lub późno, zależy jak patrzeć na podróże w czasie) Gordon się urządził już i całkiem dobrze sobie żyje jako pilot w 2025. Chcą go zabrać, ale pojawiają się komplikacje - żona i dzieci. I moralny problem. Powiem szczerze, że trudny problem. Nie wiem co bym zrobił na miejscu Eda. Raczej ryzykował zmianę linii czasowej, niż to co tu dostaliśmy. Ale też całkowicie zgadzam się z takim użyciem wehikułu czasu. Do tego on służy, można przenieść się w dowolny moment w czasie i go naprawić. Tu doskakują i zabierają Gordona w przyszłość, gdy on jeszcze chce wrócić. Ale moralny problem Eda zostaje. Nadal pozbawił Gordona jego rodziny, zapobiegł narodzinom dwójki dzieci. Biorąc pod uwagę, jak do tej pory pokazywali to w SF, to nie spodziewałem się takiej brutalności. Takiego twardego przestrzegania zasad. Przez większą cześć odcinka myślałem, że to koniec przygód Gordona na Orville.
Ed naprawdę nosi coraz większe brzemiona na swoich barkach. Z odcinka na odcinek - czy chcą go nam pokazać jako naprawdę silnego dowódcę, czy czeka nas w końcu jego załamanie?
Wątek poboczny Isaaca i chorąży Burke. Także bardzo przyjemnie prowadzony. Ciekawe jest co chce osiągnąć Isaac, który ewidentnie chce się zbliżyć do Burke. Czy ciekawi ją jej umysł? Czy może zmartwychwstanie wpłynęło na jego obwody i teraz naprawdę ma uczucia? Jest to ciekawy wątek i ciekawe jak go poprowadzą. Ale ewidentnie staje się bardziej ludzki. Powiedziałbym, że bardziej od Daty, bo on chyba sam nie do końca rozumie zmiany, które w nim zachodzą. No i co ważne on raczej ich nie chce, podczas gdy Data, to był Pinokio, który chciał się stać chłopcem.
Oczywiście plus za tablice rejestracyjną. 🙂 Jak i wykorzystanie napędu, jak wehikułu w czasie co prawda tylko do przodu ale jednak. Ciekawi mnie tylko, czy naprawdę żadne czujniki ich nie wykryły, przecież obiekt poruszający się blisko c w pobliżu świata domowego Unii powinien zostać wykryty. A dodatkowy plus, za przesunięcie kolorów wraz ze wzrostem prędkości. Prawie nigdy tego nie pokazali w SF. Widać, że na planie mają jakiegoś konsultanta.
Trzeba przyznać, że Orville robi to dobrze. Kręcą dobre SF. Choć trochę brakuje humoru. Bo przecież to miała być parodia, a jednak wychodzi z tego naprawdę dobre kino SF. I trzymają poziom z odcinka na odcinek.
Smok Eustachy said
Tymczasem Seth
Ciekawe co mówi w wywiadzie, że miał podobną swobodę w prawicowym Foxie i w - należącym do mainstreamowego Disney'a - Hulu. Może nie jest jeszcze tak źle z polityzacją, dwubiegunowością i wielostronnym tłamszeniem wolności słowa jak gadają. Przynajmniej dla mających tak silną pozycję jak on*.
* Tu wracamy do mojej starej tezy, że Trek potrzebuje Twórcy, nie wyrobnika zmuszonego zawsze tańczyć jak mu studio zagra.
Toudi said
dylematy kapitana, admiralicji, przedstawione tak, jakbym tego oczekiwał. Nie zrobiono tu jakoś tego na skróty. Co więcej poza problemem jednostki wzięto tu pod uwagę ważne problemy całych ras. Ten finał, gdzie admiralicja odmawia prawa jednostki z powodu wojny i możliwych konsekwencji zerwania sojuszu
Co też, niestety, w tradycji datującej się od takich odcinków jak ENT "Cogenitor" czy STC "Lolani", bo po raz kolejny wychodzi, że Federacja/Unia nie zna bezwzględnych praw jednostki (np. prawa azylu), wszystko - po majakowsku 😉 - poświęci w imię sojuszy i postrzegania większego obrazu. Szczęśliwie są jeszcze oficerowie myślący inaczej (acz status Isaaca jako oficera jest - jak wiemy - dość dwuznaczny).
nowa broń, wróg o niej od razu wie, zasadzka i wypadek z czasem.
Skądinąd to też nawiązuje do w/w "World Enough and Time" (acz tam broń była romulańska). Wcześniej mieliśmy jeszcze Tholian na styku TOS i ENT.
Gordon zostaje przeniesiony do 2015. No i ruszają mu z pomocą.
Też miałeś wrażenie (wynikające z wątku Riosa tam, chociażby), że grali trochę na nosie drugiemu sezonowi PIC, pokazując jak można wątek podróży w czasie (i zakochania w przeszłościowej tubylce 😉 ) rozegrać sprawniej, zwięźlej i mniej infantylnie, bez ułatwiania brodatemu bohaterowi 😉 ?
EDIT: Grin chyba zgadza się ze mną 😉 :
https://www.youtube.com/watch?v=muZ7BHLWfE0
Biorąc pod uwagę, jak do tej pory pokazywali to w SF, to nie spodziewałem się takiej brutalności. Takiego twardego przestrzegania zasad.
Przypomina się DS9 "Children of Time" (choć tam wyboru dokonał przyszły Odo). Skądinąd Ed pokazał już minimum dwa razy, że jest do takiej brutalności zdolny - kłaniają się "Krill" i "Pria", a dokładniej ich zakończenia. Czyni go to zresztą spadkobiercą Picarda (finały "Time Squared" i "Conspiracy"), a także Kirka i Hunta.
Skoro o Huncie mowa... W kontekście bieżącego epizodu ORV przypomina się jeszcze odcinek AND "The Banks of the Lethe", również traktujący o kochankach rozdzielonych przez czas.
czy chcą go nam pokazać jako naprawdę silnego dowódcę, czy czeka nas w końcu jego załamanie?
Sądzisz, że Seth i spółka powinni zafundować mu jakiś odpowiednik przeżyć Łysego z "Home" i - za przeproszeniem - wiadomej sceny z FC?
Orville robi to dobrze. Kręcą dobre SF.
Ano.
Choć trochę brakuje humoru. Bo przecież to miała być parodia
Widać z nieznanych nam przyczyn (może chodzi o pieniądze i adwokatów Disney'a?) uznali, że stać ich na odklejenie listka figowego?
ps. Nawiasem: odnotujmy jeszcze to, w humorystycznej grinowej przeróbce, ale zawsze):
https://www.youtube.com/watch?v=NGyX4gJNtgM
Bo Isaac wyszedł tu tyleż na następcę rozkładającego Klingonów Daty, co Shaggy'ego z wiadomej memicznej sceny oraz - przywołanego montażowo 😉 przez Majora - Terminatora (i obstawiam, że było to celowe)*.
* BTW. Polski fan doszukałby się tu może jeszcze podobieństwa do wątku - radzącego sobie z harley'owcami bez większego trudu - komandora Kovala.
Co też, niestety, w tradycji datującej się od takich odcinków jak ENT "Cogenitor" czy STC "Lolani", bo po raz kolejny wychodzi, że Federacja/Unia nie zna bezwzględnych praw jednostki (np. prawa azylu), wszystko - po majakowsku 😉 - poświęci w imię sojuszy i postrzegania większego obrazu. Szczęśliwie są jeszcze oficerowie myślący inaczej (acz status Isaaca jako oficera jest - jak wiemy - dość dwuznaczny).
Ale taka też jest polityka, takie jest życie. Poświęca się jednostki w imię ważniejszych spraw. Pięknie wyglądają historię, gdzie dla ratowania jednostek poświęca się masy, mit amerykański, że nigdy nie zostawiają swoich nawet poległych. To pięknie wygląda, dobrze się sprzedaje. Ale wiemy, że nie ma tak dobrze. W końcu skądś cały ten szum w około Wietnamu się wziął (Rambo 2, Zaginiony w akcji itp. przecież nie wzięły się znikąd). I ja się cieszę, że pokazują, że tworzą czegoś odklejonego od realiów. Robił to też trek, głównie w DS9, choć tam często odnosiło się wrażenie, że bohaterowie poświęcali się dobrowolnie. Chyba przykład Thomasa Rikera byłby tu najlepszy.
Też miałeś wrażenie (wynikające z wątku Riosa tam, chociażby), że grali trochę na nosie drugiemu sezonowi PIC, pokazując jak można wątek podróży w czasie (i zakochania w przeszłościowej tubylce 😉 ) rozegrać sprawniej, zwięźlej i mniej infantylnie, bez ułatwiania brodatemu bohaterowi 😉 ?
Nie, jakoś nie poczułem tu aluzji do tego. Acz wiem czemu do tego pijesz. Tu w sumie ważne są słowa Martiego McFly:
Wait a minute. I got all the time I want. I got a time machine! I can just go back early and warn him.
I to tu moim zdaniem zostało pokazane. Możesz podróżować w czasie, to możesz przecież skoczyć w dowolny czas i zmienić co trzeba. Zapobiec wojnie, narodzinom lub wręcz przeciwnie.
Ale taka też jest polityka, takie jest życie.
A jednak znamy prawo azylu (które czasem działa nawet na korzyść ewidentnych zbrodniarzy i jakoś wojny przez to nie wybuchają), znamy uchodźców z opresyjnych kultur (którzy może i żyją w strachu, ale raczej przed skrytobojstwem, pobiciem czy porwaniem dokonanym przez rodaków, nie przed odgórnym wydaniem w ich ręce). W ST/ORV brak uwzględnienia podobnych niuansów realności..
A jednak znamy prawo azylu (które czasem działa nawet na korzyść ewidentnych zbrodniarzy i jakoś wojny przez to nie wybuchają), znamy uchodźców z opresyjnych kultur (którzy może i żyją w strachu, ale raczej przed skrytobojstwem, pobiciem czy porwaniem dokonanym przez rodaków, nie przed odgórnym wydaniem w ich ręce). W ST/ORV brak uwzględnienia podobnych niuansów realności..
O azyl trzeba poprosić. Do tego, trzeba poprosić kogoś na tyle silnego, aby ten azyl mógł zapewnić. Co z tego, że np. San Marino udzieli komuś z Włoch azylu, jeśli zapewnienie tego azylu zależy od dobrej woli Włoch? Co prawda w przypadku Bortusa pewno by przeszło to, gdyby poprosił o taki azyl, choć na pewno popsuło by to relacje między jednym i drugimi. Oni jakby nie było Moclanie dopiero zaczynają się integrować w Unię. Nie są jej częścią. I jeśli z dnia na dzień zrobisz im rewolucję kulturalną, mogą się zaprzeć i wyjść z Unii. Patrz co robi Polska. A przecież różnica kulturalna miedzy nami a Zachodem nie jest w ogóle tak skrajna jak między Unią a Moclanami.
Nadal sam fakt pokazania jak ta pojedyncza decyzja może wpłynąć na całą kulturę i że osoby, które tę decyzję podejmują widzą to, jest ważne.
Patrz co robi Polska.
Ale czy wypowiedziała stosunki dyplomatyczne Norwegii z powodu Stonogi, Niemcom z przyczyny sławetnych kartofli, UK dlatego, że mogą się tam ukryć przed mniej poważnymi zarzutami pomniejsi gangsterzy, albo Czechom, bo Polki pielgrzymują 😉 do tamtejszych klinik aborcyjnych? Jakieś napięcia niewątpliwie to rodzi, ale poważne, czy nawet pół-poważne, państwa nie idą na noże z takich powodów... (Ba, jakoś nawet świat islamu nie wypowiedział wojny Francji z powodu karykatur Mahometa; na pomrukach niezadowolenia się skończyło.)
Dalej nie wiemy czym kobiety się różnią od mężczyzn tam. Bo facety wyglądają na obojniaki. Jest to zrobione źle.
Dalej nie wiemy czym kobiety się różnią od mężczyzn tam.
Krytykowałem to od początku, poza tym przeważnie chwaląc moclańskie wątki...
Zostało jescze 4 odcinki. Czy w ogóle rozwiążą wątki Kejlonów i Krillów? Podejrzewam tez że wątek rodziny Malloja nie został zamknięty. Malloy przeniesie się w przeszłość aby udaremnić ewakuację wcześniejszego ja. Mam nadzieję że sezon okaże się zamkniętą całością. Wstyd mi natomiast ale nie chce mi się ściągać z torrenta SNW.
Tymczasem na Fejsbuniu:
Orville według mnie zaczął się parodia Star Treka, ale wielkie bohaterowie, pismo, efekty 🤩 Orville stoi teraz na swoim z działkami, które są bogate i poważne. To wielki dramat. Orville odniósł sukces tam, gdzie spin-offy ST zawodzą
xxx
Jak dostał dobrze płatną pracę bez numeru ubezpieczenia społecznego, aktu urodzenia, odcisków palców itp?
Zabawne, jak zakładamy, że naturalnie to dostanie. Oni (pisarze) powinni próbować, żeby zarabiał tylko gotówkę.
Czy w ogóle rozwiążą wątki Kejlonów i Krillów?
To pewnie zależy od tego na ile wierzą w zaistnienie dalszych sezonów.
Podejrzewam tez że wątek rodziny Malloja nie został zamknięty.
Tak, to prawdopodobne (vide gordonowe "This family is stronger than Time." dość powszechnie odczytywane w zbliżonym duchu).
Orville odniósł sukces tam, gdzie spin-offy ST zawodzą
Nie da się ukryć.
Jak dostał dobrze płatną pracę bez numeru ubezpieczenia społecznego, aktu urodzenia, odcisków palców itp?
Skoro Spock w latach '60 zdołał zbudować urządzenie do śledzenia zmian linii czasu, to czemu i Gordon (fakt, niby idiota - tak z ekranu padło), dysponując o ponad wiek lepszą technologią, nie miał sobie poradzić (hackując stosowny system, czy coś).
Skoro Spock w latach '60 zdołał zbudować urządzenie do śledzenia zmian linii czasu, to czemu i Gordon (fakt, niby idiota - tak z ekranu padło), dysponując o ponad wiek lepszą technologią, nie miał sobie poradzić (hackując stosowny system, czy coś).
Co wy z tym "Gordon idiota"? przecież to raczej z LaMarra robili okrętowego głupka (w pierwszym sezonie). Gordon od początku był przedstawiony jako taki XX wieczny koleś przeniesiony do przyszłości. Czyli lubił wypić, pożartować, często prosto i sprośnie. Ale mający talent do latania i będącym bardzo bystrym gościem.
Co wy z tym "Gordon idiota"?
Nawiązuję do tego, jak zaprezentowała go Kelly przed moclańskim trybunałem ("While this male may be the fleet's best pilot, he's also an idiot. Sorry, Gordon."). Przy czym, by była jasność, b. lubię Gordona*.
* Jest chyba najbardziej ludzki (most... human, hehe), swojski, z całego tego Trekowego (ORV, AND, B5 z przyległościami, a nawet nBSG wliczając) towarzystwa.
Ale mający talent do latania
Tego, jednotorowego, geniuszu nawet ona mu nie odmówiła.
Ostatnio jest jak dziecko. Nieodpowiedzialny
Ot, co spóźniona miłość robi z człowieka (vide Wokulski)... 😉
Swoją drogą: warto odnotować b. sensowne, wyzbyte gwiazdorzenia, nastawienie Grimesa do roli:
"Seth actually asked me early on in the show, ‘Do you wanna delve into Gordon and who he is and where he’s from?’ And I said, ‘Don’t worry about me.’ Eventually, if the audience likes this character we can figure something out. But it’s not necessary for me to have a whole episode where you find out who my father is or why I don’t have one. I find that to be self-important. Everyone else can have that, I’m not bagging on them, but that’s not needed for Gordon at all. That’s my job on this show and I’m really happy people respond to it."
https://orville.fandom.com/wiki/Scott_Grimes#Playing_Gordon_Malloy
ps. Jak już przytaczam jego wypowiedzi...
https://www.cinemablend.com/interviews/why-the-orville-needed-to-adopt-serious-storytelling-according-to-scott-grimes
