Forum › Fantastyka › Star Trek › The Orville - lepszy Star Trek?
Nikt chyba nie odnotował, iż pojawiają się na Zachodzie głosy, że gniewna Burke to celowa parodia Burnham
Ja tam zgadzam się z jedną z przytoczonych wyżej recenzji, że są w niej echa Ro Laren. Ciekawe czy to też skończy się tym, że zdradzi naszą załogę na rzecz Maquis 🙂 (znaczy - tych przeciwników sojuszu z Krillami, których widzieliśmy w 2 sezonie).
Ciekawe czy to też skończy się tym, że zdradzi naszą załogę na rzecz Maquis 🙂
Byłby to ciekawy wątek, a raczej fajna powtórka wątku 😉 .
Ale chcialem jeszcze wrócić do "Electric Sheep" i podzielić się trzema spostrzeżeniami...
I. Pisząc o decyzji Eda zwróciłeś uwagę, że nie liczył się jak Picard z wyborami swojej załogi. Racja, ale warto dodać, że dotyczy to... również Isaaca, bo przecież to jego samobójczy zamach - w imię tyleż pragmatyzmu, co moralności - Mercer odwrócił.
II. Warto też odnotować scenę z kolczastą dziewczyną Johna, bo: 1. mocniej podnosi to jej - intrygująco wyglądający, choć nie jakiś oryginalny* - gatunek** do rangi recurringów (dokładając zarazem kawałek wiedzy o nim), 2. utwierdza status LaMarra jako kirkowato-rikerowatego playboya 😉 (a zarazem trochę antytezy Geordiego, który - jak wiemy - miał z woli G.R. unikać popadania w schemat ciemnoskórego luzaka i kobieciarza), 3. służy przeprowadzeniu w typowo orville'owy (bo nie w sali konferencyjnej czy kapitańskim ready roomie, ale w zaciszu prywatnej kabiny i prawie od niechcenia) sposób dyskusji o samobójstwie (przyprawionej szczyptą standardowej obcologii 😉 spod znaku "na naszej planecie to herbata nas piła"). I choćby już za pomieszczenie tylu rzeczy w paru ujęciach wypada ją pochwalić.
* Przypomina się Spikor z He-Mana:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=6&topic=1779&page=0#msg332491
** Zwący się Dakeeli:
https://orville.fandom.com/wiki/Dakeeli
III. Oraz scenę ręcznego noszenia przez Bortusa (czemu nie przez Tallę?) torped do promu, bo przypomina podobne naiwności z ST VI i LD (gdzie łatwiej takie rzeczy wybaczyć), ale ma też w sobie klimat pewnych lowerdeckowych momentów z przywoływanego parę razy nBSG.
A czym te torpedy mieli nosić?
Transporterów - prawda - nie mają (w codziennym użyciu 😛 ), ale od czego antigravy*, manipulatory, automatyzacja... To przecież (ma być) XXV wiek, Kolego.
* http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=3&topic=1080&page=0#msg31533
ps. TO zestawienie nie było jeszcze linkowane, więc najwyższy czas...
https://orville.fandom.com/wiki/Influences_of_The_Orville
I jeszcze Star Trek Nitpickers szerzej o zeszłotygodniowym odcinku:
https://www.youtube.com/watch?v=HlGr71HpOf8
s03e02
Klimat TNG: jak zwykle łażą bez skafandrów i są z tego problemy. Czy niczego się nie nauczą?
Mamy tu analoga Borga i asymilacji. No nieźle.
jak zwykle łażą bez skafandrów i są z tego problemy
Co razi tym bardziej, że ledwo co te skafandry w całej krasie oglądaliśmy.

BTW. Znów idą łeb w łeb z SNW, tam też na nieuzasadnioną bezskafandrowość ledwo co narzekaliśmy.
Przy czym, tak, jest to:
Klimat TNG
(i TOS-u), ale tamci mają pewne alibi (filtr Transportera mający standardowo odsiewać patogeny przy przesyle), tu przy braku Transportera (więc i filtra) stanowi to buraka znacznie większego kalibru.
Guzik im pomoże transporter jak np. pęknie zbiornik i się ulotni gaz albo coś
2. Gdzie były już takie skaczące żaby po sufitach? Niech ktoś przypomni. EDIT: Orki w Morii - Władca Pierścieni.
3. Polskie napisy podnoszą ocenę odcinka.
4. Będzie na Disnej Plasie u nas ktoś wie?
Guzik im pomoże transporter jak np. pęknie zbiornik i się ulotni gaz albo coś
Gdyby nie to, czym nas z ekranu po oczach regularnie bito 😉 , dałoby się bronić tezy, że przesyłają się bezkombinezonowo tylko na pieczołowicie przeskanowane uprzednio obszary*.
* Które jednak raz za razem (czy też, jeśli wierzyć Fontanie, każdorazowo po raz pierwszy w danej linii czasu) kryją mimo to niespodzianki 😛 .
Orki w Morii - Władca Pierścieni.
I jeszcze Toad z X-Men.
Widać znaczenie Lower Decks bo tu wysyłają na misję zwiadowcza admirała, kapitana i 1 oficera. Cała wierchuszka. Co za porażka. Jakieś leszcze powinny to robić.
Widać znaczenie Lower Decks bo tu wysyłają na misję zwiadowcza admirała, kapitana i 1 oficera.
Tak naprawdę jeden tylko serial robił to poprawnie (epatując przy okazji technologią i procedurami startów, lądowań, śluzowań) - S:1999.
Choć od biedy da się bronić takich kfiatków twierdzeniem, że obyczajowość się zmieniła, i teraz dowódcom znów wypada pchać się na pierwszą linię, jak ongiś Aleksandrowi Wielkiemu czy Janowi Luksemburskiemu.
3x02, Q, Smok, nie będe was cytował, ale trochę się do was odniosę.
Odcinek oglądało się przyjemnie. Irytujące dzieciaki, admirał, który jest lekarzem i jakoś nie specjalnie nadaje się na mediatora czy aby chodzić na zwiad. Trochę Isaaca. Ogólnie idzie to do przodu.
Nie wiem czy zauważyliście, ale nie tylko ich mundury nabrały poważniejszej barwy, cały statek nie jest już tak jaśnie i optymistycznie szary. Odcień jest wyraźnie ciemniejszy, bojowy. Powiedziałbym bardziej realistyczny. Odskoczył od tego typowo trekowego.
I co jeszcze ważne, ogólnie brak happy endu. To też odcina serial od Star Treka (tak tak, wiem, dzisiejszy SNW też nie miał happy endu, ale w treku to raczej wyjątek potwierdzający regułę). Nie wiemy ilu załogantów się zamieniło, ale poszli oni na stracenie. Nie ma ich. Co więcej bohaterowie byli gotowi ich zabić. Ciekawi mnie czy broń mieli ustawioną na ogłuszanie, czy zabijanie?
Sama narracja i zakończenie się mi podobało, To jest to czego brakowało w poprzednim odcinku. Mam nadzieję, że będą trzymać ogólnie taki kurs. Mimo wszystko dodaje to powagi serialowi.
Oczywiście, nie było idealnie, bo jak te mutanty opuściły Orville?
Abstrahując od tego, że na zwiad jak zwykle poszli wszyscy najważniejsi. I że bez tych kombinezonów. I że obca stacja miała atmosferę zdatną do oddychania przez ludzi.
To jak tylko zobaczyłem te jaja/kokony na ścianie, to pomyślałem sobie - Obcy., pewno zassają komuś głowę (jak w SG1 urządzenia pradawnych złapała Jacka) albo wyskoczy coś z nich. Byłem blisko, prysnęło jakimś wyrusikiem. Co prawda, był to mutagen, a nie embrion obcego, ale i tak efekt końcowy podobny, obcy biegający po suficie, w szybach. I polujący na załogę, aby się dalej rozmnażać.
Przez moment wystraszyłem się, że będą mięć antidotum (jak np z tą mutacją z WARP 10 z Voyagera), ale szybko stracili na to nadzieję. 😉
I w ogóle ten statek obcych, czy on nie miał rysów Krillowskiego okrętu? Ciekawe czy Orville też by tak skończył?
Cóż mogę dodać, a tak, legendy Krillów. Kurcze, tacy rozwinięci, a legenda ich powstrzymuje przed badaniem jakiegoś fragmentu kosmosu. 😉
No i region bez gwiazd. Ta scena, to chyba była kalka z Voyagera. A może przeciwieństwo cytatu Clarcka: My God Its Full Of Stars. Choć to może zbyt powszechne, by szukać takich powiązań?
A właśnie podoba mi się, że w tym uniwersum nie zaprzeczają istnieniu telewizji i filmów. Że to cześć ich historii, a nie że jakieś wojny czy coś to wymazało. Jak to ma miejsce w ST.
Zapomniałem jeszcze: LaMarr i numer celą, był świetny! I to pytanie Isaaca, co on tam robi. 😉
Rozumiem przemianę biologiczną ale skąd u nich samoświadomość czym są?
Powiedziałbym bardziej realistyczny. Odskoczył od tego typowo trekowego.
Od typowo TNG-owskiego. Ale Defiant i Voyager też były mroczniejsze od Ent-D.
Nie wiemy ilu załogantów się zamieniło, ale poszli oni na stracenie. Nie ma ich.
Redshirci zawsze ginęli...
Co więcej bohaterowie byli gotowi ich zabić.
Tu znów przypomina się Picard zabijający zasymilowanego Lyncha (czy drugiego siebie), ale Riker gotów strzelać do Łysego w słynnym finale pierwszej części "TBoBW".
Co prawda, był to mutagen
Czyli w stylu "Dystryktu 9" bardziej, niż "Aliena". (A przez stację i ENT "Dead Stop" b. odlegle się kojarzy.)
Kurcze, tacy rozwinięci, a legenda ich powstrzymuje przed badaniem jakiegoś fragmentu kosmosu. 😉
Tacy rozwinięci, a fanatykami religijnymi - ku zdziwieniu reszty Galaktyki - też pozostali.
No i region bez gwiazd. Ta scena, to chyba była kalka z Voyagera.
Tak, z odcinka "Night", który skojarzył mi się, gdy tylko zobaczyłem zwiastun.
A właśnie podoba mi się, że w tym uniwersum nie zaprzeczają istnieniu telewizji i filmów. Że to cześć ich historii, a nie że jakieś wojny czy coś to wymazało. Jak to ma miejsce w ST.
Prawda, w klasycznym ST pamiętali tylko o kulturze (naj)wyższej z dawnych epok. Ale ORV nie jest tu w sumie pierwsze - wcześniej była AND, w której przywoływano komiksy z Aquamanem i Silver Surferem jako - sic! - klasykę. No i Beyond z Beastie Boys.
Smok Eustachy said
ale skąd u nich samoświadomość czym są?
Jakaś pamięć genetyczna?
Redshirci zawsze ginęli...
Ale to było inaczej, nie ginęli z rąk swoich załogantów. Poza tym, raczej jednostkowo ich zabijano, tu zrobiono to hurtem. To nie jest klasyczny motyw dla treka. Nie mówię, że nie było, ale jednak w klasycznym treku, przy takiej ilości zmienionych, to by raczej odwracali proces.
Tu znów przypomina się Picard zabijający zasymilowanego Lyncha (czy drugiego siebie), ale Riker gotów strzelać do Łysego w słynnym finale pierwszej części "TBoBW".
Poświęcanie jednostek a poświęcanie trzeciej części załogi... poza tym FC jako przykład dobrego treka? Coś przegapiłem. Wydawało mi się, że zawsze podawałeś go jako negatywny przykład. 🙂
Tacy rozwinięci, a fanatykami religijnymi - ku zdziwieniu reszty Galaktyki - też pozostali.
Niestety fanatyzm religijny nie wyklucza rozwoju technologii. A raczej jej ograniczenie i jej zrozumienie do wąskiego grona wybranych. Najczęściej najbardziej nawiedzonych fanatyków. Co więcej obłuda tych fanatyków też zawsze jest zatrważająca.
No i Beyond z Beastie Boys.
Nowe treki miały tego więcej - pamiętna scena z Nokią w ST11.
Jednak jakieś utwory z XX wieku w tych filmach, to bardziej wypadek przy pracy, niż celowe przywrócenie kultury XX/XXI wieku do uniwersum.
Od typowo TNG-owskiego. Ale Defiant i Voyager też były mroczniejsze od Ent-D.
Nieeee, i Defiant i Voygaer nie odstawały od TNG czy TOS wyglądów okrętów. ENT-E też nie. Oczywiście nie mówię o bliznach jakich tam nabywały. Daleko im do okrętów B5, czy nBSG. A dziś Orville moim zdaniem zbliżył się do wyglądu B5. Jeśli zacznie zbierać blizny jak Galactica, to już w ogóle będzie piękne. Bo pamiętajmy, taki Voyager zawsze wracał do pierwotnego wyglądu, niezależnie od ilości zbieranych modyfikacji.
