Forum › Fantastyka › Star Trek › The Orville - lepszy Star Trek?
Czy kumacie że Isaac uratował im życie?i
3 lata minęły od oglądania, ale Isaac chyba zdradził swoich i uratował całą Unię...
Ale wcześniej uratował ich personalnie.
Czas się rozpisać o ORV "Electric Sheep" (dlaczego nikt nie odnotował znaczącej, aluzyjnej, dickowskości tego tytułu?). Zacznę od tego, że choć nakręcony b. sprawnie - im bardziej o nim myślę - coraz mniej mi się podoba. Po pierwsze dlatego, że jest spóźniony (przypominając odlegle wstępne sceny "dwunastki" traktujące o tym, że neoKirk jednak na awans nie zasługiwał) - na takie porachunki i rozrachunki było miejsce tuż po "Identity", nie teraz, sezon później. Po drugie... ja wiem, że ORV teoretycznie (udaje, że) nie jest Trekiem, ale mroczniejąca konwencja i wizja człowieczeństwa (jak przewidywaliśmy, idą w ślady DS9, choć - jak dotąd? - nieco inaczej, niż sądziliśmy) mi nie do końca odpowiada. Mogłem akceptować podobne zagrania w B5 i nBSG, gdzie stanowiły część autorskich wizji JMS-a i RDM-a (i przedFederacyjnej przeszłości), mogłem (z pewnym zgrzytaniem zębów chwilami) w DS9, bo rozumiałem, że Piller, Behr i spółka aż przebierali nogami, by podyskutować z wizją G.R, ale w serialu, który tak ostentacyjnie, choć w koniecznym niedopowiedzeniu, odwołuje się do idei Roddenberry'ego i odcina od współczesnych ponuralizmów jednak mnie to uwiera. Gdyby podkreślili, że wszyscy ci ostracyzujący z mesy to nowi załoganci, którzy Isaaca dotąd nie znali (tak jak Burke), jakoś bym to zaakceptował; tak - mam problem. Zwł., że prawie pomijany jest tam fakt, na który zwrócił już uwagę S.E.:
że Isaac uratował im życie
...a powinno to ostrzej wybrzmiewać kontrastując z postawami wstających od stolika (gdyby byli pokładowymi świeżynkami Ed mógłby rzucić im to w twarz, by pokazać dlaczego - jego zdaniem - błądzą; a któryś z tamtych mógłby znów powiedzmy powołać się na to, że atak Kaylonów był tak niszczycielski dzięki danym wysłanym przez Isaaca właśnie, wtedy znów zakochana Claire mogłaby przypomnieć, że on to w dobrej wierze w sumie, bo nie wiedział co jego rodacy zdecydują, itd.; jednym słowem można było zrobić z tego klasyczną dyskusję w stylu TNG i ledwo wspomnianego DS9, tak sprawa zatrzymała się na poziomie odruchowych, niepopartych głębszym oglądem sytuacji, emocji, jak - nie przymierzając - w DISCO i dramatyzmu na siłę w gorszych tradycjach przywoływanej już serii o Sisko). Mówiąc inaczej: chcieli złapać parę srok za ogony (bo i Isaaca rozliczyć, i o samobójstwie podyskutować, i o traumach, wybaczaniu, a nawet - jak się zastanowić - zasadności kary śmierci/krwawego odwetu, bo da się tak odczytać wątki Burke i Marcusa), ale zdołali każdej wyskubać ledwie kilka piór (a mogli schwytać jeszcze trzy - dyskutując o rasizmie, uprzedzeniach i odpowiedzialności zbiorowej).
Więcej o jeszcze paru realizacyjnych zgrzytach, ale i zaletach w/w epizodu poniżej, w ramach odpowiedzi 😉 .
Toudi said
Plus za koszmar otwarcia.
Przy czym wciąż pozostaje pytanie czy to ot, taki pokaz możliwości technicznych, czy jednak uchylenie rąbka tajemnicy, sugestia, że zaraz pełnoskalową wojnę zobaczymy.
Ale potem musieli niestety zepsuć wszystko happy endem.
Zepsuć? Czy ja wiem... W Treku, choćby przyszywanym, nie mogłoby przecież skończyć się inaczej...
Nie wiem czy to na złość, że DSC w 4 sezonie zaprezentowało promy w stylu tych z Orville,to ci na złość zmienili swoje na te na wzór z DSC?
Może nie tyle na złość, ile w ramach żartobliwej rywalizacji, ale i uczenia się od siebie (raz rzeczy dobrych, raz gorszych) nawzajem.
Orville dostał myśliwca. Na razie ciężko się odnieść czy to na plus czy na minus.
Ja w tym przede wszystkim widzę przerzucanie mostu DS9 (gdzie myśliwce pierwszy raz się pojawiły) - AND (gdzie regularne wyposażenie stanowiły), w ramach swoistej pozakanonicznej - ale bodaj spójniejszej, niż oficjalna (czyt. PIC) - continuity.
Smok Eustachy said
Ciekawe czy wrócą do zamieszania temporalnego z końca drugiego sezonu?
Nie wiem jak Ty, ja byłbym za 😉 .
Dreamweb said
A ja myślę że daliśmy się wyprowadzić w pole tym "may the force be with you" i niepotrzebnie skręcać w stronę Star Wars. Ta zapowiadana znana postać pojawiła się już w komiksach
Sądzisz, że najciemniej pod latarnią? Cóż z Weaver też bym się ucieszył, zwł. że to gwiazda dwu franczyz w sumie (w Avatarze też błysnęła).
No i też wylot Orville z doku, pokazany iście TMP-owsko. 🙂
Czyli dobrze przewidywałem, że w tym kierunku pójdą, czas i budżet wykorzystując 😉 .
Retrospekcja z udziałem nowej załogantki podczas bitwy z Kaylonami bardzo podobna do tego, jak poznaliśmy Bena Sisko w pilocie. Ale też i początkiem jedenastki nieco pachnie.
Przy czym śmierć jej koleżanki naciągana w jedenastkowym - ale i przypominającym śmierć admirał Cornwell (do której wprost się wizualnie odwołuje) stylu. Konieczność zwolnienia zaczepów z zewnątrz? Bez żartów, powinno dać się manualnie i od środka, przy czym jakiś klasyczny wybuch plazmy z instalacji mógł biedaczkę ukatrupić.
Ciekawe zresztą, że tam Picard mógł mu rozkazać, a nie rozkazał. Tu Mercer rozkazał, ale go zlała. No i tamten Romulanin ostatecznie kaput, a Isaac żyje.
Sugerujesz, że Łysy też powinien był rozkazać? 😉
I dość ironiczne jest to, że walka z Kaylonami bardzo podobna do walki z Gornami z zeszłotygodniowego SNW. 🙂 Też się chowali i też udawali, że zginęli.
Ja w tym znów nie widzę ironii, tylko tę jedność Treka (z przyległościami), o której z lubością od lat piszę 😉 :
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4220
Smok Eustachy said
Pogrzeb Isaaca był wzruszający.
Prawda, choć po trójkowemu odwracalny. Choć jednak Spocka... i Airiam mocniej łzy wyciskały 😉 . Przy czym pochwaliłbym też b. wyważoną, dyplomatyczną, pasującą do okoliczności, przemowę Eda.
Toudi said
Gdyby im to może spełzło na niczym, to odcinek byłby otwarcie porównywalnym z BSG 1x01 33.
Aż tak wysoko go cenisz? (Albowiem "33", jak pewnie pamiętasz, stawiam na szczycie nBSG, acz uważam, że klasyczny ST potrafił wydać lepsze, bo głębsze, odcinki.)
Smok Eustachy said
Widelec też był wzruszający
Był. Rozczulająca niezręczność maszyny, która chce dobrze, a sedno jej unika. (A może i aluzja do disney'owskiej "Małej syrenki"?)
Siennica popłynął.
Płynie od początku, jeśli chodzi o oceny ORV (i - do czasu - DSC z PIC), więc bez niespodzianek.
Pleiades said
A to by było piękne zagranie! Może by opowiedzieli swoją historię, bo na razie znamy ją tylko z tego, co te popieprzone roboty przedstawiły.
Tak, byłoby b. w duchu ST oddać im głos, by opowiedzieli swoją wersję historii, ale... i Kaylonom pozwolić pełniej przedstawić swoją optykę również, w końcu G.R. uczył nas, że nie ma villainów, są tylko nieporozumienia, niepotrzebne uleganie pierwotnym instynktom, i przesadne reakcje.
BTW, nie wierzę, że Kayloni nie mają uczuć.
A, to jest ciekawe, bo z jednej strony resentyment wydaje się być w nich silny, stanowić podstawę ich cywilizacji, z drugiej - to samobójstwo Isaaca (b. dobrze zresztą, bo minimalistycznie, bez dramatyzmu, pokazane, a przeprowadzone prawie od niechcenia) wydaje się kompletnie wyzbyte pasji, bezuczuciowe, pogłębiające obraz, że Kayloni tak łatwo cudzym życiem szafują, bo i własnego nie cenią (i tu oficer naukowy ECV-197 przeszedłby ciekawą ewolucję ucząc się prędzej cenić życie znienawidzonych wrogów, niż własne).
Ty, ten młodszy, jeszcze nie jest kumaty na tyle, aby zrozumieć co się stało. Włącza mechanizmy obronne.
Nie, po prostu go kocha i dziecięcym sercem "widzi" więcej niż dorośli 😉 .
Chociaż końcówka dziwna, bo niby mu wybaczył..
Nie tyle wybaczył, ile ucieszył się, że nie jest jednak pośrednim sprawcą jego zgonu, a to istotna, choć subtelna, różnica.
Ta nowa blondyna, Charlie, czy jak jej tam, ujęła to znakomicie.
Racje miała mocne (choć raczej antykaylońskie, niż antyisaacowe; nie wiemy by on coś jej osobiście zrobił), ale sposób ich prezentacji godny sztampowych hollywoodzkich szkolnych gnębicieli/gnębicielek (Ben Sisko powiedział, co powiedział, bo wynikło to naturalnie z rozmowy, ona celowo stworzyła sytuację konfrontacji).
Przy czym jednak pochwalę, że to nie ona nabazgrała wiadome graffiti, a - za młody by stanowić ukształtowanego Fedka - Marcus (co dodatkowo stanowiło fajne, choć pospieszne, zmylenie fabularnych tropów), i że na koniec wzięła jednak udział we wskrzeszaniu Isaaca (acz jej motywacja - choć w sumie zacna - pachniała bardziej B5 niż pogodnym idealizmem większości TNG). No i sam fakt, że robią z niej chyba trochę żeński, nieco starszy, homage dla Wesley'a C. (vide wzmianki o jej nieporównanym w skali pokoleniowej geniuszu, i tegoż geniuszu konkretny przejaw).
Tego robota powinno się zlikwidować. Aż dziwię się, że załodze chciało się go ratować.
Bzdura.
Yaphit fajną miał rolę i w ogóle ciekawa jest jego forma w skafandrze ochronnym 😉
Owszem 🙂 . Przy czym po raz kolejny widzimy go w formie humanoidalnej, fajne puszczenie oka w kierunku watku Odo, z jednoczesnym podkreśleniem "u nas inaczej, niż w starym Treku, u nas nie każdy uznaje za szczyt aspiracji ziemskie człowieczeństwo".
Jak tu nie lubić ORV? 😀
Ano nie da się (przynajmniej będąc Trekerem 😉 ), czego bym w nim nie skrytykował.
Dreamweb said
A najlepsze, że nie tak dawno w bardzo podobnej roli występował Hugh Culber w DSC 🙂 Kolejny ciekawy zbieg okoliczności. 🙂
Nade wszystko - co cieszy - realizacja (w końcu!) słów Roddenberry'ego, że psychologia i psychiatria ma kluczowe znaczenie w UFP.
Smok Eustachy said
Myśliwce są potrzebne do wysadzania gwiazdy smierc
😀 😀 😀
(Przy czym b. celnie mimochodem wytknąłeś, że Lucas nas myśliwcami zainfekował.)
ps. Opis epizodu 3x02 brzmi b. klasycznie Trekowo (a zarazem może oznaczać właściwie wszystko):
Shadow Realms — The Orville explores a mysterious region of space.
Wylot Orville z bazy tez był super.
Zepsuć? Czy ja wiem... W Treku, choćby przyszywanym, nie mogłoby przecież skończyć się inaczej...
Mogło. Uważam, że nawet powinno. Co prawda Trek GeSane'a był optymistyczny, to jednak potrafili tam przemycić nutę realizmu. Sądzę, że gdyby chcieli w serialu pokazać ponurą wizję wojny i jej konsekwencji, to Isaac powinien dokończyć swego żywota w tym odcinku na dobre.
Aż tak wysoko go cenisz? (Albowiem "33", jak pewnie pamiętasz, stawiam na szczycie nBSG, acz uważam, że klasyczny ST potrafił wydać lepsze, bo głębsze, odcinki.)
Tak, tu mieliśmy naprawdę dobre otwarcie. Potem jeszcze potęgowali sprawę przez ostracyzm załogi. Potem trudna decyzja Eda, czy ratować źródło informacji, czy jednak stanąć po stronie załogi, która go nienawidziła. A do tego dochodziło całkowicie niezrozumienie sytuacji przez głównego bohatera, czyli Isaaca. Moim zdaniem prowadzili narrację po mistrzowsku. Ale zepsuli ją tym happy endem, tym "nawróceniem" się postaci. Utratą konsekwencji ich działań.
Właśnie. Konsekwencje działań to podstawa. W 33 wszystko miało swoje konsekwencje - brak snu, przedawkowanie, zmęczenie, błędy. Tam wszystko miało wartość ludzkiego życia. Dobrze to pokazywała tablica u prezydent, gdzie dopiero narodziny były tą pozytywną zmianą (aż szkoda, że tam szybko zrezygnowali z niej).
(Przy czym b. celnie mimochodem wytknąłeś, że Lucas nas myśliwcami zainfekował.)
Motyw myśliwców jest bardzo popularny w SF. I co ciekawe, to w sumie w SW jest on w sumie najgorzej przedstawiony. Ze słynnych ekranowych myśliwców to mamy:
Babylon 5
SAAB
BSG
Wing Commander
The Last Starfighter
SG1 (choć tu w sumie szybko je porzucono jako jednostki takie typowo bliskiego wsparcia)
W książkach są one bardziej popularne, najlepszych chyba przykładem ostatnich lat jest seria Star Carrier.
A wojna o to czy kosmos to domena floty czy sił powietrznych trwa od tak dawna... Obie strony mają jakieś swoje rację, ale chyba obie nie dostrzegają, że prawda leży gdzieś pośrodku. 🙂
Edit:
Ale wiecie czego tak prawdę zrzynką jest ten myśliwiec? Nie zgadniecie, ale to SeaQuest. Polecam sprawdzić i tu i tu 3 sezon, i tu i tu nagle, bo przez wojnę wprowadzają...
Isaac ma nowe blachy.
Toudi said
Sądzę, że gdyby chcieli w serialu pokazać ponurą wizję wojny i jej konsekwencji, to Isaac powinien dokończyć swego żywota w tym odcinku na dobre.
Tak potraktować tragicznego, ale jednak bohatera? Nie, jeśli już mieliby go ukatrupiać to w "Identity" (wtedy jego character arc byłby ponury, ale z optymistycznym zakończeniem w sumie). W tym momencie to już by nie był realizm (a przynajmniej: realizm w ramach świata przedstawionego), a - jak pisałem - mhrok na siłę w gorszej tradycji DS9 (i wczesnego DISCO).
Potem trudna decyzja Eda, czy ratować źródło informacji, czy jednak stanąć po stronie załogi, która go nienawidziła.
IMHO - zarówno w świetle tego, co pokazał poprzedni sezon, jak i unoszących się jednak nad ORV ideałów G.R. - była, co by nie gadać, b. oczywista (choć być może podjęcie jej i dalsze się jej trzymanie łatwe nie było). Nie wyobrażam sobie by Trekowy (a nawet B5-owski) kapitan mógł podjąć inną; nBSG-owski (czy SGU-owski) - być może.
Motyw myśliwców jest bardzo popularny w SF. I co ciekawe, to w sumie w SW jest on w sumie najgorzej przedstawiony. Ze słynnych ekranowych myśliwców to mamy:
Babylon 5
SAAB
BSG
Wing Commander
The Last Starfighter
SG1 (choć tu w sumie szybko je porzucono jako jednostki takie typowo bliskiego wsparcia)
Wszystko to po SW, które ten motyw spopularyzowały (choć o tym, jak to było z narodzinami starej BSG różnie bają).
Smok Eustachy said
Isaac ma nowe blachy.
Zauważyliśmy to już na etapie zdjęć promocyjnych sezonu 😉 . Przy czym to też powinni zrobić po "Identity", i wytłumaczyć naprawą po jego pierwszym, heroicznym, samobójstwie.
ps. Swoją drogą ciekawe, że "Electric Sheep" ma teraz na IMDB - co by nie gadać, krzywdzące - 7,8. Atak CBS-owskich botów? Niedocenienie wybitnego epizodu (czyli powtórka z "About a Girl")? Zaskoczenie nagłym brakiem śmieszkowania? Czy jednak więcej widzów myśli podobnie do mnie?
Sporo widzów nie załapało że to już jest.
Nie dostrzegają klimatu i majestatu.
dlaczego nikt nie odnotował znaczącej, aluzyjnej, dickowskości tego tytułu?
Ja zauważyłem, i wydaje mi się że to trochę na zasadzie tłumaczenia się twórców: nie, Isaac nie jest ściągnięty z Daty, nasze inspiracje idą głębiej. 🙂
na takie porachunki i rozrachunki było miejsce tuż po "Identity", nie teraz, sezon później
Ja bym to wybaczył. Gotów jestem przyjąć, że takie sytuacje zdarzały się od razu po tamtej historii, tylko po prostu kamera skupiała się na czym innym. Teraz może bardziej eskalowały (dzięki nowej załogantce dolewającej oliwy do ognia?) i stąd to samobójstwo teraz, nie wcześniej.
mroczniejąca konwencja i wizja człowieczeństwa (jak przewidywaliśmy, idą w ślady DS9, choć - jak dotąd? - nieco inaczej, niż sądziliśmy) mi nie do końca odpowiada
Cóż, nie raz pisałem że odejście od utopijności w ST mi nie przeszkadza, jeśli jest zrobione z głową. Tu było. Przynajmniej ORV buduje ten mrok na swój sposób, czerpiąc z dorobku wcześniejszych odcinków i klimatem, a nie tak jak wczesny DSC - gdzie potraktowali ten mrok dosłownie i po prostu w wielu scenach wyłączyli światło. 🙂
Cóż z Weaver też bym się ucieszył, zwł. że to gwiazda dwu franczyz w sumie (w Avatarze też błysnęła)
I Galaxy Quest, nie zapominajmy o tym. 🙂
Zresztą, gdyby to była ona, to razem z Boxleitnerem stanowiliby parę aktorów co to aż w dwóch około-ST produkcjach wystąpili, nie pokazując się wszakże w ST właściwym. 🙂
Sugerujesz, że Łysy też powinien był rozkazać?
Cholera wie, ale mamy tu ciekawą różnicę między Picardem a Mercerem - ten pierwszy wyszedł na bardziej szanującego autonomiczne decyzje załogi.
Smok Eustachy said
Nie dostrzegają klimatu i majestatu.
Klimat i majestat, cenne rzeczy w ST.
Dreamweb said
i wydaje mi się że to trochę na zasadzie tłumaczenia się twórców: nie, Isaac nie jest ściągnięty z Daty, nasze inspiracje idą głębiej. 🙂
Albo - po prostu - oznajmiają: znamy klasykę. Przy czym zabawne jest, że pierwszy sezon PIC promowany był na zasadzie, że niby w wątku androidów nawiązuje do "Blade Runnera" i nBSG, a teraz Seth i spółka pokazują, iż ksiażkowy pierwowzór tego "Bladego..." 😉 nie jest im - przynajmniej z tytułu 😉 - nieznany, przelicytowują.
Cóż, nie raz pisałem że odejście od utopijności w ST mi nie przeszkadza, jeśli jest zrobione z głową. Tu było.
Czy ja wiem, czy z głową? Nie da się jednocześnie realizować roddenberry'owskiej i antyroddenberry'owskiej wizji człowieczeństwa (inaczej niż rzutując tę drugą na Obcych lub wsteczników typu Terra Prime; ew. idąc w prequele jak B5/CRU i ENT lub w poupadkowe sequele typu AND i pokazując jak ścierają się one nie tylko w obsadzie, ale i w samych bohaterach). Tymczasem załoganci Orville dotąd się w wizji G.R. (w specyficzny sposób, co prawda, bo będąc bardziej flawed i cechując się mniejszą posągowością) mieścili, tymczasem teraz z nagła dowiadujemy się, iż są między nimi postacie w pełni XXI-wieczne mentalnie (w negatywnym tego określenia znaczeniu)*.
* Co mogłoby przejść, w końcu Piller też ileś razy obchodził Roddenberry's Box (i to nawet w czasach gdy G.R. żył, i mógł wetować), ale - IMHO - mocniejsze uzasadnienie byłoby potrzebne.
Co napisawszy nie zaprzeczę, że - poza reakcją nieletniego Marcusa i zimnym wybuchem Burke (który zresztą też miał w sumie kulturalną postać) - forma wyrażania negatywnych uczuć przez tych nowych była jednak dość roddenberry'owska (spokojny, prawie grzeczny, ostracyzm, nie - próba linczu np.).
Zresztą, gdyby to była ona, to razem z Boxleitnerem stanowiliby parę aktorów co to aż w dwóch około-ST produkcjach wystąpili, nie pokazując się wszakże w ST właściwym. 🙂
To teraz jeszcze niech Jurasika i - co mi tam - Sorbo ściągną 😉 .
Cholera wie, ale mamy tu ciekawą różnicę między Picardem a Mercerem - ten pierwszy wyszedł na bardziej szanującego autonomiczne decyzje załogi.
I to - co ciekawe - również decyzje niekoniecznie moralne.
A propos decyzji, czy szerzej - postaw, załogi, a w odniesieniu do kwestii przez zachodnich fanów dość namiętnie dyskutowanej.... Nie mam wrażenia, że Gordon koniecznie Isaaca nienawidzi - ukrywając to. Zdaje mi się raczej, że jako most flawed of the flawed powiedział to po zeligowemu, by zbliżyć się do Charly (pamiętamy - jego wczesna postawa wobec Kelly dowodem - że zdolny jest do dwulicowości).
Hejterzy Disneja i Kennedy opiewają Orville:
To skutek konfliktu wartości
Skoro mowa o opiewaniu... JP z Egotastic FunTime! Talking The Orville też - dalej - chwali (i rozmawia z MacFarlane'm):
https://www.youtube.com/watch?v=o1Gsz6kr96g
https://www.youtube.com/watch?v=ii-88Fb2wRQ
Natomiast jeśli o Doomcocku mowa, to chyba faktycznie do niego nawiązywali tym padającym z ekranu "Stay angry!".
A tu jeszcze mamy video zza kulis + featurette dedykowaną samobójstwu Isaaca oraz Burke i sytuacji, w której kapitan ją postawił:
Wszystko to po SW, które ten motyw spopularyzowały (choć o tym, jak to było z narodzinami starej BSG różnie bają).
Zgadzam się, że prawie wszystko powstało po SW, mają ten przywilej bycia pierwszym. Nikt im tego nie zabierze.
IMHO - zarówno w świetle tego, co pokazał poprzedni sezon, jak i unoszących się jednak nad ORV ideałów G.R. - była, co by nie gadać, b. oczywista (choć być może podjęcie jej i dalsze się jej trzymanie łatwe nie było). Nie wyobrażam sobie by Trekowy (a nawet B5-owski) kapitan mógł podjąć inną; nBSG-owski (czy SGU-owski) - być może.
Ale musisz zapamiętać, Orville to nie Star Trek. I zgadzam się, że w ST postąpili by identycznie. Ale Orville ma możliwość stania się czymś innym. (czy stanie się, to zupełnie inna bajka) Możemy się jeszcze kiedyś nieźle zaskoczyć, jak z "parodii" ST stanie się lepszym SF, może czymś między jasnym ST a mrocznym BSG? A najlepsze w tym wszystkim jest, że to wina twórców ST, że im taka mocna konkurencja w parodii wyrosła. Pewno temu, że DSC jest chyba póki co największą parodią treka. 😉
Identity
Zastanawiam się, czy znamy czas wydarzeń miedzy kolejny odcinkami. Albo czy twórcy planowali w ogóle aby z tej wojny zrobić coś więcej. Bo jak tak patrzę, przez pryzmat drugiego sezonu, to chyba nie specjalnie na początku chcieli, aby to był główny motyw (tak jak wojna z Dominium w DS9). Myślę, że im to wyszło w czasie tej przerwy. Przez to dopiero teraz pojawił się motyw ostracyzmu załogi.
Teraz, może trzeba po prostu czasowo osadzić pilot 3 sezonu, że miał miejsce po Identity?
Tak się tylko zastanawiam. Oczywiście, może też być tak, jak było z Gordonem, że chowa swoją urazę do Isaaca, ale jest na tyle profesjonalnym oficerem, że nie wyraża tego głośno (jak i reszta oryginalnej załogi) i dopiero pojawienie się katalizatora - czyli nowych załogantów, powoduje wzrost ich resentymentów i odwagi by je okazywać? Osobiście uważam, że postawa Isaaca tego nie ułatwia. On "żył" dalej jakby nigdy nic, nic nie czuł. Jego ignorowanie sprawy też mogło napełniać czarę goryczy. Choćby właśnie takie przyjście do mesy, gdy samemu nic się nie je, nie pije i jest się beznadziejny w "ludzkiej" interakcji. A do tego wcześniej interagował z załogą, tylko aby poznać ich słabe strony. Nie wiem jak wy, ale ja tak po ludzku czuję, że bym się wkurwił jakbym go zobaczył w mesie po tych wszystkich wydarzeniach.
Ale Orville ma możliwość stania się czymś innym. (czy stanie się, to zupełnie inna bajka) Możemy się jeszcze kiedyś nieźle zaskoczyć, jak z "parodii" ST stanie się lepszym SF, może czymś między jasnym ST a mrocznym BSG?
Zgoda, ma. Zresztą - w świetle tego, co wiemy o genezie nBSG - wszystko by w rodzinie zostało*. Jednak ucieszyłoby mnie to tylko gdyby równolegle powstawał klasyczny, optymistyczny, Trek podobnej jakości. W czasach, w których ORV jest jedyną produkcją dającą nam gwarancję** - lepszej czy gorszej - kontynuacji Wizji Roddenberry'ego(TM), wolę by się tej wizji trzymało.
* Kojarzy się też automatycznie DS9, stanowiące pomost między jasną wizją G.R., a mroczną Moore'a.
** LD, PRO i SNW wydają się obiecujące, ale wciąż mam obawy by się nie zepsuły. PIC i DSC czasem zaskakują na plus, ale za mało tam nawet nie roddenberryzmu 😉 , a jakości po prostu.
Albo czy twórcy planowali w ogóle aby z tej wojny zrobić coś więcej. Bo jak tak patrzę, przez pryzmat drugiego sezonu, to chyba nie specjalnie na początku chcieli, aby to był główny motyw (tak jak wojna z Dominium w DS9). Myślę, że im to wyszło w czasie tej przerwy.
Mam podobne wrażenie. Może - choć nic nam o tym nie wiadomo - spotkali się gdzieś (IRL lub w Sieci) z wyjątkowo zjadliwą krytyką braku rozwinięcia pewnych wątków i na tyle im w pamięć zapadła, że postanowili się do niej odnieść? A może mając czas na dyskutowanie w czasie przymusowej przerwy zrobili sobie rachunek sumienia, i wyszło im, że warto taką dogrywkę zrobić?
Teraz, może trzeba po prostu czasowo osadzić pilot 3 sezonu, że miał miejsce po Identity?
To by było znacznie lepsze, tylko w takim wypadku mamy zgrzyt (jeśli nie buraka) z wyglądem Isaaca 😉 i statku (nieobecność Charly i myśliwca w końcówce drugiego sezonu da się wyjaśnić dość łatwo)*.
* Acz Wykładnia Fontany i z tym sobie poradzi 😉 .
Osobiście uważam, że postawa Isaaca tego nie ułatwia. On "żył" dalej jakby nigdy nic, nic nie czuł.
Przy czym przyznasz, że jest to b. in character. Stoicyzm Isaaca przewyższa te Daty i Spocka zebrane do kupy (a zarazem ma on przy tym nawet większe skłonności samobójcze niż oni obaj do kupy wzięci).
ps. Nikt chyba nie odnotował, iż pojawiają się na Zachodzie głosy, że gniewna Burke to celowa parodia Burnham.
Porównanie sekwencji startowych, promo nadciągającego odcinka* plus kolejne video zza kulis:
https://www.youtube.com/watch?v=2rKD-acvyEU
I JP o nowym wyglądzie Isaaca:
https://www.youtube.com/watch?v=unaMtX-_-bY
* Niosące informację, że fenomenem tygodnia będzie swego rodzaju kosmiczny nawiedzony dom.
A tu możemy sobie obejrzeć raz jeszcze:
że walka z Kaylonami bardzo podobna do walki z Gornami z zeszłotygodniowego SNW
https://www.youtube.com/watch?v=qkNjWPYokkw
Przy czym warto nieustająco pamiętać, że zaczęły się podobne wątki od DS9 "Starship Down" (o czym już na Phoenixie gadaliśmy) i jowiszowej potyczki z B5 "Messages from Earth":
EDIT:
O, są wspomniane klipy i w stanie czystym 😉 :
