Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Tzenkethi nie odpowiedali na wezwania. Po kolei przenosili pasażerów kapsuł.Twoi podwładni sprawdzali systemy. Nic nie zostało ruszone, ale skan wykazał dziwne odczyty w okolicy kilku EPS-ów. Jak udało się ustalić było to promieniowanie po tzenkethijskich promieniach.Po kilkunastu minutach do centralnego komputera została wgrana zapasowa baza danych. Trzeba było tylko zcekać na koniec przenoszenia załogi.
- Moon... przekaż im wiadomość. Treść wiadomości: W każdym razie dzięki... Sverrir, spróbuj zapisać promieniowanie w jakis sposób i zostaw odczyty do analizy. Może nam się kiedyś przydać. Czekamy na resztę...
Przenoszenie wciąż trwało. Skończyło się grubo po 2 godzinach. Wtedy niszczyciel zaczął badać kapsuły. Dwie z nich zniszczył, a resztę przeczesywał jeszcze parę razy. Gdy skończył to nadał krótki komunikat do patrolowców i obrał kurs na przestrzeń Tzenkethi.
Uśmiechnąłem się. Nie wiedziałem jaki plan mieli Tzenkethi w zniszczeniu tegoż potwora ale nawet jeśli sami je stworzyli należały im się podziękowania.- Moon? Dotarły jakieś rozkazy?- Brak jakichkolwiek....- OK... rozmieśćmy nadliczbowych w wolnych kajutach, Thompson zajmiesz się tym. Sverrir, zgraj dane i zerknij do ambulatorium jak sobie poradzili po przenosinach. Przekażcie też propozycję powrotu z raportem do najbliższej bazy. Chcę jak najszybciej opuścić to przeklęte miejsce....
- Mamy łączność podprzestrzenną. Widocznie to stworki ją blokowały.- Tu ambulatorium. Wszystko w porządku tylko jeden pacjent mi uciekł. Zapewne zaraz będzie na mostku.Rzeczywiście syknęły drzwi i pojawił się wściekły Ch'Rak.- Melduje się na służbie! - warknął. - Dość tego leżenia.- Mamy połączenie z Melbournem.- Kapitanie Armin, zabierze pan Taninę i odcholuje ją do SB 113. Jest parę lat świetlnych stąd. My zostaniemy tu na wypadek jakieś akcji Sojuszu. Rozmawiałem z Dowództwem i przyślą tu wsparcie do czasu odbudowy stacji.
- Dobrze Ch'Rak... przejmij swoje stanowisko. Thompson stery. Ustabilizować promień ściągający na USS Tanina i ostrożnie ruszamy. Kurs SB 113. Przekażcie na Melbourne życzenia spokojnej służby...W końcu chwila na odprężenie. A przynajmniej tak mi sie wydawało... w chwilach ciężkiej wojennej służby to się liczy. Każda sekunda bez zagrożenia. Rzeczy wróciły na miejsce. To dobrze. Może zrobimy zmiane wachty i skorzystamy z tej odrobiny życia jaką trzeba wydzierac pomiędzy kolejnymi burzliwymi epizodami. Rzeczywiście "Obyś żył w ciekawych czasach" jest najstraszliwszym z przekleństw....
- Odległość od stacji w warp 6 to 14 godzin i 31 minut. Wchodzimy w nadświetlną. - okrętem troszkę mocniej szarpnęło, ale po chwili tłumiki inercyjne zagłuszyły drgania.
Jak tylko okręt nabrał właściwej prędkości przelotowej wydałem rozkazy:- Wachta beta i gamma.... zmiany co 6 godzin. Cały mostek ma wypocząć i dotrzeć tu jak tylko wybije 12 godzin od teraz. To rozkaz nabrać więcej sił.Wszyscy skinęli głowami. Pomimo sprawnego działania widać było ich zmęczenie. Skinąłem im głowa i wyszedłem kierując się prosto do kajuty. Wszedłem i zdjąłem tylko podróżne torby z łóżka kładąc je pod nie nic nie wyjmując. Chciałem już zamknąć drzwi gdy weszła Moon, kładąc się na łóżku w mundurze i mówiąc jedynie:- Przytul mnie.....Nie trzeba było powtarzać. Położyłem się obejmując pierwszą....... błyskawicznie zapadłem w spokojny sen nie przerywany żadnymi snami o wojnie czy o zamierzchłej przeszłości. Zwykły przywracający siły mrok.Obudziłem się sam. Fakt... zapomniałem jak mało trzeba jej snu. Spojrzałem na zegar i zerwałem się z łóżka. Minęło 11 godzin. Szybko ściągnąłem mundur i wskoczyłem pod prysznic. To dało mi odrobinę świeżości. Ogoliłem się i założyłem nowy mundur. Wyglądało dobrze. Zbliżałem się już do replikatora gdy drzwi otworzyły się bez sygnału i weszła Moon mówiąc:- Już myślałam, że nie wstaniesz....Zbliżyła się, objęła mnie i pocałowała podcinając w tym samym momencie nogi... upadliśmy na łóżko.... mózg przez chwilę jeszcze zadawał sobie pytanie o kofeinę, ale w końcu stwierdził iż to będzie jednak lepsze od kawy....Wspólny prysznic był również pomocny. To co że brałem go już drugi raz. Jestem kapitanem do jasnej ciasnej. Zostało jeszcze kilka minut gdy odświeżeni weszliśmy na mostek przejmując stanowiska. Pozostali również dotarli o czasie. Nawet Thompson który coraz lepiej wywiązywał się ze swej roli zmiennika. Pora chyba przedstawić go do awansu. Ch'Rak wyglądał również lepiej. I dobrze, brakowało mi jego twardego oglądu na sytuację. Teraz brakowało już tylko Marie.... która cóż.... zgodnie z opinią lekarską nie powinna jeszcze wracać na służbę. Mam nadzieję, że wszystko będzie z nią dobrze. Spojrzałem na Moon i uśmiechnąłem się. Uśmieszki załogi też coś wróżyły... na przykłąd standardowe domyslanie się wszystkiego. Ludzie... jak zawsze.... uśmiechnąłem się szerzej i zakomenderowałem:- Thompson, korekta kursu. Moon, wyślij wiadomość że będziemy o czasie.I dalej pomknęliśmy przez gwiezdną pustkę.Z WARP wyszliśmy w strefie podejścia ostrożnie prowadząc nasz bagaż w stronę stacji. Przyjrzałem się odczytom i rozkazałem:- Moon.... wyśli prośbę o pozwolenie na dokowanie przy stacji. Dobrze by było gdyby wysłali również ze dwa promy własne by ustabilizowac nasz ładunek. Sverrir... rozejrzyj się po okolicy za niespodziankami... powoli zaczynam ich nie lubić....
Stacja nie była położona w żadnym układzie i tylko sama krążyła w pustce kosmosu. Jedymi innymi obiektami w okolicy były 3 federacyjne okręty.- Mamy pozwolenie na dokowanie. Po przybliżeniu się przejmie też ha hol Taninę.- Nie wykrywam żadnych niespodzianek.- Kapitanie, ma pan się zgłosić do dowódcy stacji na rozmowę.
- Jasne - stwierdziłem i przyglądałem się dalej stacji, gdy przejęła swoim promeniem ściągającym Taninę przeszedłem do przesyłowni i krótko poprosiłem o przesłanie na pokład stacji.Wyglądała jak wszystkie stacje tego typu dlatego też nie było problemem znalezienie właściwego pomieszczenia. Równym krokiem, poprawiając mundur dotarłem na miejsce. Długo na mnie nie czekał. Nacisnąłem przycisk wywołania i czekałem na pozwolenie by wejść..... kiedy je otrzymałem równym krokiem wkroczyłem do środka i oddałem honory.
- O kapitan Armin - przywitał cię komandor-porucznik. - Nazywał się Abrams, ale nie jestem niestety dowódcą stacji. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas, ale może kiedyś dostanę taki fajny stołek. Chwilowo zastępuje naszego szefa, bo musiał wyjść w ważnej sprawie. Dobrze pan sobie poradził w ostatniej misji. Bo gdyby zaczął pan strzelać to nie było nic do zbierania po was. W każdym razie dostanie pan nową misję. Prostą i mogącą poczekać. Otóż poleci pan na Breen po odbiór naszego naukowca. Ale to dopiero jutro. Teraz nasz kwatermistrz pouzupełnia braki, a zastęp mechaników powymienia zużyte części i można lecieć.
- Dziękuję bardzo, sir... dobrze słyszeć, że w końcu otrzymamy potrzebne wzmocnienia. Pełne rozkazy odczytam u siebie. - zasalutowałem jak za starych czasów w piechocie i ruszyłem do wyjścia. Wyglądało na to, że w końcu mamy chwilę spokoju. Na poprawę morale w pobliskim barze i spokojny lot na Breen. Uśmiechnięty wyszedłem z pomieszczenia.
Wyszedłeś i po zrobiebiu paru kroków czas jak gdyby się zatrzymał. Zauważyłeś jednocześnie wiele rzeczy: wchodzącego do gabinetu chorążego, wychodzącego z turbowindy lekko siwiejącego Trilla, zapewne komandora, dwóch kłócących się mechaników przy konsoli...W tej samej chwili za tobą gabinet eksplodował, a fala uderzeniowa pchnęła cię na ziemię.
Zerwałem się na równe nogi walcząc z ogłuszeniem i zataczając się... szybko odwróciłem się i spojrzałem na drzwi. Błyskawicznie uruchomiłem systemy gaśnicze i zasłaniając rękawem twarz zbliżyłem się do drzwi by zobaczyć czy dam radę uratować kogokolwiek....
