Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- OK.... przełączcie wszystkich dowódców na główny ekran.... - gdy otrzymałem już żądaną konferencję powiedziałem krótko - Panowie... proszę o sugestie.... zbieramy się stąd czy też czekamy cóż nam powiedzą nadlatujący Tzenkethi.... moglibyśmy dowiedzieć się czy te istoty nie były ich zerwanym ze smyczy pieskiem......
- Do jasnej cholery! Długo mam jeszcze tutaj gnić na resztkach tlenu?! Nie mogę wystrzelić kapsuł bo systemy wys... - dalsze połączenie z kapitanem Mallorym zostało przerwane.- Na razie ewakuujemy Sabre'a. - zadecydował dowódca Melbourne'a. - Chyba Tzenkethi nie zaryzykują nowej wojny. Zresztą i tak nie mamy sznas z ich niszczycielem...
- OK.... zgadzam się... ale wysyłam prom ze szkieletową obsadą by podjąć przynajmniej część ludzi..... a z niszczycielem.... fakt faktem są silne... ale wydaje mi się że jeżli zdążylibyśmy się ewakuować i wycofać... nasi przyjaciele mogą trafić na niespodziankę ukrytą na stacji.... a żałować ich nie będę....
- Proszę wysłać wszystkie promy, ma pan ich więcej niż jeden, prawda? - zapytał ironicznie dowódca grupy.Tymczasem niszczyciel wyszedł z warp obok stacji.- Tzenkethi ładują broń.Niszczyciel zaczął skanować stację, potem zaczął ją ostrzeliwywać z wszystkiego czego mógł. Stacja za długo nie opierała się jego potężnej broni i po kilkunastu sekundach eksplodowała.- Niszczyciel emituje jakiś nieznany promień. Przeczesuje nim szczątki.
- Oczywiście... nie musi pan ironizować... ale za jego pomocą prześlemy wszystkich na statek... reszta oddokowuje i dołącza do formacji.... jesteśmy na terytorium Federacji. Wysłać raport o tym iż Tzenkethi naruszyli nasze granice a następnie połączyć z niszczycielem.....
- Szybciej gdzieś dolecimy niż dojdzie nasz raport. - westchnął naukowy.- Niszczyciel zbliża się do nas. Ma załadowaną broń!- Nie uciekniemy mu. - zauważyła Moon. - Oni wyciągają podobno warp 9,99 , więc lecą minimum kilka razy szybciej od nas.
- W każdym razie wyślijcie.... i wywołajcie niszczyciel....
- Tzenkethi nadają przekaz. Odtwarzam."Załoganci okrętów Federacji. Natychmiast opuście swoje statki. Macie na to 5 minut. W wypadku nieposłuszeństwa lub okazania wrogości zostaniecie zniszczeni."
Spojrzałem po załodze..... nie, tak łatwo wam nie pójdzie.- Proszę podac powód wtargnięcia na terytorium Federacji i naszego ewentualnego opuszczenia okrętów. - odwróciłem się i powiedziałem do Moon: - Skontaktuj się z pozostałymi dowódcami. Chcę znać ich zdanie....
Niszczyciel nie odpowiadał na pytania.- Wykrywam 2 kolejen sygnatury warp, okręty mniejsze od niszczyciela. Zapewne patrolowce.Zdania kapitanów były rozbieżne. Mallory był za, bo i tak większość jego załogi opuściła statek. Kapitan Taniny sprzeciwiał się tej decyzji, ale obecnie nie jego okręt nie przejawiał żadnej wartości bojowej. Zaś dowódca Melbourne'a długo myślał, wreszcie rzekł:- Tu kapitan Diego Mendez. Rozkazuje puścić okręt. Powtarzam. Opuścić okręt.
Miałem ochotę rozpędzić okręt i staranowac niszczyciel tych plugastw. W sumie to nam pozostało. Poza tym mieliśmy szansę... ale.... byłem dowódcą i musiałem myśleć o załodze. Jasna cholera. Spojrzałem na Scorpiusa. Minę miał nietegą jak w trakcie obrony XB117. Ale gdy zobaczył, że mu się przyglądam kiwnął głową. Przerzuciłem swój wzrok na Moon. Też kiwnęła. Kiedy skończy się ta rotacja nie wiedziałem. I kiedy nas stąd zbiorą. - Wiadomość wysłana? - spytałem pierwszą- Już dawno, ale kiedy ją otrzymają to z naszych okrętów wiele nie zostanie.- Sverrir, Thompson... skopiujcie szybko bazę danych. Denevue... zbieraj się z maszynowni, bierz co potrzebujesz i wszelkie wyniki naszych analiz. Po zapisie usuńcie wszystkie zapisy z naszych baz danych. Tak na wszelki wypadek. Załoga tu kapitan. Przygotować się do awaryjnego opuszczenia okrętu. Macie 3 minuty na dotarcie do kapsuł. Powtarzam, za 3 minuty wszyscy mają się znajdować na terenie kapsuł ratunkowych. Wstałęm i przepuszczając przodem obsadę mostka sam pognałem do kajuty. Wiele nie rozpakowałem wczesniej, to dobrze. Chwyciłem leżącą pod łóżkiem torbę i pobiegłem do kapsuł. Za mną zostały 2 mundury, parę butelek i drobiazgi. Wszystko co potrzebne było tu ze mną.... wszystko co naprawdę potrzebne. Broń... paddy i mała butelczyna nie wiadomo skąd....Dotarłem szybko. Zostało pół minuty.
Tuż przed odpaleniem kapsuły światła zamigotały. To znaczyło tylko jedno. Manewr z rdzeniem się nie udał. Istoty energetyczne nadal były na Apanachi.Kapsuły ewakuacyjne po kolei odrywały się od okrętów. Patrolowce Tzenkethi wyszły z warp kilkanaście milionów kilometrów od was, zapewne po to by żaden z promów nie uciekł.Tymczasem niszczyciel po kolei podlatywał do okrętów i dokładnie je skanował. Potem użył dziwnych promieni. Ostatnim ze sprawdzanych był Sabre. Ten nie przetrwał badania jak pozostała trójka. Serie z broni energetycznej rozpruły mu kadłub. Potem niszczyciel ponownie użył promieni.- Tzenkethi znów nam rozkazują. Kazali ustawić kapsuły w odległości 200 000 kilimetrów od okrętów. Jeśli jakaś kapsuła przekroczy tą granicę zostanie zniszczona.
- Tu Armin do wszystkich. Manewr oddalenia. Szybko....
Niszczyciel ustawił się między kapsułami, a pustymi statkami Federacji.- Co te gno... - zaczął mówić jeden z kadetów, znajdujący się w twojej kapsule, ale nagle coś błysnęło i nie słyszałeś jego dalszych słów. Gdy otworzyłeś swoje oczy to ujrzałeś, że stoisz na mostku USS Apanachi. Obok ciebie znajdowali się pozostali pasażerowie kapsuły.
- Wywołaj ich dowódcę Moon....- Tak jest.... - odparła błyskawicznie zorientowana w nowej sytuacji pierwsza- Sverrir.... pełen skan okrętu..... - Wygląda na czysty - zameldował naukowy- Denevue!? Stan silników?- Sprawia wrażenie jak zawsze.....- Uciągniemy naszych bezrdzeniowych przyjaciół?- Maleństwo da radę - odparł inżynier. Najwidoczniej wracał mu humor...
