Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Czym prędzej poinformowałem służby i wezwałem z okrętu Moon i Scorpiusa. Pora było coś tu wyjaśnić. Czekałem.... nie wchodząc i nie naruszając pozostałości...
Szybko zaroiło się wokół gabinetu pełno ludzi z dziwnym sprzętem. Poczeli badać pozostałości. Do ciebie zaś podszedł Volkan.- Zważywszy na okoliczności jestem zmuszonypana aresztować. To tylko tymczasowe, gdy sprawa się wyjaśni zostanie pan zwolniony albo i nie.
Skinąłem głową i powiedziałem jedynie do Moon i Scorpiusa:- Pomóżcie panom ale nie utrudniajcie.... - wiedziałem że na pierwszą podziała to jak płachta na byka i zrobi wszystko by rozjaśnić sprawę i mieć rękę na pulsie... a Scorpius gwarantował dokładność i odpowiednie temperowanie charakteru półromulanki. Po tych słowach poszedłem z Volkanem... ciekawe skąd wziął się tak szybko i kim byl.
Volkan odprowadził cię do turbowindy. W trakcie jazdy zatrzymał ją i szczerząc zęby syknął, jednocześnie szybkim ruchem przeciskając cię do ściany w taki sposób, że nie mogłeś wykonać żadnego ruchu:- Gadaj gdzie jest Sharac.
Ruchy wykonać można zawsze... w szczególności gdy jesteś zaprawionym w bojach żołnierzem. Dlatego musiał się jakoś ze mną liczyć. Spróbowałem skierować go do parteru krzycząc: - Tam gdzie go zostawiłem...
- Volkan też musiał być weteranem bo przewidział twoją taktykę z przeniesieniem masy ciała. W odpowiedzi złapał cię za końcówkę małego palca i złamał ją szybkim ruchem. Ból był paraliżujący. Po chwili sam znalzłeś się na ziemi, a Volkan odsunął się na drugi koniec turbowindy przyjmując postawę obronną. Uśmiechnął się promiennie.- Boli, prawda? Odpowiadaj na pytanie bo będzie gorzej.
Bolało jak diabli.... ale zawsze bolało. Widać że przeciwnik był zręczny... pomyślałem o nożu wciąż tkwiącym w bucie. Nie, przeciw niemu by nie podziałało.... ale mogłem grać na zwłokę. Podniosłem się szybko na nogi i stanąłem prosto uśmiechając się niewinnie. Cóż... pora zacząć być grzecznym... a przynajmniej próbować... - Jak już mówiłem.... Sharac znajduje się tam gdzie go ostatnio odstawiłem i nie jest to żadna tajna informacja. Jakbyś się tylko postarał odrobinę to sam byś to wyciągnął z systemu....
- Czyli mówisz, że nadal jest na Ziemi? W takim wypadku to zmienia postać rzeczy. Nie mogłeś od razu powiedzieć? Komputer, pokład 14, segment C, areszt. - winda zaczęła ponownie zjeżdżać. - Palcem zajmie się lekarz jak będziesz już w celi. - winda zatrzymała się. - Pan pierwszy. - grzecznym ruchem ręki pokazał na korytarz przed wami.
Usmiechnąłem się i sam wskazałem przejście.- Chylę czoła przed fachowcem... mam tylko pytanie... gdzie się pan tego nauczył?
- Nie jestem idiotą. Aresztowany idzie przodem. Proszę się nie martwić. Nie zabiję pana. W końcu to pan nauczył mnie wszystkiego podczas wojny z kardachami. Ale rzeź nad Lobellą V zmienił mój stosunek do Federacji i logiki. Wysłali tam 20 000 ludzi wiedząc, że krążowniki Tzenkethi nawet się nie spocą.
Uśmiechnąłem się:- Miło poznać... i zgadzam się z tym, to była rzeź.... i dlatego w końcu wystąpiłem z siłą lądowych.Ruszyłem przodem wierząc temu zagadkowemu wolkanowi... starając się odnaleźc go w głębinach swej pamięci. Wiele twarzy przewinęło się przez jednostki w których służyłem. Zbyt wiele...
Korytarz był pusty. Volkan szedł za tobą. Nagle poczułeś jego rękę w okolicy karku. Potem juz była tylko ciemność.Volkan odpiął komunikator Armina i wzrzucił go do woreczka, który podał kobiecie. Ta skierowała się z nim do aresztu. Mężczyzna zaś uruchomił urządzenie i zniknął wraz z Arminem w blasku teleportera.Moon i Scorpus stali obok resztek gabinetu. Armin zniknął w windzie 4 minuty wcześniej.
Ciemność... ciemność.... wszędzie ciemność... jakieś kształty przemykające na granicy myślenia... w tym sformułowanie w rodzaju "jakim cudem dałem się tak zrobić" lub "chyba już nigdy nie zaznam spokoju" i "obyś żył w ciekawych czasach Volkanie!"Moon spoglądała na ekipę aż w końcu wzruszyła ramionami i spojrzała na Scorpiusa. Ten zrozumiał ją dobrze i spytał:- Chyba mogę to sam dopilnować.... zerknij co u szefa...- Z wielką chęcią... przepiorę parę tutejszych móżdżków aby dowiedzieć się czegokolwiek...- OK... ale bez rękoczynów.... - Jasne.... Pierwsza uśmiechnęła się i powoli ruszyła korytarzem... spróbowałą wywołać Armina... bez odpowiedzi... cóż... mogli mu zabrać komunikator.... wywołała okręt, odezwał się Ch'Rak...- Tak...?- Chyba już się zorientowałeś...- Nie było innej możliwości... Sverrir mało co zawału nie dostał patrząc na odczyty...- OK... zrób coś dla mnie... nie chcę błądzić... sprawdź gdzie jest kapitan dobrze?Parę minut później Ch'Rak odezwał się ponownie, nie udawało mu się ukryć zdumienia:- Jasna cholera... na zakichany kardazjański ród.... jest problem.... Jest sygnał komunikatora.... ale.... nie ma odczytów życiowych... to znaczy... nie ma go...- Numer celi, poziom, szybko!Klingon podał je błyskawicznie a półromulanka ruszyła biegiem w podanym kierunku...
W areszcie przebywał tylko młody chorąży. Innych oficerów ochrony nie było.- W czym mogę służyć? - zapytał.
