Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- Zaraz będę. Wyślijcie wiadomość do sztabu, natychmiast. Powiedzcie, że okręt odzyskał wolność, że wymknęliśmy się z lustrzanych rąk i..... że mamy niesłychanie ważne informacje o sojuszu. To samo dajcie do jednostek nas ścigających. Moon, kurs powoli w stronę Ziemi... i czekamy na rozkazy.
Otrzymaliścvie rozkaz jak najszybszego powrotu na Ziemię. Zajmie to kilka godzin.Całe spotkanie z rebeliantami z lustrzanego wszechświata miałeś opracować w dokładnym raporcie i jak najszybciej przesłać go do Dowództwa.
Raport był krótki i dokadny. Napisałem o sfałszowanym rozkazie na mocy którego przejęli okręt, a następnie o niemożności jego odbicia. Przy naszej szkieletowej załodze nie mielibyśmy szans. Napisałem, że próba była, ale rychło zrezygnowałem z pomysłu o dekompresji ze względu na znaczną brutalność tej akcji i możliwość odwetu. Dopisałem jeszcze że są świetnie poinformowani i muszą miec wtyczki w najwyższych kręgach sztabu Federacji. Następnie dopisałem, że obyło się bez ofiar i strat w okręcie. W tym czasie nasz Orleans sunął przez mrok zdążając w stronę Ziemi. Skończyłem raport, dałem do podpisania Moon i Ch'Rakowi, zapieczętowałem go osobistym kodem i wysłałem. Następnie zacząłem od nowa dokładnie zapisując wiadomości, które podała lustrzana LeBlanc. To na pewno ich zainteresuje...
Napiasanie raportów zajęło ciprawie całą podróż na Ziemię. Kilka okrętów również na nią powracało.Gdy juz USS Apanachi wszedł do układu i zadokował, nie mogłeś się połączyć z nikim z Dowództwa. Wszystkie linie były zablokowane. Chyba wydarzyło się cos ważnego.
Wzruszyłem jedynie ramionami. Miałem się zgłosić osobiście więc wyszedłem z okrętu w asyście Moon i Ch'Raka i skierowaliśmy się w stronę dowództwa. Może chociaż się czegoś dowiemy? Ale w sumie nikt z nas nie był już niczym zdziwiony. Życie w długotrwałym stresie niszczy w człowieku ciekawość. Po prostu żyje...
W centrum operacyjnym stacji panował prawdziwy bałagan. Oficerowie biegali od konsoli do konsoli, jednocześnie było wywoływanych kilkanaście okrętów. Na środku sali siedział wściekły admirał. Odczytywał podawane mu paddy i ciskał nimi za plecy.- Cóż za porządek... - ironicznie zauważył Ch'Rak.
Chrząknąłem cicho i salutując zameldowałem się: - Podporucznik Armin melduje się sir... miałem się niezwłocznie zgłosić....
Nikt nie zwrócił na ciebie uwagi.Po kilku minutach prawie wpadł na ciebie jakis komandor-porucznik. Gdy ponownie sie przedstawiłeś to odpowiedział:- Nie mamy teraz czasu. Ktos zwinął 50 okrętów z IV Floty i nie wiadomo gdzie są. Na razie macie wolne. Jeszcze was wezwiemy.
Wzruszyłem ramionami. COś mi się zdawało, że wiedziałem kto to zrobił. W końcu odebrali zapłatę. Spojrzałem na Ch'Raka i stwierdziłem. No to mamy czas na piwo. Wyszliśmy szybko, a po drodze rozkazałem załodze aby zmienili wachtę i odpoczęli odrobinę. Sami usiedliśmy w pierwszej z brzegu knajpce, a ja podszedłem do barmana. Na szczęście nie był nim Ferengi tylko zasuszony odrobinę trochę starszy człowiek. Po chwili z wielkim usmiechem na ustach przyniosłem do stołu dwa kufle spienionego piwa.- Co to? - spytał Ch'Rak- Foster, australijskie piwo, nie wiedziałem, że je jeszcze produkują, a tu ktoś wznowił tradycyjną produkcję.Nieprzekonnany do końca Klingon zanurzył swe pokaźne wąsy w trunku po czym na jego twarzy zapanował błogi uśmiech.... Sam też zaczerpnąłem tej ambrozji.... rzeczywiście, czasem warto mieć chwilę dla siebie...
Spokojnie siedzieliście rozmawiając o niczym. Po kilkudziesięciu minutach jak zwykle czujna Moon zauważyła większą od normy ilość kadetów w mundurach galowych w okolicy. Zaczepiła jednego, który niezbyt sprawnie odpowiedział:- Dziś jest eee... bal dla kadetów z eee... USS Scorpion. Zakkk... ończyliśmy naukę iiii... będziemy przetransfarerowani na inne okkk... ręty.- Czyżby zabawa po masakrze? - zauważył Ch'Rak. - Może pójdziemy, wmieszamy się w tłum i wypijemy za darmo?
- Wiesz wojowniku? Ja bym nie ryzykował... znasz moje podejście do młodych oficerów.... kadeci są wyżej w hierarchii ale będzie się tam kręcić na pewno obsada mostka... a nie chciałbym ryzykowac tego, że komuś dołożę. Ale jak chcesz to zajrzyj do nich. Ja będę pewnie tu albo w tej kafejce za rogiem. Kazali czekać to będę czekał. W razie czego powlokę się na okręt... Moon... jak chcesz to też się przejść, należy wam się, ja jestem już za stary - zakończyłem i uśmiechnąłem się rozbrajająco, oznaczało to chyba miej oko na Ch'Raka. Pierwsza odpowiedziała zdawkowym mrugnięciemi i wstała ciągnąc taktycznego za rękaw. Chodź wielkoludzie, jak chce być sam to niech sobie tu siedzi, pokażesz jak bawią się klingonie... tylko nie zrób nikomu krzywdy. Jeszcze przed drzwiami pomachał i znikli mi z oczu. Ja wyciągnąłem padda i przeglądałem wszystkie informacje szukając wzmianek o 40 okrętach i o pannie Sobieski, mając przy okazji przygotowanyą literaturę dotyczącą wyprawy 10 tysięcy Greków na podorędziu...
W prasie nie było o tym ani słowa.Zaczynałeś się brać za epopeję, gdy wezwała cię Moon przez komunikator:- Kapitanie, mamy problem. Możesz przyjść? Ktoś właśnie chce zabić Ch'Raka...
Cóż, lektura musiała poczekać. Skąd wiedziałem że to się tak skończy? Najwidoczniej ciążyło nad nami jakieś fatum, które powodowało całą masę zbiegów okoliczności. Zaczynałem wręcz tęsknić za służbą na lądzie. Tam było coś takiego jak okres spokoju. Flota ewidentnie tego nie znała. Schowałem padd i sprawiłem czy staromodny nóż wciąż tkwi w bucie. Był na miejscu. Muszę sobie też sprawić pistolet... najlepiej z kompozytów. Przynajmniej będzie czym tłum rozpędzić. Póki co musi wystarczyć moja szarża... a raczej mówiąc po nowemu stopień. Szybko się zebrałem i skierowałem w stronę niedawnej imprezy. Łatwo było tam trafić gdyż drogę znaczyli półprzytomni kadeci, wywewnętrzniający się z głuchym odgłosem przemieszczania czegoś przez przełyk. W końcu dotarłem i rozgarniając mały tłumek krzyknąłem: - Co się tu do cholery dzieje!?
Nim usłyszałeś odpowiedź to nieznajoma warknęła:- Odwal się! Zabije tego pierzonego zwierzaka bo mi się tak podoba. A bo co? Należy mu się!Wokół nieznajomej z klęczącym przed nią Ch'Rakiem z nożem na szyi w pewnej odległości stało kilku oficeró ochrony, Moon, jakiś półklingon i porucznik w stroju galowym trzymający w ręce fazer.
Spojkrzałem z rezygnacją w sufit wzywając wszystkich bogów od Sumeru po obrządek Zoroastrański i powiedziałem:- Odłóż ten nóż... młoda damo... - w rękawie czułem już chłód ostrza do rzutów - ...a tego typu odzywki podbiegają co najmniej pod kilka paragrafów podobnie jak twoje zachowanie. Nie mówiąc już o twej pozycji. Ty kontra dwóch oficerów z czego jeden ma phaser, tłum ludzi i baaardzo zły klingon....
