Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- Ha ha ha ha! Widzę, że zaszła ci za skórę. Ale mam dla ciebie prezent. Oto rozkaz od admirał Janeway przyznający ci Medal Honoru Christophera Pike'a za zniszczenie 86 sześcianów Borga dowodząc USS Apgaru. - widząc twoją minę, gdy czytałeś rozkaz na paddzie, dodała. - Nie rozumiesz? Prawdziwa Brik ma bezterminowy urlop. Ten rozkaz, na podstawie którego przejęła okręt, to fałsz. Jak inaczej szybko wprowadzilibyśmy na pokład swoich ludzi? - zignorowała twoje pytania o Moon i "ludzi".
- Sześcianów??? Hmmm.... - uśmiechnąłem się - .... w każdym razie w końcu i we flocie dostałem odpowiednik medalu honoru. A teraz ko0nkrety... a więc mogę połączyć się z Ch'Rakiem, pobić Brink i zamknąć ją w karcerze? - spojrzałem na duszącą się ze śmiechu Marie - Wioesz co? Dobrze wiedzieć, że komuś humor dopisuje. Teraz tylko kwestia jak na to zareaguje dowództwo, że podbieracie okręt z załogą.... ale wyjaśnisz mi to może w drodze na mostek? Nie lubię gdy ktoś trzyma swe siedzenie na MOIM fotelu. Pójdziemy? - zaproponowałem i zachęcająco otworzyłem drzwi.
- Jak chcesz, możemy iść. Tylko nie próbuj żadnych numerów bo mamy ważne informacje dla Federacji, a jak ta akcja się nie uda to nie dowiecie się nic nowego o Sojuszu.Rozmawiając o mało ważnych rzeczach weszliście na mostek. Tam Brink obrabiała czerwonego z wściekłości Ch'Raka.- Panie Rogers, nie myślał pan o używaniu mocniejszego dezodorantu? Pański zapach nie dla każdego jest przjemny...- Anette, starczy już. Możemy skończyć tą zabawę.- Czemu? Fajnie jest wyżywać się na tych błaznach, a taki może odpowiedzieć tylko "Tak jest!"- Dobra, nasi przeniesieni?- Tak, cała 60. Kadeci z SB 1 też. Na razie są umieszczeni w ładowniach i pewnie już robią ze strachu w gacie.- Przyda się im to, Zobaczą, że to ciężkie czasy. Pani Moon, proszę skierować się ku Plutonowi. I bez numerów. Pani odpowiednik jest obecnie u nas zajęty, więc nie mógł przybyć, ale przesyła pozdrowienia. Zaś lustrzany Ch'Rak stracił niedawno drugie oko w trakcie jednej z naszej akcji i nkomu nie przesyła pozdrowień.
Musiałem to zrobić, tym bardziej że LeBlanc zbyła me pytanie milczeniem. Podszedłem do der Brink i powiedziałem z delikatnym usmiechem: - Pani porucznik... wydaje mi się, że nie jesteśmy błaznami... nasze wypełnianie rozkazów pozwala nam uniknąć pewnych....- zawiesiłem głos na krótką chwilę która wystarczyła na błyskawiczne powalenie na podłogę własnego dowódcy i wyciągnięcie z buta krótkiego ostrza mktóre natychmiast znalazło się przy jej gardle -... sytuacji... na przykład takich - dokończyłem - W każdym wypadku mogłaby mi się omsknąć ręka i stan der Brinków w tym sektorze zgadzałby się ponownie. Wstałem i odskoczyłem asekurując się. Wydałem tez rozkazy: Ch'Rak wydaj ochronie broń. Sam też przestań chowac swój MetLeth. Pani LeBlanc... my tez potrafimy być groźni. Denevue... przygotuj się do dekompresji magazynów... mamy nieproszonych gości.....- Podporuczniku... ale....- Nie pytaj..... a teraz grzecznie odwołaj odliczanie... dziękuję. Jak widzisz Marie... gdy się nas rozzłości potrafimy być zdecydowanie mniej uprzejmi.... - nachyliłem się uśmiechając się złośliwie, po czym wyprostowałem się i smiejąc się absolutnie szczerze powiedziałem:- Zapraszam na miejsca. Czeka nas miła eskapada na Plutona. Wykonac rozkazy... zwijamy żagle....Spojrzałem po tych słowach na LeBlanc. Taaa... zasłużyłem na kolejny cios w twarz.... ale mogą mnie nazwać masochistą... za wyraz twarzy LeBlanc i der Brink w tej sytuacji dałbym o wiele więcej...
Marie tylko wzruszyła ramionami, a Anette trąc policzek, warknęła:- Pieprzony macho. Jaki tam, taki i tu.- No, ostry jest. W łóżku daje prawdziwego ognia. Prawdziwy ogier.- Jak doriewsz swojego, to dopiero dasz mu ognia, he he he...Tymczasem Apanachi doleciał do Plutona.- Czas zacząć przedstawienie. Denils, Bradley, wyjmiejcie broń. Ch'Rak, połącz nas z Kwaterą Głównej Floty. Reszta, rzućcie broń. Ja z Anettę będę za kadrem. Tylko bez numerów, a za kilkanaście godzin się zmyjemy.Wywołani Denils i Bradley, o wyglądzie brudnych, niedomytych chłopów wyjęli broń. Jeden przstawił ci do ucha fazer.- Jest połączenie.- Słucham, kapitanie. - na ekranie pojawił się jakiś komandor.- Jestem Denils z Ruchu Antytechnologicznego! - wrzasnął facet z fazerem przy twoim uchu. - Ten okręt został porwany przez moich ludzi. Nie próbujcie żadnych numerów, bo go wysadzimy. Za 3 godziny przedstawimy żądania. Inaczej wasi ludzie zaczną ginąć! Zerwij połączenie! - krzyknął na Ch'Raka. Ten posłusznie to zrobił.- Doskonale, teraz wszyscy będą się martwić nami. - uśmiechnęła się Marie. - Moon, kurs na Tellar, warp 6. Niech ktoś podniesie też osłony, aby nie mogli nas przeskanować.
Na dalszą wypowiedź Marie i Anette zareagowałem jedynie wzruszeniem ramionami i mruknięciem pod nosem: - Witamy w Korpusie Piechoty... a jeszcze milej powiutam tego drugiego...Cóż... adlszy bieg wydarzeń mnie odrobinę zaskoczył. Tego się zdecydowanie nie spodziewałem, ale chyba dobrze odegraliśmy swoje role. Gdy LeBlanc wydała rozkaz podniosłem osłony i mrugnąłem do Moon porozumiewawczo. Trzeba być gotowym. Kto wie co może strzelic do głowy tym dwóm. Starałem się też przywołać z pamięci cokolwiek o tym układzie, patrząc wciąż na ekran...
Bradley zabezpieczył broń i mruknął:- Cholera, nie za bardzo mnie ucharakteryzowaliście na wiejskiego głupka?- Nie narzekaj, zgłosiłeś się na ochotnika. Teraz mamy 3 godziny spokoju.- Wykrywam kilku okrętów Federacji. Na razie trzyamają dystans.- Więc mamy opiekunów. Nie martwiłabym się nimi. Teraz musimy tylko sobie poczekać.Układ Tellar składał się z kilku planet. Tylko pierwsza z nich była klasy M i stanowiła rodzinny świat dla Tellarytów - jednej z ras - założycieli Federacji. Tellaryci miali małą flotę obronną, poza tym w ukłdazie stacjonowało kilkadziesiąt okrętów GF, których załogi lub rodziny załóg mieszkały na Tellarze. Cały system był mocno ufortyfikowany, tak jak wiele innych światów w centrum Federacji.
Spokojnie rozsiadłem się w fotelu czekając na dotarcie do systemu. Nie było już co robić gdyż większość rzeczy zostało załatwione jeszcze przed odlotem. Pozostawało jedynie czekać na rozwój wydarzeń.
Po 3 godzinach Denils musiał kontynuować szopkę.- Oto nasze żądania. Po pierwsze, zwolnienie naszych kolegów z Ruchu, więzionych na Tellarze i możliwość ich bezpiecznego zabrania z planety. Po drugie, zaprzestanie przymusowego krzewienia technologii wśród gorzej rozwiniętych ras. Po trzecie, wpłaty równowartości 50 000 000 sztabek złotego latinum na fundusze pomocowe dla ofiar wojen Federacji, w szczególności Dominium. Te żądania mają być spełnione do naszego przybycia na Tellar. My nie chcemy zabijać niewinnych, mam nadzieję, że wy też nie. Przerwij połączenie.- Nie wiedziałam, że macie więżionych kolegów na Tellarze. - zauważyła Moon.- A kto mówi, że mamy? - zaśmiała się Anette. - Ruch Antytechnologiczny powstał tu. - stuknęła się w swoją głowę. - Jakieś 5 godzin przed akcją.
Uśmiechnąłem się szczerze i powiedziałem:- Masz u mnie punkt za inwencję. Znając ich znaczy nas... przez najbliższe kilkanaście godzin będą przeszukiwali cały Tellar w poszukiwaniu siatki i więźniów których wcale nie ma.- Sama bym tego lepiej nie wymyśliła - przyznała też Moon- Tak więc.... moi drodzy, co planujemy na najbliższe godziny? Jak na mnie.... warto by się wyspać oraz skorzystać z okazji na przegrupowanie własnych sił. Państwo więc wybaczą... czeka na mnie strzelnica.Po tych słowach wyszedłem ruszając na pamięć w gęstwę korytarzy próbując dotrzeć do szukanego miejsca. Tak jak myślałem, prawie się nie zgubiłem... prawie. Ale przynajmniej miałem chwilkę na pospacerowanie po nowiutkich wykładzinach. Ich zapach wciąż unosił się w powietrzu. W końcu dotarłem. Wkraczając już wiedziałem że coś jest nie tak.... ale gdy zostałem przygnieciony do ściany przez drobne ciało Moon... stwierdziłem, że zagrożeniem to raczej nie jest.....Cóż... znalazła niezły sposób by prawie pokonać mnie. Prawie... na szczęście doświadczenie liczy się nie tylko w łóżku... potem udało nam się spędzić chwilkę w tak nowej jak pustej mesie. Brakowało nam nawet personelu logistycznego. A szkoda... byłoby odrobinę weselej. Zjedliśmy klasycznie zaprogramowane ciasto z jabłkami zapite gorącym mlekiem. Jeżeli było się ślepym na smaki było całkiem znośne. Ale w zestawieniu z tym co robiły replikatory na klasie Polaris było wyśmienite. Po jakimś czasie zebrał się w tym średniej wielkości pomieszczeniu mały tłumek. Całkiem nieźle. Wciąż żyjemy, a załoga przyzwyczajała się już do różnych dziwactw które zsyłał na nas los. Nie można też było przesadzić.... potrzebny tez był sen....Sen....8 godzin to ponoć minimum.....ale 6 u boku pięknej kobiety wystarczy zupełnie. Gdy znaleźliśmy się 2 godziny od planety zadzwonił budzik. Moon już nie było... zdecydowanie jej obowiązkowość była godna pozazdroszczenia, a może to ja się zapuszczam? Po chwili byłem już na mostku. W świeżym mundurze i z nowym kubkiem kawy w ręku. Pierwsza wręczyła mi w ciszy raport z minionej wachty. Wszystko wydawało się w normie. W końcu jakiś zdrowy okręt. Czas mijał dalej. Gdy skrócił się do pojedynczej godziny spojrzałem pytająco na przedstawicieli lustrzanych...
Za Apanachi wciąż leciało kilka statków jrednak nie zbliżając się na bliską odległość. Pogróżki Denilsa były brane poważnie...Na 30 minut przed wejściem z Apanachi połączył się jakiś admirał.- Część waszych żądań została spełniona. Fundusze zostały dofinansowane, a wasi koledzy zostaną wkrótce zwolnieni. Tylko co chcecie dalej zrobić? Jesteście w środku Federacji, nie ukryjecie się przed nami.- Proszę się o to nie martwić. - Denils wciąż odgrywał rolę wściekłego wieśniaka. - Umżliwcie tylko transport naszych kolegów na pokład okrętu. Potem obieramy kurs na Ba'Ku. Tam zamierzamy zwolnić okręt.- Zgadzam się, ale jeśli coś stanie się moim ludziom...- ... To będzie tylko wasza wina. My nikogo nie krzywdzimy jak Federacja. Przerwij połączenie.- Dobry z niego kłamca. - zauważyła LeBlanc. - Ciekawe kogo znaleźli. Może naprawdę więzią jakiś antytechnologów?- Cholera ich wie. Czas powoli kończyć naszą maskaradę. Jak wejdziemy na orbitę Tellara to zdejmijcie osłony. Wtedy to my przeniesiemy się na planetę. Armin, jeśli mozesz to poleć sobie troszkę w kierunku granicy talariańskiej.
- Jakoś nie wierzę im... bardziej spodziewałbym się tutaj antyterrorystów jak tylko zwolnimy. Ale wiesz co? W dalszym ciągu nie wiem po co ta prezentacja. Poza tym, że zrzucą całą winę na mnie. I nie podoba mi się to bo mogą ściągnąźć tu właściwą der Brink. Masz jakieś wpływy by sprawa nie spadła na barki całej załogi? I może to nie moja sprawa ale zastanawia mnie dylemat w jakim mnie stawiasz a propos dalszego lotu w stronę granicy. Dla mnie najlkepszym pomysłem to bohaterska walka załogi zakończona oswobodzeniem okrętu przy równoczesnej ucieczce części terrorystów na promie... następnie przez nas zniszczonym.... jego wybuchem moglibyśmy zamaskować wasze przesłanie... i nikt by was nie szukał.... i mówię to tylko przez wzgląd na naszą przyjaźń.... i poczucie winy za swój odpowiednik....Moon spojrzała z zaskoczeniem mówiąc:- Pomysł przedni....A Ch'Rak ze Sverrirem potwierdził równocześnie mówiąc:- To się da zrobić...- Dzięki załogo. Wiecie co się tu stało i że stawia to nas w pewnym dylemacie. Zostaliśmy podstępnie przejęći przez ludzi uzbrojonych silniej od nas jednakże w wyniku bohaterskiej akcji uwolniliśmy okręt.... zgadzacie się?
- I tak już wiedzą kim jesteśmy. Znaleźli zapewne tutejszego Denilsa i przesłuchują go. Ja k się zmyjemy to nie musicie kłamać. Powiedźcie, że lustrzani odebrali zaległą zapłatę i to z odsetkami. Teraz wlećmy do systemu. Armin, tuż przed przesłaniem podam ci informacje o Sojuszu.
Wzruszyłem ramionami mówiąc: - Jak chcesz... ale moja wersja byłaby bardziej przyjazna dla nas. - Wyrzuty sumienia już powoli nadchodziły: - I mam prośbę... powoli przestaje mnie bawić to przeplatanie się naszych światów. Życzę wam najlepiej i szerokiej drogi.... znajdźcie swojego Armina i wracajcie.... toczcie swoją walkę i trzymajcie się z dala od swojego Borg...Załodzet też ewidentnie sytuacja nie pasowała. Oszustwo, zajęcie... pozostawał z tego pewien niesmak... pozostała tylko nadzieja, że się z tego wyłgamy...
- Niestety usłyszysz jeszcze więcej o nas. I to niedługo. Chodźmy do gwiezdnej kartografii.Gdy okręt powoli podlatywał do pierwszej planety, ty wraz z lustrzaną LeBlanc znaleźliście się pomieszczeniu z mapami.- Komputer, wywołaj granicę Federacji z Talariańską Prowincją Romulan, Tzenkethi i Kardazjanami.Komputer, identyfikując ją jako sternika, bez oporu pokazał wycinek mapy.- Sojusz niedługo przeprowadzi dużą ofensywę na Federację. Dostanie posiłki przez portale i zaatakuje. Podstawowy atak pójdzie na Trill, pozostałe będą tylko demostracją: Bajor, Betazed, Izar, dwa ataki znad granicy z Tzenkethi oraz ostatni, gdzie flota kończy okrążanie Talarian i od dołu zaatakuje Federację. Wszystkie demostracje będą miały za zadanie związać okoliczne siły i wprowadzić choas. Przeprowadzą je Klingonie na starych B'Relach i K'Tin'gach. Chcą chwalebnej śmierci, więc będą walczyć do śmierci. Musicie zastopować te ataki, potem Sojusz zatrzyma się.- Marie, gotowe. Jesteśmy nad planetą. - odezwał się jej komunikator.- Dobra, namierzyłaś mnie? Do zobaczenia Armin. - pocałowała cię w poleczek i zdematerializowała się.- Kapitanie, wszyscy lustrzani zwinęli się. Co teraz robimy?
