Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Spojrzałem na zegar odliczający czas dotarcia na Ziemię i przeciągnąłem się. Przy tej prędkości powinniśmy mieć spokój. Wziąłem z replikatora brunatną ciecz nazywaną przezeń herbatą i usiadłem z powrotem rozkazując: Zmiana wachty. Niech pojawi się beta, a po 6 godzinach zdejmie ją gamma. Macie czas wolny. Jak wam się uda spróbujcie odpocząc. - po tych słowach wywołałem Federacyjną bazę danych i zajrzałem w akta chorążego Sharaca. Tak jak myślałem, świeży przydział, jego patentu nie przykrył nawet kurz czyli jak zawsze. Rozejrzałem się po mostku, który powoli pustoszał by za moment zapełnić się na powrót kolejną grupą młodszych starszeństwem kadetów. W końcu podniosłem się i ruszyłem korytarzami Apgaru. Spokojnie spacerowałem po pokładzie zbliżając się powoli do aresztu.- Kapitanie, wiedziałam że tu pana znajdę....- O, witaj Moon, pozostało mi tylko czekać aż się zjawisz...- Można?- Tak, oczywiście. Pora się dowiedzieć paru kwesti...Wszedłem zdecydowanym krokiem do pomieszczenia zatrzymując się przy celi:- A teraz do rzeczy moi drodzy. Kim ONA była, o co w tym wszystkim chodzi i co jest na tyle ważne by z zimną krwią mordować załogi federacyjnych okrętów...
Sharac nie zwrócił na ciebie żadnej uwagi. Nadal leżał na łóżku. Gdyby nie otwarte oczy, tepo wpatrujące się w sufit, myślałbyś że śpi.- O co tu chodzi? - pytanie na pytanie odpowiedziała Anna. - O uczucie. Takie co potrafi poruszać niebo i ziemię. O uczucie, dzięki któremu można ścigać przeciwnika poprzez czas i przestrzeń. O ZEMSTĘ!Kobieta zaśmiał asię głośno i kontynuowała:- Zacznijmy może od początku. W 2358 roku na USS Silvestone służyła kadetka Gabriella Sobieski. To nieprzypadkowa zbieżność nazwisk. Służyli też tam Etam, Sebastian Sharac, Marcus i inni. Nie będę długo opowiadać, ale to co jest napisane w oficjalnym raporcie to kłamstwo. Gabriella nie zginęła w wypadku. Została wielkrotnie zgwałcona i zamordowana. Dla zatarcia śladów ciało włożono do promu i tak go uszkodzono by eksplodował. Kapitan Silvestone szybko dowiedziała się o wszystkim, ale z powodu Alberto Marcusa, wnuka wielkiego Kirka, sprawę zatuszowała. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie mały problem. Na Silvestone służył też człowiek, którego później znano jako Thorna, największego pirata na pograniczu Federacji. On kochał Gabriellę i ona go też. Widział moment zabójstwa i poprzysiągł zemstę. Odszedł z Floty i po wielu latach stał się tak bogaty i potężny, aby wymierzyć sprawiedliwość. Bardzo mu w tym pomogła wojna z Dominium. Biedni Założyciele bez dostaw z Gammy musieli kupować katracel Biały od niezależnych producentów. Jedym z takich był Thorn. Lecz on nie chciał latinum - w rozliczeniu brał statki. Myśliwce, Galory, zdobyczne federacyjne. Tuż przed upadkiem zakupił nawet krążownik, ten sam co uratował wasz Galen IV. Ale oddaliłam się od sdna opowieści. Gdy Thorn był wystrczająco silny, by zrealizować swój plan, wysłał do tego swoich agentów. Byłam jedną z nich, opiekunką chorążefo Sharaca, który zabił dwóch ostatnich. Gdyby tego nie zrobił Galen okupowaliby Talarianie, a pan walczył na orbicie planety i zapewne zginąłby pan. A tak zemsta została wymierzona. Winni nie żyją. Została tylko jedna osoba do osądzenia: kapitan USS Silvestone w 2358 roku. To dowódczyni obrony Ziemi. Admirał Shanti.
- Wydaje mi się, że destabilizacja nie jest tym czego teraz potrzebujemy. Sam nie wierzę we właśne słowa, ale niezależny sąd mógłby rozwiązać tą sprawę, a sama wiadomość o tym... czynie.... zdyskredytowałaby w stopniu wystarczajacym admirał by ustąpiła ze stanowiska. Chwilowo mamy trochę czasu więc proszę was byście odpoczęli.... jeżeli jeszcze masz w zanadrzu jakieś niespodzianki to nic na nie nie poradzę, ale spróbuję dotrzeć z wami na Ziemię... i dostarczyć was w jednym kawałku....
- Niezależny sąd? Już raz obradował i znamy wynik. Gdyby zostali skazani przed 20 laty to niebyłoby teraz takich problemów. Federacja musi się zreformować bo niedługo padnie. A co do podróży, to radzę się szykować. Hanna może wrócić...
Tego się obawiam... wiem co to znaczy zemsta... ale zawsze trzeba znać moment by się wycofać z tego zamkniętego kręgu.... poza tym naszą Hanną mniej się martwię przy naszej prędkości. A teraz najzupełniej serio. Potrzebujecie czegoś? Więźniowie, więźniami, ale nie chcę was tu głodzić...
- Mamy tu replikator, a strażnik w swoich obowiązkach ma też dbanie o to, byśmy nie głodowali. A Hanna wróci, wini chorążego za śmierć swego ojca. Pan go przewozi, więc został już pan wpisany na listę z adnotacją "do zabicia".
- To ciekawe co mówisz..... tego tu? Wygląda dosyć młodo jak na zabójcę..... i lekko oszołomionego.... Nic tu po mnie. Pora odpocząć. Niedługo znajdziemy się w zasięgu Home Fleet gdzie w każdej chwili można liczyć na wsparcie kilku okrętów i sprawne sensory. Jeżeli jeszcze czegoś byście potrzebowali dajcie znać.- po tych słowach ukłoniłem się i wyszedłem. Pierwsza ciszę przerwała Moon:- Ponownie mówi prawdę. Zastanawiam się na co można liczyć ze strony tej Hanny i jeżeli jest w jakiś sposób związana z Thornem to na wiele. Jak pamiętam z pogłosek to zawsze potrafił "wyczarować znikąd" kilka okrętów. - Jak mówisz... - i zakończyłem sformułowanie ziewnięciem- Powinien pan się wyspać kapitanie....- Ehhhhh.... taki stary jeszcze nie jestem by marnować czas, ale pomysł jest niezły. W takim razie do zobaczenia pierwsza.- Tak jest sir....- Ty też się wyśpij to rozkaz - rzuciłem jeszcze na odchodnymZmęczenie uderzyło gdy tylko wcisnąłem się do kajuty i ignorując niszczycielską siłę łóżka na mundur rzuciłem się na nie ignorując paddy i okruchy jedzenia. Kątem oka spojrzałem jeszcze na barek... nie, jeszcze nie..... i usnąłemMoon weszła równym krokiem do swojej mikroskopijnej kajuty. Usiadła przy biurku i nalała sobie gęstego Tareliańskiego likieru. Zawsze pomagało rozluźnić się przed snem. Spróbowała zrobić sobie masaż naciągniętej zmęczeniem szyi, ale nie pomagało. Wzruszyła ramionami i po raz pierwszy od dłuższego czasu rzeczywiście poszła spać....
Spałeś mocno nawet nie widziąc jak długo.Obudziłeś się naprawdę zrelaksowany. Wreszcie od wielu lat nie sniły ci się koszmary z wojny z Kardazjanami. Leniwie otworzyłeś oczy i spojrzałeś na zegarek. Była 18,26. To znaczy, że spałeś ponad dobę.
Przeciągnąłem się z głośnym ziewnięciem i zamówiłem w replikatorze sok porzeczkowy. Na jakiś czas koniec z kawą. Nawet nowoczesna medycyna nie wykluczyła najgorszych aspektów zniszczonego żołądka. Wypiłem szybko podejrzanie smakujący płyn złożony z odpowiednio wyselekcjonowanych atomów i przebrałem się strój sportowy. Spojrzałem na zmianę, która zajmowała mostek. Dobrze.... miałem jeszcze 3 godziny czasu tak na oko. To wystarczy na krótką rundkę wokoło okrętu i posiedzenie w siłowni. Bieg nie był najlepszy chociaż, wyspanie dodało mi sił. Minione wydarzenia skutecznie odebrały organizmowi część sił. Rzeczywiście musiałem się wziąć za siebie. Zrobiłem dwa okrążenia po czym z lekką zadyszką wszedłem do siłowni....- Sir... - powiedział Ch'Rak i ukłonił się co było bardzo ciekawym widokiem ponieważ leżał na ławie do brzuszków. Wykonująca obok ćwiczenia na stepperze Marie uśmiechnęła się jedynie nie przerywając ćwiczeń. Przeciągnąłem swym wzrokiem po jej pięknie wysportowanej sylwetce.... ale nie tak aby coś zauważyła i dopadłem do atlasa.... pora popracowac nad sobą. Cóż obecnośc kobiety zawsze wzmaga chęć do wysiłku, ale nie przesadzałem. Pół godzinki i koniec.... tym bardziej, że zgromadziła się też grupka oczekujących na swoją kolej kadetów. Wziąłem ręcznik i ruszyłem do suchego prysznica. Póki co tylko na tyle można było sobie pozwolić. Gdy wyszedłem spotkałem taktycznego i sterniczkę czekających na mnie:- Przyjmie pan zaproszenie do mesy? - zapytała Moon- Z chęcią..... - odpowiedziałem i poszliśmy na "pyszny" zreplikowany posiłek wzdychając na kiepskie jedzenie i tęskniąc za prawdziwą kuchnią. Rozmowa upływała miło.... jakżeby inaczej by mogła.....Godziny mijały w zwykłym toku. Zmiany niczym pory roku wyznaczały czas pracy i odpoczynku. W końcu był czas na pracę dla okrętu i dla siebie. Uporządkowałem nawet raporty z pomocą Moon i posiedzieliśmy trochę nad zagadką, ale nie za długo. Napięcie charakterystyczne dla minionych dni powoli odpływało z załogi. To były dobre chwile. Od czasu do czasu zaglądaliśmy do więźniów, ale wiele informacji już nie wynikło. Poza tym iż coraz bardziej wierzyłem tej tajemniczej kobiecie.... tym ludziom należało się to co do stali.... ale prawo stanowiło inaczej....Spojrzałem na czas dotarcia. Wskazywał na 120 godzin. Kolejny luźny dzień. Cieszyło mnie to. Wszedłem uśmiechnięty na mostek mówić:- Moon, raport...
- Nic szczególnego. Po prostu nic...- Priorytetowy przekaz z Kwatery Głównej Gwiezdnej Floty.Na ekranie pojawiła się admirał Janeway.- Przekaz do wszystkich jednostek Federacji i sojuszników, mogących przybyć w okolice Ziemi w ciągu 5 dni. Ogromna flota Borga wkroczyła na terytorium Federacji. Ostatnie dane z Deep Space 3 mówiły o ponad 600 jednostkach. XIV Flota, która miała rozpoznać skład floty została zasymilowana. Borg kieruje się na Ziemię. Będzie tam za 5 dni i 6 godzin. Klingoni, Romulanie, Dominium i siły Wolnej Kardazji lecą nam na pomoc. Bitwie zostanie stoczona w sektorze 001. Koniec przekazu.Ekran zgasł.
No tak.... nic nie mogło skończyć się ot tak po prostu. Ktoś musiał nas przekląć życząc życia w ciekawych czasach. Moje rozmyślania przerwał odgłos upadającego kubka z kawą. Marie nie wyglądała za dobrze... Podszedłem do niej i oparłem swe dłonie na jej ramionach.- Spokojnie załogo. Już to przerabialiśmy nie raz. Może jak tym razem dostaną to dadzą nam spokój. Jedyny problem to to, że będziemy akurat w tym czasie na Ziemi, a nie uśmiecha mi się walka puszką klasy Solaris więc wypada liczyć, że w ramach mobilizacji dostaniemy coś nowszego. Utrzymujemy kurs jak cała grupa. Jak dotrzemy na miejsce będziecie kieli chwilę dla siebie.... może też być tak iż nie dostaniemy żadnego okrętu gdyż to przydział tymczasowy.....- Będzie dobrze.... wydaje mi się, że po takiej napaści pokój zapanuje co najmniej na parę lat. Względny pokój... - powiedziała Moon- To dobry czas by umrzeć... - powiedział Ch'Rak wzbudzając wyczuwalne dreszcze u LeBlanc- Spokojnie Ch'Rak zamierzam to przeżyć..... wracamy do zajęć załogo....Zakończyłem siadając na fotelu. Trudno mi było wytrzymać presję, ale jak przystało na kapitana moje opanowanie było bez zarzutu. W końcu trochę lat miałem więcej zmartwień niż flota Borg.... pociski, wybuchy..... a teraz? Zwykły cykl zmian.... do czasu.... 5 dni? Akurat zdążymy z naszą dostawą.... albo spóźnimy się i będziemy pozbierać szczątki....
Nie przyszedł rozkaz o przyspieszeniu, więc nadal grupa leciała z predkąścią warp 6. I tak był zapas około 8 godzin, a w razie czego zawsze możnabyło przyśpiszyć i wziąć Apgaru na hol.Jednak wieść o próbie szturmu na Ziemię wpłynęła negatywnie na załogę. Czuc było jej przygnębienie i rezygnację. Tym razem nie był to jeden okręt tylko 600.Moon w wolnym czasie jak zwykle szperała po oficjalnym bazach danych i tych mnie. Dokładnie wczytywała się w raporty telewizyjne przedstawiajace wojnę Klingonów z Gorn. Jak na razie obie strony nie przeprowadziły większych operacji zaczepnych. Ciężar walki wzieły na siebie patrolowce i fregaty, tocząc graniczne bitwy. Po informacji o ataku Borga walki praktycznie ustały, szczególnie po decyzji Gorn o wysłaniu 50 okrętów na pomoc Federacji. Tak samo uczynili Tholianie, ale wybitnie mniej chętnie. Zapewne woleliby użyć tych sił do pirackich rajdów...Na 68 godzin przed przybyciem na Ziemię Moon niezwłocznie wezwała cię na mostek. Na twój pytający wzrok wskazała na padda. Widniał na nim nagłówek najnowszego wydania New Federaction Times: "Admirał Shanti nie żyje".
- Więc rachunki wyrównane? Zgraj mi to i chodź do aresztu. Zobaczymy.... - powiedziałem i powoli ruszyłem do wyjścia. Moon z godnością podniosła się i wyszła pierwsza. Odwróciłem się i powiedziałem: - Ch'Rak przejmujesz mostek. Spróbujcie mi opracować coś co pozwoli zachować morale. Sam też spróbuję.....Po kilku minutach weszliśmy do aresztu. Spojrzałem na więźniów i nic nie mówiąc wrzuciłem do celi padda z najnowszym wydaniem mówiąc:- To koniec? Mam nadzieję. Teraz pozostaje kwestia co z wami zrobić....
- Tak się pan boi kobiety, że musi rzucać z daleka paddami? - zapytała podnosząc go z ziemi. - Zresztą gdybym chciała już pan by nie żył...Powoli czytała artykuł, potęgując twoje zniecierpliwienie. Potem lekko uśmiechnęła się.- A myślałam, że potrzebny będzie długi proces, a tutaj... "Dziś rano w prywatnym domu znaleziono ciało dowódcy obrony Ziemii przed Borgiem, admirał Shanti. Pwodem śmierci było uduszenie spowodowane powieszeniem. Brak jakikolwiek śladów wskazuje, że było to samobójstwo". A co pan z nami zrobi to już nieważne. Nie pochwalałam metod ojca, ale teraz... Czuje się szczęśliwa...
- Może pani nazywac to jak chcę. Lata służby nauczyły mnie ostrożności, często to co widać jest mylące.... zresztą też mógłbym panią zabić... już dawno... - zakończyłem z niewinnym uśmiechem - Tak więc ten Thorn.... rozwiązał sprawę - stwierdziła Moon- Teraz by się nam przydał.... jeżeli chce by alfa była taka jak zawsze a nie w całości pocłonięta przez Borg... poza tym w tej sytuacji pani sąd i wyrok może odbyć się szybko i niekoniecznie w podanej kolejności. Jeżeli sytuacja się nie zmieni trafimy tą szalupą na pierwszą linię.... czułem się bezpieczniej już po drugiej stronie lustra... w tej chwili i przy takich proporcjach sił nie ma co ukrywać że szanse są marne... - spojrzałem na nią spokojnie oczekując na reakcję...
