Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Roześmiałem się. Może nawet odrobinę za głośno, ale już nie mogłem wytrzymać.- Cóż, przyznam pani rację. Tak nas nazywają.No tak. Przeżycia ostatnich dni wyraźnie zaczynały na mnie oddziaływać, ale czy to źle?- Nie wiem co pani sobie wyobraża, ale cóż. Zostaliście pojmani i jako więźniów chcę was traktować jak przystało na dobrego podoficera, ale jeżeli chcesz zrezygnować z tej kurtuazji to proszę bardzo... - zakończyłem ze złowrogim błyskiem w oku -... ale zastrzegam, że nie jesteśmy Kardazjanami... - Po tych słowach wyszedłem zostawiając ochronę pod dowództwem Ch'Raka i szybko wróciłem na mostek. Pora było pogadać z panię admirał. I w tym momencie mi się coś przypomniało. Te systemy które wymieniał. Te osoby. Coś mi zaczynało świtać, ale co? Wzruszyłem ramionami kontynuując marsz.Szybko dotarłem na mostek i wchodząc od razu spytałem:- Jakieś rozkazy z okrętu dowodzenia pierwszy? Przesłałaś informację, że podjęliśmy więźniów? Zapytaj co mamy z nimi zrobić... - zakończyłem zawieszając głos
- Mam znacznie coś bardziej interesującego. Oto nagranie z czasu, gdy walczyliśmy z Borg. - wstukała kod na konsoli."Teraz najmnowsze wieści. Nadal nie wiadomo co było przyczyna wybuchu w biurze dowódcy kolonii na Mizarze, Sebastiana Sharaca. Jednak do tej pory znaleziono 5 ciał. Przesłuchany został ostatni gość komandora, jego bratanek Sven Sharac. Jednak nie postawiono mu żadnych zarzutów. Śledczy Robbins stanowczo odrzuca sugestię mediów, że przy zmarłych znaleziono notatkę z numerem 7/8 i nazwiskiem komandora Sharaca. Z miejsca zbrodni Anna Rebens..." - nagranie zakończyło się.- Wiesz już o co chodzi i kogo wieziemy w celi? - zapytała Moon.
Uśmiechnąłem się do Moon.- Czyli rzeczywiście to o wiele poważniejsze. Mamy może gdzieś kopię naszego AHM? Jak dobrze pamiętam miał coś dla nas sprawdzić, ale niestety wówczas przyszły te "ciekawe" czasy...- Mogę sprawdzić.....- Masz może zapis z tamtej zbrodni? Jakąś fotografię, zapis z morderstwa. Zgraj mi to na padda.... spróbuję się czegoś dowiedzieć... - Pomóc...? Znam parę metod.....- Może później. W razie czego użyję Ciebie i Ch'Raka jako radosny duet - zakończyłem gorzkim uśmiechenm po czym kontynuowałem gdy Moon przeszukiwała ocalałe z Taurusa zapisy - I wracając do pierwszej kwestii jakies rozkazy doszły?
- Na razie mamy przenieść rozbitków na planetę. Potem czekać na kolejne rozkazy. Mam fotografię Sebastiana Sharaca. I jego życiorys. No no... Niezły koleś. Pijak, narkoman, bigamista... Nic dziwnego, że wykopali go z GF...
- Ciekawe... podejrzewam, że ma znacznie więcej grzeszków na sumieniu. Z chęcią bym zaciągnął jezyka gdzie trzeba, ale dostałem już kilka ostrzeżeń. Daj mi zapis morderstwa Noah Lyall-a.... spróbuję porównać dane.... i trzymaj mostek, byle nie żelazną ręką...
Otrzymałeś dane i w swoim gabinecie zacząłeś je porównywać. Niestety oba zabójstwa nie miały ze sobą nic wspólnego poza znajdowanym numerem i nazwkiem ofiary. Jednak jeśli Sebastian Sharac był numerem siedem, to kto był ósmym?
Patrząc na obie biografie właściwie przestawało mnie to interesować. Cokolwiek zrobili musieli sobie zasłużyć. Tyle, że nie miało to nic wspólnego z prawem ani sprawiedliwością, a jedynie z zemstą. Postanowiłem jednakk odrobinę wysondować więźniów. Drobne zmiękczanie nikomu jeszcze nie zaszkodziło - zażartowałem w duchu. - Sverrir, przejmujesz mostek dopóki nie zmieni Cię Ch'Rak. Moon, za mną. - po chwili skontaktowałem się z klingonem każąc mu wrócić, a sami ruszyliśmy do aresztu.Po niecałej minucioe spędzonej na przejściu znaleźliśmy się przed wejściem do pomieszczenia celi. Moon spojrzała na mnie i kiwnęła głową. Żadnych pluskiew. Weszliśmy równym krokiem i wydałem rozkazy: - Kadeci. Przesuńcie wartę przed drzwi. Niech nikt nam nie przeszkadza. Gdy już opuścili areszt zbliżyłem się do celi i w6yłączając pole siłowe rzuciłem oba paddy przed podoficerem.... - Mówi wam to coś? - zapytałem
Chorąży nie zwrócił uwagi ani na ciebie, ani na rzucone paddy. Tępo wpatrywał się przezd siebie.Za to paddy podniosła kobieta. Spojrzała na nie i z furią rozbiła je o ziemię.- Dostali to, na co zasłużyli. Tak jak pozostała szóstka.
- I to chciałem wiedzieć.... - rzekłem obserwując jej reakcję - Noah Lyall. Neurotoksyna? Czy zwykła botulina? A może coś bardziej ekstrawaganckiego? A jaka twoja w tym rola? - zakończyłem pytaniem do podoficeraMoon w tym czasie siedziała na uboczu przyglądając się uważnie.
- On zajął się tylko ostatnią dwójką. - odpowedziała kobieta. - Podobno Marcus, wielki wnuk admirała Kirka nieźle kwiczał, gdy umierał. A Nyalla zabił nasz agent. zresztą raportował o jakimś starym chorążym co odebrał wiadomość z numerem. To chyba byłeś ty... - uśmiechnęła się drapieżnie.
- Miło mi - powiedziałem z kurtuazją i kłaniając się zachowując przebiegły uśmiech na twarzy - Tyle, że nie zostaliśmy sobie przedstawieni. Może ja zacznę. Jack Armin chorąży GF, Major korpusu piechoty.....
- Anna Sobieski, czyścicielka federacyjnych śmieci. Takich co wasi sprzątacze nie potrafią usunąć. Zresztą pozostała jeszcze tylko jedna i sprawa będzie załatwiona...
- Tak owszem... ale w teorii od tego są sądy. Sam mogę się osobiście nie zgadzać, gdyż wiem jak łatwo wyłgac się komuś z wpływami od odpowiedzialności, ale... dura lex sed lex jak mawiają - zakończyłem spoglądając na chorążego - Może mu cos podamy na wzmocnienie? Nie wygląda najlepiej....
- Sądzę, że się otrząśnie. Nie codziennie biega się po Eberii w trakcie desantu i ściga admirała. Bo inaczej Galen IV nie otrzyma pomocy. Zresztą nie powinien pan tego słuchać. Od tej wiedzy umierają ludzie. A pan wie już dosyć dużo.
- Zbyt dużo moja droga... ale nie obawiam się... 14 lat walki na lądzie wyrabia w człowieku odporność. Nic, trzeba wracać. Niedługo powinniśmy dostać informację od admirał i zobaczymy... - zakończyłem i wyszedłem. Za mną bezgłośnie wymknęła się Moon, a nasze miejsca zajęli strażnicy. Chwilkę szliśmy w ciszy w stronę mostka po czym pierwsza zaczęła:- Mówiła prawdę....- Wiem i mnie to trochę frapuje.- Zgadza się to mniej więcej z tym co uzyskaliśmy sami.... ale...- Co ale?- Wydaje mi się, że jest odrobinę zbyt pewna siebie w sprawie śmierci ostatniej z osób...- Myślisz, że to nie ona?- Na pewno ona, ale nie musi działać sama.- Fakt. Pora się skontaktować z panią admirał, zobaczymy czego od niej się dowiemy...- Tak jest. Powiedziała nieoczekiwanie półromulanka usmiechając się.Dotarliśmy na mostek. Ponownie ogarnąłem otoczenie jakby widząc je po raz pierwszy. Wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do klasy Polaris. I do miejsca w którym byliśmy. Niezły postęp od prac patrolowo eskortowych do walki w polu. Usiadłem w fotelu biorąc do rąk niedopity kubek z kawą... była tak podła jak ostatnio, ale miała kofeinę...... zamyśliłem się w oczekiwaniu na rozkazy.....
