Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- Moon, spłynęły już namiary? Jak tak to połową mocy naprzód, a gdy już się oddalimy z całą grupką to do dzieła...
- Nie ma żadnych rozkazów. Ale mamy pozwolenie na sprawdzenie systemów bojowych na kilku wrakach Sojuszu.
Ch'Rak.... Moon... broń jest wasza. Sprawdźcie co mamy....
Moon wysłała zapytanie co można rozwalić. W odpowiedzi dostała namiary na K'Vorta, Galora i Hideki. Wcześniej wraki należało poholować do studni grawitacyjnej słońca Bajor.
Za pomocą dwóch promów, które udostępnił USS Collossus doprowadziliśmy dwa wraki w pobliże studni chcąc je ładnie wepchnąć w głąb słońca swoimi strzałami.- Ch'Rak.... przygotuj phasery....- Gotowe... 50% mocy- Ognia!Długie straszliwie jasne promienie przeszyły niczym nóż ciemność kosmicznej nocy uderzając w resztki jednego z zalegających na pobojowisku K'Vortów. Długo lizały powierzchnię ich twardych pancerzy.... i nic się nie stało....- Raport!- Słabe uszkodzenia ich pancerza... nie wiem co ma ten okręt... promień ściągaący zamiast broni?- Daj całą moc do phaserów.Światła przygasły na moment gdy świetliste bicze uderzyły ponownie wzbudzając snopy iskier i małe reakcje na powierzchni martwych skorup okrętów. W końcu przy kolejnej serii eksplozja targnęła szczątkami rozpylając je w przestrzeni....- Udało się czy poszła nam maszynownia? - zapytałem z ironicznym uśmiechem- Chyba się udało zameldował Ch'Rak- Sprawdziłem systemy... ktoś zapomniał zdjąć blokadę mocy na broń, chyba podczas remontu.... - zameldował przez śmiech Sverrir- Denevue! Co w maszynowni?- Sir, daje co może. Nie jest źle sporo zmienili, ale wzmocnienie osłon odebrało broni trochę mocy.... zdjęliśmy już ogranicznik na końcu waszego strzału... może być?- Dzięki Denevue masz u mnie piwo.... Ch'Rak jeszcze raz... Moon, szykuj jedną torpedę, nie możemy sobie pozwolić na więcej.... Operacyjny ognia!I wtedy wyjące pełną mocą obwody uderzyły oślepiająco w kolejny wrak przecinając go niemalże na pół....- Cewki całe?- W normie sir.... przesłałem z powrotem do osłon gdy tylko się zorientowałem.... - OK dosyć zabawy.... pierwsza ognia!I mała gwiazda oderwała się od spodka podążając ustalonym szlakiem w stronę połówek zniszczonego Galora. Gdy zetknęły się z pokrytym sadzą obiektem rozbłysła niczym supernowa rozbijając resztki na części pierwsze.- Raport!- Sir, może być.... ale dawałbym raczej serią...- OK więc wiemy swoje. Sprzątamy i wracamy do formacji.... czekamy na rozkaz.... Uśmiechnąłem się na zakończenie klepiąc poręcz fotela....- Nasza staruszka się nieźle spisała - pomyślałem. Może więc nie będzie tak źle....
Musiałeś poczekac jeszcze kilkanaście minut na rozkazy. Wreszcie przyszły. USS Apgaru został wcielony do grupy ratunkowej numer 5. Wraz z nim w eskadrze znalazł się New Orleans, Springfield, 2 Sabre'y i znana doskonale ci Akira USS Lutzow.Rozkazy były proste. Należało ewakuować federacyjną placówkę w układzie Takella, odległym o jakieś 7,5 godziny w warp 6. W ochronie bazy służyła Miranda i Bradbury, więc z mniejszymi atakami nie bylo problemów. Gorzej, że od Kardaz do Takelli było 7 godzin lotu w warp 8 i Sojusz mógł tam przybyc przed wami.
Ustawiliśmy się szybko w szyku w czym główna zasługa Marie, a następnie zameldowałem dowódcy grupy gotowość do odlotu... od razu sprawdzając kim jest i co o nim wiem... dobrze wiedzieć pod kim się służy, tym bardziej jeżeli od tej osoby zależeć będzie twój tyłek.... chociaż podejrzewałem, że może być to dowódca Lutzowa...
Tak, dowódcą był twój stary znajomy. Znałeś go aż za dobrze, choć głównie z nim użerała się Moon.Otrzymaliście rozkaz wejścia w warp i obranie kursu na federacyjną placówkę z maksymalną bezpieczną dla Polarisa prędkością.
- Pierwszy.... kurs znasz... maksimum WARP Marie....- powiedziałem jedynie i spojrzałem na rozmywający się obraz. Znów w drodze.... przekazałem nadzór nad mostkiem Moon po czym ruszyłem do kajuty kapitańskiej. Pusta.... cóż, czego się spodziewałem. Nawet moje bagaże tu jeszcze nie dotarły. Jedynie torba ze zreplikowanym na szybko dodatkowym mundurem i trochę rzeczy na zmianę z logo Federacji. Szaleństwo. Zastanawiałem co się stało z tym co zostawiłem na Taurusie. I wtedy usłyszałem dzwonek...- Wejść - powiedzia?łęm po czym spojrzałem zdziwiony na wchodfzącego Denevuea- Witam, sir.... myślę że może się to panu przydać - powiedział mechanik po czym wręczył mi moją starą spracowaną torbę wojsk lądowych. -Dzięki.... - potrafiłem tylko wypowiedzieć- Spokojnie, taka nasza rola, jesteśmy pana załogą. Nikt nie odpuścił poszukiwań, a Moon nawet nie wprowadziła się na pana miejsce...- ...nie wiedziałem- Sverrir nas uspokajał, twierdził, że pan się znajdzie....Westchnąłem tylko w odpowiedzi po czym zapytałem- Jaqk sobie radziła nasza intrygantka?Denevue wyglądał na odrobinę urażonego tym określeniem, ale odpowiedział- Dać jej większy okręt i niech drży każdy z przeciwników... to jest Neirrh w czystej postaci..... zdziwiłem się tym, ale zrobiłem w walce co mogłem aby umożliwić Taurusowi przeżycie i walkę- Wiem i dziękuję... uratowałeś załogę nie pierwszy raz.... tylko szkoda Taurusa- Nie pierwszy i nie ostatni okręt, sir.... będą kolejne- Mam nadzieję... a co sądzisz o tym?- Nie jest źle, te stare modele są niezwykle żywotne- Ale czy mamy szansę w starciu z silniejszym przeciwnikiem?- Szczerze? Nikłe...... na pewno nie zda tu rezultatu żadna agresywna taktyka... trzeba być ostrożnym....- Nie będzie to trudne jeżeli nadzoruje nas Lutzow, tym razem zero inwencji... tylko wykonywanie rozkazów... realnych...W tym momencie rozległ się dźwięk wywoływania inżyniera- Tak?- Tu Svirkov... jest pan potrzebny tu "na dole"...- Już idę - powiedział kadet po czym się rozłączył- Svirkov żyje?- Tak i ma się dobrze na szczęście- Dobry duch dołu.... - Aha... przydzielono nam też ThomsonaTu byłem naprawdę zdziwiony znając popędliwość kadeta- Uspokójcie go trochę, przyda nam się....Denevue zasalutował po czym wyszedł, a ja zbliżyłem się do starej dobrej torby.... rzeczy... mundur galowy, hologram... który niesie ze sobą tyle wspomnień... dom, rodzina... to wszystko już minęło... dawno temu... ile to już lat? Pięć? Może nawet więcej... rany się zabliźniły, a ból się zatarł, ale wciąż gdzieś tam tkwił... wyjąłem go ostrożnie i postawiłem na półce.... mundur piechoty, wręczony honorowo, oznaczenia za waleczność w boju i rany w walce..... dwa hologramy z dziełami Sisleya, noże do rzutów.... oraz mała skrzyneczka ze skrzętnie upakowanymi buteleczkami różnych alkoholi... westchnąłem i poczułem jak trzęsą mi się ręce... coś wracało... otworzyłem je i spojrzałem krzywiąc się... nie tym razem... teraz trzeba zachować trzeźwość umysłu..... z trudem odstawiłem ją na półkę... holoprogramy (Shiloh, Versaille, Ardeny...) oraz sterta paddów z literaturą.... trochę się tego zebrało... usiadłem na łóżku zapadając się w sobie... trochę? Całe życie zawarte w jednym worku podróżnym... całe..... i złożone w jednym okręcie.... otworzyłem skrzyneczkę i wyciągnąłem koniak... kieliszek znalazł się sam....Minęło sporo czasu... butelka, prawie pusta stała przede mną gdy ktoś poprosił o wejście... siedziałem tak i nie odpowiedziałem... usłyszałem jedynie odgos konsternacji za drzwiami... w końcu powiedziałem: - Wejść.... Wszedł Ch'Rak... i spojrzał ze zdziwieniem...- Kapitanie...Nie odpowiedziałem nic patrząc tępo przed siebie w końcu operacyjny zbliżył się i podniósł butelkę.. powąchał i skrzywił się z niesmakiem, wyraźnie tego nie pochwalał.... spojrzał na pobojowisko jakie zostawiłem po rozpakowywaniu i przysiadł przede mną....- Widzę ból, ale nie pochwalam metod... proszę mnie źle nie zrozumieć, ale powinien pan zachować pełną przytomność, a żal wylać w bitwie i po niej wychylając kielich krwawego wina....Pomógł mi wstać i prawie siłą wepchnął pod prysznic włączając zimną wodę..... poczułem lodowaty chłod przeszywający ciało i zmywający żal, zmęczenie, alkohol..... gdy w końcu wyszedłem w ociekającym wodą mundurze spojrzałem na półklingona i powiedziałem:- Dzięki Ch'Rak...- Nie ma sprawy... sam przez to przechodziłem gdy mnie odrzucono... ale pan odrzucił sam siebie.... - Wiem... ale nie ma czasu by się tym zająć...- Czas jest zawsze... tylko trzeba znaleźć metodę.... - po tych słowach wyszedłCoraz bardziej zastanawiałem się nad życiem naszego operacyjnego... fakt go też musiało boleć odrzucenie przez jego braci krwi.... ale nie skreślał sam siebie.... żył..... za to ja wciąż brnąłem w szaleństwo. Podniosłem burtelkę po czym rzuciłem nią o ścianę spoglądając na deszcz kryształowych odłamków... dosyć... zrzuciłem mokry mundur i ubrałem drugi... po ra wrócić do życia....
Przez 3 godziny lot był spokojny. Później się zaczęło.- Kapitan proszony na mostek.
Zerwałem sie odkładając padda, którego wziąłem do przeczytanie gdy już doszedłem do siebie i równym krokiem ryuszyłem. Na mostek. Nie widać już było po mnie ani nałogu, ani zmęcznie, pozostała zwykłą fachowość. Wszedłem i zbliżyłem się do swojego fotela...- Raport Moon - powiedziałem siadającv i spoglądając na pulpit
- Odebraliśmy automatyczne wezwanie pomocy od USS Malette klasy Rigel. Okręt odległy jest obecnie od nas o około 15 minut lotu w warp 6.
- Marie.... trzymamy się Lutzowa jak pisklęta kwoki.... nie mam ochoty wychylać się tym okrętem tym bardziej, że nie wiemy co ich zaatakowało.... pierwszy.... jest jakaś wiadomość dowódcy???
- Tak mamy rozkaz. Wraz z USS Lermontow mamy sprawdzić Malette. Lutzow poleci za nami w pewnej odległości. Czyli mamy być wabikiem.
- Cholera... - zakląłem, w głowie dodając co myślę o oficerkach wolących kryć swe tyłki za kimś innym...- Dobra... kurs na USS Maletta.... Sverrir... przyjrzyj się dokładnie odczytom... wiem, że sensory nie są mocną stroną Polarisów, ale zrób co możesz żebyśmy nie lecieli w ciemno... Ch'Rak... załaduj torpedy mamy być gotowi.... - wydałem rozkazy i połączyłem się z Denevuem- ....wezwij wszystkich na stanowiska, może być gorąco.... czy mógłbyś zrobić też coś z odczytami? Chciałbym aby w razie czego przeciwnik myślał, że jesteśmy słabsi niż w rzeczywistości...- ....zobaczę co da się zrobić....
