Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Razem a admirałem chorąży poszła przywitać gości. Po chwilce oczekiwania zostali teleportowani. To był Armin i Moon.Niestety dalsze przemówienie Regenta nie było takie wesołe. Szczególnie informacja o zniszczeniu floty koło Kardaz. Nie miałeś z nią kontaktu w przeszłości, ale podobno to byly dobrze wyszkolone załogi i mocne okręty. A Sojusz podobno wszystko zniszczył.- Jak chcesz. Ale nie przerywaj mi i nie zaprzeczaj bo dostaniesz tak jak na tamtym Defiancie.Poszedłeś do pokoju teleportera. Tam zostałeś przeniesiony na Tharsis. Równocześnie teleportowała się obok ciebie Moon. Popatrzyła na admirała Saloka i stojącą obok niego Moon.- A więc tutaj jeszcze żyjesz. - rzekła z uśmiechem.
Moon spojrzała na własne odbicie i poczuła krew odchodzącą jej z twarzy gdy przesunęła z trudem swój wzrok na drugą stojącą przed nią postać. On?!Spoglądałem na Moon pierwszą i na Moon drugą... rzeczywiście, ogromne podobieństwo. Uspokoiłem się i przyjąłem kamienną maskę chowając uczucia głęboko. Nie było teraz na to czasu, najpierw sojusz zniszczył jeden świat a teraz wyciągnął ręce po mój. Dosyć tego powiedziałem jedynie:- A więc żyjesz?
- Ano żyję... - wyjąkała Moon-chorąży.- Dobrze, koniec prezentacji. Admirale przybyłam tu w konkretnym celu. Czas wystawić rachunek za pomoc.- Przejdźmy do pokoju konferencyjnego.- Jak pan chce.Po 5 minutach.- Moja flota pomogła Federacji w kryzysowym momencie bitwy. To moje Akiry przesądziły o ucieczce Sojuszu. Zniszczyliśmy 58 okrętów wroga i uszkodziliśmy kilkanaście innych. W zamian za pomoc chce - podała admirałowi padda. - 5000 torped kwantowych, 100 trikobaltowych, 50 nowych krążowników z pełnym uzbrojeniem, 5 replikatorów przemysłowych klasy 1 oraz ekwiwalent 10 000 000 sztabek latinum w sprzęcie i ekwipunku.
Uśmiechnąłem się jedynie patrząc na dławiącego się powietrzem admirała i zastanawiałem się jaka w tym moja rola będzie. W końcu bitwa wygrana, jestem u siebie, widzę że ktoś z załogi wciąż żyje, ale.... gdzie jest moje miejsce? Siedziałem więc spokojnie spoglądając na obie Moon wciąż nie mogąć się nadziwić temu zjawisku....
Admirał wciągnął powietrze i podniósł brwi.- Proszę pani...- Nie jestem żadna pani. Jestem kapitanem okrętu i proszę się do mnie zwracać! - warknęła lustzrana Moon.- ... wie pani, że to znaczene żądania...- Znaczna też była pomoc.- Temu nie przeczę, ale ja sam nie mogę podejmować takich decyzji. Jestem tylko admirałem. Nie mam władzy politycznej...- W takim razie chcę rozmawiać z kims kompetentnym. Armin, porozmawiaj z... - przyjrzała się stopniowi swojej odpowiedniczki. - chorążym Moon na osobności. Chyba macie sobie dużo do powiedzenia.
- Tak, ma'am! - powiedziałem i wyszedłem uśmiechając się wciąż na wspomnienie miny admirała, warte było przeżyć to wszystko nawet dla tego tylko momentu. Wychodząc odwróciłem się i spojrzałem na Moon. Wydawała się jakaś przygnębiona....- Tak więc zostałaś dowódcą... - zacząłem ostrożnie- Już nie - wymamrotała tylko- Serio?- Stwierdzili iż wykazałam się zbyt dużą brawurą jak na dowódcę fregaty i zdęli ze mnie ten ciężar...- Brawurą? No fakt.... widziałem co zostało z Taurusa. Ciekawe czy go odbudują...- Byłoby to na pewno miłe z ich strony....- Wciąż nie wiem jaki jest mój status tutaj po powrocie... ale mogłabyś podesłać mi padda z danymi....- Proszę... - odpowiedziała chorąży wręczając mi przydymiony przedmiot....- Znów straty.... ale jak widzę większość przeżyła kolejną bitwę. Coś mi się wydaje że w tym tempie zostaniem weteranami w 2 tygodnie... - rzekłem starając się rozładować sytuację- Albo rozbiją nas na szereg innych okrętów. Ch'Rak złożył prośbę o przeniesienie... swoją możliwość pozostania uzależnił od tego czy pan wróci....-Aha.... wiesz co..... nie martw się. Tak się zdarza w każdym oddziale i podobnie musi być na każdym z okrętów..... a w ogóle to dzięki za to, że doprowadziłas ich tu.... i przeglądałem zapis bitwy. Taktyka była dobra, nawet bardzo i sam nie wiem dlaczego nasz operacyjny się czepia..... trochę to dziwne jak na Klingona.... z resztą w normie?- Aha... - wyjąkała tylko półromulanka po czym spojrzała na mnie aby wrócić szybko do spoglądania w kosmos. I tak zostaliśmy w milczeniu czekając na efekt narady admirała i komendantki....
Negocjacje nie trwały aż tak długo jak myślałeś. Po godzinie z pokoju wyszła kapitan Moon i podeszła do was.- No swoją zapłatę odbierzemy za tydzień. Tymczasem Armin mozesz poprosić o przeniesienie. Tylko jak słyszałam Taurus został poważnie uszkodzony. Znowu wzięła górę romulańska zawziętość? - zwróciła się do chorąży Moon.
Moon zaniemówiła na moment, a następnie z uśmiechem powiedziała: - Tak jakoś nie mogłam się powstrzymać. Co gorsza wiem, że moje decyzje były słuszne.....Jej lustrzane odbicie roześmiało się, a ja dokończyłem: - Czyli na razie koniec zabawy? Wiesz.... mam nadzieję... ba! Wierzę że sobie poradzicie, ale jakbyście znów mnie potrzebowali to wiesz gdzie mnie szukać..... tylko co się stało z lustrzanym mną? - zakończyłem zafrasowany.... Po chwili rozmowy opuściłem obie panie na moment i wkroczyłem na mostek chcąc zobaczyć się z oczekującym mnie admirałem. Poprawiłem mundur i wykrzyczałem niemalże: Chorąży Armin zgłasza się na rozkaz!
- Nie wiem co się stało z twoim odpowiednikiem. Wyruszył na akcję miesiąc temu. Jego Defiant został uszkodzony i przejęty przez Sojusz. Gdy odbiliśmy załogę jego nie było z nimi. Nikt go nie widział od tamtej potyczki. - Moon kapitan wróciła do rozmowy z Moon chorążym. - Ach ten kompleks wiary w siebie. Dwa lata temu też go miałam...Admirał Salok spojrzał na ciebie i podniósł brwi.- To ja pana wzywałem? A kim pan jest? Patrząc po ubraniu jest pan z lustrzanego wszechświata...
- Proszę o pozwolenie ponownego objęcia dowodzenia nad USS Taurus. Jestem tym kapitanem zaginionym odorbinę czasu temu w trakcie starć na Taurusie. Od tego momentu przebywałem w lustrzanym świecie wracając na pokładzie Thunderchildea, wziąłem udział w bitwie o to co zostało z DS9.... może pan sprawdzić w zapisach...
- To musze pana zmartwić. USS Taurus zostanie odholowany do najblizszej stoczni. Patrząc na jego uszkodzenia jest bardzo wątpliwe, że w ogóle będzie naprawiany, a jeśli nawet to remont potrwa parę dobrych miesięcy.
- W takim wypadku jestem na pana rozkaz sir. Od pana zależy czy jestem do czegoś przydatny czy też mam udać się do kwatery floty po nowy przydział. Sir? Mam jeszcze jedno pytanie... co z moją załogą? Jeśli byłoby to możliwe chciałbym ją zatrzymać pod swoją komendą....
- Na razie wszyscy żyjący załoganci Taurusa są na pokładzie tego okrętu. Ponieważ chwilowo nigdzie się nie wybieramy pan równiez nie będzie mógł opuścić statku. Radzę zobaczyć co z pańskimi ludźmi i sprawdzić ich stan. To wszystko. I jeszcze jedno. Gratuluje podwładnej. Tej Moon.
