Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
Jest to myśl, która powraca do mnie przy wielu okazjach, przy wielu serialach czy filmach. Skoro przeciętny widz, jest w stanie wyłapać jakieś scenariuszowe bzdurki, które wydają się absurdalne na pierwszy rzut oka, to jaki problem mają z tym osoby które to piszą? Co jest?
Jestem pozytywnie nastawiony do DSC, podoba mi się ten serial i podoba mi się odwaga scenarzystów, choćby w kwestii nowego wizerunku Klingonów i wielu rozwiązań scenariuszowych.
Wcale nie jest trudno stworzyć świetny serial. Ale takie glupotki obniżają jakość produkcji.
Owszem, mamy mroczniejszy klimat, mamy szalonego kapitana, ale po tych kilku odcinkach da się wyczuć ducha ST, choćby w osobie Michael. Która mimo dziwnego zachowania na Shenzou jest jednak przedstawiana jako osoba dającą nadzieję. Chcę badać i dowiadywać się więcej na tematy które jej powierzono. Jest tu gdzieś ten duch przygody i odkrywania.
Ale pod tym względem tradycja ST jest zachowana. Głupoty fabularnej w historiach Federacji nigdy nie brakowało.
Ale przynajmniej postacie wydają się być prowadzone konsekwentnie w przeciwieństwie do choćby Picarda którego poglądy fruwały jak chorągiewka w zależności od potrzeb danej historii. Mimo to kocham TNG i być może za kilka lat pokocham równie mocno DSC.
Jest to myśl, która powraca do mnie przy wielu okazjach, przy wielu serialach czy filmach. Skoro przeciętny widz, jest w stanie wyłapać jakieś scenariuszowe bzdurki, które wydają się absurdalne na pierwszy rzut oka, to jaki problem mają z tym osoby które to piszą? Co jest?
Ale przynajmniej postacie wydają się być prowadzone konsekwentnie...
Bzdurki, powiadasz? 😛 Co trzeba mieć zamiast rozumu, żeby tak a nie inaczej poprowadzić scenę, w której ginie Landry? Dlaczego nie zaczekała z podniesieniem osłony, by rzetelnie ocenić efektywność środka usypiającego? Przecież wystarczyłoby kilka, najwyżej kilkanaście minut... Durnota scenariusza jest obezwładniająca. Postaci, owszem, są konsekwentne. Tyle, że ta konsekwencja polega na podejmowaniu coraz głupszych decyzji.
No, no właśnie o takie rzeczy mi chodzi. Co jest nie tak? Jestem szefową ochrony na okręcie dzięki któremu możemy wygrać wojnę. Mam to dupie, zaryzykuję życie bo tak. Bo podam środek środek usypiający istocie o której nic nie wiemy. Przestań pieprzyć Michael, na opakowaniu napisali "środek usypiajacy" więc musi działać. Sprawdzę wiec czy działa kosztem własnego zycia. O fuck, jednak nie zadziałał.
Kto tak wg scenarzystów postępuje? Czasu mieli w cholerę dużo na dopracowanie szczegółów. Jeśli te rzeczy się nie zmienia to DSC zamiast zostać poważnym odbiciem naszej rzeczywistości w realiach sci-fi, będzie kolejnym Star Trekiem, tym wesolym serialem dla dziwakow. Którego oglądać i kochać mimo wszystko będą tylko najwierniejsi fani.
Otrzymujemy za to średniej jakości militarne sci-fi z kiepsko napisanymi postaciami .Szczególnie męskimi .Każdy facet w tym serialu jest słaby, miałki ,nijaki bądź ma zadatki na psychopatę - Lorca .Strasznie kontrastuje to z silnymi kobietami .
W punkt! Dokładnie to samo czuje. Silne kobiety i słabi lub szaleni mężczyźni, nie wiedzieć co gorsze 😉
Jeśli wygląd klingonów mi nie przeszkadza to stylistyka ich statków jest fatalna i zupełnie nie pasuje do nich .Kolorowe birdki of preyki , prosto jak z odpustu .Bird of Prey powinien wyglądać jak czołg T-34.Prosty, minimalistyczny, niewygodny dla załogi ale prosty w obsłudze, naprawie, produkcji i dużej sile ognia .Stworzony do walki a nie na paradę .
Kolorowe bird of preyki, umarłam! Ale fakt, tęskno mi za dawnymi okrętami Klingonów. Miały większy klimat. 6ep The Orville miał lepiej przedstawioną rasę wojowników (Krill) stworzoną od podstaw. Twórcy Discovery nie musieli nic tworzyć od zera a i tak to zrobili. Po co? Lepsze jest wrogiem dobrego.
Uhm... W ostatnim odcinku Burnham otrzymała w spadku po Georgiou jej teleskop. Ten sam, który znajdował się w kapitańskiej kajucie na pokładzie Shenzhou. Innymi słowy ktoś po zakończeniu bitwy powrócił na jej miejsce i zabrał wspomniany teleskop a jednocześnie kompletnie zignorował okręt T'Kuvmy? A może któryś z załogantów pochwycił teleskop jeszcze podczas ewakuacji okrętu? Tylko po jaką cholerę? Istotnie ktoś tu zdrowo przesadza i są to wyłącznie scenarzyści.
Już nie pierwszy raz wytykamy scenarzystom rażące w oczy błędy logiczne. Obstawiamy ile jeszcze takich idiotyzmów puszczą do końca sezonu?
Jest to myśl, która powraca do mnie przy wielu okazjach, przy wielu serialach czy filmach. Skoro przeciętny widz, jest w stanie wyłapać jakieś scenariuszowe bzdurki, które wydają się absurdalne na pierwszy rzut oka, to jaki problem mają z tym osoby które to piszą? Co jest?
Jestem pozytywnie nastawiony do DSC, podoba mi się ten serial i podoba mi się odwaga scenarzystów, choćby w kwestii nowego wizerunku Klingonów i wielu rozwiązań scenariuszowych.
Wcale nie jest trudno stworzyć świetny serial. Ale takie glupotki obniżają jakość produkcji.
Dokładnie, nawet najbardziej pozytywne nastawienie do tej produkcji zetrze się w pył patrząc na niespójności, braki logiki i inne niedopracowania. Kolejny raz mam ochotę zapytać, na co poszedł ten ogromny budżet i czemu nie na scenarzystów? 😉
No, no właśnie o takie rzeczy mi chodzi. Co jest nie tak? Jestem szefową ochrony na okręcie dzięki któremu możemy wygrać wojnę. Mam to dupie, zaryzykuję życie bo tak. Bo podam środek środek usypiający istocie o której nic nie wiemy. Przestań pieprzyć Michael, na opakowaniu napisali "środek usypiajacy" więc musi działać. Sprawdzę wiec czy działa kosztem własnego zycia. O fuck, jednak nie zadziałał.
Kto tak wg scenarzystów postępuje? Czasu mieli w cholerę dużo na dopracowanie szczegółów. Jeśli te rzeczy się nie zmienia to DSC zamiast zostać poważnym odbiciem naszej rzeczywistości w realiach sci-fi, będzie kolejnym Star Trekiem, tym wesolym serialem dla dziwakow. Którego oglądać i kochać mimo wszystko będą tylko najwierniejsi fani.
Najlepsze streszczenie i podsumowanie ostatniego epu. Cóż, nic dodać nic ująć.
Zobaczymy co scenarzyści zafundują nam jutro.
Zobaczymy co scenarzyści zafundują nam jutro.
Jutro Lorca zostanie pochwycony przez Klingonów i będzie przez nich torturowany. Na koniec odcinka pozabija wszystkich swoich oprawców a jednego z nich pożre w ramach zemsty za pożarcie Georgiou. Poza tym Voq i L'Rell kontynuować będą swój klingoński romans, który niczym historia Romeo i Julii zakończy się w ostatnim odcinku sezonu tragikomiczną śmiercią obojga wymienionych postaci wskutek jakiegoś durnowatego zbiegu okoliczności. 😀
Snowman jestem pod wrażeniem!
Mam napisać na zadanie z hiszpańskiego o świecie za 50 lat, masz ochotę podrzucić kilka inspiracji?
To zabawne jak potoczyła się historia The Orville i Discovery. Pierwszy z seriali miał być parodią treka a otrzymaliśmy produkcję poruszającą mnóstwo poważnych tematów z niewielką dozą humoru. Discovery natomiast wskutek wszechobecnej scenariuszowej głupoty w niezwykle szybkim tempie przeistacza się w parodię właśnie... Przyznam, że szczerze mnie bawi taki obrót spraw. 😉
Z delikatnym opóźnieniem, ale w końcu jest nasz tekst o trzecim i czwartym odcinku – Drużyna niesporczaka
Piątego jeszcze nie miałem okazji obejrzeć, ale wieczorem nadrobię 🙂
Ja po piątym odcinku mam coraz mniejszą chęć na kolejne. Może jestem przewrażliwiona, ale poprawność polityczna zaszła już za daleko. Kobieta admirał. Ciemnoskóry wolkanin. Homoseksualni oficerowie.
Naprawdę?
Ja rozumiem, że Trek zawsze przełamywał tabu i był ponad skostniałe stereotypy ale jest subtelna różnica między docieraniem, gdzie żaden człowiek jeszcze nie dotarł a wyważaniem otwartych drzwi i powielaniem schematów, bo tak modnie i przecież musimy mieć gejów, kobiety i kolorowych.
Dokładnie, mam tak samo. Wciskanie na siłę raczej przynosi odwrotny skutek.
Jeśli mamy reprezentować ludzkość, to co zobaczymy, jeśli nie będzie "gejów, kobiet i kolorowych"? Czarni Wolkanie już byli, jeden nawet w głównej obsadzie Voyagera, z równością płci kłopoty były nawet w TNG, miło zobaczyć ich brak, a gejów nie było do Star Trek Beyond. I w przeciwieństwie do Beyond, tu nie mamy zagrania w stylu "Parzcie, mamy geja!". Tu ta relacja w kontekście tego, co działo się w odcinku, ma znaczenie.
Zastanawiam się też gdzie się podziała wojna? Zeszła na dalszy plan? Teraz gdzieś tam niby jest, gdzieś w tle, ale top problemem od 2 czy 3 epów jest przerośnięta spora, jej system nerwowy, jej symbiotyczne zdolności i jej uczucia. Tak, to piękne i głębokie. Nadaje się idealnie do wciśnięcia do DS9, gdzieś w połowie drugiego sezonu, a nie w środek działań wojennych. Jeśli już naprawdę tak desperacko chcą, proszę bardzo, tylko trzeba to jakoś zrównoważyć innymi wątkami i przeciwwagą nie może być Lorca w klingońskim lochu!
Mam tylko nadzieję, że nie zabiją tego przystojnego oficera, który razem z nim uciekł.
No i gdzie umarły ideały Gwiezdnej Floty? Współwięźniów, nawet wrednych i kablujących zostawia się na pewną śmierć? Może akurat tutaj postępowali wedle kodeksu wojennego ale już się zaczęłam gubić, bo skoro analizujemy uczucia spory to dlaczego pozwalamy zginąć człowiekowi? On już uczuć nie ma? A może to nie jest tak "fucking cool"?
Jeśli mamy reprezentować ludzkość, to co zobaczymy, jeśli nie będzie "gejów, kobiet i kolorowych"? Czarni Wolkanie już byli, jeden nawet w głównej obsadzie Voyagera, z równością płci kłopoty były nawet w TNG, miło zobaczyć ich brak, a gejów nie było do Star Trek Beyond. I w przeciwieństwie do Beyond, tu nie mamy zagrania w stylu "Parzcie, mamy geja!". Tu ta relacja w kontekście tego, co działo się w odcinku, ma znaczenie.
Zgadzam się, że różnorodność jest piękna, tylko niech do kompletu twórcy Discovery pokażą też tradycyjną rodzinę 😉 Bo przedstawili tylko pewien mocno lansowany wycinek społeczeństwa. I to w dość nachalny sposób.
Zgadzam się, że różnorodność jest piękna, tylko niech do kompletu twórcy Discovery pokażą też tradycyjną rodzinę 😉 Bo przedstawili tylko pewien mocno lansowany wycinek społeczeństwa. I to w dość nachalny sposób.
Właśnie nachalny dla mnie nie był, bo miał kontekst. Ale zgoda, że nie powinien być to jedyny związek, tyle że to szerszy problem serialu - brak tła i relacji większości postaci, zresztą mówimy o tym w "Rozmowach o Discovery". Jeśli pojawią się inne związki, to nie będę miał żadnego problemu, że ten był pierwszy. Tylko jak to się wiąże z rasą i płcią innych postaci?
No i przeczysz sobie. Chcesz wojny, a gdy Lorca postępuje dokładnie jak okrutny oficer na wojnie - którym jest - to chcesz ideałów. Paradoks ciastka.
