Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
Stacja CBS ujawniła niedawno tytuły pozostałych odcinków pierwszego sezonu. Pierwszy (Despite Yourself) i ostatni (Will you take my hand?) z nich rozbawiły mnie do łez. 😀 Nie sposób pozbyć się wrażenia, że wyjątkowo trafnie oddawać muszą atmosferę zagubienia i chaosu panującą w pokoju scenarzystów...
Dla mnie chyba najciekawszy jest sam reset 23 wieku. W kwestii wizualno technologicznej trzeba było wystartować na nowo. Kto wie, może jest to wstęp do reebotu TOSu. Bo dlaczego by nie opowiedzieć tych historii na nowo w sposób na miarę dzisiejszej wizji przyszłości?
Nieee, żadnych rebootów i restartów. No-we rze-czy!
Nieee, żadnych rebootów i restartów. No-we rze-czy!
Popieram ! nie dla rebotoow i ponownego odgrzewania tego co już było mimo, że inna historia, załogą itp. Tylko czasy po Voyagerze, ale na to nie ma co liczyć. Łatwiej odgrzać stary kotlet niż zaryzykować z nowym.
Nie ma większego znaczenia czy byłby to reebot. W tych starych historiach jest wielki potencjał. I nie chodzi mi o przepisanie epizodów na nowo jeden do jednego, ale o to, by wziąć najważniejsze momenty TOS i wpleść je w nowe historie.
Bez wielkich kosmicznych rąk ani przerośniętego Apolla.
Właśnie wydaje mi się, że ciągnięcie historii dalej w przyszłość byłoby paradoksalnie odgrzewaniem kotletów i brnięcie w dotychczasowe schematy. Czasy po voyagerze są tak rozsypane choćby przez Star Trek Online, że i tak trzeba by wszystko zresetować.
Ani reboot, ani kontynuacja linii czasowej nie decydują same w sobie o sukcesie czy porażce. Pomysł odświeżenia uniwersum nie jest niczym złym. Problem polega na tym, że zrobiono to wyjątkowo nieudolnie. ST Discovery jest miernym serialem, bo historie które opowiada tworzone są przez niekompetentnych scenarzystów. Swoje dołożyli również marni producenci zatwierdzając całą masę przeraźliwie głupich koncepcji. Odświeżano nie to co odświeżać należało, inteligencję widza traktowano z pogardą, pracowano w potwornym bałaganie i pośpiechu, tylko tyle i aż tyle... Kompromitacja producentów serialu nie jest w tej sytuacji niczym niezwykłym. Zaserwowano nam potwornie niestrawnego gniota...
Tak samo mówiono o DS9. A dziś co? Akurat kilka dni temu skończyłem ogladac Stację od a do z. Łzy ciekły po policzkach jak mało kiedy.
Nie porównuje obu seriali, ale dążę do twierdzenia, że to co na początku bywa źle rozwija się w genialny sposób i buduje coś co jest chyba jedna z najważniejszych rzeczy. Przywiązanie do postaci.
Poczekajmy na resztę sezonu, poczekajmy na drugi.
Czy STD może stać się lepszym serialem? No pewnie, że może. On jest tak fatalny, że gorszy właściwie już być nie może. Spartaczono dosłownie każdą jego warstwę. Gdyby istniał serialowy odpowiednik Złotej Maliny, to ten gniot zebrałby komplet takich "wyróżnień" - za najgłupsze scenariusze, za najbardziej odpychającą postać pierwszoplanową, za najsztywniejsze dialogi, za najpaskudniejszą warstwę wizualną i Bóg jeden wie za co jeszcze... DS9 w żadnym momencie nie był głupi. Bywał infantylny i przerysowany, ale nigdy nie był tak bezdennie durny...
Ściemniają z tym Tylerem, chociaż dobrze wiedzieć, że zmiana w człowieka to nie tylko usunięcie karbów czołowych, ale i uszczuplanie szpiku kostnego, łamanie kości i głębokie ingerencje w psychikę. Akcja w ambulatorium była zaskakująca.
No i ugryzienie Mirror Universe lekkie bez zbędnego patosu. Uśmiech fana pojawia się na twarzy. A Lorca udającego Scottiego - mega.
Lo'Rel, pamietaj ze klingoni maja swoje augments (nie wiem jak to przetlumaczyc).
1x10 to najlepszy, oprocz 1x03, odcinek treka. Jesli nie popsuja lustra to odcinki moga byc naprawde mroczne i krwawe, pokazujace jak nie moze dzialac Federacja. Ale patrzac na reklamowke nastepnych (m. in. bombardowanie planety) bedzie sie dzialo. Moze i nawet Tholian znow zobaczymy, a bardzo ich od ENT lubie.
No tak, mają chociaż nie wiem jak to się ma w obecnym kanonie. Ale rzeczywiście, Mirror pokazany jest mrocznie. Pisząc o jego lekkości chodziło mi o postacie. Tilly, Burnham, Lorka dostał zabawny moment. Fajnie się bez żenady jak choćby w przypadku DS9 mirror.
Ekhm... Silly Tilly mroczna? 😛 Zamroczona raczej... Niezbyt to komiczne, za to wyjątkowo śmieszne. Kto ją na okręt wpuścił???
Tilly była świetna, to bardzo fajny powrót do mirror universe. A trochę więcej w nowych Rozmowach o Discovery.
Kasia: Tak jak Terran tak i nas postanowiono trzymać w ciągłym strachu. Szkoda tylko, że w tak barbarzyński sposób. Znowu nie budujemy dobrze scen, a z nimi całego odcinka, tylko rzucamy “momentami”.Serio, jak Culber został zabity to ja prawie spadłam z krzesła na którym siedziałam. I to bez metafor. Szok był idealnie wymierzony. Więc siedzę, na spauzowanym odcinku, przeżywam… a potem After Trek zdradza, Culber nie jest “martwy na 100%”. No to już mi “macki opadły”. Po pierwsze dlatego, że nie w taki sposób zabija się ludzi, którzy i tak mają zmartwychwstać (patrz Jon Snow), a po drugie co to w ogóle za motyw, żeby zdradzać jak się rozwinie shocker/heartbreaker/cliffhanger przed emisją następnego odcinka. W co oni pogrywają?
Geja zabili to się krzyk w mediach społecznościowych podniósł i pewnie dlatego postanowiono go wyciszyć, znaczy krzyk a nie Culbera. 😉 Swoją drogą musisz mieć bardzo słabe nerwy. 😛 Mnie tam nawet przez chwilę nie zrobiło się go żal a tym bardziej nie byłem zszokowany. To strasznie nijaka postać a Tyler zachował się "naturalnie" w tej sytuacji.
Piotr: Co robisz, gdy członek załogi okazuje się być potencjalnym szpiegiem, być może ofiarą prania mózgu i może stanowić zagrożenie dla okrętu? No przecież wiadomo, że rozmawiasz z nim w cztery oczy bez świadków. Cóż złego może się stać? To była szokująca scena. I niestety głupia.
Głupoty w tym odcinku było nie mniej niż w poprzednich. Mnie najbardziej rozbawił fakt, że załoga I.S.S. Cooper nie dostrzegła sygnatury U.S.S. Discovery. Nie tej kwantowej nawet, lecz napisu wymalowanego na kadłubie. 😛 Albo Tyler oznajmiający, że kody ochrony pozwalające uzyskać dostęp do prywatnych kwater są na I.S.S. Shenzhou takie same jak na U.S.S. Discovery. Przecież to dwa różne okręty, że o różnych wszechświatach nie wspomnę... 😮 Albo Burnham paplająca, że nie jest w stanie zdobyć informacji na temat Defianta, bo ktoś stale za nią łazi... Kobieto, jesteś kapitanem okrętu! No i jakim cudem rebelianci nie znają tożsamości cesarza??? 😮 Ręce opadają... A na dokładkę mierzi mnie ten cały Mirror Universe, buehhh. Przyznać jednak trzeba, że w wydaniu DS9 był jeszcze gorszy.
