Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
Podczas przedostatniej pętli Mudd wciąż jeszcze całkowicie panował nad okrętem. Mógł zatem w chwili zagrożenia otoczyć się polem siłowym. Dlatego Burnham najpewniej nie zdołałaby go ani zastrzelić, ani obezwładnić w walce wręcz. Taki atak miałby praktycznie zerowe szanse powodzenia i Michael doskonale o tym wiedziała. Zwróć uwagę jak blisko niego w pewnej chwili się znalazła a jednak w żaden sposób nie spróbowała tej sytuacji wykorzystać. Ba, w pewnym momencie Mudd stał nawet odwrócony do niej tyłem i nic! Poza tym, gdyby wierzyła, że może taki atak przeprowadzić skutecznie, to nie musiałaby planować samobójstwa, prawda? Wystarczyłoby obezwładnić Mudda, odebrać mu kontroler pętli i już samodzielnie rozpocząć kolejną pętlę. Posłuchaj uważnie rozmów Burnham z Tilly oraz Muddem. Ona w oczywisty sposób zaplanowała własną śmierć. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Mimo to przyjmijmy, że pierwotnie chciała sprowokować Mudda, by ten sam ją zabił. Czy byłby to jednak roztropny plan? Przecież Mudd potrzebował jej żywej! Jak inaczej mógłby ją sprzedać? Zwłoki niewiele byłyby warte dla Klingonów. Gdyby musiał się bronić, to zwyczajnie by ją ogłuszył. A już na pewno nie rzucałby w nią zabójczymi śnieżkami. 🙂
Ale nie mogła mieć tej pewności, że zginie, Mudd mógł ją jakoś obezwładnić, zakończyć pętlę czasowa i oddać Discovery razem z Burnham. I dupa. Jej plan się nie powiódł.
Ale i tak w ogóle nie rozumiem planu Mudda. Mógł przecież bardzo łatwo dostac się na pokład, w pobliżu czekałby zakamuflowany klingonski okręt. I już. Bez żadnego ryzyka.
Proste, Mudd jest chciwy. Sam okręt był sporo wart dla Klingonów, ale wiedza jak działa Spore Drive jest warta jeszcze więcej.
Na miejscu scenarzystów po prostu wysłałbym Burnham do doktora, by ten wyposażył ją w jakiś hypospray z trucizną i po kłopocie. Tu naprawdę nie trzeba geniusza. Wystarczy chwilę pomyśleć. Takie szkolne błędy fatalnie świadczą o scenarzystach i dowodzą, że każdy z dotychczasowych scenariuszy napisano na kolanie!!! Kapsułki z ciemną materią tak pięknie jednak wyglądają. No i po raz kolejny będzie okazja do efektownego uśmiercenia postaci. 😉 Ten sposób "myślenia" czyni STD nieznośnym. Tu już nie chodzi o zgodność z kanonem, lecz o zwykły szacunek dla widza. W tej sytuacji naprawdę trudno mieć przyzwoite zdanie o CBS. Szczerze żal mi tych wszystkich, którzy zdecydowali się na wykupienie dostępu do All Access...
Tak jak jestem w stanie bronić poprzednich odcinków, tak tutaj zgadzam się Snowman jak mało kiedy. Ten epizod to taki popis scenarzystów pt. ten zginie tak, a potem tak. Ale jest jeszcze pięć fajnych sposobów na uśmiercenie. OK, dajemy też. Burnham wiedząc, że to kolejny cykl, mogła mieć przy sobie po prostu fazer i ogłuszyć Harrego. Przejmują narzędzie do zapetlania, naprawiają co jest do naprawy w kolejnym cyklu i po kłopocie.
Burnham nie mogła ogłuszyć Mudda wiązką fazera, gdyż Mudd kontrolował pola siłowe. W ten sposób uniknął na przykład wiązki wystrzelonej przez Tylera. Tu jednak dochodzimy do kolejnego paradoksu. Skoro Harry kontrolował pola siłowe, to dlaczego nie otoczył takim polem Burnham, gdy poznał już jej tożsamość? Tak na wszelki wypadek... W tamtym momencie Mudd kontrolował również transportery. Dlaczego zatem nie przetransportował jej do pierwszej z brzegu celi? Dlaczego, gdy już uzyskał panowanie nad okrętem nie powsadzał do cel kluczowych dla niego postaci? Dlaczego pozostałych nie przesłał poza okręt tak jak to w pewnym momencie uczynił z kapitanem? Najwyraźniej miał jednak chłop sumienie... 😛
Faktycznie, zapomniałem o strzale Asha.
Widziałem ten odcinek raz i nie mam jakoś parcia, by zobaczyć go ponownie.
Ten odcinek miał najbardziej TOSowy koniec w historii... Ale na imprezę wybrałbym inne kawałki. 😉 Rainn Wilson, naprawdę ma smykałkę do postaci które się lubi nawet jeśli nie są do końca dobre etycznie. Mam nadzieje, że będzie jeszcze wracał skoro dostali drugi sezon. Ale może powrót Andorian jeszcze poproszę.
Chyba miałem naprawdę podły poniedziałek. Obejrzałem odcinek drugi raz i nieco złagodziłem podejście. Pozostaje przy tym, że sama koncepcja zdobycia Disco w taki sposób jest obłędem i skrajnym masochizmem. Kto normalny by sie tyle razy zabijał?
Ale OK, przyjmując taka koncepcje na odcinek to przyznaję, że faktycznie znowu czegoś dowiadujemy się o Michael, Ashu, Stametsie. Relacja pierwszej dwójki ciekawie się zawiązała i idąc na kompromis oczekuje dalszego rozwoju w kolejnych odcinkach.
Może nawet zabijanie Lorki miało sens, pokazano nam trzy ustawienia fazera: wyparowanie, zabicie poprzez dziurawienie oraz ogłuszanie. Więc jakiś ukryty przekaz jest.
Nawet ten dobór muzyki wydaje się ciekawszy aniżeli za pierwszym razem.
I widzę jednak plusy koncepcji poprzez zbieranie wiedzy i składanie takich puzzli do kupy.
Nadal twierdzę, że można to było zrobić bez takiego ryzyka i wciąż uwazam, że nie da się tego zrobić w trzydziestominutowych pętlach czasowych.
Jeśli Was interesuje kilka innych opinii, to zapraszam do kolejnej Rozmowy o Discovery.
Jeśli Was interesuje kilka innych opinii, to zapraszam do kolejnej Rozmowy o Discovery.
A z drobiazgów – andoriański hełm. Ciekawy design.
Raczej kolejny przykład niespójnego podejścia do promowanej przez twórców STD "wizji" uwspółcześnionego treka. Wrzućmy na mostek Discovery supernowoczesne przezroczyste ekrany, wprowadźmy hologramy komunikacyjne oraz zaawansowane środowisko wirtualnej rzeczywistości do symulowania scenariuszy taktycznych a następnie pokażmy andoriański hełm żywcem wyjęty z holonoweli opisującej przygody Kapitana Protona...
Jeśli Was interesuje kilka innych opinii, to zapraszam do kolejnej Rozmowy o Discovery.
Niestety niedoróbek też nie brakowało. Mnie rozczarowały te kuleczki z czarną materią, czy co tam miały w sobie. Powiedziane było, że to wyjątkowo bolesny rodzaj śmierci. Tymczasem Michael jedną połyka i zachowuje się, jakby dostała niestrawności. Tyler też nie wydaje się zdecydowany, co mu dolega. To im nie wyszło.
Serio? Przecież "to jest Star Trek, zawsze jest rozwiązanie...". Można zatem założyć, że efektem ubocznym ich działania jest paraliż ośrodka mowy. Tym sposobem purpurowe groszki zyskałyby tylko na swojej złowieszczej reputacji. Boli jak cholera i nawet pokrzyczeć sobie nie można...
A nie zastanowiło Cię na przykład skąd Mudd nagle wytrzasnął wieloryba? Przecież to ginący gatunek...
W zasadzie to dałoby się wyjaśnić brak krzyków towarzyszących agonii nawet bez potrzeby odwoływania się do paraliżu ośrodka mowy. W pierwszej chwili szok jest tak wielki, że człowiek zwyczajnie nie zdąży krzyknąć a zaraz potem nie ma już płuc... 😛
Jeśli Was interesuje kilka innych opinii, to zapraszam do kolejnej Rozmowy o Discovery.
Zaczynamy skakać na głęboką wodę. W sumie… nie powinniśmy być zdziwieni, wiedząc tyle o przeszłości Michael. I mimo wszystko ta sytuacja wzięła mnie z zaskoczenia. Widać, że te wszystkie emocjonalne niuanse sprawiają jej wielką trudność, bo relacji nie da się zmierzyć, zeskanować i policzyć. Do tej pory miała tylko te “rodzinne” i raczej w związku z Amandą oraz służbowe/przyjacielskie na “Shenzhou”. Tylko tyle, a dla “Wolkanki” aż tyle. A jednak tak wiele osób potrafiłoby się odnieść do jej sytuacji, prawda?
I pomimo tych wszystkich trudności z kontrolowaniem emocji ani razu nie widzimy jej podczas medytacji... Jeszcze jeden dowód na to, że zadanie postawione przed scenarzystami STD zwyczajnie ich przerosło.
Ostatni odcinek bardzo dobry , a końcówka zapowiada, że kolejny może być jeszcze lepszy 🙂
Ale szkoda, że to czasy przed TOSem trochę to moim zdaniem ogranicza serial. Końcówki się nie spodziewałem. W końcu jacyś obcy którzy obco postępują. 😉
Bardzo fajna koncepcja istot żywych. Zawsze cieszy mnie gdy mogę poobserwować niehumanoidalne formy życia. Rzeczywiście zaskakująca końcówka. Zupełnie inne podejście do problemu Gwiezdnej Floty.
Jestem naprawdę zachwycony nowym wyglądem Klingonów. Przekonuję się do nich. Pewne sprawy, jak choćby jedzenie ludzi są szokujące, ale chyba tak powinno byc. To nie mają być ludzie z doklejonymi czołami, ale obca rasa. I tacy są. Chrząkanie w czasie mowy, stroje, projekty okrętów sprawiają, że nie wyglądają jak podróbki ludzkich projektów.
Jest to generalnie kolejny bardzo trekowy odcinek. Jest misja, jest poznawanie nowych form życia.
Stamets ewidentnie pałęta się MU w czasie grzybkowych skoków.
