Forum › Fantastyka › Star Trek › Ulubiona rasa
Potencjalny bodziec był tylko w późnych odcinkach i istotnie nie był specjalnie lubiany 😉
Ja tam się za bardzo wyróżniać nie lubię i powiem, że miłością szczerą darzę Vulcan, a dokładnie to tylko tych połowicznych, a dokładnie to Spocka.
Borgowie też są spoko, ale nie pojawił się dla mnie żaden odpowiedni bodziec (jakim jest dla niektórych Siedem :> ) by polubić ich bardziej.
Chociaż ta Siedem też jest niczego sobie...
Ale o czym ja myślę, przysięgłam wierność Spockowi.
Witaj w klubie miłośniczek Spocka 🙂
Potencjalny bodziec był tylko w późnych odcinkach i istotnie nie był specjalnie lubiany wink.gif
Był rzadziej pokazywany niż siedem.
Potencjalny bodziec był tylko w późnych odcinkach i istotnie nie był specjalnie lubiany 😉
Zapomniałam o nim, ale bardziej od niego wolałam epizodycznego Hugh z TNG.
Potencjalny bodziec był tylko w późnych odcinkach i istotnie nie był specjalnie lubiany 😉
Zapomniałam o nim, ale bardziej od niego wolałam epizodycznego Hugh z TNG.
Sam Hugh to ciekawa postać, ale wątek stanowczo idiotyczny. Picard zachował się jak ostatni kretyn.
A to niby czemu?
A temu, że mogąc zniszczyć groźnego agresora, o którym wiedział, że jest praktycznie nie do pokonania w bezpośrednim starciu, zrezygnował z tego w imię jakiegoś głupiego sentymentalizmu.
Nie sentymentalizmu, a poszanowania jednostki... a że jednostka wybrała wrócić do kolektywu i oni na to pozwolili to... też poszanowanie wolnego wyboru jednostki. Szczególnie, że Hugh dokonał wyboru iście vulkańskiego 😉
Dodatkowo istniała możliwość pozbycia się Borg bez żadnych straconych istnień. A życie jest dla GF najważniejsze...a przynajmniej dla Picarda
A temu, że mogąc zniszczyć groźnego agresora, o którym wiedział, że jest praktycznie nie do pokonania w bezpośrednim starciu, zrezygnował z tego w imię jakiegoś głupiego sentymentalizmu.
Tę decyzję rzeczywiście trudno uzasadnić racjonalnie, aczkolwiek można jakoś tam próbować :yo: Dla mnie znacznie większym jego błędem było notoryczne odrzucanie pomocy Q, a później tym bardziej niewykorzystywanie pomocy tej byłej Ziemianki (czy rasy bardzo podobnej do Ziemian - już nie pamiętam) która także okazała się być Q 😀 Właściwie z pomocą Q , to każda niebezpieczna misja mogłaby kończyć się pełnym powodzeniem i zwycięstwem Federacji i to bez jakichkolwiek strat w załodze i tych innych zagrożonym przemocą lub kataklizmem 🙄 Skoro Q panował także nad czasem, mógł nawet przywrócić do życia zabitych członków załogi 🙄 Tylko wtedy pewnie film straciłby dużo na atrakcyjności, bo prawie wszystko było by do przewidzenia ;D
Nie sentymentalizm, nie taktyczna przewaga, a zupełnie inna mentalność. Picard nie wykorzystał Hugh, bo poszanowanie jednostki i jego wyborów to podstawowy wydźwięk tego odcinka. Przeciwstawienie się korporacyjności i kult jednostki. Nawet jeśli ta jednostka chce znowu być tylko trybikiem w machinie. Jakże to odmienne od sytuacji Janeway i Seven której kapitan nie oddała pomimo, że Siedem też chciała wrócić do Kolektywu.
Q nigdy nie zaproponował pomocy (no, dobrze, raz, ale to nie było szczere), a jej cena byłaby zapewne wysoka. Co ciekawe w ostatniej jego scenie w siódmym sezonie VOYa Janeway robi mu lekkie wymówki, gdy pokazuje jej mapę mającą ułatwić dalszą podróż - że mógłby pomóc bardziej, a on się cokolwiek miga...Co do Siedem, to Kaśka zabraniała jej powrotu do Kolektywu, ale tylko tak długo, jak ex-drona nie znała innego życia. Jak pamiętamy w ostatnim odcinku czwartego sezonu (niecały rok po odłączeniu!) Siedem hamletyzuje, czy by nie powrócić i nie spotyka się ze szczególnie ostrym sprzeciwem. A potem, od piątego sezonu, już wracać nie chce, więc sprawa jest bezprzedmiotowa.
W sumie fakt. No racja. Czyli to jednak Picard wychodzi na ciula... Hugh miał zbyt mało czasu by zrozumieć swoją indywidualność i podjął decyzję która jego zdaniem była lepsza. Czyli znowu punkt dla Kaśki, bo dała Seven szansę na pełne poznanie drugiej strony, czego Hugh nie doświadczył. Ale przesłanie odcinka jest chyba oczywiste.
Weźcie pod uwagę, że Hugh wrócił, bo inaczej kolektyw ganiałby po całym kwadrancie za Ent-D, by go odzyskać. Janeway nikt nie powiedział, że Borg będzie za nią ganiać w celu odzyskania Seven (ganiali się tylko jak na siebie wpadli). Hugh nie chciała narażać na niebezpieczeństwo załogi i przyjaciela Geordiego, na Voyu w ogóle takiego problemu nie było. Picard musiał wybrać narażanie statku z całymi rodzinami na pokładzie między upieraniem się, by poświęcający się ochotnik pozostał wśród nich. Janeway na upartego chciała na siłę uczłowieczyć Seven, a jedynym jej zagrożeniem było, że Seven się nie da. Nie można więc tak zupełnie porównywać sytuacji, że Picard to ciul, a Janeway super odważna babka 😛
