Forum Fantastyka Star Trek Star Trek XII

Star Trek XII

Wyświetlanie 15 wpisów - od 181 do 195 (z 256 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Jamjumetley
    Uczestnik
    #112866

    Zacznę chyba od tego, że film bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Na podstawie zwiastunów i spoilerów wyrobiłem sobie pewien negatywny obraz, obniżyłem oczekiwania, a koniec końców STID okazał się całkiem solidnym kawałkiem kina, choć jednocześnie dziurawym pod względem fabularnym niczym ser szwajcarski. Uwaga - trochę spoilerów.

    Część przedtytułowa po raz kolejny jest jedną z mocniejszych stron widowiska. Może pora uczynić tradycję wprowadzając do kolejnych filmów serii sekwencję wstępną jak ma to miejsce w filmach o Jamesie Bondzie?

    Dalej akcja filmu przebiega w tempie, które z jednej strony nie usypia, a z drugiej nie wywołuje u widza objawów padaczkowych. Cały czas widz czuje się zaangażowany, choć wypada powiedzieć wprost - raczej nie pod względem intelektualnym. Te sfera może wręcz ucierpieć 😛 Tak źle raczej nie jest, ale mogło być znacznie lepiej. W końcu wartka akcja nie musi gryźć się z solidną fabułą.

    Co do aktorstwa nie mogę się raczej do nikogo przyczepić. Jeżeli już coś mi się w postaci nie podoba, winny jest raczej scenarzysta. Na wyróżnienie zasługuje Benedict Cumberbatch, ale to raczej nie dziwi. Jeżeli widzieliście go w Sherlocku, sami wiecie jak znakomitym jest aktorem. John Harrison to bez porównania ciekawszy szwarccharakter niż Nero. Kirk momentami jest mało kirkowy, ale składam jego zachowanie na karb śmierci bliskiej mu osoby, która to mocno go w dotknęła. W niektórych scenach przypominał mi Shatnera - wizualnie i/lub wokalnie. Ogólnie oceniam go raczej pozytywnie. Spock mi nie pasuje. Tak, wiem - wewnętrznie rozdarty, tere-fere, ale Nimoyowi do pięt nie dorasta i w ogóle buc z niego. Karl Urban to po prostu mistrz, a jego McCoy niczym nie ustępuje oryginałowi. Tak samo było w 2009 roku. Uhury - powiem wprost - nie lubię. Często czuć, że wepchnięta jest do sceny na siłę. Powinna przekazać wiekszość swoich scen Chekovowi albo Sulu. Trochę inaczej jest z dr Marcus. Może wiele nie wnosi, ale wypada bardziej naturalnie. Scotty'ego oceniam dobrze. Jeżeli chodzi o warsztat aktorski, ustawiłbym Pegga tuż obok Urbana. Ogromny plus za poprawny szkocki akcent - oryginalny Scotty tak dobrze nie mówił. Chekova mogłoby w tym filmie w ogóle nie być. Sulu wykazał się bardziej, ale to jedynie ciut więcej niż nic. Jak wspomniałem wyżej - wina scenariusza.

    EDIT: Fajne cameo zaliczył syn oryginalnego Scotty'ego - Chris Doohan. Ostatnio wcielił się też w Scotty'ego w fanfilmie Star Trek Continues. Wystąpił też w poprzednim filmie, ale tym razem miał też swoją kwestię.

    Krótko o Klingonach - podobali mi się i mam nadzieję, że konflikt z nimi będzie osią fabuły następnego filmu (strzelam w ciemno, że w kolejnej odsłonie będą chcieli położyć łapy na Doomsday Machine ;). Mimo, że zaprezentowano jedynie ich małe statki patrolowe, wyraźnie widać, że nawiązywały do designu klasycznego Bird of Prey. Szkoda że garbate czoła pokazały się na tak krótko i nie pochwaliły się za bardzo umiejętnościami bojowymi 🙁 Plus ode mnie za ukazanie desantu.

    Wydaje mi się, że Enterprise pokazywany jest wyłącznie z takich ujęć, na których nie widać jakim jest szkaradztwem. Szkoda, że nie wykorzystano sytuacji i po remoncie kapitalnym nie wymieniono tych przerośniętych gondoli. Maszynownia wygląda trochę lepiej, ale wciąż jest za mało klaustrofobicznie.

    Co do muzyki - zwraca uwagę głównie "Main Theme" w różnych wariantach - znany już z poprzedniego filmu jako "Enterprising Young Men". Wybijają się też: klingoński "The Kronos Wartet", "Earthbound and Down", "Warp Core Values" ze sceny w rdzeniu warp i "London Calling" ze scen w szpitalu dziecięcym. Reszta utworów poprawna, leci sobie cichutko w tle i nikomu nie wadzi 😛

    Teraz trochę fanowskiego narzekania...

    O ile samemu Cumberbatchowi nie mogę absolutnie nic zarzucić, nie jestem pewien, czy powinien grać... kogo gra 🙂 Wystarczyło zmienić jego tożsamość, może tylko nazwisko i byłbym w pełni usatysfakcjonowany. Jak już gdzieś w internecie przeczytałem - umieścić w filmie króciutką scenę w której kamera skupia się na jednej z 72 kriokomór. Szczypta CGI i voila! Żeby tylko nie było wątpliwości - pomimo mojego wydziwiania Cumbarbatch jest bardzo mocnym atutem tego filmu i pełen szacun za jego grę. Owacje na stojąco w pełni się należą.

    Nawiązania - jak najbardziej tak. Kopiowanie scen - nie. Chodzi mi głównie o scenę Kirka i Spocka w maszynowni. Dialogi przeniesiono z jednego z poprzednich filmów dosłownie słowo w słowo. Szkoda, że fragment jest wyrwany z kontekstu, a scena kupy się nie trzyma. Na domiar złego twórcy nie mają dobrego wyjścia z sytuacji i uciekają się do chamskiego plot device (choć myślałem, że wyjdzie gorzej z tą magiczną miksturą :P).

    Pewnej wykrzyczanej kwestii po prostu nie wybaczę. Shatnerowi wyszła o niebo lepiej i mówię to bez cienia ironii.

    Transwarp beaming powróciło. Niestety. Jak dla mnie jest to najcięższy grzech panów Abramsa, Orciego i Kurtzmana. Zabieg pokazuje totalny brak wyobraźni.

    Poza tym sporo pomniejszych buraków i nielogiczności, które nie psują ogólnej oceny filmu, ale są upierdliwe. Chociażby: miejsce zaparkowania Enterprise'a, ekstremalnie małe dystanse pomiędzy planetami, resztki księżyca krążące wokół Qo'noS.

    Podsumowując, chciałbym podkreślić, że Star Trek Into Darkness to dobre, solidne rzemiosło. Film ma swoje wady i jest okropnie dziurawy, ale ma to coś, co sprawia, że dobrze się ogląda. Powstrzymuję się od wystawiania oceny w postaci jednej cyferki, bo nie potrafię tego zrobić. Napiszę po prostu, że jest dobrze. Polecam fanom, nie-fanom i anty-fanom.

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #112870

    Chodzi mi głównie o scenę Kirka i Spocka w maszynowni.

    Mnie tam ta scena się podobała. Tym razem Kirk zaliczył swoje Kobayashi Maru. Choć zgadzam się, że krzyczący Spock nie wypadł przekonująco. Dla mnie ta scena nabiera kontekstu po słowach Kirka: Ty zrobiłbyś to samo.

    Co do Spocka. Mi ta jego bucowatośc się podoba. Trzeba pamiętać, że to przez to tere fere jest innym Spockiem. Spock Nimoy nie przeżył zniszczenia własnej planety. W moim odczuciu jest to postać zbudowana dosyć konsekwentnie.

    W niektórych scenach przypominał mi Shatnera - wizualnie i/lub wokalnie.

    Zgadzam się i popieram, wielokrotnie miałem podobne odczucie. Choć już w 2009 też aktorsko wypadł nieźle, to widać, że tym razem dokładniej odrobił pracę domową.

    Jamjumetley
    Uczestnik
    #112871

    Trzeba pamiętać, że to przez to tere fere jest innym Spockiem. Spock Nimoy nie przeżył zniszczenia własnej planety.

    Poniekąd przeżył - sam widział jej zagładę. Powiedział zresztą (Spock Prime) w poprzednim filmie: "Believe me - I AM emotionally compromised", czy jakoś tak.

    Inna sprawa, że nowy Spock jakoś specjalnie nie płakał po utracie matki i domu, a nad Kirkiem łzy uronił i wywrzeszczał w gniewie imię Khana. Dodam, że znają się raptem kilka lat. To nie wieloletnia przyjaźń jak w pierwotnej linii czasowej.

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #112882

    Poniekąd przeżył - sam widział jej zagładę

    Racja, ale generalnie nie jego jakby dotyczy ta sytuacja (chociaż dotyczy, ale to nazbyt skomplikowane). Fakt, że Spock płakał też niespecjalnie mi tu pasuje. Ale może było tak, że po śmierci matki reagował on agresją. Po kilku latach wśród ludzi stał się bardziej emocjonalny. Choć tu według mnie chodziło o podkreślenie, tej ukrytej homoseksualnej relacji między nimi. Dotyk dłoni, płacz, wyznania itp. Aczkolwiek, Spock i tak odreagował to agresją na Harrisonie, choć złamanie mu ręki, dotyczyło innej sytuacji. Ale też to jakoś jest konsekwentne.

    Endrius
    Uczestnik
    #112893

    Czy mi się wydaje, czy twórcy lekko pojechali po serialu komediowym pod tytułem "Ancient Aliens"? Tak się zastanawiałem przez chwilę, skąd znam nazwę planety ze wstępu - Nibiru i przypomniało mi się, że wg niektórych informacji podawanych w tym serialu, tak nazywała się planeta Anunnakich, zaawansowanej rasy rzekomo odwiedzającej ziemię od dziesiątek, jak nie setek tysięcy lat. Fakt, że w Star Treku planetę o identycznej nazwie, zamieszkują prymitywy malujące się glinką wydaje się być lekką drwiną (wg mnie w pełni zasłużoną) z tej produkcji.

    Jamjumetley
    Uczestnik
    #112894

    The idea was first put forward in 1995 by Nancy Lieder, founder of the website ZetaTalk. Lieder describes herself as a contactee with the ability to receive messages from extra-terrestrials from the Zeta Reticuli star system through an implant in her brain. She states that she was chosen to warn mankind that the object would sweep through the inner Solar System in May 2003 (though that date was later abandoned) causing Earth to undergo a pole shift that would destroy most of humanity.

    Wikipedia: Nibiru Cataclysm

    Powyższy opis przypomina mi film When Worlds Collide.


    @Endrius
    :

    Ancient Aliens nigdy nie widziałem, ale kojarzę program z Giorgio Tsoukalosem 😉

    The D
    Uczestnik
    #112897

    Czytałem kiedyś, że według wstępnych koncepcji Mr Spock miał pochodzić nie z Vulcana a z Planety X, czyli protoplastki Nibiru.

    Melnikor
    Uczestnik
    #112901

    Według wstępnych, wstępnych to Spock miał być z Marsa.

    Jamjumetley
    Uczestnik
    #112902

    ...i miał być czerwony, ale na ówczesnych czarno-białych telewizorach wyglądał jak diabeł, więc dokonano zmian.

    Endrius
    Uczestnik
    #112905

    O proszę, ile ciekawych rzeczy się może człowiek dowiedzieć. Czerwony Spock, nie wiedziałem :)@jamJumetleyDokładnie, to program z Giorgio Tsoukalosem. Pierwsze odcinki tej serii były nawet ciekawe po odfiltrowaniu pseudonaukowych teorii. Potem producenci z kanału History pojechali po bandzie do tego stopnia, że gdyby wierzyć w to, co tam mówią (z Giorgio na czele), to rasa ludzka byłaby niezdolna do wymyślenia i produkcji czegokolwiek bez pomocy kosmitów, pewnie nawet skarpetek byśmy sobie nie wydziergali :DO wizjach Nancy Lieder też coś gdzieś tam słyszałem. Nazwa Nibiru wydaje się być ogromnie popularna wśród pseudonaukowców, choć co jeden to inna jej wizja, ale zwykle zamieszkuje ją jakaś zaawansowana rasa, dlatego pomyślałem, że Nibiru ze Star Treka to lekka drwina z tych pomysłów.

    FAB
    Uczestnik
    #112915

    Coś bardzo ciekawego, co mnie masakrycznie rozbawiło:

    http://io9.com/star-trek-into-darkness-the...r-faq-508927844

    Gorąco polecam 🙂

    Match
    Uczestnik
    #112916

    Meanwhile, Rose’s boyfriend Mickey from Doctor Who puts a ring in a glass and blows up the Starfleet library in London.

    😆

    Jamjumetley
    Uczestnik
    #112919

    @FABTa, czytałem to 🙂 Zabawne a przy tym takie prawdziwe 😛

    Mordah
    Uczestnik
    #112941

    I widzę, że moje odczucia znajdują potwierdzenie, że film zdecydowanie jest zbyt lekki. Nie ma tam żadnej ciemności. To co "ciemne" w tym filmie stanowi jedynie tło dla przygodowej akcji. Jest to dobrze zrobiona akcja, fajna przygoda, ale leciutka jak chmurka. Chociaż z drugiej strony... Star Trek zawsze reprezentował ducha przygody i zażyłość między załogą, która wytworzyła się właśnie dzięki temu. I ten duch chyba w Into Darkness jest? Jedyny zgrzyt jaki widzę, to taki, że ukazanie ducha przygody na tle śmierci wielu ludzi jest nazbyt kontrastowy. Zamach w Londynie, na dowództwo Floty, rozbicie okrętu na końcu. Dużo śmierci jest w filmie.

    To jak w końcu jest? Jest ciemne czy nie? Która część tej wypowiedzi jest wiążąca?

    Barusz
    Uczestnik
    #112942

    Obie, jest śmierć, która jednak widza niewiele obchodzi, nie porusza, bo przecież ma być lekko i bezstresowo, i tego właśnie trzyma się także i reżyser. To się zdarza na ekranie, w powieściach itd. nierzadko, giną ludzie, a nas to nie przejmuje (by daleko nie szukać - zniszczenie ziemskiej ambasady na Wulkanie w czwartym sezonie ENT).

Wyświetlanie 15 wpisów - od 181 do 195 (z 256 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram