Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek XII
Jedyny na sali kinowej... Luksus. :)Film dobry, a nawet i bardzo dobry. Styl poprzednika, lecz w wielu aspektach z wprowadzonymi poprawkami, na które skarżyło się wiele osób przy ST 2009. Z jednej strony wykorzystanie znanych już motywów, a z drugiej całkiem zgrabne wprowadzenie ich do nowej, oryginalnej historii.Oczywiście dziur i baboli jest całkiem sporo, a gdyby się zagłębić w szczegółową analizę, to z pewnością całość by się kupy nie trzymała. Jednak na potrzeby dwugodzinowego filmu "akcji" i tak uważam, że odwalili niezłą robotę, zarówno w kwestii scenariusza, jak i reżyserii, a tak mówiąc brutalnie, to głównie Trekkies by się zaczęli czepiać szczegółów, lub przeinaczeń z "prime universe".Jednak właśnie też Trekkies powinni, uważam, docenić ostateczny wizerunek filmu, który nawet jeśli zmienia pewne kwestie, to nadal jest godny swej nazwy (tj. Star Trek, nie tej polskiej 🙄 ). Pełno nawiązań, świetna gra aktorska, chemia między bohaterami. Ogromny plus, że każdy członek załogi otrzymał swoje 5 minut, a i żaden wątek nie nadużywał swej "gościnności". Niepozorna scena komediowa między Uhurą a Spockiem przekształca się w przyzwoity rozwój postaci, który koniec końców nie pozostaje bez znaczenia przy jednej z końcowych scen. Ale i tak chciałoby się więcej McCoy'a...Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić większego, to że film tak naprawdę nie ma "przesłania" ani jakiegoś wiodącego wątku, lecz jest bardziej "przygodowy" i skupia się głównie na rozwoju postaci Kirka i Spocka. No ale to i tak więcej niż można powiedzieć o wielu poprzednich trekowych filmach.
Post bez większych spoilerów.Bardzo fajne kino akcji, a jednocześnie rozczarowująco zwyczajne. Może myślę tak, bo śledziłem informacje o filmie, a liczba zwiastunów i spotów reklamowych sprawiła, że STID niemal nie mógł mnie zaskoczyć. Niemal, bo jednak sceny zaczerpniętej z oryginalnego Star Trek 2 nie oczekiwałem. Była fajnym pomysłem, i została użyta tak, że nie uważam jej za tanią kalkę - to bardziej docenienie oryginału. I chyba to jest jednocześnie największe rozczarowanie, że najmocniejsze sceny filmu przez prosty zabieg scenarzysty po chwili tracą na znaczeniu.Ogólnie mówiąc, to dobry film, szybki, efektowny, z dającymi się lubić postaciami, których losy budzą emocje. I w przeciwieństwie do 2009 roku ma wiarygodniejszy czarny charakter i mniej dziur w scenariuszu. Ale tylko tyle. A może aż tyle? Nie wiem, mam jakiś niedosyt.
Byłem i dobrze się bawiłem, choć sporo rzeczy mnie wnerwiło.Tu dobra i dość zabawna recenzja 🙂 . Ostra, ale w wielu miejscach trudno się nie zgodzić. Fabuła miała wiele absurdalnych momentów.(zaczyna się około 3:00)
Skok w warp w 3D rządzi. Poza tym znowu są flary, ale tym razem też w 3D 😛 Co prawda to wątek do dyskusji o filmie, ale na wszelki wypadek zamazałem spoilerem to co najistotniejsze.Dobry film, byłby nawet bardzo dobry, gdyby nie pewien szkopuł. Film jest bardzo lekki i przyjemny w oglądaniu - nie jeden raz podczas filmu na mojej twarzy pojawiał się mimowolny uśmiech, wywołany sytuacją czy też żartem scenarzysty. Problem jest w tym, że film jest chyba odrobinę za lekki jak na swój tytuł, choć sam nie wiem czego się spodziewałem po tym obrazie. Złego Kirka? Złej federacji? Owszem, wydarzyły się ogromne katastrofy, ale są one trochę bagatelizowane przez twórców filmu. Cała akcja skupia się na głównych bohaterach - świat płonie, ale my mamy gwiazdora. Skarconego co prawda, ale ile czasu trwała kara? 5- 10 minut? 😀 Za mało ciemności w ciemności. O! Zwłaszcza na końcu.
Masz dużo racji, brakowało głębi. Hollywood przecież potrafi robić głębokie filmy, nawet te mocno komercyjne. J.J. Abrams i jego wesoła załoga też zrobili genialny serial Fringe, więc pisać i kręcić potrafią. Trochę mi tego zabrakło. Pierwszy film w takiej konwencji był do zaakceptowania, ale tutaj trzeba już było czegoś nowego, a nie chaotycznego zapożyczania z różnych trekowych motywów.ogląda się na prawdę dobrze, ale to taka "guilty pleasure".
Bardzo fajne kino akcji, a jednocześnie rozczarowująco zwyczajne.
Mam tak samo. Jestem zadowolony, bo film jest całkiem dobry. Ale też mam takie poczucie, że to było dosyć zwyczajne. Od wizualnej strony okrutnie zawiodłem się na 3D. Naprawdę liczyłem na fajerwerki, a tu nawet wspomniany skok w warp jest do niczego. Fabularnie na pierwszy rzut oka nie można się prawie do niczego przyczepić, chociaż pomysł z teleportacją Uhury na końcu mnie rozwalił. I widzę, że moje odczucia znajdują potwierdzenie, że film zdecydowanie jest zbyt lekki. Nie ma tam żadnej ciemności. To co "ciemne" w tym filmie stanowi jedynie tło dla przygodowej akcji. Jest to dobrze zrobiona akcja, fajna przygoda, ale leciutka jak chmurka. Chociaż z drugiej strony... Star Trek zawsze reprezentował ducha przygody i zażyłość między załogą, która wytworzyła się właśnie dzięki temu. I ten duch chyba w Into Darkness jest? Jedyny zgrzyt jaki widzę, to taki, że ukazanie ducha przygody na tle śmierci wielu ludzi jest nazbyt kontrastowy. Zamach w Londynie, na dowództwo Floty, rozbicie okrętu na końcu. Dużo śmierci jest w filmie.
EDIT:
Co i tak nie zmienia faktu, że Spock jest za-je-bi-sty 😀
I stwierdzenie Kirka które utkwiło mi w pamięci, po słowach Spocka: ten statek nie ma zdolności obronnych.
- ma nas - fajnie odegrane 🙂
Cieszy mnie też fakt, że młode pokolenie będzie rozumiało okrzyk "Khaaaaaaaan!". ;> Inaczej niż my, no ale... 😉
Dla mnie nowy Spock bardziej mówi jak Data, niż jak oryginalny Spock. Trochę mnie drażniły te jego słowotoki, czasami dochodziło do delikatnej przesady.
Mi się z kolei bardzo podobała determinacja Spocka by dopasć Khana. I ta jego chłodna sukinsynskość (też mi słowo wyszło) przełamywana przez ludzkie odruchy. Mi się to podoba.
Myślę że właśnie postacie Khana i Spocka to były w tym filmie najciekawsze role, i chyba najlepiej zagrane z tych wszystkich które tam były...
Poza McCoy'em, który jest klasą samą w sobie. O ile Zachary Quinto świetnie spisał się jako Spock, to Karl Urban jest po prostu genialny.
Wstępna recenzja SFDebris - http://sfdebris.com/videos/special/intodarkness.asp
Od siebie dodam jeszcze, że niezależnie od tego czy trekkies są ze zmian i wizerunku nowego treka zadowoleni czy nie, to osoby, które wcześniej treka olewały zdają się mieć dość pochlebne opinie, gdy tak przeglądam fora. Że dobra akcja, że świetna reżyseria, lubiane postacie, a nawet i rzekomo najlepsze 3D jakie dotychczas widzieli. Można gadać, że to nie ten sam stary trek, że scenariusz jest żałosny itp, ale mimo wszystko śmiem twierdzić, że reboot ładnie ożywił uniwersum i przypasował do gustu masowego widza. A nuż teraz co niektórzy zechcą sięgnąć po Wrath of Khan i wreszcie docenią klasyka sprzed lat. 😉
chyba tylko Chekov, McCoy i Spock zostali dobrze zagrani a pozostali poniżej przeciętnej. akcja filmu też mi się podobała, chociaż to 3D, to akurat najgorsze jakie widziałem.jeśli ktoś się czepia, dlaczego Kirk'owi była potrzebna tylko krew Khan'a a nie innego "zamrożonego", to wyjaśnię, że bez tego akcja filmu prawdopodobnie byłaby gorsza.no i jeszcze wyobrażam sobie te tematy w stylu "co się stało z czołami Klingonów?" 😛 ... i czy ja dobrze widziałem u nich... septum w uszach?
Akurat Klingonów Abrams spieprzyl. Wyglądali jak jakieś fluoroscencyjne rybki z rafy koralowej. Co to za błękitna poświata na tym biednym czole i w oczach? J.J. zapewne chciał i trochę odczłowieczyć wizerunkowo, ale mu zupełnie nie wyszło.
SpoileryJa powiem że to kompletny crap. Fabuła po składana z kawałków, wszystko nadal świeci się jak psu jajca, a robienia z tego Gwiezdnych Wojen już nie przetrawię. Zwróciliście uwagę na ten ich warp? Wyglądający jak jakiś slipstream/transwarp w "którym będą bezpieczni". Bzdura na resorach, zrobili hiperspace jump który nie zauważenie pozwolił im pojawić się w sercu Imperium Klingońskiego. Wystarczy tylko zmienić nazwę na USS Milenium Falcon. To już nie błąd to przepisywanie podstaw universum. Błędy można wytykać w każdym wątku. Największa jednak tragedia pokazująca żałość, miernotę te załogi to Spork radzący się Spocka jak pokonać Khana 😀 Lipa nad lipy hehe 😉
