Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek XII
To ja się wypowiem jutro. Zastanawiałem się nad formatem i jednak wybrałem 3D. Zobaczymy czy słusznie.
Był Tryblit, a nie Tribble.
Serio? To musiała u mnie zajść kompensacja w płacie potylicznym 😉
Dużo strzelali i było sporo nawiązań do oryginału, ale jednak całość przeciętna.
Zgadzam się z tą opinią. Jednak całość choć przeciętna to jednak lepsza od Star Trek XI.
Moim zdaniem, po pierwsze klimat w jakim utrzymano film jest bardziej zbliżony do tego z tych starszych Filmów to jest od I do X. Lepszy humor niż w XI i lepsza muzyka. Mniej wpadek w fabule - Abrams nieco się poduczył na temat wydarzeń z poprzednich filmów. Niestety jakoś znowu mi tu nieco brak obrazów pięknych okrętów, gwiazd i planet 🙄 Dopiero już po zakończeniu filmu podczas napisów pojawiają się piękne zdjęcia kosmosu. Jak dla mnie ponownie za dużo tu filmu sensacyjnego z cyklu ścigajmy bandytę, a za mało kosmicznej podróży. Gra aktorów raczej na poziomie poprzedniego filmu czyli mogłaby być lepsza. Scenariusz i fabuła jednak lepsze niż w ST XI, teksty też lepsze ale nie dorównują tym ze ST I-X.
Jak to przeczytałem, szczeka mi opadła:
Basically, as we went through the casting process and we began honing in on the themes of the movie, it became uncomfortable for me to support demonizing anyone of color, particularly any one of Middle Eastern descent or anyone evoking that. One of the points of the movie is that we must be careful about the villain within US, not some other race.
Źródło: Racebending.com
Pierwsze wrażenie? Film zasługuje na słowa Star Trek w tytule. Jak dla mnie trekowość filmu jest na przyzwoitym poziomie. 3D to jakaś kpina, nie ma nawet o czym mówić. Aktorstwo bardzo dobre. Zaryzykuje stwierdzenie, że Spock jest nie-sa-mo-wi-ty, po prostu kocham tego gościa ;)Ale chyba jeszcze lepszy jest Karl Urban jako Bones, klasa. Pine jest niesamowicie podobny do Shatnera, ale chyba jest przyćmiony przez pozostałą dwójkę. Świetny Benedict. Dużo autoironii, dużo zabawy konwencją. Mnóstwo nawiązań, sytuacji zrozumiałych dla fanów, to plus. I chyba najciekawsze jak dla mnie, kiedy Kirk w TEJ scenie mówi do Spocka: Ty zrobiłbyś to samo. Zgrabne mrugnięcie oka. Ale zdecydowanie ten Star Trek nie poszedł w ciemność. Jest lekki, może ciut poważniejszy od poprzednika, ale nadal lekki. Typowe przyjemne oglądanie, w pozytywnym znaczeniu. Pomimo bzdur scenariuszowych typu: kogo wysyła się na lecący nad miastem pojazd by powstrzymać najgroźniejszego wroga Federacji? I nie mam na myśli Spocka, dla tych co nie wiedzieli powiem tylko, że nie jest to oddział szturmowy. Generalnie oczekiwałem jednak więcej, jak zwykle, ale jestem zadowolony. Abrams & co wykonali kawał dobrej roboty.
W moim odczuciu Spock Quinto jest wolkański bardziej w stylu Tuvoka niż Nimoya. Silną stroną XII jest główny Szwarcharakter. Cumberbatch gra inaczej niż Montalban ale wychodzi równie demonicznie. Dużo gorzej wyszło z admirałem Marcusem - wyszedł taki zwykły dupek militarysta. Nawet interpretując go poprzez współczesną krytykę polityczną nie zaszkodziłoby dodać postaci nieco głębi.W scenariuszu było zdecydowanie mniej dziwnych zbiegów okoliczności w porównaniu z XI, tutaj bardziej zgrzytały zagrywki mające być pretekstem do widowiskowych efektów, bijatyki albo strzelaniny. Najbardziej na siłę było chyba przeniesienie akcji na Kronosa. Jeżeli koniecznie chcieli mieć konflikt z Klingonami wystarczyłaby jakaś zaściankowa planeta przy granicy strefy neutralnej a wyszłoby dużo mniej pretensjonalnie.Jeżeli piszemy o pretensjonalności to w moim rankingu wygrywają dwa duże ładujące się działa na Vengence którymi Marcus chciał wykończyć Enterprise, które na dodatek opuściły się niczym pod wpływem grawitacji po wyłączeniu zasilania przez Scotty'ego.
W moim odczuciu Spock Quinto jest wolkański bardziej w stylu Tuvoka niż Nimoya.
Gdzieś to tłumaczono, że emocjonalne uniesienia Spocka są spowodowane zniszczeniem Wolkana. Chłopak wciąż jest w głębi rozdarty. Jak widać do tego stopnia, że płacze. Ale i tak Quinto wciela się Spocka i to widać. Swoją drogą, nikt mi nie powie, że między Kirkiem, a Spockiem nie ma gejowskiej relacji. Była ukryta w 60tych latach, jest i teraz.
The D, jest kilka banałów, działa Zemsty to jeden z nich.
Przeniesienie akcji na Kronosa, to pewnie taki skrót myślowy dla nie-fanów. Że skoro konflikt z Klingonami, to na ojczystej planecie.
Dla mnie i tak jedną z większych głupot to ukrycie Enterprise pod wodą, krok o tubylczej wioski, po dziesięciominutowym wywodzie o Pierwszej Dyrektywie i ochronie prymitywnych kultur. Jak się wynurzał to mieszkańcy go zobaczyli, lecz podczas zanurzania miał kamuflaż?
No i gdzie zbiera się dowództwo Gwiezdnej Floty po ataku na tą organizację? W tajnej bazie milion km pod ziemią? Nie, w przeszklonym wieżowcu na ostatnim pietrze. I czy się mylę, czy o Sekcji 31 Gwiezdna Flota słyszy dopiero 200 lat później?
Do kina pójdę pewnie w tym tygodniu, więc szerzej wypowiem się później. Nie liczę jednak na pozytywne zaskoczenie.
I czy się mylę, czy o Sekcji 31 Gwiezdna Flota słyszy dopiero 200 lat później?
Była już w Enterprise. Reed miał z nimi co nieco wspólnego.
Była już w Enterprise. Reed miał z nimi co nieco wspólnego.
Tak, wiem. Ale czy Starfleet wiedziało oficjalnie o niej?
W DS9 Admirał też wiedział, ale się z tym bynajmniej nie afiszował. Generlanie takie "głośne", oficjalne mówienie o Sekcji było tam nie do pomyślenia. Lo ma rację, pękniecie na linii Abrams-Uniwersum - Stare-Uniewrsum jest tu wyraźne.
Co się tyczy admirała Marcusa to "był" on głową sekcji 31 a także głównodowodzącym Gwiezdnej Floty (spójrzcie na jego pagony ma 5 oznaczń rangi=admirał floty, Pike miał 4 czyli zwykły admirał) ale był on odosobnionym wyjątkiem bo nigdy w całym ST nie było określone kto dowodzi Sekcją 31.
Mało tego, była to organizacja która oficjalnie nie istnieje. Tutaj Marcus oznajmia wszystkim, że coś takiego jak S31 jest. W DS9 działali chyba poza prawem, ponad Flotą i Federacją? Tak to rozumiem.
Generlanie takie "głośne", oficjalne mówienie o Sekcji było tam nie do pomyślenia
Właśnie tak, to miałem na myśli.
