Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
To do kompletu jeszcze reakcje pewnego romulańskiego senatora oraz federacyjnego kapitana. Nic dodać, nic ująć...
Czy ktoś zrozumiał wreszcie zasadę funkcjonowania Spore Drive? Niby coś tam w ostatnim odcinku wyjaśnili, ale wciąż bardzo to mętne. Mikroskopowa kosmiczna grzybnia tworzy sieć autostrad, po których mogą poruszać się okręty? W jaki sposób? To trochę tak, jak gdyby powiedzieć, że siecią kabli telefonicznych mogą przemieszczać się samochody. Twierdzenie co najmniej ekstrawaganckie. Jedyne wyjaśnienie, jakie przychodzi mi do głowy to rodzaj teleportacji. W momencie skoku okręt z całą zawartością rozkładany jest na pojedyncze atomy, które następnie przesyłane są grzybnianą autostradą do miejsca przeznaczenia, by tam na powrót przyjąć swoją makroskopową formę. Diablo to jednak naciągane. Dystanse do pokonania ogromne, a nawet słowem nie zająknęli się o energetycznych kosztach takich podróży. Skąd zatem czerpią niezbędną energię? Z samej grzybni? W jaki sposób? Jak to wypływa na grzybnię? Dopóki solidnie tego nie wyjaśnią serial praktycznie nie ma u mnie szans...
Myślę nad zasadą jego działania odkąd się pojawił. Dziś przy zmywaniu naczyń mnie olśniło. Agatha Christie mówiła, że przy zmywaniu najlepiej planuje jej się morderstwa, mnie się dobrze rozważa teoretyczne problemy wyimaginowanego świata.
W czym tak naprawdę przydała się ta spora (lub ten spor, nie dyskryminujmy!!!!)? Był nawigatorem. Po co potrzebowali nawigatora? Bo skoki na duże odległości były obarczone błędem, a nie dysponowali mocą obliczeniową potrzebną do takich kalkulacji. Ergo, sporczak renderował grafikę 😉 Znał skróty (grzybnia), która można przyjąć z dużym uproszczeniem działa jak wormhole:

Może zatem nie potrzeba było ponadprzeciętnej ilości dilithium, bo Discovery nie robił wiru w baku pokonując cały wszechświat, tylko leciał skrótem?
To tyle ode mnie w temacie spore-drive-gate. Myślę, że można zacząć konkurs na 3 rzeczy, które nas w nowym Treku NIE ZASKOCZYŁY i były przewidywalne. Są takie?
Grzybnia nie jestem zbiorem tuneli podprzestrzennych. Poza tym nie można przepchnąć makroskopowego okrętu mikroskopowym tunelem - patrz Voyager, odcinek zatytułowany Eye of the Needle.
Dziś natknąłem się na zaskakującą informację/spekulację. Choose your pain...
Ja po piątym odcinku mam coraz mniejszą chęć na kolejne. Może jestem przewrażliwiona, ale poprawność polityczna zaszła już za daleko. Kobieta admirał. Ciemnoskóry wolkanin. Homoseksualni oficerowie.
Naprawdę?
Ja rozumiem, że Trek zawsze przełamywał tabu i był ponad skostniałe stereotypy ale jest subtelna różnica między docieraniem, gdzie żaden człowiek jeszcze nie dotarł a wyważaniem otwartych drzwi i powielaniem schematów, bo tak modnie i przecież musimy mieć gejów, kobiety i kolorowych.
Zgadzam się w 100% .Wątek homoseksualny jest dodany na siłę i za mocno uwypuklony .P.C. zawsze i wszędzie .
Bardzo nie podoba mi się otoczka tego konfliktu a raczej jej całkowity brak .Jesteśmy już po 5 odcinku a tak naprawdę nie wiemy nic o tej wojnie .Nawet czy my , Federacja wygrywamy .W serialach w których motyw wojny jest kluczowy , tło wojny jest bardzo ważne .Buduję to całe napięcie i atmosferę .Na razie wiemy tylko ze klingoni wchodzą w federacyjną przestrzeń jak masło i robią co chcą .Czytaj porywają wysokich oficerów bez eskorty .
Klingoni.........
"Lepiej z jeżem mieć stosunek niż klingonem porachunek."
Nie w tym serialu .Na razie jakość klingonskiego żołnierza przypomina sowieckiego soldata ad.1945 .Prawdo podobnie będą groźni w kupie po przydziałowej butelce gagh .A stylistyka ich myśliwców woła o pomstę do nieba .
Co to właściwie znaczy, że wątek homoseksualny jest na siłę i za mocno uwypuklony? Czy chodzi o tą jedną scenę rozmowy na pięć odcinków?
Na czym polega przesada? Bo nie zauważyłem, żeby Stamets zaczynał każde zdanie w serialu od "jako zadeklarowany gej uważam, że..."
Znam i cenie zasługi zasługi uniwersum ST w walce przeciw rasizmowi i nietolerancji. Ale koniec 5 odcinka .Co rozmowa dwóch gejów w łazience wnosiła do fabuły? Chyba nic szczególnego .Uważam ze to wątek dodany na siłę .O wiele lepszym rozwiązaniem była by jakaś dynamiczna zapowiedź kolejnego odcinka .
Może obejrzyj jeszcze raz DS9 i powiedz co wnoszą sceny wspólnego spożywania posiłku przez Milesa i Keiko, Jadzia i Worf albo Sisko i Yates. Mamy bohaterów serialu, to ich poznajmy troszkę.
DS9 znam .Przez pierwsze 3 sezony jest dość nudnym serialem .Ale bohaterów ma o klasę lepiej napisanych i nawet ich rozmowy do kotleta są ciekawsze niż koniec 5 odcinka .
Spoko, czyli widzisz, że DS9 miało więcej sezonów i się rozkręciło, i że to nie to samo co 5 odcinków DSC. Zobacz sobie jakie przebojowe odcinki miało DS9 na samym początku.
A scena z lustrem coś wnosi, przypatrz się uważniej, że odbicie Stametsa zostaje po tym jak on odwraca się i odchodzi.
Ok, początek mógłby być znacznie lepszy. Ale warto chyba dać szansę pierwszemu Star Trekowi po 13 latach.
Wierzę, że producenci wyciągną wnioski i drugi sezon będzie lepszy.
Co by było gdyby skasowano DS9 po pierwszym, drugim lub trzecim sezonie? 😉
EDIT
Natrafiłem w sieci na fanowska teorię, która mówi, że Ash to przetransformowany Voq, co moze byc wprowadzeniem do późniejszego wyglądu Klingonów. Tłumaczyło by to też dlaczego Lorca tak łatwo opuścił okręt L'Reel.
Choć wydaje mi sie, że opuścił łatwo, bo tak chcieli scenarzyści, po prostu.
Ale teoria ta brzmi ciekawie. Jednakże, sprawę wyglądu Klingonów tłumaczono już w Ent, więc znowu walkowaliby temat? Wolałbym odczepić się od estetyki, budżetu i wyobrażeń z lat 60tych. Ile można?
