Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
Czy ja wiem? Legitymizacja jednej słabizny drugą słabizną (i na odwrót) w sumie...
No miło, że nie negują. Poza tym, mnie tam Picard się podoba, jadą tam co prawda na nostalgii, ale jakże miło zobaczyć znane kształty, twarze. Że to jednak jest kontynuacja losów bohaterów, a nie wszystko na nowo, od zera.
A że akurat wybrali tylko te najsłabsze motywy.
A tak w ogóle, miecz w zwarciu jest lepszy od fazera, co pokazał i Picard podczas sceny walki w sześcianie i otwarcie 4x03 w DSC. I to jest spoko, ale potem jak w DSC walczą w wielkiej sali, gdzie wystarczy po prostu teleportować się ciut dalej od przeciwnika? Na szczyt bezmyślności.
(Choć powinna taka hipoteza z ekranu paść.)
No a już na pewno , podczas narady u logicznych Wolkan...
Zawsze można powiedzieć, że udoskonalono technikę i jest mniej podatna na podobne ingerencje...
Te hologramy były bez sensu w 1 sezonie i teraz to się im ciągnie.
W zasadzie te przesłuchujące z poprzedniego sezonu mogły być inteligentne/świadome. Tylko - jeśli tak - strasznie popsuto ich wątek wprowadzając ten nieszczęsny motyw rozpraszającego mrugania...
No właśnie te cuda techniki w DSC wydają się być oderwane od uniwersum.
Poza tym, mnie tam Picard się podoba, jadą tam co prawda na nostalgii, ale jakże miło zobaczyć znane kształty, twarze. Że to jednak jest kontynuacja losów bohaterów, a nie wszystko na nowo, od zera.
A ja znów wolę produkcję trzymającą się statkowo-załogowej konwencji ST (choćby w wydaniu skrajnie ogłupionym), od tej, która z całego Treka przypomina tylko ST III i pilota REN. A zarazem taką, która produkuje bzdury (zasadniczo) tylko na swoje konto, od zmuszającej mnie do przyjęcia, że w minimum jednej z możliwych przyszłości losy Łysego (i innych bohaterów TNG+VOY) potoczyły się tak, jak nam w PIC pokazano. Przedkładam też serię zbudowaną na - w dużej mierze wątpliwych, w jeszcze większej - zmarnowanych, ale jednak ciekawych ideach, od jadącej na czystej nostalgii (pierwotny pomysł Chabona przecież był, ale się zmył, tylko widok winnicy i wątek emerytury po nim został), nurzanej w dodatku w krwi, rzygach i brudzie...
Poza tym: z bohaterów DISCO da się polubić całkiem spory procent (nawet jeśli się człowiek będzie wkurzał jak niektórzy z nich - zwł. Tilly i Stamets* bywają czasem pokazywani), a kogo polubisz z nowych z Picarda?
* Ona zbyt często obracana w autoparodię, on, oficer, w mazgajowatego - gejów nie obrażając (bo sami tego słówka w tym kontekście używają: https://natemat.pl/4759,kod-seks-czatow-i-slang-gejow-tajemny-jezyk-branzy) - ciotę.
Te hologramy były bez sensu w 1 sezonie i teraz to się im ciągnie.
Akurat jak ich wtedy broniłem, tak dalej muszę. Przypomnę: 1. współgrają z tym, co przedstawił sam G.R. w TAS-ie (a JMS w B5, choćby w słynnej scenie z Londo i mającym zaraz stracić życie Refą; zaś Coto i Sussman w "Kir'Sharze"), 2. czynią wrażenie znacznie prymitywniejszych niż TNG-owsko-voyagerowe (na sto procent nie składają się z solidnej, makroskopowo nieodróżnialnej od zwykłej, fotomaterii w XXIV-wiecznym stylu).
Gorzej, że te ich cechy rzutowali - tak na oko - na hologramy z XXXII stulecia. To już wygląda na potężne buraczysko...
No właśnie te cuda techniki w DSC wydają się być oderwane od uniwersum.
Dużymi partiami - owszem. A tam, gdzie nie - wyglądają jakby je Braga w swoim najbardziej zabawowym nastroju wydumał*.
* Co nie jest komplementem, choć (miało na to wpływ ORV, miało i prześledzenie listy stworzonych przez Brannona B. epizodów) wyrosłem z zaślepionego bragożerstwa.
Szczerze mówiąc to straciłem kompletnie zainteresowanie tym serialem i oglądam jedynie przeróbki Majora Grina
DSC jest kompletnie inaczej nakręcony i wyreżyserowany w kompletnie innych standardach.
szczerze mówiąc wnętrze statku wygląda bardziej "startrekowo" tak jak wygląda na planie, bez całej postprodukcji
szczególnie gdyby nakręcić to w formacie obrazu 4:3
Gdyby przenieśli akcję po wszystkich startrekach, albo starali się szanować stary kanon...
Sam pomysł wyobrażenia sobie starych czasów na nowo, i usprawiedliwanie tym pomysłem zmian wizualnych jest ciekawym pomysłem, tytylko że to się chyba nie udało w Discovery (głównie przez złe scenariusze)
oglądałem tylko 1 sezon i 1 odcinek 2 sezonu bo dalej mi się nie chciało się!
oglądam jedynie przeróbki Majora Grina
Bywają zabawne 😀
Ostatnio np. zwrócił uwagę na pewne podobieństwo (źródło inspiracji?):
https://www.youtube.com/watch?v=dVFEXSqHXI4
Wychwycił - ginącego w natłoku akcji - buraczka:
https://www.youtube.com/watch?v=gXI_Xzfg40A
I wytknął bohaterom nieprofesjonalne zachowanie (zwracając przy okazji uwagę na TNG-owskie pochodzenie motywu surfowania):
https://www.youtube.com/watch?v=nNplZnLF0NU
Zaś Burnham - zawodową niekompetencję:
https://www.youtube.com/watch?v=36SiedymCYA
szczerze mówiąc wnętrze statku wygląda bardziej "startrekowo" tak jak wygląda na planie, bez całej postprodukcji
Owszem. Cóż, styl blockbusterowo-netfliksowy odbiera klasyczną trekowość i temu, co samo w sobie wyraźnie Trekowo zaprojektowane:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4220&page=0#msg327635
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=3467&page=1#msg345232
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=3910&page=5#msg343231
Gdyby przenieśli akcję po wszystkich startrekach
Tak właśnie się stało (w końcówce drugiego sezonu), i w sezonach 3-4 nasza dzielna załoga mierzy się już z galaktycznymi zagrożeniami w XXXII - nie: XXIII - stuleciu. Czy poziom przez to wzrósł? Dyskusyjne...
Poza tym: z bohaterów DISCO da się polubić całkiem spory procent (nawet jeśli się człowiek będzie wkurzał jak niektórzy z nich - zwł. Tilly i Stamets* bywają czasem pokazywani), a kogo polubisz z nowych z Picarda?
Hugh, ale go zabili...
W ogóle nie kumam czemu wzięli na sternika całą tą Raffi Musiker zamiast jakiegoś sternika czy innego drugoplanowego z dowolnego serialu TNG (ale sprawdziłem, jest z tego beznadziejnego komiksu przed Star Trek 11).
Polubiłem holagramy Riosa, jego w sumie też.
A ja znów wolę produkcję trzymającą się statkowo-załogowej konwencji ST (choćby w wydaniu skrajnie ogłupionym),
A to jest dyskusyjne. Ja bym się tam nie obraził za dobry eksperyment, który nieco od tego odejdzie. To tak jak było ze Stargate Universe, gdzie w 3 serialu poszli w mroczny klimat. I choć na początku było ciężko, człowiek do tego przywyknął. Ale co gorsza, oni skończyli eksperyment z powodu złego odbioru (jak dobrze pamiętam, gdzieś po 16 odcinku) i wrócili do starej konwencji, co niestety zabiło serial.
Trio OKA wysadzając Romulus zmieniło nam stan. Na gorsze. Ale wydaje się, że ludzie z pieniędzmi nie pozwolą Q przyjść i pstryknąć palcami, kasując tę schizmę. Bardzo chciałbym oglądać piękne okręty znane z czasu sprzed ST11. Ale chyba już nie będzie to nam dane.
Stargate Universe, gdzie w 3 serialu poszli w mroczny klimat. I choć na początku było ciężko, człowiek do tego przywyknął. Ale co gorsza, oni skończyli eksperyment z powodu złego odbioru (jak dobrze pamiętam, gdzieś po 16 odcinku) i wrócili do starej konwencji, co niestety zabiło serial.
A szkoda.
Toudi said
Hugh, ale go zabili...
On był jeszcze z TNG... 😛
(BTW. Zabić - zabili, ale bąkali coś o ożywieniu.)
Raffi Musiker
Ją w sumie lubiłem.
Polubiłem holagramy Riosa, jego w sumie też.
I jego (wraz z holo) też. Ale problem z nimi taki, że choć mogliby być ozdobą niejednej hollywoodzkiej produkcji, oboje z Raffi są b. mało Trekowi.
jest z tego beznadziejnego komiksu przed Star Trek 11
Nie, nie z niego, z innego "Countdown" stanowiącego prolog do PIC. (A tamto okołojedenastkowe nie było takie złe*.)
* Jak od lat twierdzę...
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=11&topic=2941&page=71#msg266296
A to jest dyskusyjne. Ja bym się tam nie obraził za dobry eksperyment, który nieco od tego odejdzie.
Udany eksperyment to co innego. Gdyby się trzymali wspomnianej koncepcji Chabona, to pewnie bym chwalił, mimo słabości Michaela Ch. do przekleństw i wątku zbrzydzonego GF Łysego-na-emeryturze. Ale zbieraniny rag-tagów w mhrocznej oprawie jakoś nie pasują mi do ST, zwł. gdy opowieść o nich ujawnia finalnie swój bezsens...
To tak jak było ze Stargate Universe, gdzie w 3 serialu poszli w mroczny klimat. I choć na początku było ciężko, człowiek do tego przywyknął.
Tylko - właśnie - SGU było ciekawe i znacznie lepiej zrobione (a dramowatość w nim w miarę rozsądnie uzasadniona).
Cross said
A szkoda.
Ano szkoda, zwł. że tym sposobem przeminął Wiek Złoty...
ps. Wracając jeszcze do:
qwertop said
oglądałem tylko 1 sezon i 1 odcinek 2 sezonu bo dalej mi się nie chciało się!
Mimo wszystko trochę żałuj - początki drugiego sezonu były dość obiecujące (tj. parę relatywnie niezłych odcinków wydały); że druga połowa sezonu okazała się (en masse) beznadziejna - to inna rzecz.
ps. 2. Zapowiedzi czwartego odcinka:
https://intl.startrek.com/videos/preview-star-trek-discovery-season-four-episode-four
I reszty sezonu:
https://intl.startrek.com/videos/watch-whats-to-come-in-star-trek-discovery-season-four
Lane zrecenzował "Choose to Live":
https://fanfilmfactor.com/2021/12/05/did-star-trek-discovery-just-tell-us-that-admiral-vance-is-metaphorically-alex-kurtzman-editorial-review/
Pojawiły zdjęcia z epizodu 4x04*:
https://trekmovie.com/2021/12/06/preview-star-trek-discovery-episode-404-with-new-photos-and-trailer-from-all-is-possible/
https://blog.trekcore.com/2021/12/new-star-trek-discovery-photos-all-is-possible/
https://treknews.net/2021/12/07/preview-star-trek-discovery-404-all-is-possible/
I jego opis:
All Is Possible
Tilly and Adira lead a team of Starfleet Academy cadets on a training mission that takes a dangerous turn. Meanwhile, Burnham is pulled into tense negotiations on Ni’Var.
Written by Alan McElroy & Eric J. Robbins.
Directed by John Ottman.
* Z których wynika, że powróci Cronenberg jako Kovich.
Na SKoST zaś ukazała się garść refleksji o początku czwartego sezonu (z dodatkowymi akapitami o Prodigy):
http://trekclivos79.blogspot.com/2021/12/wheres-episode-reviews-at.html
Czas na kilka zdań o "Choose to Live". W zasadzie odcinek z tych nakręconych sprawnie (co nie znaczy, że nie ma tam pomniejszych głupot, do których się można przyczepić), ale nie do końca w moim guście, bo eksplorowanie raz za razem znanych planet/kultur mnie męczy, wolałbym zakosztować klimatu Nieznanego, a dobtego centralne fabularnie kwestie bazują na serii naciągnięć i niejasności (B-plot wypada znacznie lepiej).
Więc tak: Qowat Milat (J'Vini, dawna mentorka i opiekunka Gabrielle Burnham, jak się zaraz okaże) napadła na statek GF i zabiła oficera, więc - zgodnie z pomysłem makiawelicznej prezydent - połączone siły obu organizacji (czyli z jednej strony Michaśka z całym statkiem, z drugiej - jej matka z randomową przyboczną, równowaga sił jak nic 😉 ) rusza za winną. Oczywiście okazuje się, że tamta działała zbrodniczo, ale w szlachetnym celu, i po starciu (w którym redshirtowata, ale sympatyczna, młoda mniszka zginie), gdy bohaterki pomogą jej ten cel zrealizować (tj. ocalić i odhibernować Obcych odcinka mających latinum we krwi - sic!), odda się w ich ręce... po czym zostanie wydana - przez prezydent - swoim rodakom w imię dobra rozmów o reakcesji Ni'Var do Federacji.
I właśnie... Dlaczego w ogóle oficer dał się zabić - sięgając po miecz (który właściwie skąd się tam wziął?) zamiast po fazer*? Dlaczego J'Vini tak łatwo posunęła się do zabijania (za czym idzie pytanie czemu poświęciła czas na organizowanie bandy najemników, zamiast zużyć go na skontaktowanie się z władzami swojej planety/Federacji/Floty, choćby via panie Burnham; czy najemny zbir godniejszy jest zaufania od czynników oficjalnych?)? Dalej - jaki był sens zejścia po ściganą we cztery, i z białą bronią, gdy ma się załogę i okręt do dyspozycji? I włączenia do tej czwórki Tilly, tylko dlatego, że chce ona zakosztować czegoś nowego (a Saru - dlaczego właściwie? - za nią ręczy)? (Bezsens robienia z Sylvii oficera, który walczyć nie umie, staje się przy tym tradycją.) I ostatnie już pytanie z tej serii: czemu oddanie schwytanej pobratymcom jest przedstawione jako akt motywowanej politycznie łagodności (przecież Fedki mają, przeważnie luksusowe, kolonie karne, podczas gdy Wolkanie są bezdusznie logiczni, a Romulanie - znani z pragmatycznej bezwzględności)?
Jednym słowem: twórcy chcieli przedstawić nam typowe dla ST dylematy, ale im się to rozjechało.
Natomiast B-plot wypada (dość) przyzwoicie. Stamets - wciąż robiący za astrofizyka, i to jest tu główny zgrzyt - leci z - szukającym zajęcia dla swoich myśli - Bookiem na Ni'Var (w tym epizodzie wszystkie drogi prowadzą na w/w planetę 😉 ) by skonsultować z tamtejszymi (przedstawionymi fajnie, w tradycji "wej Duj") naukowcami swoją hipotezę nt. Anomalii (ruchomy koniec wormhole'a w niej widzi), a zarazem - mind meldem wydobyć ze wspomnień Clevelanda (który zgłosił się na ochotnika) dowód towarzyszenia jej, lub nie Promieniowania Czerenkowa (brawo za sensowny naukowo technobełkot), co stanowiłoby w/w hipotezy ostateczne potwierdzenie. Hipoteza okazuje się formalnie poprawna, ale grzebanie w pamięci (przeprowadzone przez prezydent osobiście; Syndrom Małej Galaktyki i tu) jej nie potwierdza, przynosząc jednak pozytywny skutek uboczny - Booker ma okazję "pożegnać" bratanka, przypominając sobie zarazem, że zdążył okazać mu miłość, a ten ją odwzajemniał. (Potwierdza to reputację DISCO jako emo-Treka, ale wypada całkiem nieźle, tak jak finalna scena, w której Book, w ramach symbolicznej kontynuacji więzi z nieżyjącymi bliskimi wkłada ponownie swój amulet.)
C-plot? Znów znaki zapytania: jakim cudem Trille mają rytuał oddzielenia wspomnień zmarłego nosiciela od reszty, skoro chyba żaden z nich dotąd do androida się duchem nie przesiadał? Strona techniczna całego procesu (w tym jego wspomnianej części) też pozostaje tajemnicą. Natomiast dość wiarygodnie wypadają - ponownie - emocje Adiry, i słowa pocieszenia, których nie szczędzi jej Culber (jak się okazuje będący też wykwalifikowanym Doradcą). I tu również dostajemy happy end, tym razem kompletny.
Co jeszcze warto odnotować? Efektowną, wręcz za efektowną jak na zwykły transportowiec, sylwetkę USS Credence. Jego XO, który może i głupio zginął, ale trochę przypominał młodego Bena Sisko. Wyrażoną oficjalnie przez prezydent T'Rinę wolę jak najszybszego powrotu Vulcana Ni'Var do UFP. Okruchy filozofii Qowat Milat - te, które chwytała Tilly, i wykładane przez Gabielle - córce. Dalsze podkreślanie makiawelizmu Rillak i nieufności M.B. do polityków (Vance robi tu za symetrystę
😉 rozumiejącego racje obu stron). Dalsze obracanie - w obyczajowych scenkach z jej udziałem - Sylvii w autoparodię (pokazana jest jako żarłok, ględzi coś parę razy o wychodzeniu ze strefy komfortu, kompulsywnie wręcz szuka własnej ścieżki... ale jakimś cudem nadal się daje lubić i wtedy). Wzmiankę o remoncie kosmodromu na Kaminarze. Powrót - drogą holoobecności - sympatycznego strażnika Xi, który asystuje przy przenosinach Gray'a. Dość ciekawy wygląd (i metabolizm) wspomnianych hibernatusów - Abronian. Oraz ich monumentalny - ale czy praktycznie pomyślany? - statek. Powiązaną z tym wątkiem - żartobliwą aluzję to SW - tym razem nie księżyc 😉 okazuje się w/w statkiem właśnie, nie stacją. Dziwne budowle na Ni'Var przypominające trochę rzeźbę z Vulcan scene z Axanaru. Archerowatość przemowy admirała, który chciał wyłożyć Michaśce prezydenckie racje (orkiestra i symfonia wypadły lepiej niż gazele, ale do krasomówstwa Picarda daleko). I - na zasadzie kontrastu - niegłupie (wyjątkowo!) słowa Burnham, że chwila spokoju to czasem wazystko, co mamy. A także mocniejsze potwierdzenie jej związku z Clevelandem (wspólne łóżko, wspólna - ponownie pełniąca funkcję holodecku - kajuta). No i to, że znów mogliśmy oglądać kwiaty Saru.
Ogólnie - znów okolice 3= - 3-/4, bo sprawna realizacja, ładne widoczki i brak cringe'owatości jakoś przysłaniają wady.
* Toudi, pamiętajmy, że to broń inteligentna, sama z siebie ściany statku nie sperforuje.
ps. Tymczasem Michelle Paradise udzieliła wywiadu, w którym zapowiada m.in. powrót Reno:
https://www.forbes.com/sites/dawnstaceyennis/2021/12/02/star-trek-discovery-showrunner-answers-questions-but-wont-spoil-surprises/
https://trekmovie.com/2021/12/08/showrunner-promises-tig-notaros-jett-reno-will-show-up-very-soon-in-star-trek-discovery-season-4/
Recenzje "All is Possible":
https://trekmovie.com/2021/12/09/review-star-trek-discovery-starts-to-come-together-in-all-is-possible/
https://blog.trekcore.com/2021/12/star-trek-discovery-review-all-is-possible/
https://treknews.net/2021/12/09/review-star-trek-discovery-404-all-is-possible/
https://www.tor.com/2021/12/09/unification-iv-star-trek-discoverys-all-is-possible/
https://www.jammersreviews.com/st-dsc/s4/all-is-possible.php
* Toudi, pamiętajmy, że to broń inteligentna, sama z siebie ściany statku nie sperforuje.
A fazery domyślnie nie są ustawione na ogłuszanie na pokładach Gwiezdnej Floty?
I jak jesteśmy na fazerach, to te nowe zabawki z 33 wieku (czy tam który teraz wiek mamy) materializują ci się same w ręce. Nie są w żadnych szafkach ukryte... Nie wiem czy to meterializacja czy z jakiś nanitów się robią (chyba to drugie). Ale wystarczy pomyśleć, że chcesz fazer w ręce i go masz. To scena z mieczem robi się jeszcze bardziej debilna...
No i wracając do najnowszego odcinka.
STD 4x04 odcinek o niczym. Ale chociaż na starcie i na końcu pokazali USS Discovery. Poza tym akademia gwiezdnej floty z bardzo kiepskim CGI i potwór odcinka na jakiejś lodowej planecie (taa, skąd my ten motyw znamy?).
No i głupi wątek odbudowania UFP. Z debilnym argumentem o Cardasji i Bajor. Jeśli to było puszcznie oczka do starych fanów, to beznadziejne, szkoda mięśni.
Ale będę uczciwy, naprawdę podobało mi się, że po raz pierwszy można było się przyjrzeć USS Discovery bez stopklatki. Nie ważne jak szpetny on jest.
A fazery domyślnie nie są ustawione na ogłuszanie na pokładach Gwiezdnej Floty?
A, prawda, domyślnie są. Choć w zasadzie skoro odczytują dane nt. celu (tj. tego, co ma wiązka anihilować, a co oszczędzić) z układu nerwowego użytkownika, to i zmienianie trybu tym sposobem - zwł. w odległej przyszłości - by mnie nie zdziwiło.
Nie wiem czy to meterializacja czy z jakiś nanitów się robią (chyba to drugie). Ale wystarczy pomyśleć, że chcesz fazer w ręce i go masz
Mogą to być nanity, może być i użycie technologii Transportera/Replikatora w stylu znanym z EF* (i z wątku Bloodsporta z byrne'owych komiksów o Supermanie). Przy czym być może ma to jakieś limity, o których nam nie powiedziano, a które by tę sytuację tłumaczyły (trzeba mieć jakiś implant, czy niewidzialny tatuaż pełniący funkcję stosownego obwodu, czy nanity na sobie/w sobie nosić, albo zależy to od jakichś dodatków do munduru - jak w EF). Ale skoro nam tego nie powiedziano właśnie, to twórcy sami sobie winni - wyjdzie na to, że nieboszczyk komandor był jakimś idiotą - fanatykiem białej broni (stąd ją ze sobą woził), który b. chciał się popisać (jak jaki Styles, nie przymierzając), a samobójczo przeszacował swoje zdolności w zakresie posługiwania się nią**.
* http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=1340&page=4#msg285455
** Czyli oficerem w stylu ORV, tylko dalece bardziej pechowym.
podobało mi się, że po raz pierwszy można było się przyjrzeć USS Discovery bez stopklatki
Chyba jednak nie pierwszy, parę takich scen bym naliczył. (Owszem, nie były b. długie.)
Chyba jednak nie pierwszy, parę takich scen bym naliczył. (Owszem, nie były b. długie.)
Tak długich i spokojnych ujęć, ten serial jeszcze nie widział.
Ps. A widziałeś te nowe promy? Takie jajka? Niemal jakby je z Orvilla skopiowali.
