Forum Fantastyka Star Trek Star Trek: Discovery

Star Trek: Discovery

Wyświetlanie 15 wpisów - od 751 do 765 (z 1,020 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Smok Eustachy
    Uczestnik
    #244728

    Motyle dziwne w sensie nie  że kosmiczne tylko krindżowe.

    Q__
    Uczestnik
    #244732

    krindżowe

    Nie da się ukryć:
    https://www.youtube.com/watch?v=ofUcoLxLl9E
    Choć trudno też zaprzeczyć, że Trek miał taki kłopot ze swoimi Obcymi od czasów TOS-u...

    ps. Wracając do:

    TZN wg mnie to Netflix odpowiada za kształt artystyczny i ogólną niezborność serialu.

    Sądzisz, że kształt pierwszego sezonu PIC też wynika z formatowania go pod N., choć ostatecznie trafił do Amazonu?

    Smok Eustachy
    Uczestnik
    #244733

    Pierwszy sezon Picarda nie był taki zły. Balansował cały sezon na granicy dopiero finał go pogrążył.
    Ale kto wie? Zobaczymy dwójke.

    Q__
    Uczestnik
    #244734

    Pierwszy sezon Picarda nie był taki zły. Balansował cały sezon na granicy dopiero finał go pogrążył.

    Bo był, używając modnej językowej kliszy, style-over-substance, i jak kto był doń życzliwie nastawiony mógł sobie pod ten styl różne rzeczy podstawiać (w znaczeniu: że tu się da próbować taki głębszy sens dokleić, a tamto znów ma szansę ładnie się rozwinąć, zaś bzdury i sprzeczności pewnie się jakoś wyjaśni, zresztą w Treku zawsze się trafiały), a finał w końcu wprowadził substancję i okazało się, że pięknie ona - przeważnie (tj. z wyjątkiem kilku nostalgicznych scen, które już dobrych parę razy chwaliliśmy) - nie pachnie.

    Q__
    Uczestnik
    #244752

    J. Lane też odnotował premierę czwartego sezonu DISCO (i towarzyszącą jej wyprowadzkę):
    https://fanfilmfactor.com/2021/11/20/where-in-the-world-is-star-trek-discovery-editorial-and-review/

    Q__
    Uczestnik
    #244778

    Teraz kolej na szerszą wypowiedź o DSC "Kobayashi Maru". Tytuł trochę pretensjonalny, wygląda na usilne podkreślanie "jesteśmy Trekiem" w najtańszy możliwy sposób. Sam epizod? Jakiś bardzo dobry nie jest, ale i nie nazwałbym go złym, przynajmniej na standardy DISCO (gdzieś odlegle kojarzy się - podobnie akcyjny i lightowy drugosezonowy "Brother").
    Zasadnicza fabuła? Akcja ratunkowa stanowiąca próbę ocalenia stacji wyglądającej na futurystyczną wariację na temat Vanguarda (twórcy neo-Treka muszą mieć słabość do tej konstrukcji), służąca - wraz z B-plotem rozgrywającym się na ojczystej planecie Booka - wprowadzeniu nowego zagrożenia. Do czego dochodzą scenki mające na celu celebrowanie - Trekowego i discowego - dziedzictwa, i C-plot z Saru na Kaminarze.
    Kiedy przyjrzeć się temu bliżej, można zadać pytanie czemu, w otwierającej sekwencji, M.B. - reprezentantka GF i UFP w końcu - pojawia się bez munduru, w jakiejś dziwnej kurtce w stylu AND (zresztą polityka uniformowa tego sezonu jest zdumiewająca - nowe mundury co chwila). Odnotować pojawiające się po raz kolejny, na następnej planecie, latajace skały. Stwierdzić, że scenka z ludźmi-motylami (i ich motylimi symbiontami) faktycznie wypadła jak parodia w stylu ORV, w dodatku zła (i wizualnie, i konceptualnie - może i dane z Kuli oraz z komputerów Floty się zdezaktualizowały, ale od czego skany z orbity, procedury, modele psychohistoryczne itd.; ponadto Trekowy idealizm został, co prawda, zachowany, ale - nie po raz pierwszy w Discovery - doprowadzony gdzieś w okolice frajerstwa). Zauważyć, że Rhys zaliczył w końcu epizod w kapitańskim fotelu (pachnący paroma scenkami z TOS-u, a jeszcze bardziej podobnym debiutem Geordiego w pierwszym sezonie TNG i neoSulu w ST XII). A Stamets - zamiast, tradycyjnie, z Reno - wystąpił tym razem w technobełkotliwym duecie z Tal (czemu towarzyszyło zaserwowanie ciekawostki o ptakach, kojarzące się z niesławnym "I like science!", ale przecież stanowiące przypomnienie o naukowych aspiracjach ST). Poświęcić nieco uwagi sytuacji na Kaminarze, gdzie - jak widzimy - panuje, wbrew wiadomym obawom resetty, zgoda Kelpian z Ba'ul, Saru zaś robi za przywódcę (skądinąd: jego mowa, choć wypada dziwnie płasko, jest z jednym z jaśniejszych punktów tego odcinka, bo ilustruje ją pokaz kosmicznych skal jak wyjęty z filmiku "Powers of Ten"; natomiast wpleciona w nią autoironiczna wzmianka o tym, że nauka wyklucza możliwość zaistnienia kolejnego burnu wpisuje się w irytującą manierę przykrywania przez scenarzystów śmiechem własnych wpadek). Przyznać, że kolejnym mocnym, choć wyraźnie niedorobionym (na już najbardziej podstawowym poziomie - taka garstka kadetów w pustej sali wygląda dość żałośnie), momentem omawianego epizodu jest scena ponownego otwarcia Starfleet Academy. W której mamy ostre - wrzucone już w charakterze promocyjnego klipu - nawiązanie do Archera i Voyagera (sugerujące, że - IRL - dwie ostatnie serie klasycznego ST stają się czymś do czego warto się odwołać, łaskawiej postrzeganym i przez fanów/widzów, i przez wytwórnię), ładny (przynajmniej relatywnie) widok kosmicznego doku, tribble'a, w końcu z nim zjednoczoną rodzinę admirała Vance'a, i nową prezydent UFP, która wydaje się - przynajmniej do pewnego stopnia - kopią Vindenpawl z fanowskiego Federation One (ale zaraz błyśnie makiaweliczną skutecznością w dobrej sprawie), czemu towarzyszy podkreślanie przez bohaterów ich dystansu do polityków, również wzięte z FED1*; gdzieś tam przewijają się też - ponownie - robociki. Wynotować, tuż po ceremonii zaserwowane, b. standardowe wezwanie pomocy i równie standardową sytuację, w której Discovery okazuje się, może nie jedynym, ale najszybszym, statkiem w okolicy.
    Co jeszcze zwraca uwagę? Wproszenie się prezydent na pokład jest niespodziewane, ale ma (jakiś) sens zarówno w kontekście fabularnego wyjaśnienia, jakim jest chęć przetestowania potencjalnej kapitan nowego flagowca-Voyagera, jak i trochę prowizorycznego, partyzanckiego, charakteru odradzającej się Federacji, ale, że jej wejściu na mostek towarzyszy brak jakiejkolwiek ceremonialnej otoczki, choćby prostego oddania honorów, choć może być od biedy uznane za przykład tej nowej polityki, której w przypisie się domagałem, strasznie jednak zgrzyta. Za to za pozytywny element worldbuildingu (i - w dalszej konsekwencji - dodanie jednemu z bohaterów potężnej motywacji) można uznać pojawienie się - białych! - brata i pociotka Booka, i - ciekawie pomyślany - rytuał, w którym uczestniczą. (Przy czym pojawia się pytanie czy krewni Bookera definitywnie zginęli, czy jeszcze ich - jakimś cudem - zobaczymy.) Za to wkurza znów ciągłe podkreslanie imion i nazwisk załogantów (wśród których pojawia się nowy - porucznik Christopher), stanowiące kolejny przykład nieudolnie ostentacyjnego wychodzenia przez scenarzystów naprzeciw krytyce. Równie niepotrzebne jest - mające chyba nawiązywać do także niezręcznej kwestii Daty - "lock and loaded". Natomiast przemycenie przy okazji nazwiskowych wyliczanek informacji o awansie paru bohaterów wypada subtelnie. Pochwalić można również, choć tu już finezji brakuje, towarzyszący temu większy niż dotąd nacisk na technobełkot i mostkowe procedury (co podnosi stężenie Treka w Treku). I - nawiązujący do TNG - in joke z holograficzną rybką.
    Ratowana stacja wypada dość fajnie, podczas gdy dowodzący nią komandor Nalas (potomek bajorańskiego herosa**?) jest wybitnie irytujący i przeraźliwie niekompetentny (jakby przewidział jakimś cudem swój smutny los, i to mu rozum pomieszało), choć z kolei moment, w którym Tilly i Adira, po chwili wahania, łaskawie pozwalają mu dowodzić na jego własnym podwórku stanowi następny przykład jawnego lekceważenia przez Discovery procedur. Natomiast - wracamy na Kaminar - ładnie wybrzmiewają kolejne, nawet niegłupie, słowa Saru o dokonywaniu wyborów, i następująca po nich odpowiedź Su'kula, który prowadzony jest godnie, jak na okoliczności (czyt.: idiotyzm związanych z nim wątków), tj. dojrzał i potrafi dźwigać swoje smutne brzemię Locutusa-do-potęgi, że tak powiem. Dla odmiany moment, w którym SuperMichaśka osobiście rusza na pomoc - przebajerzonym stateczkiem kojarzącym się z Jellyfish, a jeszcze bardziej z bączkami z przywołanego "Brothera" (co ugruntowuje brotherowatość całości), czemu towarzyszy jeszcze wzięte z pilota, filmów Abramsa, NEM i "TLJ" piesze 😉 przemierzanie przestrzeni kosmicznej, tym razem w skafandrze, na szczęście, to kolejny przykład blockbusteryzacji, tym bardziej negatywny, że rozegrane jest to wszystko b. chaotycznie, a widz mógłby chcieć podziwiać pomysłowość bohaterów 😉 . Jednak pokłosie tej akcji - polegli (w tym Nalas), których nie zdołano ocalić, towarzyszący temu smutek Michael i reszty, i dyskusja prezydent z Burnham, w której ta pierwsza stawia drugiej zarzut, że zawsze chce ratować wszystkich nie licząc się z realiami uszlachetnia znów całość (choć zderzenie racji obu pań mogło być rozegrane znacznie lepiej).
    Nadto... informacja, że produkowane są nowe napędy grzybowe wygląda na (dość, bo czy sam Spore drive ma sens?) rozsądny rozwój świata. Fazery materializujące się w dłoni to kolejny zmyślny (choć jakby wyjęty z wstydliwych fantazji Bragi) kawałek technologii. Dobrze też, że dla odmiany zobaczyliśmy - mimo finalnie gorzkiego klimatu odcinka - sporo uśmiechów (choć serwowane są równie nieumiarkowanie, co płacz dotąd).
    Nie przyłączę się więc tym razem do niezadowolonych (w roli sumarycznej oceny dałbym jakieś 3=/4), ale wielkich nadziei z resztą sezonu nie wiażę, bo introdukowane niebezpieczeństwo (coś niszczy planety od bookowej począwszy, i stacje przy okazji) wygląda na przekopiowane z pilota REN, i zapowiada więcej rozwałki. A i brak sceny po napisach zastanawia (wariant optymistyczny jest taki, że zbyt łatwo zespoilerować ciąg dalszy, wariant gorszy - że ujawnienie mogłoby zbyt szybko zniechęcić widownię; opcja pośrednia to kręcenie i montowanie na łapu-capu).

    * Tylko czy Trekowa polityka powinna wyglądać tak współcześnie? Przez wieki powinna wysubtelnieć jakoś jednak... (Choć prawnicy, jak twierdził Picard himself 😉 pozostali tacy sami.)

    ** https://memory-alpha.fandom.com/wiki/Li_Nalas

    ps. Siennica jednak recenzuje (i nie chwali):
    https://naekranie.pl/recenzje/star-trek-discovery-sezon-4-odcinek-1-recenzja

    A tu już mamy obrazki z nowego epizodu, zatytułowanego "Anomaly":
    https://trekmovie.com/2021/11/22/preview-star-trek-discovery-episode-402-with-new-photos-and-a-clip-from-anomaly/
    https://treknews.net/2021/11/22/preview-star-trek-discovery-402-anomaly/
    https://blog.trekcore.com/2021/11/new-star-trek-discovery-photos-anomaly/

    I jego opis:

    Saru returns to help the U.S.S. Discovery uncover the mystery of an unusually destructive new force. As Burnham leads the crew, she must also find a way to help Book cope with an unimaginable loss.

    Oraz klip promocyjny:
    https://www.youtube.com/watch?v=jVlFSe916mQ

    Q__
    Uczestnik
    Cross
    Klucznik
    #244799

    Jak dla mnie ta seria mogłaby nie powstać. Te przygłupawe uśmiechy rozpływające się co chwilę na twarzach załogi, Michael robiąca zwyczajowo wszystkim dobrze, najczęściej w pojedynkę (bo kto prócz niej ogarnie?) i komentarze pokładowych wyznawców "nie znam nikogo tak pewnego siebie jak ty, może kapitan" (niedokładnie przytoczone).

    Q__
    Uczestnik
    #244814

    Jak dla mnie ta seria mogłaby nie powstać.

    A ja, jak ją uważam za nędzną, sporymi partiami beznadziejnie nędzną, tak znajduję w niej rzeczy, które potrafię wyłuskać i polubić - głównie postacie, rzadziej wątki, odcinki...

    I tak na przykład aktualny epizod - "Anomaly" przypadł mi do gustu. Owszem fabuła jest b. prosta - mamy naukawy, dobra, jak na standardy ST, zwł. DiSCO, naukowy (przynajmniej w świetle tego, co o nim dotąd wiemy) fenomen i próbę badania go, która to - wątła - nić przewodnia obudowana jest z wszelkich stron emocjonalnym fillerem, ale i ten brak (większych) bzdur, i ten - sensownie wynikający z fabuły - filler jakoś mi tym razem podpasowały.
    Wchodząc w szczegóły... Centralny wątek Booka jest ciekawym jednoczesnym zmieszczeniem się w ramach zasad Roddenberry'ego, i poddaniem ich inwersji, bo z jednej strony Booker - zwany już oficjalnie partnerem Michaśki - tłumi ból jak G.R. przykazał, z kamienną twarzą pchając się na pierwszą linię (i zdroworozsądkowo przypominając przy tym, że nie jest z GF, i nie musi słuchać rozkazów Burnham), ale jednocześnie okazuje się, że ta rozpacz tkwi w nim wpływając też na jego funkcjonowanie w czasie misji, i ostatecznie daje jej jawny (acz tylko w obecności M.B.) wyraz, opłakując stratę rodziny (której ważność dla siebie docenił po szkodzie).
    Przy okazji, w trakcie wspólnego (do pewnego stopnia, bo Paul, jako zbyt ważny dla obsługi statku uczestniczy w nim hologramem, co można od biedy uznać za ukłon w kierunku idei holo-Stametsa ze STO) lotu wyprostowaniu ulegają relacje Stametsa z ostatnim z Kwejian. Tym razem to astromykolog doznaje katharsis, wyznając, że unikał XXXII-wiecznego kuriera nie z zazdrości o to, że ten też potrafi się łączyć z grzybnią (i to bez pomocy dodatkowych modyfikacji) a dlatego, że ten był żywym dowodem jego bezsilności w czasie wydarzeń z finału poprzedniego sezonu.
    Jednak emocjonalnym centrum odcinka, i emocjonalnym centrum załogi nie jest żaden z nich, a - oczywiście - Saru, który pojawia się w niewielu scenach, ale jego powrót robi wrażenie porównywalne do powrotu Spocka w TMP. I który również - choć zadowala się pozycją pierwszego oficera - odgrywa kluczową rolę doradzając Michael jak postępować z Clevelandem (równoważyć podejście kapitańskie i partnerskie, i zaufać mu na tyle, by pozwolić mu lecieć), ale też potrafiąc zauważyć gdy ten ostatni zaczyna pękać i trzeba go wesprzeć, a w wolnej chwili jeszcze pocieszając Tilly. (A przy tym jeszcze znajduje czas, by - drobnym a znaczącym - gestem okazać, że tęskni za Kaminarem*.)
    Jego - można powiedzieć - bledszym cieniem jest natomiast Culber, który - w chwilach wolnych od szykowania maszynowego ciała dla Gray'a (bazującego na zarzuconej na wieki technologii z PIC; co per se jest arcynaciągane, ale fajne jako nawiązanie do innej - nawet jeśli również niezbyt udanej - serii) - udziela dobrych rad mężowi i - ponownie - Tilly.
    Gdy o tej świeżo upieczonej porucznik mowa, kolejną nieźle przemyślaną inwersją jest, że kiedyś Sylvia chciała imponować innym, a teraz Adira b. stara się zabłysnąć w jej oczach. (Oczywiście obecna nosicielka Tala też dostaje swój emo-wątek 😉 - poza wspomnianym, ekscytuje się nadciągającym zmartwychwstaniem swojego chłopaka i przeżywa śmierć Nalasa**.)
    Ponadto można jeszcze zauważyć, że sygnał alarmu wciąż jest taki sam jak w filmach z Kirkiem i - idąc twórcom na rękę - zinterpretować to jako wyjście przez inżynierów naprzeciw przyzwyczajeniom załogi. Zdziwić się, że w naradzie (tej znanej z trailerów), w której uczestniczą panie prezydent Federacji i Ni'Var i dowództwo Floty bierze też udział Book i zebrani b. się z nim liczą - ale i to da się wytłumaczyć tym, że bycie ostatnim obywatelem świeżo zniszczonej planety nadało mu taki, specjalny status. Znacznie gorzej, natomiast, wyjaśnić dlaczego Stamets robi teraz za astrofizyka a w razie potrzeby i za inżyniera naprawiającego bookowy statek (który ponoć zwie się Nautilus). Wiemy, że oficerowie Floty to istoty wielu talentów, ale bez przesady (ledwo co wspomniany Spock nie robił np. za historyka, tylko miał od tego podkomendne; tu powinno być podobnie). Nie najlepiej wygląda też, że zorientowawszy się, iż za chwilę uderzy następna fala grawitacyjna, podobna do, tej która ledwo co podniosła całą załogę pod sufity***, Tilly biegła na mostek zamiast przesłać swojej kapitan szybkie ostrzeżenie. Tak samo b. nienaukowy język, którym Sylvia opisuje kosmiczne fenomeny. (To, że Tilly potwierdza swój status pokładowego misia-przeklinaka przyjmuję jakoś obojętniej.)
    Można też przyjrzeć się bliżej holo-obecności Paula. To, że jego zdalnik 😉 ma widoczny neuro-link jak oryginał można łyknąć (nikomu się nie chciało dokonywać stosownej poprawki skanowanego obrazu), że Stamets - choć nieobecny ciałem - okazuje strach - też (niejeden boi się oglądając filmy, zwł. trójwymiarowe), choć mało to roddenberry'owskie. Natomiast wiadomość, że hologramy nie mają zapachu, trochę nam w kanonie (jeśli ją tam wpuścimy 😉 ) miesza; dotąd nie było mowy o takiej właściwości (a raczej jej braku) holometerii. (Poza tym strasznie biednie to wygląda na tle holodecków z ORV, które już w XXV stuleciu syntetyzowały zwykłe cząstki.)
    Z - przeważnie fajnych - drobiazgów da się jeszcze wynotować możliwość używania zwykłych kajut (a przynajmniej kapitańskiej) jako holodecku (co przywołuje z pamięci jedną w pierwszych scen lemowskiego "Fiaska"), debiut Zory (czyli pokładowego komputera pod imieniem, które sam/a sobie wybrał/a - co zdaje się zapowiadać jakieś przyszłe zapętlenie do "Calypso"), aluzję do wyrzucenia Paula ze śluzy (nowy przykład irytującego kpienia scenarzystów z bzdur, którymi nas karmili), padającą przy okazji dostrajania nowego ciała Gray'a aluzję do tranzycji (swoją drogą jak dokonała się modyfikacja tej androidycznej powłoki? bo to ciekawe od strony technicznej), wreszcie fakt, że Booker zdołał bezpiecznie powrócić na pokład Disco, bo Bryce podpowiedział użycie techniki surfowania na falach podprzestrzennych, jak na wodnych (co można uznać za wynik dążenia do tego, by było cool i nastoletni widz się cieszył, ale da się też odczytać znacznie przyjemniej, jako pomysłowość typu clarke'owskiego i typowo Trekowy morał, że posiadanie hobby duchowo wzbogaca człowieka), no i (dość) ładne, interstellarowate jak moda każe, CGI tytułowej anomalii.
    Natomiast z rzeczy, które prawdopodobnie będą mieć kluczowy wpływ na dalszy kształt metaplotu - wizje Booka (zwiduje? mu się bratanek), które - znając ST - niekoniecznie muszą być zwykłymi halucynacjami, i finalnie stwierdzony fakt, że anomalia zmienia kurs w nieprzewidywalny sposób (czyżby była świadoma, wpisując się w tradycję niezwykłych Trekowych Obcych? a może steruje nią jakaś nieprzyjazna cywilizacja?).
    Podsumowując - dam 3 z drobnym minusem/4, i doliczę "Anomaly" do swoich ulubionych odsłon Discovery.

    * Z czym wiąże się, niestety, owocująca momentem - sięgającego poziomu WTF-owego - zdumienia, wzmianka, że pierwszy Kelpianin w Gwiezdnej Flocie nie jest - jak zeszłotygodniowe sceny z jego udziałem sugerowały - liderem o planetarnym znaczeniu, a tylko... radnym swojej wioski.

    ** Złośliwy mógłby tu spytać czemu jednych da się ożywić, a innych nie, ale chwilowo nie jestem złośliwy 😉 .

    *** Sam nie wiem czy uznać to za zbędne efekciarstwo, czy jednak za fajny podwątek przypominający, że w kosmosie - wraz z bohaterami - jesteśmy.

    Dreamweb
    Uczestnik
    #244833

    Te przygłupawe uśmiechy rozpływające się co chwilę na twarzach załogi

    Co jest podwójnie wkurzające, gdy się pomyśli jak "mroczny" na początku miał być to serial. No, ale że trekkies polubili Orville, to taka wolta nastąpiła i tym bardziej niewiarygodnie to wygląda...

    Michael robiąca zwyczajowo wszystkim dobrze, najczęściej w pojedynkę

    To już w ogóle no comment. 🙂 Ale warto zauważyć, że serial robi się lepszy w tych chwilach, gdy od tego schematu odchodzi...

    Złośliwy mógłby tu spytać czemu jednych da się ożywić, a innych nie, ale chwilowo nie jestem złośliwy

    Warto zresztą zauważyć słowa Culbera - że metoda Soonga Jr. po "ożywieniu" Picarda niezbyt się sprawdzała i z niej zrezygnowano. A także przypomnieć słowa samego Soonga o niebagatelnej roli, jaką w procesie tym odegrał Maddox. Czyli że Jurati nie dość, że go zabiła, to przy okazji pozbawiła niezliczone przyszłe rzesze humanoidów możliwości uzyskania może nie nieśmiertelności, ale na pewno znacznego przedłużenia życia (w postaci golemowej)... Naaaajs. 🙂

    Q__
    Uczestnik
    #244834

    Co jest podwójnie wkurzające, gdy się pomyśli jak "mroczny" na początku miał być to serial.

    W sumie ta - niekoniecznie strawna* - dwoistość była w nim od początku - zauważ, że pilot kończył się mhrokami i sądami kapturowymi, ale zaczynał jak TOS przerobiony na nastoletnią modłę...

    * W tym wypadku, DS9 jakoś potrafiło przeplatać (chwilami wysiloną) powagę z humorem.

    Warto zresztą zauważyć słowa Culbera - że metoda Soonga Jr. po "ożywieniu" Picarda niezbyt się sprawdzała i z niej zrezygnowano.

    Mówiąc szczerze Trek od początku był tu niezły (eksperymenty ery Kirka - Korby, Rayna Kapec - i wczesnego Picarda - Graves, Lal - kończyły się tak samo - zero postępu przez stulecie, nie licząc samotnych i niepowtarzalnych osiągnięć N. Soonga*), ale DISCO-twórcy okazali się jeszcze lepsi robiąc z wieku - tysiąclecie (a Prawo Rachitycznego Rozwoju(TM) rozszerzając i na inne dziedziny).

    * Pomijam, iż wynika to prawdopodobnie z tego, że Roddenberry chciał najpewniej wiadomy transfer uczynić immanentnie niemożliwym (z przyczyn pokrewnych penrose'owym), a następcy kombinowali...

    Czyli że Jurati nie dość, że go zabiła, to przy okazji pozbawiła niezliczone przyszłe rzesze humanoidów możliwości uzyskania może nie nieśmiertelności, ale na pewno znacznego przedłużenia życia (w postaci golemowej)... Naaaajs. 🙂

    Oni to chyba lubią - wcześniej był burn jako dalsza konsekwencja wyzwolenia Kelpian spod władzy Ba'ul. (Czyli jeszcze gorzej - bo tu mamy zło ze zła, a tam nawet szlachetne uczynki kończą się kosmicznymi tragediami.) Choć, prawda, DS9 było pierwsze - pokazując, że czyny spockowe obróciły się na złe, co prawda w mirrorze, i - wojennymi sezonami - sugerując, iż synowska miłość Jake'a Sisko ratując ojca tylko zmieniła historię na gorsze.* Trekowi scenarzyści jednak nie umią 😉 w metaploty.

    * Jeszcze inna rzecz, że pierwszy raz coś podobnego mogliśmy zobaczyć już w TNG, w "Too Short a Season", ale tam to by nie było niedołęstwo, a świadome odcięcie się od kowbojskiej dyplomacji TOS-owej i kirkowatości (późnego) Kirka (która okazała się jednak tak niezniszczalna, że jeszcze - spotęgowana - u Abramsa z Linem straszyła 😉 ).

    ps. Zapowiedź ep. 4x03:

    https://twitter.com/StarTrekOnPPlus/status/1463960689869942794
    Zdjęcia z niego:
    https://trekmovie.com/2021/11/29/preview-star-trek-discovery-episode-403-with-new-photos-and-trailer-from-choose-to-live/
    https://blog.trekcore.com/2021/11/new-star-trek-discovery-photos-choose-to-live/
    Opis:

    Choose To Live — Burnham and Tilly hunt the killer of a Starfleet officer as Stamets and the science team race against the clock to prevent the anomaly from killing anyone else.
    Written by Terri Hughes Burton
    Directed by Christopher J. Byrne

    I - skoro o wczesnych mrokach mowa - recenzja z początków roku 2018:
    https://www.youtube.com/watch?v=ihI21fU5LL4

    Q__
    Uczestnik
    Dreamweb
    Uczestnik
    #244867

    https://www.tor.com/2021/11/25/sitting-with-pain-star-trek-discoverys-anomaly/

    Nie no, ta propaganda że stare seriale były be, bo doświadczenia bohaterów nie ciągnęły się za nimi, a STD jest cacy, bo wszystko ma swoje konsekwencje, jest doprawdy urocza. 🙂

    Mi się dopiero wczoraj udało dobrnąć do końca Anomaly. Dla mnie to typowy Disco-średniak, coś tam porobili, Book poprzeżywał, Michaśka jak zwykle wszystkich uratowała bo z nim umiała pogadać, a ja po napisach końcowych mogłem tylko na to wszystko wzruszyć ramionami. Oj, nadzieje które miałem na ten serial na początku sezonu 2 i równie krótko na początku sezonu 3 tym razem mi się nie udzieliły...

    Chyba nie odnotowaliśmy, że DISCO jest już dostępne m.in. w części Europy (choć chyba nadal nie w Polsce - ale np. w Niemczech tak, więc Schneider może się przełamie 🙂 ) .

    Star Trek: Discovery Season 4 to stream Internationally on Paramount+, Pluto TV This Friday

    Toudi
    Uczestnik
    #244868

    Ave @||

    Po wielu bojach dotarłem na to forum. Dobra, dotarłem tu, bo na SM nikogo nie obchodzi, że narzekam na ST DSC.

    Po pierwsze gratuluję wszystkim, którzy nie mogą oglądać serialu. Cieszcie się, bo omija was naprawdę kiepski serial. Także braka dla wytwórni, że wielu osobom oszczędza tego STD. Choć większe brawa by mieli, jakby jednak go skasowali.

    No to tyle, jeśli chodzi takie ogólne narzekanie, teraz może lekkie uzasadnienie. jestem po 3 odcinku. I mam wrażenie, że jest równia pochyła w dół, choć to łatwe nie jest, bo pilot moim zdaniem zaczął na dnie. Serial cofnął się na poziom pierwszego sezonu.

    Bardzo rozpisywać się nie będę, bo pewno już to robiliście.
    Zacznijmy od pilota:
    Discovery prawie niewidoczny w odcinku. Parę chaotycznych ujęć. Do tego te R2D2 latające w kosmosie. Nikt nikogo tam nie lubi. I wszystko ciągle się rozwala. Do tego te cywilne ciuchy...
    No na plus, mundury wygląda ciut lepiej.

    Drugi odcinek: karuzela bezsensu leci dalej. I znowu zagrożenie, którego galaktyka jeszcze nie widziała... Ani widoków, ani sensu. Za to pełno halucynacji.
    Dobra, nic o tym odcinku nie da się sensownego powiedzieć, to tak to zastawię.

    Trzeci: miło było, że w sumie cały odcinek to aluzja do ST Picard, ale kurde nawet raz nie pokazali już Discovery.
    Kumam, że można zrobić odcinek z mieczykami, ale żeby za tym szła jakaś logika. A mamy
    "Cze ludziska, zostawiamy fazery i bierzemy mieczyki, bo taka kultura przeciwnika."
    Nikt nie zapytał, ale oni nas będą chcieli zabić, a my nawet nie wiemy jak się miecz trzyma w ręce....
    W ogóle ta mamuśka Michasi to jakieś nieporozumienie.

    Ilość pokazywania USS Discovery spadła do zera. Nie ma go po prostu. W końcu, kto to widział, żeby tytułowy bohater choć raz pojawiał się w odcinku.

    A jeszcze:
    Dilit to czasem nie kryształ potrzebnego do kontroli reakcji w reaktorach? A nie paliwo? Bo mam wrażenie, że o tym w serialu zapomniano. Ładują te kryształy i nagle wszystkie urządzenia działają.
    Już nie wspomnę o tym, że były rasy, które używały innych źródeł energii, więc powinny być odporne na ten wiek ciemności co miał miejsce w poprzednim sezonie. Do tego jak wiemy, nie wszystkie okręty warp uległy zniszczeniu, więc ta sytuacja w galaktyce powinna wyglądać inaczej. Ja się tam nie znam, ale wydaje mi się, że skoro nie można kontrolować reakcji w reaktorach warp, to resztki federacji powinny mieć reaktory oparte na czarne dziury, jak Romulanie w czasach GEN. Nawet jeśli technologia zatraciła się w czasach supernowej, to przez kolejnych 500 stulecie (czy ile tam minęło), na pewno dali by radę ją odtworzyć i mieć podstawy teoretyczne.
    W ogóle ten wróg sezonu, coś co ciągle nazywają anomalią, nie żebym się czepiał, ale skoro anomalia zmienia sposób przemieszczania się, to nie jest anomalią, tylko sztucznym tworem. Ale co ja tam wiem.
    Hologramy i natychmiastowe teleporty. Jedno i drugie wydaje się nie mieć ograniczeń. Do tego hologram potrafi wyczuć czy duża weszła w ciało czy nie. To po co w ogóle podróżować fizycznie? A jeszcze mi się wydawało, że hologramy do komunikacji zostały zbanowane, bo (jak to było) były łatwiejsze w manipulacji niż obraz na płaskim ekranie. Więc dlaczego je się przywraca?
    Ciekawe też, czemu nie ma Hologramów jak AHM? Ja tam nie wiem, ale wydaje mi się, że powinny być. W końcu przenośne hologeneratory to było już 29 wieku na pewno, a my jesteśmy bardziej do przodu...

    Q__
    Uczestnik
    #244871

    Dreamweb said

    a STD jest cacy, bo wszystko ma swoje konsekwencje

    Konsekwencje może i są, tylko 1. niekoniecznie mają sens, 2. ich wynikanie z tego, co widzieliśmy przedtem nie zawsze jest... konsekwentne (mówiąc dość łagodnie).

    (A przynajmniej dotąd tak bywało. W czwartym - w tym kontekście chwalonym - sezonie, jak dotąd, oglądamy reakcje bohaterów dość logicznie wynikające z tego, co ich spotyka, więc jest jakaś szansa, cień szansy, na poprawę...)

    nadzieje które miałem na ten serial na początku sezonu 2 i równie krótko na początku sezonu 3 tym razem mi się nie udzieliły...

    Bo ile razy można mieć nadzieję, i się zawieść (choć z drugiej strony obaj chętnie rozczarujemy się pozytywnie, czyż nie? 😉 ).

    więc Schneider może się przełamie 🙂

    Pewnie tak, w końcu wygląda na uzależnionego, nawet bardziej, niż my 😉 .

    Toudi said

    Ave @||

    Witaj (na pokładzie USS Valkyrie NCC-307945* 😉 ).

    * https://trek.pl/forum/topic/nazwa-i-numer-rejestracyjny-dla-okretu-tss/page/3/#post-23193

    jestem po 3 odcinku. I mam wrażenie, że jest równia pochyła w dół

    Ja też, bo znów odchodzą od eksploracji w kierunku pchania widzom przed oczy znanych gatunków (nawet jeśli poniekąd jest powód - nie dość, że PIC dorzucił nowe elementy i pokazał jak się to i owo zmieniło, to potem jeszcze całe milenium doszło).

    miło było, że w sumie cały odcinek to aluzja do ST Picard

    Czy ja wiem? Legitymizacja jednej słabizny drugą słabizną (i na odwrót) w sumie...

    Dilit to czasem nie kryształ potrzebnego do kontroli reakcji w reaktorach? A nie paliwo?

    Owszem, sitko można powiedzieć:
    http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=3&topic=3613#msg330361

    Ja się tam nie znam, ale wydaje mi się, że skoro nie można kontrolować reakcji w reaktorach warp, to resztki federacji powinny mieć reaktory oparte na czarne dziury, jak Romulanie w czasach GEN.

    Stawialiśmy już ten zarzut dyskutując jeszcze o trzecim sezonie, na Phoenixie:
    http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4256&page=12#msg345081
    A można go jeszcze - jak już w topicu o PRO Dreamweb uczynił - wzmocnić po tym jak w Prodigy wprowadzili protogwiazdy jako nowe źródło napędu. Samych grzybków też nie pomijajmy (by pobić Kurtzmana jego własną bronią 😉 ) - rozumiem, że utajnione, ale w chwili desperacji (tj. wyczerpywania się zasobów dilitu, przed tym nieszczęsnym burnem jeszcze) nic nie stało na przeszkodzie, by i tę technologię wydobyć z lamusa (czyt. z zastrzeżonych plików Starfleet Intelligence) i starać się ją doskonalić.

    W ogóle ten wróg sezonu, coś co ciągle nazywają anomalią, nie żebym się czepiał, ale skoro anomalia zmienia sposób przemieszczania się, to nie jest anomalią, tylko sztucznym tworem.

    Póki co jest to tylko logiczny domysł. Wykonywanie ruchów może być teoretycznie ciągiem dalszym tej anomalności. A bohaterów, jako - za przeproszeniem - badaczy obowiązują ockhamowskie ograniczenia. (Choć powinna taka hipoteza z ekranu paść.)

    hologramy do komunikacji zostały zbanowane, bo (jak to było) były łatwiejsze w manipulacji niż obraz na płaskim ekranie. Więc dlaczego je się przywraca?

    Zawsze można powiedzieć, że udoskonalono technikę i jest mniej podatna na podobne ingerencje...

    Ciekawe też, czemu nie ma Hologramów jak AHM?

    W zasadzie te przesłuchujące z poprzedniego sezonu mogły być inteligentne/świadome. Tylko - jeśli tak - strasznie popsuto ich wątek wprowadzając ten nieszczęsny motyw rozpraszającego mrugania...

    ps. Recenzje "Choose to Live":
    https://blog.trekcore.com/2021/12/star-trek-discovery-review-choose-to-live/
    https://treknews.net/2021/12/02/review-star-trek-discovery-403-choose-to-live/
    https://trekmovie.com/2021/12/02/review-star-trek-discovery-mixes-it-up-with-a-cocktail-of-stories-in-choose-to-live/
    https://www.tor.com/2021/12/02/conducting-the-larger-symphony-star-trek-discoverys-choose-to-live/
    https://www.jammersreviews.com/st-dsc/s4/choose-to-live.php

Wyświetlanie 15 wpisów - od 751 do 765 (z 1,020 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram