Forum Fantastyka Star Trek Star Trek: Discovery

Star Trek: Discovery

Wyświetlanie 15 wpisów - od 676 do 690 (z 1,020 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Q__
    Uczestnik
    #242945
    Q__
    Uczestnik
    Q__
    Uczestnik
    Q__
    Uczestnik
    Q__
    Uczestnik
    Q__
    Uczestnik
    #243293

    Cronenberg o powrocie Kovicha w czwartym sezonie:
    https://trekmovie.com/2021/08/11/david-cronenberg-on-kovichs-return-in-star-trek-discovery-in-season-4/

    I pewne zaskoczenie... DISCO, uważane za produkcję spod znaku woke, znalazło się wśród finalistów Dragonów, nagród puppiesowych, kojarzonych z prawą stroną amerykańskiego fandomu (poza nim trafiła na tę listę m.in. pierwsza powieść SW THR):
    https://www.tor.com/2021/08/12/dragoncon-dragon-awards-finalists-ballot-science-fiction-fantasy/

    Q__
    Uczestnik
    #243316

    SKoST o, przedstawiającej zaginiony rok z życia Michaśki, powieści DSC "Wonderlands":
    http://trekclivos79.blogspot.com/2021/08/michael-in-wonderland-burnhams-missing.html

    Antychroniczny
    Uczestnik
    #243340

    David Cronenberg to horrorowy David Lynch!

    Q__
    Uczestnik
    #243352

    Eee, zupełnie inny typ reżysera (Lynch zresztą też zahaczał o fantastykę grozy, więc sam sobie i Lynchem w tej kategorii może być 😉 ), ale jeden z ciekawszych twórców ekranowej nie-tylko-fantastyki. Cieszę się, że ma słabość do Treka, i to na tyle dużą, że postanowił w nim zagrać, w dodatku więcej niż raz.

    Antychroniczny
    Uczestnik
    #243431

    Ja bym chciał zobaczyć odcinek ST wyreżyserowany przez Cronenberga, albo Lyncha. Z pełną wolnością artystyczną. Chociaż Lynch mógłby odrzucić propozycje, tak jak odrzucił propozycję reżyserowania Star Wars, bo mu się źle kojarzyło z Diuną (gdzie był ograniczony przez producentów)

    Q__
    Uczestnik
    #243434

    To ciekawy pomysł, więc ostrożnie jestem za (choć swoboda artystyczna swobodą artystyczną, ale o efekt byłbym jednak spokojniejszy w czasach, gdy Roddenberry żył i czuwał).

    Q__
    Uczestnik
    #243627

    Znamy datę (amerykańskiej) premiery 4 sezonu - 18 listopada br.:
    https://trekmovie.com/2021/09/08/star-trek-discovery-season-4-premiere-date-announced/

    Q__
    Uczestnik
    #243742

    Przywoływany już autor The M0vie Bloga - Darren Mooney - o trzecim sezonie DISCO:
    https://www.escapistmagazine.com/even-in-its-third-season-discovery-shows-star-treks-future-is-stuck-in-its-past/

    Q__
    Uczestnik
    #243941

    Wywiad z odtwórcami ról przedstawicieli niehetero rodzinki z DSC:
    https://trekmovie.com/2021/10/01/interview-wilson-cruz-blu-del-barrio-and-ian-alexander-talk-family-life-on-star-trek-discovery-season-4/

    ps. Robię sobie tymczasem szybki rewatch sezonu trzeciego. "That Hope Is You. Part 1"? Da się polubić, ciężej cenić. Koziołkujący statek Booka o ładnej nawet, matematycznej, nazwie, CGI, planetarne strzelaniny i inne jatki, wielkie pozaziemskie stwory - blisko do AND w stanach gorszych, jeszcze bliżej do Abramsa. Główna przyczyna irytacji? Michaśka, rzecz jasna, w swojej łzawości i overactingu (choć ma chwile autoironii, i momenty gdy wypada sympatycznie). Najsilniejsze punkty - Booker (trochę Han Solo, trochę głębokiego głosu Bena Sisko, szamanowaty telepata-empata i obrońca przyrody pozujący na drobnego kryminalistę, do tego kociarz; niekonsekwentny motywacyjnie jak Mal Reynolds, ale równie fajny, przynajmniej w tym odcinku) i Sahil - true believer (może ma i jego wierność ideałom UFP coś z pochłaniającej obsesji, może i nie wszystko co go dotyczy trzyma się kupy, ale nie umiem nie lubić postaci tak oddanej temu, czemu i Picard był oddany, a w dodatku tak skromnej, i otoczonej fikuśną wyrafinowaną technologią z lepszych czasów; liczę, że jeszcze go pooglądamy i to nie popsutego). Niezłe było również wprowadzenie w nową przyszłość - powoli ujawniane (nie tak znów tajemnicze w erze zwiastunów i przecieków) tajemnice, mieszanka radości i smutku, nadziei i rozpaczy. (I wzmianka o nieudanym eksperymencie Gornów, podobne TOS-owe zabawy Tholian na myśl przywodząca, w roli przyprawy.) Trochę też szkoda Oriona z Andorianinem - robili za tło i podrzędnych antagonistów, ale jakoś się zdołali zaznaczyć. Odcinek z gatunku tych, którym dawało się kiedyś 2-2,5/4, ale ogląda się go chwilami - za sprawą wspomnianych dwu panów - znacznie przyjemniej, niż wynika z tej noty, choć ma także momenty przewleczone, brzydkie wizualnie i słabe. (Po raz pierwszy ujawniła się też kurtzmanowa słabość do błyskających neonami kosmicznych miast bezprawia.)

    "Far From Home"? Odcinek zmarnowanych szans, prawdę mówiąc. Owszem, otwierająca scena b. ładna (choć zabawne, że dowódca muuusi oprzytomnieć pierwszy), acz niepotrzebnie potem powtórzona. Owszem, ładnie Saru załogę (z której każda postać ma swój czas ekranowy) w kupie trzyma. Ale ogólnie filler, filler, filler, i to bezładny, nieprzemyślany. Wątek Stametsa - jak kiedyś resetta zauważyła - idiotyczny (niedawno prawie umierał, teraz do roboty goniony). Georgiou - cośmy znów z Dreamwebem wypunktowali - ładnie walczy, ale poza tym irytuje, szansa na zderzenie etyki terrańskiej z Federacyjną zostaje zmarnowana, jak wszystko właściwie. Bo to i Kal - kolejny believer - się pojawia, lecz zaraz ginie, i Tilly - powtórzę się - zupełnie nie po oficersku wypada - zamiast rozwoju postaci - zwój 😉 ; i PTSD Detmer, choć usilnie podkreślane, znaczenia nie ma, i z chemii na linii Cesarzowa-Linus nic nie wyniknie (nawet jeśli założyć, że poza kadrem mogli się przespać)... W sumie wiele rzeczy jest po nic, łącznie ze skałkami jak z "Avatara", lodem co statki żre, CGI-przesadą twardego lądowania, i wpadającą we wszystkie - tak lubiane przez Amerykanów - westernowe klisze sekwencją z tubylcami i Zarehem (niby sukinsynem z charyzmą, ale postacią też bez znaczenia, jak co do czego; choć protagonistów - raz drugi spojrzawszy - uwolnię jednak od zarzutu pogrania w jego sprawie źle; zostawili go lokalnej sprawiedliwości, nie ich wina, że tak łaskawą się okazała). I jeszcze niepotrzebne epatowanie szczątkowo-lelandowym gore, oraz kpiny z imienia Gene dochodzą. Tak, że finalne zjawienie się Michaśki z ulgą się wita, bo wiadomo, że już koniec.
    Ale, dobra, są dwie rzeczy do docenienia - programowalna materia (widać, że bazująca na zaawansowanej nanotechnologii) i - skopiowany z NEM - przenośny Transporter. (Aha, odnotować też trzeba, że pewną istotną rzecz b. odmiennie niż w AND rozegrano - tam tytułowy statek był cudem zamierzchłej techniki, pamiątką lepszych czasów, tu - co też pisałem - wyraźnie jest rzęchem, z tym, że niosącym zapasy dilitu - co istotne w przedstawionej sytuacji - i załogę - jak mamy wierzyć - ze znacznie lepszym organizacyjnym know how, niż zatomizowani potomni. No i że Tilly faktycznie się roztyła, a i Owo w nowej fryzurce zbrzydła.)

    Q__
    Uczestnik
    #243963

    Oglądania cd.

    "People of Earth". W sumie (mimo zgrzytów - synthehol produkowany przez replikator nie z tej epoki, mogący budzić wątpliwości wątek trillski - choć, że przy tej okazji przydała się bohaterom wiedza z Kuli to fajny smaczek, rozmiar statku Bookera - ostatnio miał być ogromny, teraz w hangarze NCC-1031 się mieści) klasyczny Trek, aczkolwiek wątek polityczny planety odcinka (tym razem - co odnotowania warte - Ziemia przyszłości za nią robi) potraktowany b. na skróty, i razi że to nasi bohaterowie - choć ledwo co z zamierzchłej epoki z archaicznym sprzętem przybyli - pierwsi zauważają rzeczy, których nikt nie zauważył, jakoś radzą sobie w starciu, choć tkwią w tysiącletniej balii itp. (Da się to bronić na poziomie symboli, że niby dzięki swojemu etosowi wolni od zaślepień potomnych, traktowane dosłownie jest b. wątpliwe). Jednak morał proimigrancki, a raczej prohumanitarny, z pozwalającą na oderwanie od doraźności inwersją a la "Black Panther" (reprezentantka izolacjonistów - i nieledwie rasistów/gatunkistów - ma ciemny kolor skóry; domagający się pomocy, i gotów wymuszać ją siłą - przeciwnie - b. jasny) wybrzmiewa dostatecznie czytelnie. Cieszy też, że Saru został w końcu kapitanem, ale osłabione to zostaje naturą tego awansu - zamiast odwołania do Flotowych procedur mamy coś na kształt - wspartej łaskawością Burnham - autoproklamacji. Skoro o Michaśce mowa - ładnie rozgrywany jest wątek "straconego" roku z jej życiorysu - fajne migawki, widoczna gdzieś między wierszami ewolucja psychologiczna (więcej luzu, humoru, trudności adaptacyjne, akt samowoli, niby robiący za recydywę jej najgorszych zachowań, ale jakoś inaczej, hanowato-malowato 😉 pokazany, i dobre efekty dający). Book - właśnie został zmarnowany; ledwie pojawił się i znika (a mógł stanowić ciekawy, w tradycji DS9-owsko-voyagerowej tubylczy dodatek do załogi). Georgiou - niby rzuca fajnym, autoironicznym, tekstem o grzybkach, niby fakt, że przybrała swoje ego w mundur admiralski bawi, niby odgrywa kluczową fabularnie rolę, ale głównie irytuje (Yeoh chyba się dobrze bawi, ale scenarzyści nie potrafią jej wykorzystać). Za to Stamets w rozmowach z Adirą wypada b. datowato, co ma swój urok. Nieźle wypadają też - przywodzące na myśl ORV "Living Witness" medytacje nad upływem czasu - scena z drzewem, ładnie pokazane - szkoda, że na przykładzie znów wychodzącej na słaby materiał oficerski Tilly - konsekwencje przeskoku o tyle epok dla psychiki, itd. No i odnotować należy sceny napraw, w których przewijają się robociki. Zasadniczo odcinek, który przeszedłby i w klasycznym ST dowolnej ery wpisując się w niższe standardy solidności, takie 3=/4 czy 6/10.

    "Forget Me Not". No, to jest wyższa szkoła jazdy. Jeden z tych epizodów po obejrzeniu których widz zaczyna mieć nadzieję, że Kurtzman nauczył się w końcu robić Treka (by zaraz boleśnie się rozczarować), bodaj najjaśniejszy punkt sezonu, odcinek zasługujący na uczciwe 3/4 w kategoriach ogólnotrekowych, choć pewne wątki rozgrywający nieortodoksyjnie, po DISCowemu.
    Wreszcie - nieco nBSGowska z ducha - eksploracja wpływu sytuacji na psychiki (i nie tylko) bohaterów (rozpoczęcie odcinka od dziennikowego wpisu Culbera wydaje się b. dobrym zagraniem). Sensowny pomysl Saru z koniecznością oszczędzania niedawno rannego Stametsa i podjęcia prób opracowania maszynowego interfejsu dla Spore drive (mogłyby z tego wyjść ciekawe dyskusje o podejściu mechanicystycznym i organicznym, niestety, skończyło się tylko na tym, że z Paula znowu wyszedł na chwilę pierwszosezonowy arogant - uśmiechnąłem się nawet na ten widok - i wpadł we wskazujące na to, że twórcy sami nie wiedzą, o czym mówią - rozważania o różnicach między ciemną materią, a materią egzotyczną grzybni). Polityka Trilli? - to najciekawszy element fabuły. Ma oczywiście MP rację, że przywódcy połączonych i ich świta wypadli bardzo tak sobie, na poziomie wolkańskiej TOS-owej cepeliady, ale dylematy przed którymi stoją, w tym kwestia symbiontów jako szansy również dla reszty kosmosu (co potencjalnie może oznaczać pójście w swoisty Trekowy transhumanizm) naszkicowane są - choć znów skrótowo - interesująco. Warto tu również odnotować, że scenarzyści, ukazując tamtejsze społeczeństwo w mało pochlebnym w sumie tonie, wydają się czerpać z fanowskiego HF. Również stamtąd zdaje się pochodzić łzawość scen z Ianem i Adirą (HFowi bohaterowie niehetero podobnie byli ukazywani), i sposób prezentacji wplywu połączenia na psychikę aktualnej nosicielki Tala - Jorian Dao się przypomina*. Obiad kapitański (czemu właściwie nie poczekano z nim na powrót Burnham?) - wygląda jak nieco wystawniejsza wizualnie kopia dawnych Trekowych bankietów, ale w jego postaci ujawnia się indywidualny styl Discovery właśnie, i to tym razem w pozytywnym znaczeniu, bo dobry efekt jego (i reszty wspólnych wysiłków kapitana z doktorem) pojawia się, ale po pewnym czasie, i nie tak łatwo jak w dawnym ST, wcześniej dochodzi do katharktycznej, na szczęście, ogólnej awantury. Do tego mamy kilka istotnych fabularnie, a nawet kanonicznie, momentów - jesteśmy świadkami rodzenia/ujawniania się Zory i procesu integracji psyche Trilla (oczywiście musimy oglądać to oczami M.B., która chwalona jest nad pojęcie, wysłana z kluczową misją - fakt, jest XO, prowadzić zwiady to jej robota - i choć chwilami nowa, znośniejsza, częściej jednak irytuje), dostajemy też nowe postacie (wspomniany Ian - którego samo istnienie w obecnej formie stanowi oryginalną cegiełkę w gmachu wiedzy 😉 o połączonych; Senna Tal też zasadniczo) i nowe mundury (nawet dwa - z XXXII wieku i z PIC). Odnotować też trzeba, że słowo macho przekroczyło już w pre-Kirkowych czasach granice płci, stając się określeniem typu osobowości po prostu (tak o sobie, nie bez autoironii, powie Detmer). I podwójny, albo i potrójny nod (w kierunku ENT, "Calypso", a może i ORV, jakim jest użycie starych filmów w roli czynnika integrującego załogę. Jak też inteligentnie - serio - ukazany paradoks, że załoga ta mimo swoich wewnętrznych kłopotów i rozterek - znów okazuje się nośnikiem idei zjednoczenia i nadziei dla innych. No i fakt, że zieleń planety Trilli b. ładnie wpisuje się w tradycje ziemskich scen z TNG i DS9, INS, pilota ORV** i kabiny Saru.
    Ech, było tak obiecująco. Czemu druga połowa sezonu okazała się tradycyjną równią pochyłą?

    * http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=8&topic=2575&page=1#msg296002

    ** Inspiracja którym poszła nawet dalej:
    http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4251&page=2#msg345261

Wyświetlanie 15 wpisów - od 676 do 690 (z 1,020 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram