Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
Jedyna nadzieja że Pikard posprząta cały ten bałagan.
Masz na myśli coś podobnego (w odniesieniu do postulowanej linii czasu DSC)?
Że zrobią coś takiego, że Disco stanie się niebyłe i nieważne od początku.
Były fan byłego Star Treka Q napisał:
Otóż czytając co głębsze analizy poświęcone "Discovery"* można zauważyć, że - co najmniej zdaniem części ich autorów - "DSC" ma być bardziej wyrafinowaną niż się zdaje, wywiedzioną z gender theory odpowiedzią na klasycznego "Treka" (czy też jego dopełnieniem). Stąd zamiast męskiego kapitana-herosa (Kirk, Picard) męski kapitan-villain (Lorca), zamiast skupienia na naukowej męskiej (wedle w/w teorii) logice - skupienie na emocjach (tak, łzawość, overacting, skłonność do szokowania, a nawet... brak logiki w fabułach ma być celowy i programowy; tak jak i pokazanie wolkańskich zasad w złym świetle - hipokryzja Sareka, logiczni ekstremiści, wolkańskie inspiracje pierwotnej, potępionej jako zła, decyzji Burnham), zamiast twardej fizyki - miękka biologia (grzybki).
Problem jest taki:
Trzeba najpierw udokumentować głosy chwalące Discovery z powodów awangardowych bo nikt w to nie uwierzy. W drugim etapie należy udokumentować samą obecna awangardę, bo jest utrzymywana w tajemnicy. I się trzeba narobić aby parę zdań powiedzieć. Mnie się nie chce i tu jest moja zbrodnia przeciw ludzkości.
Towarzysz Lenin objawił prawdę taką, że rewolucja składa się z etapów. Każdy etap ma swoje prawdy, cele, środki, metody. Po przejściu do następnego etapu prawda poprzedniego staje się kłamstwem itd. I nie jest tak, że jak przekażesz następną prawdę kolejnego etapu to się ucieszą. Nie powiedzą: o fajnie że przekazałeś nasze poglądy, o których jeszcze nie wiemy. Z agresją się spotkam a mnie się nie chce. Najprościej jest poczekać aż nowy etap do nas dotrze. [1]
2. Jak łatwo utopia TNG zamieniła się w dysutopie Disco. Przy czym nikt tym ręcznie nie sterował, mamy przed ślepiami obraz spontanicznego procesu społeczno-kreatywnego. Tym by się trzeba było zająć i to jest pasjonujące. Kto im kazał?
Przypisy:
1. Ileż się uszarpałem z tezą
Gdy kobieta osiąga orgazm z mężczyzną, kolaboruje z systemem patriarchalnym, erotyzując tylko opresję, której ulega
2. https://forum.lem.pl/index.php?topic=157.msg87038#msg87038
Discovery nie nadąża za trendami obecnymi a powinien pokazywać trendy przyszłe dlatego następujące problemy powinny zostać poruszone:
1. Parytety w myśl zasady: w kopalniach i przedszkolach ma być po 50% dlatego połowa górników idzie bawić dzieci w przedszkolu a połowa przedszkolanek idzie łomotać kilofem do kopalni.
2. Problemy wynikłe z sytuacji typu: dziadek identyfikuje się jako nastolatka i dlatego występuje w szkolnej drużynie koszykówki dziewcząt.
Tilly np. mogła by się identyfikować jako rdzeń WARP i statek nigdzie nie będzie mógł lecieć.
Trzeba najpierw udokumentować głosy chwalące Discovery z powodów awangardowych
Tam, skąd cytowałeś (czyli na Lem.pl, a jeszcze wcześniej na ST.pl, mówiąc nawiasem) przykład takiej recenzji (jeden, bo leń jestem 😉 ) podałem:
https://them0vieblog.com/2019/03/06/too-emotional-interstellar-star-trek-discovery-captain-marvel-and-the-re-gendering-of-science-fiction/
(Dodam tu, że tekst ten lubię, bo dał mi głębszy wgląd w perspektywę kogoś, kto Discovery ceni*, a prawdopodobnie i w myślenie twórców w/w serii.)
* Tj. pierwszy sezon, mówiąc precyzyjnie:
https://www.escapistmagazine.com/v2/discovery-brought-star-trek-to-the-present-by-embracing-its-forgotten-psychedelic-roots/
Bo na drugim wiesza już psy za brak odwagi:
https://www.escapistmagazine.com/v2/star-wars-star-trek-doctor-who-turn-back-time-need-move-forward/
A poza przytoczonym napisałem też:
Czyli być może tam gdzie widzimy /.../ partactwo, tam - tak naprawdę - mamy do czynienia z awangardą (co tłumaczy pochwały krytyków). Ale, choć lubię awangardę w "Treku" ("TMP"**, bigconceptowe fabuły Menosky'ego), nie umiem pochwalić poświęcenia sensu w imię filozoficznej teorii (jak chcą subwertować męskie myślenie - jestem za, ale niech to robią z subtelnością Le Guin, niech wskazują ile w teoretycznie rozumowych opiniach emocji, uprzedzeń i przedustawnych założeń, a nie walą widza po łbie - nonsensem***).
** Gdzie zresztą prawda emocji wygrywała z prawdą bezdusznej analizy danych.
*** Co w sumie i dla kobiet jest obraźliwe, bo bazuje na seksistowskim pojęciu kobiecej logiki, tylko na sztandary je bierze.
I tu możemy gładko przejść do tego, co jest moim głównym problemem z Discovery. A nie jest nim to, że awangarda, ani - tym bardziej, że lewica, tylko, że - jeśli wierzyć poświęconemu pierwszemu sezonowi tekstowi linkowanego recenzenta - Kurtzman i spółka uznali Treka za nieuleczalny kicz i postanowili zabawić się tym kiczem (nawet pogłębiając jego kiczowatość) w ramach swoich eksperymentów. Tymczasem stanowczo wolałbym, żeby starali się ST z tego kiczu oskrobać, podnosząc go na poziom zbliżony do Lema i Le Guin (a minimum trzymali się poziomu TNG). Choć nie sądzę by mieli dość talentów po temu.
Tym by się trzeba było zająć i to jest pasjonujące.
Najbardziej pasjonujące jest (IMHO) to, że DISCO stanowi odbicie mód intelektualnych obecnego Hollywoodu, czyli nie tylko współczesnej lewicowości, ale i pesymizmu wynikłego ze zwycięstwa Trumpa* i ogólnej niewiary w przyszłość**, czy quasi-religijnej wiary w hipotezy realnego Stametsa.
* Teraz wygrał Biden, więc może im to przejdzie?
** Podczas gdy Roddenberry to lewica tradycyjna, uwodząca jasną, pokrewną "Obłokowi Magellana", wizją tejże.
Tylko że DISCO ta nowoczesno-genderowość średnio wyszła. Bo wygląda na wpychaną na siłę, a jednocześnie po łebkach, jak to gość na EAS napisał - takie odhaczanie: geja daliśmy, osobę transpłciową daliśmy, osobę niebinarną daliśmy, check, check, check, tylko fabularnie niewiele z tego wynika (poza Stametsem który jakoś tam się pokazał i zabłyszczał tu i tam).
TOS miał białego maczo kapitana, a i tak kobiety chwaliły, bo miał w załodze kobietę i to czarnoskórą. Że zwykle sprowadzaną do roli telefonistki to inna sprawa. I kobiety do dziś lubią oglądać TOS, ze względu na historie, ale też nie ukrywają (nietrudno znaleźć takie wypowiedzi w sieci) że lubią popatrzeć na klatę Kirka albo na chłodną elegancję Spocka. Tak jak mężczyznom hetero "nie przeszkadzają" tamtejsze odsłaniające nogi damskie mundury. Ale jedno i drugie to taki dodatek, eye candy, a nie coś, co faktycznie do serialu przyciąga.
Discovery chciał być bardziej postępowy niż z założenia i tak postępowa reszta tego universum. I chyba się w tym pogubił. Z tym że, żeby była jasność, jak dla mnie może w załodze nie być ani jednej osoby hetero, byle historie się broniły. A te kuleją.
I jednak warto spojrzeć, o ile naturalniej wypadło w Orville wprowadzenie homoseksualno-jednopłciowych Moclan. W sumie jakby zrobili spinoffa o statku mającym w 100% moclańską załogę, to właśnie wyszedłby taki serial, o jakim pisałem akapit wcześniej.
Tylko że DISCO ta nowoczesno-genderowość średnio wyszła. Bo wygląda na wpychaną na siłę, a jednocześnie po łebkach, jak to gość na EAS napisał
Sądzę, że zemściła się wzmiankowana pogarda dla materiału źródłowego - skoro zauważamy w Treku głównie barwną szmirę, to i sami szmirowato będziemy go kręcić, uznając każdy doklejony do niej postępowy czy grzybowy wątek za tak niebotyczne jej uwznioślenie, że dalej wysilać się nie musimy. (Stąd, siłą rzeczy, zamiast ścigać się z TNG czy DS9, wystartowali z poziomu zbliżonego do słabszych odcinków ENTka, w którym również sporo źle pojętej TOSowości było.)
[Ale to w pierwszym, IMHO najznośniejszym jeszcze jako całość sezonie. Potem faktycznie skapitulowali cokolwiek przed fanami - i tu mamy nawet (relatywnie) niezły, a przy tym dość konserwatywnie Trekowy początek drugiego sezonu. By w końcu się pogubić i zejść do poziomu chaotycznej akcyjnej papki w drugiego sezonu końcówce. A potem fundnąć nam b. nijaki sezon trzeci.]
Jasne tym strzelają sobie sami w stopy (i wyżej 😉 ). Poza tym - słabo znając historię ST - nawet nie wiedzą kiedy wyważają otwarte drzwi (zapominając np., że Dax też była transgenderowa).
poza Stametsem który jakoś tam się pokazał i zabłyszczał tu i tam
Ale i on jest nieco zmarnowany. Raz - za bardzo szli z nim w stereotyp łzawego, delikatnego, geja (nie oni pierwsi, twórcom fanowskiego HF to samo się zdarzyło). Dwa - o ile podkreślając jego orientację byli - mimo wszystko - odważni, o tyle w innym zakresie im tej odwagi zabrakło - jak już tworzymy postać uczonego-szamana, któremu grzybnia szepcze do ucha najskrytsze sekrety Multiversum*, to należy na tym wątku jechać, pogłębiać go, a nie wprowadzać chłopa, który zachowuje się jak naćpany psylocybiną bez odwagi dopowiadania, że właśnie o ów grzybowy trans chodzi.
* Jasne, starzy scjentyści, jak Roddenberry czy Lem łapaliby się za głowy widząc taki wątek, ale mnie on w SF, jako eksperyment myślowy, nie przeszkadza.
jak dla mnie może w załodze nie być ani jednej osoby hetero, byle historie się broniły.
Jak dla mnie - też 🙂 .
A teraz studia interdyscyplinarne:
https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1098817,mandalorian-vs-discovery-dwa-oblicza-kultury-popularnej
Porównanie Discovery z Mandalorianinem.
W swoim czasie seriale te wychodziły równolegle i była inba na Nowym Ekranie, gdzie Adam Siennica dawał recenzję Mando od razu po paru godzinach, a Disco po paru dniach. Widać nie dawał rady na trzeźwo i musiał dojść do siebie.
Trzeba czytać do końca.
Trzeba czytać do końca.
Ale stawiasz tam pytanie retoryczne (z domyślną odpowiedzią w Twoim avatarze 😉 ), czy mamy analizować przewagi bohaterów sympatycznych i posiadających jakąś tam osobowość, nad zbyt często niesympatycznymi i bez właściwości, niewolniczego, ale jednak, trzymania się estetyki oryginału nad bolesnym dla oka z nią zrywaniem, aideologicznej przygody nad nieudolnie sączonymi (zacnymi per se) morałami, scenariuszy słabych nad scenariuszy kompletnym brakiem, znajomości (może nie podszytej refleksją nad nim, jednak zauważalnej) materiału źródłowego nad pogardą dlań, aktorstwa rzemieślniczo poprawnego nad przeszarżowanym, a tanim, melodramatyzmem, itd.? 😉
Eh, no więc przysiadłem i zacząłem oglądać te póki co niewidziane 4 ostatnie odcinki 3 sezonu DSC. Na początek Terra Firma 2, powiem szczerze że było lepsze od jedynki, ale mam nadzieję że to już definitywne pożegnanie z mirror universem w tym serialu. Moim zdaniem twórcy kompletnie nie czują, jak się ten alternatywny świat powinno pokazywać. Starają się na poważnie, a wychodzi śmiesznie.
Taka rzecz mnie zastanawia, to znaczy ja wiem gdzie DSC ma kanon, ale... Cesarzowa została wysłana w czasy, gdy mirror i prime universe jeszcze się nie rozdzieliły. Czyli dokładnie kiedy? W "In a Mirror, Darkly" Phlox porównywał historię literatury z obu światów, wspominał m.in. Shakespeare'a, i podział już wtedy istniał... To co ona za przeproszeniem będzie robić, jak ją Guardian wrzucił w jakieś średniowiecze czy cóś? Poza tym, że na dobrą sprawę mogłaby zostać jakąś despotką, a tym samym zmienić naszą historię, i jeszcze w efekcie zrobić z prime'a mirror..
Mirror to jest pomysł na 1 czy 2 odcinki. Jak zaczynasz grzać temat to wychodzą wszystkie absurdy logiczne.
Dreamweb said
Cesarzowa została wysłana w czasy, gdy mirror i prime universe jeszcze się nie rozdzieliły. Czyli dokładnie kiedy?
Nie tyle nie rozdzieliły, ile były bliżej siebie, więc może to być swobodnie XXIII, a nawet - jak niektórzy spekulują - XXIV wiek...
Smok Eustachy said
Mirror to jest pomysł na 1 czy 2 odcinki.
Bo to pomysł komiksowy (dosłownie i w przenośni), a Trek jednak SF z ambicjami zwykle usiłował być...
O ja cię kręcę http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=2&topic=4120&page=0
Dywagacje że Orville nietrekowy będzie a Discovery trekowy. O słodka naiwności, o lelum-polelum.
Mirror to jest pomysł na 1 czy 2 odcinki. Jak zaczynasz grzać temat to wychodzą wszystkie absurdy logiczne.
To samo pisałem za starych phoenixowych czasów. 🙂 Poza tym to jest temat z przymrużeniem oka - takie "co by było, jakby "nasi" byli źli". TOS pokazał to dobrze, ENT też. W DS9 odcinki mirrorowe mnie zanudziły i do nich nie wracam. A DSC po prostu z tym przegiął. Raz, że chcieli być z tym śmiertelnie poważni, a to się nie da, bo już same założenie wszechświata równoległego, gdzie wszyscy nazywają się i wyglądają tak samo, tylko poszli na ścieżkę łotrowską, jest z zasady niepoważne. Po drugie, faktycznie za długo to ciągnęli - a im dłużej na to patrzysz, tym bardziej zaczyna przeszkadzać, że to się przecież kupy nie trzyma, że taka flota, w której każdy co chwila każdego zdradza i wbija mu nóż w plecy, to by się rozpadła dużo szybciej, niż według DS9 się to w końcu stało.
Smok Eustachy said
O słodka naiwności, o lelum-polelum.
Cóż, trailery DISCO błyszczały niezgorszymi kosmicznymi CGI, i ponuralizmem, który mógł ujść za realizm. Mieli prawo się łudzić...
Dreamweb said
TOS pokazał to dobrze, ENT też. W DS9 odcinki mirrorowe mnie zanudziły i do nich nie wracam.
No, ja znów - jak już pisałem za phoenixowych czasów 😉 - wolałem poważniejsze DS9-owskie podejście (do niepoważnego, per se, tematu), od jawnej komiksowości w TOS-ie i ENT...
A DSC po prostu z tym przegiął.
Z zachodnich recenzji wynika, że miała być w tym metoda. Oto bowiem najpierw bohaterowie oglądają paskudną klingońską zamordystyczną ksenofobię, a potem z jeszcze większą zgrozą odkrywają, że ich sobowtóry (czyli, poniekąd, oni sami) mogą być zdolne do takich samych (albo i gorszych) rzeczy. (Rzecz jasna chodziło o odniesienie się tym sposobem do wiadomych zjawisk ze współczesnej amerykańskiej polityki.)
to by się rozpadła dużo szybciej, niż według DS9 się to w końcu stało.
Doszliśmy kiedyś z Madame Picard do wniosku (zanim jeszcze DISCO powstało), że tak, że Terran Empire (i to jeszcze to z klasycznych Treków) nie miałoby prawa istnieć, że wszyscy by się tam ekspresowo powyrzynali, o czym też już wspominałem. (Dlatego zresztą mój mirror Xon parł w sesji RPG do szybkiej morderczo-samobójczej konfrontaciji.)
