Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
Oby, oby... thank you Netflix, keep up the pressure.
Twin sisters... Tym razem poprzeczka absurdu poszybowała w górę, że hej. 😀 To niewiarygodne, ale zdołali przebić nawet space radar. 😛 Mocarne te grzybki. 😉
Zdaje się, że tzw. Klingon Controversy właśnie się kończy...

Tak, to jest L'Rell. (I nawet ładne, acz kulawe, wyjaśnienie o Klingonach golących głowy na czas wojny - niby czcząc w ten sposób Kahlessa - do tego dołożyli.)
Na to bym nie liczył. Ona wygląda jakby głowę do ula wsadziła... Za dużo botoksu. Paradoksalnie włosy do tego designu niezbyt pasują. Dodając je powinni również poprawić cały make-up. Innymi słowy wyszło jak zwykle, czyli mizernie. Tyle dobrego, że pod wpływem zmasowanej krytyki zaczęli się uginać.
Ona wygląda jakby głowę do ula wsadziła... Za dużo botoksu.
Albo zwyczajnie dziewczyna na państwowym stołku się utuczyła ;).
Przy czym warto odnotować najlepszego mema, jakim w/w redesign obrodził:

Albo zwyczajnie dziewczyna na państwowym stołku się utuczyła ;).
W takim razie musiała żywić się ludzkimi scenarzystami, zwłaszcza tymi porządnymi. 😛
Calkiem przykre jest to, że scenarzyści ugięli się pod presją fanów powracając do poprzedniego wizerunki Klingonów. L'Rell wygląda fatalnie. Szkoda, bo byłem dość sporym entuzjastą zmian w szeroko rozumianej klingonskiej estetyce.
Ja, prawdę mówiąc, mam mieszane uczucia. Nie byłem przeciwnikiem idei czynienia Klingonów (i nie tylko) bardziej obcymi, natomiast realizacja tej idei w DSC, szczerze powiedziawszy, nieszczególnie mi podchodziła (jeśli już reBootować, to porządnie, robiąc skok jakościowy jakim TMP na tle TOS-u było, dlatego solidnie odnowieni Klingoni powinni wyglądać +/- jak Kroganie, tyle, że pochodzący od gadów pancernych), to była kosmetyczna - a więc w sumie zbyteczna - zmiana, której hejtogenny potencjał przewidzieć łatwo się dawało. To jedna sprawa.
Druga jest taka, że cieszy mnie tryumf fanów nad CBS-em (tak po prostu, bo sam też fanem jestem), ale zarazem mam świadomość ciemniejszej strony tego zwycięstwa - twórcza swoboda nie powinna chodzić na smyczy, a czy tę smycz trzymają korporacyjni bossowie i księgowi, czy fandom, nie stanowi wielkiej różnicy. (Inna sprawa, że twórcy Discovery nie błysnęli dotąd talentem z gatunku tych, które więzy zrywają. Nowych Roddenberrych, Lucasów, Straczynskich, między nimi nie widzę.)
Natomiast śmieszy mnie trochę to, że w/w kontrowersja wyszła niniejszym na wielką awanturę o... włosy. I jak mamy teraz samych siebie, jako Trekerów, traktować poważnie...
Cóż, ja generalnie twierdzę od początku, że najwazniejsza w tym wszystkim jest historia. Ale jak wyszło to sami wiemy i nie ma co dodawać gdyż powiedziane zostało już chyba wszystko. Ale jednego czego chic w małym stopniu bym oczekiwał od twórców to konsekwencja. Owszem, fabularnie można wyjaśnić wszystko w lepszy czy gorszy sposób. Wiemy jednak czemu te zmiany są podyktowane. Można przecież by opisać pochodzenie Klingonów na swój autorski sposób,to byłoby ciekawe. Ale postanowiono zrobić jednak dobrze tym których przekonać do nowego się nie da. Owszem, wizualnie starzy Klingoni są fantastyczni. Ale jestem wielkim fanem opisywania tego co już znamy w nowy sposób. Czego najlepszym przykładem było nBSG. Czy tam krzyczano, że tknieto i zmieniono święta relikwię sprzed dekad? A zawsze tak jest w przypadku Star Treka.
Dopóki nie zobaczę nowego sezonu mimo wszystko mam nadzieję, że większość popełnionych błędów zostało naprawionych.
Natomiast śmieszy mnie trochę to, że w/w kontrowersja wyszła niniejszym na wielką awanturę o... włosy. I jak mamy teraz samych siebie, jako Trekerów, traktować poważnie...
Mów za siebie. 😉 Ja tam nie zamierzam zaprzestawać krytyki aż do chwili, w której zobaczę na ekranie Klingonów a nie jakieś żałosne karykatury. Keep up the pressure! Tym razem CBS umoczy własne pieniądze, więc może i wnioski wyciągną głębsze. Ten sezon to ich ostatnia szansa.
Czy tam krzyczano, że tknieto i zmieniono święta relikwię sprzed dekad?
Pojedyncze głosy się podnosiły. Przy czym mam wrażenie, że jeśli nowe jest zarazem wybitne i fajne dla szerszej widowni (jakkolwiek tę wybitność i fajność zdefiniować), to jego akceptacja (czy to na starcie, czy z czasem), jest większa.
A zawsze tak jest w przypadku Star Treka.
Prawda - i uderza to zarówno w zmiany trafione, jak i nietrafione (niezależnie od tego, które nowości uznamy za które 😉 ) - dowodem percepcja TMP, a także początkowy odbiór TWoK i TNG przez sporą część fandomu. Z drugiej strony co najmniej TWoK i TNG zauważalny procent Trekerów do siebie z czasem przekonały (stając się dla wielu bodaj bardziej wzorcem Treka niż TOS), a i o TMP można to chyba powiedzieć (bo niby ma głośną grupę przeciwników, ale zarobił - gdy brać poprawkę na inflację - lepiej niż produkcje Abramsa). Znaczy: co dobre jednak z czasem się przebija (czego i co bardziej trafionym elementom DSC życzę*).
* I co chyba już ma miejsce: zauważmy, że tacy np. Saru i Tilly są raczej lubiani.
Mów za siebie. 😉
Mówię, ale... jakby to powiedzieć... robisz za przykład potwierdzający słuszność mojej tezy 😉
Mówię, ale... jakby to powiedzieć... robisz za przykład potwierdzający słuszność mojej tezy 😉
No to nie rozumiesz własnej tezy. 😛
Twoja teza opiera się na fałszywym założeniu, że jedyną krytykowaną cechą Disco Klingonów był brak owłosienia a tym samym, że awantura już się zakończyła. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej.
Zatem nie zrozumiałeś mojej myśli (być może nie sformułowałem jej dość jasno 😉 ), a więc doprecyzuję: brzmi ona tak, że zauważalna część fandomu ST jest b. niechętna wszelkim zmianom czy nowościom, i to do tego stopnia, że z powodu byle włosa/włosów będzie wszczynać wojny, co odbieram jako niepoważne.
(Przy czym, by była jasność, mówię to abstrahując od kwestii Discovery i jakości tej serii, bo da się przywołać - podpierając rzecz b. konkretnymi linkami czy skanami artykułów z prasy - identyczne reakcje na różne elementy odbieranych dziś jako b. klasyczne inkarnacji Treka*.)
* Oczywiście rozróżniam krytykę uzasadnioną i zaślepiony hejt. By wyjść poza nasze podwórko: rozumiem np. sporo zarzutów stawianych najnowszej inkarnacji "Ghostbusters", i pod wieloma z nich bym się podpisał, bo nie jest to dobry film. Uznaję za uprawnione głosy krytykujące sam fakt reBootowania w/w marki (bo tak jak np.Lo'Rel lubi restarty, tak kto inny ma prawo ich nie trawić, albo być nimi zmęczony, różne są gusta). Natomiast krzyki o rujnowaniu dzieciństwa (serio? kręciło się całe wokół jednej produkcji?) czy o tym, że baby wprowadzili w moim przekonaniu ośmieszają tylko krzyczących.
