Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
Stosując Twój sposób rozumowania można by stwierdzić, że nie ma nic głupiego w gadających nadajnikach, bo przecież mogły być projektowane z myślą o zwykłych, pokojowych misjach.
I dokładnie tak jest. Można tak stwierdzić.
Rozsądny widz jest w stanie wytłumaczyć sobie niemal każdą durnotę zaserwowaną przez głupawego scenarzystę. Nie w tym jednak rzecz. To scenarzysta odpowiada za jakość scenariusza i to on jest z tej jakości rozliczany.
Nie no, rozsądny widz przede wszystkim będzie rozumiał, że zadaniem scenariusza jest przedstawienie dobrej historii. Jakość scenariusza można przez to rozpatrywać na różne sposoby i często subiektywnie. To, co nazywasz durnotami, towarzyszy tworzonym historiom od zarania dziejów i one nie wynikają tylko z niedopatrzeń czy głupoty, czasem to świadomy wybór, by poprowadzić historię dalej. Deus ex machina to jedna z tych "durnot".
Wyobrażasz sobie sytuację, w której kupujesz książkę zawierającą kilka pustych rozdziałów z adnotacją "Do samodzielnego wypełnienia..."?
Ależ są tego rodzaju książki. Oczywiście bez pustych kartek. Filmy i seriale też. To tzw. historie z otwartym zakończeniem.
I dokładnie tak jest. Można tak stwierdzić.
Naturalnie, że można tak stwierdzić. Można również nagadać bzdur o niezwykłej inteligencji Burnham, by w kluczowym momencie sprowadzić ją do poziomu ameby. Wiesz co ja zrobiłbym na miejscu naszej superbohaterki, gdybym nie miał czasu na przeprogramowanie nadajnika? Wymontowałbym lub uszkodził głośniki... Pewnego poziomu głupoty nie należy przekraczać, bo można narazić się na śmieszność. Scenarzyści STD przekroczyli tę granicę wielokrotnie...
Nie no, rozsądny widz przede wszystkim będzie rozumiał, że zadaniem scenariusza jest przedstawienie dobrej historii. Jakość scenariusza można przez to rozpatrywać na różne sposoby i często subiektywnie. To, co nazywasz durnotami, towarzyszy tworzonym historiom od zarania dziejów i one nie wynikają tylko z niedopatrzeń czy głupoty, czasem to świadomy wybór, by poprowadzić historię dalej. Deus ex machina to jedna z tych "durnot".
Rozsądny widz rozumie przede wszystkim, że podstawowym elementem dobrej historii jest jej logiczna spójność w ramach zasad obowiązujących w wykreowanym świecie. Konieczność odwołania sie do Deus ex machina jest zwykle ostatnią deską ratunku dla autora, który sam zapędził się w kozi róg. Świadczy tym samym niezbyt pochlebnie o jego wyobraźni. Jeśli do tego koncepcja takiej boskiej interwencji jest wewnętrznie niespójna, to jej autor zasługuje wyłącznie na potępienie.
Ależ są tego rodzaju książki. Oczywiście bez pustych kartek. Filmy i seriale też. To tzw. historie z otwartym zakończeniem.
Otwarte zakończenie nie ma nic wspólnego z dziurawą historią.
Jeszcze w temacie skuteczności maskowania... Wróćmy do korzeni, czyli do TOS "Balance of Terror". Wyraźnie tam pada z ekranu, że zamaskowanego Warbirda wykrywa bez trudu (w momentach, w których się tenże przemieszcza) zwykły (powiedzmy: zwykły jak na XXIII wiek 😉 ) detektor ruchu Enterprise'a. Czyli nawet dekadę później (zakładając jednolitość linii czasu) to, ponoć lepsze, romulańskie, maskowanie nie było idealnie szczelne. W świetle tego czepianie się tej wykrytej sygnatury nie ma szczególnego sensu.
Jeszcze w temacie skuteczności maskowania... Wróćmy do korzeni, czyli do TOS "Beyond of Terror". Wyraźnie tam pada z ekranu, że zamaskowanego Warbirda wykrywa bez trudu (w momentach, w których się tenże porusza) zwykły (powiedzmy: zwykły jak na XXIII wiek 😉 ) detektor ruchu Enterprise'a. Czyli nawet dekadę później (zakładając jednolitość linii czasu) to, ponoć lepsze, romulańskie, maskowanie nie było idealnie szczelne. W świetle tego czepianie się tej wykrytej sygnatury nie ma szczególnego sensu.
Że jak? 😮 Ja się nie czepiam wykrytej sygnatury. Kwestionuję natomiast sens akcji na orbicie Pahvo a tym samym sens dręczenia Stametsa.
Wiesz co ja zrobiłbym na miejscu naszej superbohaterki, gdybym nie miał czasu na przeprogramowanie nadajnika? Wymontowałbym lub uszkodził głośniki... Pewnego poziomu głupoty nie należy przekraczać, bo można narazić się na śmieszność. Scenarzyści STD przekroczyli tę granicę wielokrotnie...
I jakie ta scena miałaby znaczenie dla odcinka? Jak bardzo bohaterka uszkadzająca urządzenie odciągałaby uwagę od właściwego wątku? Każdą scenę, która budzi Twoje wątpliwości, dałoby się tak potraktować - coś dodać, zmienić, wyjaśnić - ale to by sprawiło, że fabuła byłaby po prostu zagracona i mało czytelna. To, że coś Ci wydaje się głupie, nie musi wynikać z głupoty czy nierzetelności. Często to celowy wybór, czasem konieczność, bo sceny można nakręcić w taki a nie inny sposób, coś trzeba wyciąć itp. Więc nie wyrokuj, kto jest głupi. Za głupie możesz uznać pomysły i wykonanie, a i tu nie musisz mieć racji, bo na jeden sam znalazłeś sensowne wytłumaczenie.
Rozsądny widz rozumie przede wszystkim, że podstawowym elementem dobrej historii jest jej logiczna spójność w ramach zasad obowiązujących w wykreowanym świecie.
Tak, ale czy każdy detal wynikający ze skrótu w fabule czy nawet braku przemyśleń tę spójność niszczy? Nie, bo to detal, często na całość niemający wielkiego wpływy, co najwyżej psujący wrażenie. Pewnie, są rzeczy w Discovery, które i ja bym chciał, żeby rozwiązano inaczej, mądrzej. Ale wśród podstawowych elementów dobrej historii są też inne, np. postacie, ich relacje, ciekawe wątki. I dla mnie to dużo ważniejsze np. od tego, jak wykryto Klingonów.
Konieczność odwołania sie do Deus ex machina jest zwykle ostatnią deską ratunku dla autora, który sam zapędził się w kozi róg. Świadczy tym samym niezbyt pochlebnie o jego wyobraźni. Jeśli do tego koncepcja takiej boskiej interwencji jest wewnętrznie niespójna, to jej autor zasługuje wyłącznie na potępienie.
Nie, nie zasługuje, bo to jakby potępiać kubistę za to, że jego obraz jest nierealistyczny. Jakoś z reguły nie potępia się autorów dramatów greckich za brak logiki. Dlaczego? Bo to nie logiczne zakończenie akcji było tam celem. Jeśli taki cel założysz, to się bardzo rozczarujesz. Tak samo, jak gdy założysz, że w Star Treku celem jest ukazanie logicznego działania urządzeń i technologii.
Że jak? 😮 Ja się nie czepiam wykrytej sygnatury. Kwestionuję natomiast sens akcji na orbicie Pahvo a tym samym sens dręczenia Stametsa.
Czekaj czekaj... Wiemy, że maskowanie idealnie szczelne nie jest (jak nie ruch da się wykryć, to sygnaturę energetyczną statku wykonującego manewr dużych ilości tejże energii wymagający, bo takim jest "lot" w Warp), mimo to widzieliśmy w w/w "Balance..." jak się Kirk z jednym (!) zamaskowanym Warbirdem namęczył (i to Kirk, co wyrastał właśnie na legendę, najlepszego z najlepszych, itd., więc gorszy kapitan - taki Styles na przykład - w ogóle by szans nie miał), widzieliśmy też - gdy Gagarin ginął - co znaczy móc niby coś tam wykryć, ale wykryć za mało (jeden ruch może zamaskować inny ruch, sygnatura mocniejsza - słabszą). Więc nie, jeśli to co w okolicach Pahvo robiono miało uczynić zamaskowane jednostki w pełni widocznymi, to męczyć Stametsa był sens jak najbardziej.
Czekaj czekaj... Wiemy, że maskowanie idealnie szczelne nie jest (jak nie ruch da się wykryć, to sygnaturę energetyczną statku wykonującego manewr dużych ilości tejże energii wymagający, bo takim jest "lot" w Warp), mimo to widzieliśmy w w/w "Balance..." jak się Kirk z jednym (!) zamaskowanym Warbirdem namęczył (i to Kirk, co wyrastał właśnie na legendę, najlepszego z najlepszych, itd., więc gorszy kapitan - taki Styles na przykład - w ogóle by szans nie miał), widzieliśmy też - gdy Gagarin ginął - co znaczy móc niby coś tam wykryć, ale wykryć za mało (jeden ruch może zamaskować inny ruch, sygnatura mocniejsza - słabszą). Więc nie, jeśli to co w okolicach Pahvo robiono miało uczynić zamaskowane jednostki w pełni widocznymi, to męczyć Stametsa był sens jak najbardziej.
gorszy kapitan - taki Styles na przykład...
Gorszy, czyli głupszy? Bacz byś nie został posądzony o wyrokowanie. 😉
I jakie ta scena miałaby znaczenie dla odcinka? Jak bardzo bohaterka uszkadzająca urządzenie odciągałaby uwagę od właściwego wątku? Każdą scenę, która budzi Twoje wątpliwości, dałoby się tak potraktować - coś dodać, zmienić, wyjaśnić - ale to by sprawiło, że fabuła byłaby po prostu zagracona i mało czytelna. To, że coś Ci wydaje się głupie, nie musi wynikać z głupoty czy nierzetelności. Często to celowy wybór, czasem konieczność, bo sceny można nakręcić w taki a nie inny sposób, coś trzeba wyciąć itp. Więc nie wyrokuj, kto jest głupi. Za głupie możesz uznać pomysły i wykonanie, a i tu nie musisz mieć racji, bo na jeden sam znalazłeś sensowne wytłumaczenie.
Tak, ale czy każdy detal wynikający ze skrótu w fabule czy nawet braku przemyśleń tę spójność niszczy? Nie, bo to detal, często na całość niemający wielkiego wpływy, co najwyżej psujący wrażenie. Pewnie, są rzeczy w Discovery, które i ja bym chciał, żeby rozwiązano inaczej, mądrzej. Ale wśród podstawowych elementów dobrej historii są też inne, np. postacie, ich relacje, ciekawe wątki. I dla mnie to dużo ważniejsze np. od tego, jak wykryto Klingonów.
Nie, nie zasługuje, bo to jakby potępiać kubistę za to, że jego obraz jest nierealistyczny. Jakoś z reguły nie potępia się autorów dramatów greckich za brak logiki. Dlaczego? Bo to nie logiczne zakończenie akcji było tam celem. Jeśli taki cel założysz, to się bardzo rozczarujesz. Tak samo, jak gdy założysz, że w Star Treku celem jest ukazanie logicznego działania urządzeń i technologii.
Fragment wypowiedzi, który zacytowałeś poprzedzony był zdaniem "Rozsądny widz rozumie przede wszystkim, że podstawowym elementem dobrej historii jest jej logiczna spójność w ramach zasad obowiązujących w wykreowanym świecie.". Nie twierdzę zatem, że urządzenia czy technologie przedstawiane w serialu powinny być realistyczne. Twierdzę natomiast, że powinny być spójne "w ramach zasad obowiązujących w wykreowanym świecie". Twój kubistyczny przykład nijak ma się zatem do mojego komentarza, gdyż obrazy kubistów charakteryzują się doskonałą (nieomal matematyczną ;)) spójnością. Deus ex machina jako środek prowadzenia narracji przypomina w pewnym sensie artystyczną bombę atomową. Posługiwanie się nim wymaga zatem ogromnego wyczucia i jeszcze większej odpowiedzialności. Ktoś kto tego nie rozumie bez wątpienia zasługuje na potępienie...
Przeprowadziłeś ciekawą analizę.
Dziękuję ;).
Błędne jednak wyciągnąłeś z niej wnioski.
Wnioski to słowo-klucz w tym wypadku, u Ciebie natomiast widzę głównie spekulacje i domniemania.
Zacznijmy od tego:
W "Balance of Terror" mieliśmy do czynienia z klasycznym pojedynkiem, walką jeden na jednego. W "Si Vis Pacem, Para Bellum" Klingoni posiadali natomiast znaczącą liczebną przewagę nawet po przybyciu Discovery.
Fetyszyzujesz tu wyraźnie przewagę liczebną Klingonów, a przecież - niestety, Manuala DSC nie wydali - nie znamy siły ognia (ani osłon) uczestniczących w starciu z "Si Vis Pacem..." jednostek, więc nie wiemy ile ona w praktyce warta.
Taktyczna pozycja Discovery od początku starcia była dramatycznie osłabiona koniecznością obrony oraz poważnymi uszkodzeniami Gagarina (nie działający napęd warp). Innymi słowy mieliśmy tu do czynienia ze zręczną pułapką.
Jw. - nie znając osiągów statków-uczestników w/w walki nie możemy rozstrzygać, kto jaką pozycję taktyczną miał, i dlaczego. A co do pułapki (zręcznej lub nie), to nic na ten temat z ekranu nie słyszymy, ma więc twierdzenie o niej taką samą wartość jak teza, że Michael Burnham wygrała rok przed rozpoczęciem akcji Discovery wybory Miss Mokrego Podkoszulka Gwiezdnej Floty ;).
Dostatecznie rzetelna analiza tego starcia z pewnością pozwoliłaby na wypracowanie skutecznej taktyki przeciwko zamaskowanym okrętom wroga.
Być może, jednak kiedy dochodzi już do walki niekoniecznie jest czas na przeprowadzenie skomplikowanych analiz. Znaczy: teoretyczna możliwość wygranej - nawet jeśli istniała - nie ma znaczenia, skoro Gagarin został jednak utracony.
na orbicie Pahvo mieliśmy do czynienia z monstrualnym okrętem przeciwnika, który bez wątpienia znacznie silniej obciążał własny mechanizm maskujący aniżeli jednostki wielokrotnie od niego mniejsze.
Nie wiemy i tego (bo szczegółów działania - w tym kosztów energetycznych ich funkcjonowania - klingońskich urządzeń maskujących nie znamy). A przy tym - nawet przyjmując Twoje założenie, że większą jednostkę zamaskować trudniej - równie dobrze można również założyć, że monstrualny okręt, ma adekwatnie monstrualny reaktor, zasilający stosownie wydajne maskowanie.
W sektorze, w którym doszło do potyczki przebywały włącznie z Gagarinem trzy federacyjne okręty. Wszystkie trzy zostały zaatakowane jednocześnie. Dwa z nich zostały momentalnie zniszczone. Wygląda na to, że jedynie Gagarin zdołał przetrwać na tyle długo, by wysłać dramatyczną prośbę o pomoc. Fakt ten dość dobitnie świadczy o sile ognia oraz bojowym potencjale klingońskich jednostek. Równoczesność ataków na wszystkie federacyjne okręty w sektorze sugeruje natomiast w sposób dość oczywisty, iż była to pułapka. Jej celem było zaś zwabienie Discovery. To z kolei oznacza, iż Klingoni musieli zadbać o dostateczną siłę ognia. Mało? Co zrobił Lorca tuż po eksplozji Gagarina? Natychmiast wycofał się z pola walki. Dlaczego? Najwyraźniej doskonale zdawał sobie sprawę, że stoi na przegranej pozycji. Wciąż mało? Osłony Discovery spadły w pewnej chwili pod ogniem Klingonów do poziomu ok. 30%, by po kilku kolejnych chwilach osiągnąć poziom 10%. Nadal kwestionujesz siłę ognia wrogich jednostek? Klingońska grupa składała się z sześciu okrętów, w tym przynajmniej dwóch ciężkich krążowników. Naprawdę sądzisz, że ciężki klingoński krążownik mógł być słabiej uzbrojony niż federacyjny okręt naukowy? To kto z nas dwóch tak naprawdę tu spekuluje?
Być może, jednak kiedy dochodzi już do walki niekoniecznie jest czas na przeprowadzenie skomplikowanych analiz. Znaczy: teoretyczna możliwość wygranej - nawet jeśli istniała - nie ma znaczenia, skoro Gagarin został jednak utracony.
Mówiąc o przeprowadzeniu rzetelnej analizy miałem na myśli przyszłe potyczki i bitwy. Jak słusznie bowiem zauważyłeś, to konkretne starcie zostało już przegrane.
Nie wiemy i tego (bo szczegółów działania - w tym kosztów energetycznych ich funkcjonowania - klingońskich urządzeń maskujących nie znamy). A przy tym - nawet przyjmując Twoje założenie, że większą jednostkę zamaskować trudniej - równie dobrze można również założyć, że monstrualny okręt, ma adekwatnie monstrualny reaktor, zasilający stosownie wydajne maskowanie.
Najwyraźniej nie dość jasno się wyraziłem. Nie kwestionuję faktu, że większy okręt wymaga źródła energii o większej mocy. To dość oczywiste. Przez silniejsze obciążenie mechanizmu maskującego miałem na myśli konieczność wytworzenia silniejszego pola grawitacyjnego a tym samym silniejszych anomalii, które mu towarzyszą. Silniejsze anomalie łatwiej zaś wykryć. A przecież nawet wtedy były one niemal niedostrzegalne. W tej sytuacji prawdopodobieństwo wykrycia słabszych anomalii musiałoby graniczyć nieomal z cudem...
Każda taka głupota czyni bowiem STD śmieszniejszym. Czy teraz już rozumiesz jakie znaczenie miałaby proponowana przeze mnie scena?
Dla Ciebie ogromne, bo takie detale uważasz za ważne i sprawiają, że serial oceniasz jako zły. Dla mnie żadne poza powodem do chwili uśmiechu i napisania kilku zdań tu i w artykule. Dla fabuły też znikome, bo gadające czy nie, nadajniki spełniłyby swoją role. Były środkiem do celu, którym było pokonanie Klingonów i pchnięciem serialu w nowym kierunku. Ale niezależnie, który punkt widzenia się przyjmie, nie można zarzucić scenarzystom głupoty. Bo nie ma podstaw, by ocenić, czym się kierowali. Skąd możesz wiedzieć, czy nadajniki to nie był taki easter egg mający nawiązać do podobnie niemądrych wynalazków z innych produkcji?
To jeszcze raz. Można do znudzenia opowiadać o niezwykłej inteligencji Burnham a jednocześnie podejmować w jej imieniu niemądre decyzje. No pewnie, że można. Jednak tak traktowana postać szybko staje się niewiarygodna a opowiadana historia dramatycznie traci na spójności. Jak zatem nazwać scenarzystę, który postępuje w podobny sposób? Brak elementarnego zdrowego rozsądku nie może być również fundamentem nowego wątku, bo taki wątek z miejsca staje się niewiarygodny. Trudno przy tym tak jaskrawy brak rozsądku nazwać detalem...
Więc tak nie nazywaj, dopatruj się braku zdrowego rozsądku. Twoja wola. Ja tak nazywam, bo dla mnie to detal łatwy do wytłumaczenia w sensowny sposób. Nie pasuje teoria z easter egg? Spoko. Dopowiemy sobie, że gdy ułożono plan rozpracowania kamuflażu, nie było już czasu, by modyfikować nadajniki. Więc "idziemy z tym co mamy, albo po misji". Ma sens? Ma. I dywagacje o inteligencji Burnham idą do kosza. Wraz z zarzutem o niewiarygodnym wątku i braku zdrowego rozsądku. Każde niedopowiedzenie można tłumaczyć na korzyść lub przeciwko scenarzystom. Ale po co? Nic się tym nie udowadnia, nie znając ich motywacji.
Twój kubistyczny przykład nijak ma się zatem do mojego komentarza, gdyż obrazy kubistów charakteryzują się doskonałą (nieomal matematyczną ;)) spójnością. Deus ex machina jako środek prowadzenia narracji przypomina w pewnym sensie artystyczną bombę atomową. Posługiwanie się nim wymaga zatem ogromnego wyczucia i jeszcze większej odpowiedzialności. Ktoś kto tego nie rozumie bez wątpienia zasługuje na potępienie...
Mój kubistyczny przykład trafia w sedno, tylko go nie zrozumiałeś. Deus ex machina z definicji burzy spójność utworu, tak jak kubizm z definicji nie jest realistyczny. Potępianie autorów za jedno czy drugie można więc odebrać jako przejaw ignorancji. Historia zawierająca niespójne elementy czy takie skrajności jak deus ex machina wciąż może być dobra. Ktoś, kto tego nie rozumie... you know the drill.
I powinieneś się zdecydować. Albo deus ex machina stosuje autor odpowiedzialny i mający ogromne wyczucie, albo taki, który zapędził się w kozi róg i ma ograniczoną wyobraźnię.
Dla Ciebie ogromne, bo takie detale uważasz za ważne i sprawiają, że serial oceniasz jako zły. Dla mnie żadne poza powodem do chwili uśmiechu i napisania kilku zdań tu i w artykule. Dla fabuły też znikome, bo gadające czy nie, nadajniki spełniłyby swoją role. Były środkiem do celu, którym było pokonanie Klingonów i pchnięciem serialu w nowym kierunku. Ale niezależnie, który punkt widzenia się przyjmie, nie można zarzucić scenarzystom głupoty. Bo nie ma podstaw, by ocenić, czym się kierowali. Skąd możesz wiedzieć, czy nadajniki to nie był taki easter egg mający nawiązać do podobnie niemądrych wynalazków z innych produkcji?
Wyjaśnij mi logicznie po co ryzykować powodzenie krytycznej misji, jeżeli w banalnie prosty sposób można tego uniknąć? Właśnie dlatego można a nawet należy zarzucać scenarzystom głupotę. Ich motywacja jest tu kompletnie nieistotna. Jaka by nie była doprowadziła bowiem do kompletnego ośmieszenia głównej bohaterki, która jest ponoć najinteligentniejszym (albo coś w ten deseń) oficerem, z jakim służył Saru. Tekstu o easter egg nie będę komentował, bo musiałbym kląć...
Więc tak nie nazywaj, dopatruj się braku zdrowego rozsądku. Twoja wola. Ja tak nazywam, bo dla mnie to detal łatwy do wytłumaczenia w sensowny sposób. Nie pasuje teoria z easter egg? Spoko. Dopowiemy sobie, że gdy ułożono plan rozpracowania kamuflażu, nie było już czasu, by modyfikować nadajniki. Więc "idziemy z tym co mamy, albo po misji". Ma sens? Ma. I dywagacje o inteligencji Burnham idą do kosza. Wraz z zarzutem o niewiarygodnym wątku i braku zdrowego rozsądku. Każde niedopowiedzenie można tłumaczyć na korzyść lub przeciwko scenarzystom. Ale po co? Nic się tym nie udowadnia, nie znając ich motywacji.
Mój kubistyczny przykład trafia w sedno, tylko go nie zrozumiałeś. Deus ex machina z definicji burzy spójność utworu, tak jak kubizm z definicji nie jest realistyczny. Potępianie autorów za jedno czy drugie można więc odebrać jako przejaw ignorancji. Historia zawierająca niespójne elementy czy takie skrajności jak deus ex machina wciąż może być dobra. Ktoś, kto tego nie rozumie... you know the drill.
I powinieneś się zdecydować. Albo deus ex machina stosuje autor odpowiedzialny i mający ogromne wyczucie, albo taki, który zapędził się w kozi róg i ma ograniczoną wyobraźnię.
Kubizm w swym odrealnieniu jest genialnie spójny. Portret głównej bohaterki STD jest natomiast dziurawy niczym sito. Po co trują nam na każdym kroku o jej niebywałym intelekcie skoro za chwilę każą jej wykonać coś co uwłaczałoby inteligencji kilkulatka?
Wyjaśnij mi logicznie po co ryzykować powodzenie krytycznej misji, jeżeli w banalnie prosty sposób można tego uniknąć? Właśnie dlatego można a nawet należy zarzucać scenarzystom głupotę. Ich motywacja jest tu kompletnie nieistotna. Jaka by nie była doprowadziła bowiem do kompletnego ośmieszenia głównej bohaterki, która jest ponoć najinteligentniejszym (albo coś w ten deseń) oficerem, z jakim służył Saru. Tekstu o easter egg nie będę komentował, bo musiałbym kląć...
A sobie klnij, byle pod nosem. Podałem sensowne i logiczne wyjaśnienie sytuacji w serialu (brak czasu), podałem też nielogiczne (easter egg). Oba są dowodem na to, że wytłumaczeniem nie musi być głupota scenarzystów. Ale Ty je ignorujesz, by powtórzyć to, co mówisz od chyba trzech postów. Pozostaje tylko jedno - ogłosić, że scenarzyści są głupi, bo snowman tak mówi. Dobrze, że nas oświeciłeś! Ty to masz łeb!
No przecież wyjaśniłem Ci, że żadne fantazyjne modyfikacje nadajnika nie były potrzebne. Wystarczyło uszkodzić lub wymontować głośniki. Z tym zadaniem poradziłby sobie zwykły kadet i to w czasie nie dłuższym od tego, który zajęła Lorce przemowa motywacyjna.
Nie no, nie będę się kłócił z inżynierem Gwiezdnej Floty. Ale proszę, pokaż mi specyfikację tych urządzeń, schematy i procedurę wymontiwania głośnika w kilka minut.
Kubizm w swym odrealnieniu jest genialnie spójny. Portret głównej bohaterki STD jest natomiast dziurawy niczym sito. Po co trują nam na każdym kroku o jej niebywałym intelekcie skoro za chwilę każą jej wykonać coś co uwłaczałoby inteligencji kilkulatka?
Po co drugi raz mówisz o spójności kubizmu, skoro nie to kwestionowałem? A o inteligencji Burnham na każdym kroku trujesz głównie Ty. W dziewięciu odcinkach było o tym ze dwa czy trzy razy.
Ignorancja powiadasz? A zdajesz sobie sprawę, że już od czasów starożytnych zabieg, który tak bezkrytycznie gloryfikujesz był szeroko potępiany? Opinie Arystotelesa, Platona czy Horacego mogłyby Cię zawstydzić...
Masz niezwykły dar do formułowania przedziwnych interpretacji. Autor odpowiedzialny i mający ogromne wyczucie, to autor unikający stosowania środków tak ostatecznych jak Deus ex machina. Nikt z nas nie jest jednak idealny. Nawet największym z autorów zdarzało się popełnić ten błąd. Różnica między dobrym a złym autorem polega na tym, że ten drugi stosuje podobne chwyty bez opamiętania.
Nic bezkrytycznie ne gloryfikuję, nawet tego nie chwalę, więc znów dajesz popis wciskania kitu rozmówcy. Twierdzenie, że użycia Deus ex machina należy unikać, bo to środek ostateczny do naprawy błędów również można odebrać jako przejaw ignorancji. Osobiście też nie lubię, gdy twórcy używają Deus ex machina, ale nie zmienia to faktu, że użycie tego zabiegu da się w różnych sytuacjach uzasadnić, bywa ono przemyślane i celowe, i nie musi on sprawiać, że historia nie jest dobra. Faktu, który obala Twoją tezę, że dobra historia wymaga przede wszystkim spójności.
Nie no, nie będę się kłócił z inżynierem Gwiezdnej Floty. Ale proszę, pokaż mi specyfikację tych urządzeń, schematy i procedurę wymontowania głośnika w kilka minut.
- Zostały dwie godziny...
Tymi słowami Lorca zwraca się do swoich oficerów z prośbą o przedstawienie planu działania. Burnham i Saru w ciągu dosłownie minuty opisują mu ten plan. Wtedy też pada informacja o konieczności umieszczenia czujników na pokładzie klingońskiego okrętu. To ile minut im zostało na uszkodzenie lub wymontowanie głośników z tych czujników? Mnie się zdaje, że 119. A Ty jak uważasz? Elementarną arytmetykę też zamierzasz kwestionować? No i na pokładzie Discovery jest cała masa ludzi. Na pewno znajdzie się ktoś kto podoła temu iście piekielnemu wyzwaniu. 😉 Ani Burnham, ani Saru nie musieliby zatem tracić czasu na tak trywialne zajęcie...
I jeszcze jedno. Chcesz doszukiwać się rozsądnych argumentów? Proszę bardzo. Przyjmij zatem do wiadomości, że wszelkie urządzenia na okręcie naukowym musiały być projektowane z myślą o jak największej uniwersalności. Dlatego każdy rozsądny inżynier zaprojektowałby taki czujnik w sposób modularny. To nie jest zasmarkany, poklejony na amen współczesny smartfon. Teraz już rozumiesz dlaczego czynność wymontowania głośnika nawet w ciągu kilku minut nie byłaby trudna? A przecież jeszcze łatwiej można taki głośnik uszkodzić...
A sobie klnij, byle pod nosem. Podałem sensowne i logiczne wyjaśnienie sytuacji w serialu (brak czasu), podałem też nielogiczne (easter egg). Oba są dowodem na to, że wytłumaczeniem nie musi być głupota scenarzystów. Ale Ty je ignorujesz, by powtórzyć to, co mówisz od chyba trzech postów. Pozostaje tylko jedno - ogłosić, że scenarzyści są głupi, bo snowman tak mówi. Dobrze, że nas oświeciłeś! Ty to masz łeb!
W tym rzecz, że Twoje wyjaśnienie nie jest sensowne. Uzasadnienie przedstawiłem piętro wyżej. Czasu mieli pod dostatkiem. Robię co w mojej mocy, by rozświetlić Ci mrok, lecz Ty zdajesz się uginać światło efektywniej niż klingoński mechanizm maskujący...
Po co drugi raz mówisz o spójności kubizmu, skoro nie to kwestionowałem? A o inteligencji Burnham na każdym kroku trujesz głównie Ty. W dziewięciu odcinkach było o tym ze dwa czy trzy razy.
Pewnie dlatego, że Ty po raz kolejny piszesz o odrealnieniu kubizmu a ja nie kwestionowałem odrealnienia jako takiego. Pisałem natomiast, że nawet odrealniony świat może posiadać wewnętrzną spójność, której w STD dramatycznie brakuje. I to czyni ten serial nieznośnie śmiesznym, a często wręcz żałosnym.
wszelkie urządzenia na okręcie naukowym musiały być projektowane z myślą o jak największej uniwersalności. Dlatego każdy rozsądny inżynier zaprojektowałby taki czujnik w sposób modularny. To nie jest zasmarkany, poklejony na amen współczesny smartfon. Teraz już rozumiesz dlaczego czynność wymontowania głośnika nawet w ciągu kilku minut nie byłaby trudna? A przecież jeszcze łatwiej można taki głośnik uszkodzić...
Zasmarkany, poklejony na amen współczesny smartfon miał w zeszłym tygodniu awarię głośnika. Gdyby miał budowę modularną, mógłbym sprawdzić, czy to on jest winien i go wymieić zamiast odsyłać do serwisu i czekać trzy tygodnie. Nie mogłem, bo jakiś inżynier uznał, że tak będzie lepiej z jemu znanych powodów. Inżynier projektujący czujnik do pokojowych badań w różnych warunkach, pewnie również szkodliwych, też mógł uznać, że zrobienie nadajnika nierozbieralnym w łatwy sposób będzie lepsze. To że taką sytuację można odnieść do dzisiejszej technologi sprawia, że jest tym bardziej wiarygodną. A to, że taka sytuacja jest niezgodna z Twoją teorią nie sprawia, że nie ma ona sensu. Ma, tylko tego nie widzisz. Tak jak w moim poście widziałeś coś, czego nie ma. Negatywne nastawienie potrafi płatać takie figle.
Twoje i moje wytłumaczenia da się uznać za sensowne zależnie od założeń. Problem w tym, że Twoim założeniem głównym jest "scenarzyści są głupi". Nie są. Ich pomysły bywają głupie, a przynajmniej takie mogą się wydawać. Bywają też dobre. Serial dla Ciebie jest śmieszny i żałosny, ale naprawdę taki nie jest. Miewa dobre i złe momenty, Ty tylko go tak źle odbierasz. Podobnie jest ze mną, ja mimo błędów odbieram go dobrze. Ale co zrobię ja, gdy powiesz, że dla Ciebie serial jest zły? Powiem, że mam inne zdanie. Co zrobisz Ty, gdy stwierdzę, że serial dla mnie jest dobry? Powiesz, że się mylę. Tyle że Ty nie mówisz, że dla Ciebie jest zły. Ty mówisz że jest zły. Jest śmieszny, jest żałosny, scenarzyści są głupi itd. Nie, tak nie jest.
Pewnie dlatego, że Ty po raz kolejny piszesz o odrealnieniu kubizmu
Nie, nie pisałem o odrealnieniu kubizmu. Pisałem o czymś innym i Ty dobrze to wiesz. A jeśli naprawdę nie wiesz, no to wybacz, nie będę Cię o kontekście uczył. W końcu context is for kings. ;>
