Forum Fantastyka Star Trek Star Trek: Discovery

Star Trek: Discovery

Wyświetlanie 15 wpisów - od 211 do 225 (z 1,020 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • FAB
    Uczestnik
    #123969

    Czytam Wasze posty i po pierwsze jestem pełen podziwu, że w ogóle chcecie STD dalej oglądać, a po drugie to strasznie dołujące, że musicie doszukiwać się treka w treku.

    kotek
    Uczestnik
    #123970

    Odkąd jest Ash jest całkiem znośnie 😉

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #123971

    Ja chcę ogladac, bo mimo błędów ciekawi mnie Discovery i to jaki jest pomysł na treka w 2017 roku. Poza tym trzeba dać mu szansę, wierzę, że drugi sezon będzie lepszy.

    kotek
    Uczestnik
    #123972

    Startowali z takiego poziomu, że trudno o gorszy od pierwszego drugi sezon. Jest to też jakiś pomysł. Grupa wiernych fanów z radością/umiarkowaną radością/obrzydzeniem będzie oglądać kolejne odcinki, a jeśli potem się coś uda poprawić to super 🙂 Wszyscy będą zachwyceni.

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #123973

    Moja miłość do Star Treka jest absolutna. Obejrzę wszystko. Skomentuję odpowiednio. Ale nie porzucę. 😉

    snowman
    Uczestnik
    #123974
    Z każdego kolejnego odcinka dowiadujemy się, że wojna idzie coraz gorzej. Na domiar złego Klingoni zaczęli właśnie na szeroką skalę stosować mechanizmy maskujące. Było źle, jest tragicznie. Roztropne dowództwo Floty znajdzie jednak wyjście z każdego bagna. Pożyczmy sobie międzygwiezdny radar elektromagnetyczny... No żeż ...rwa go mać :excl:  Scenarzyści STD mają do dyzpozycji stado naukowych doradców a wyjeżdżają z pomysłem, który z miejsca zdobyłby pierwszą nagrodę na najgłupszy kickstarterowy projekt w każdej możliwej przyszłości...

     

    1. Rzeczony radar musiałby swoim zasięgiem obejmować obszar wielkości kwadrantu. Moc sygnału elektromagnetycznego musiałaby zatem przekraczać wszelkie wyobrażenia...  😮

     

    2. Tak potężny sygnał stałby się zapewne źródłem monstrualnych elektromagnetycznych zakłóceń, które z kolei z ogromnym prawdopodobieństwem efektywnie oślepiałyby czujniki wszystkich okrętów w jego zasięgu - czy to własnych, czy wrogich...

     

    3.  Sygnał elektromagnetyczny rozchodzi się w przestrzeni ze skończoną i w kontekście kosmicznych odległości raczej niewielką prędkością c. Zanim dotarłby do wrogiego okrętu mogłyby minąć setki a nawet tysiące lat. A drugie tyle należałoby dołożyć na powrót do odbiornika... Niby pavańska antena może emitować sygnały podprzestrzenne, ale przecież klingońskie okręty poruszają się w zwykłej przestrzeni. W jaki sposób sygnał podróżujący w podprzestrzeni miałby się odbijać od obiektu znajdującego się w zwykłej przestrzeni? 😮

     

    4. Mechanizm maskujący czyni okręt niewidzialnym wskutek pochłaniania i/lub rozpraszania i/lub uginania oświetlających go fal elektromagnetycznych. Zatem radarowy sposób wykrywania zamaskowanych okrętów również z tego powodu wydaje się niedorzeczny.

     

    Panie daj mi siłę 😀 A przecież rozwiązanie znajduje się na wyciągnięcie ręki, pewne i skuteczne. Nazywa się Spore Drive, zasmarkany napęd zarodnikowy!!! Dlaczego, no dlaczego nikt nie wpadł na pomysł wybrania setki ochotników i naszprycowania ich DNA niesporczaka? Że niby nieetyczna eugenika? A kogo to obchodzi?! Przegrywacie wojnę. Zamiast czepiać się kretyńskich pomysłów choć raz podejmijcie rozsądną decyzję. Podobno proces wyposażania okrętów w prototypowe napędy zarodnikowe jest traktowany priorytetowo... 

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #123975

    Oczekujesz realizmu w uniwersum w którym okręty podróżują w tajemniczej podprzeztrzeni? W której wiadomości pokonują lata świetlne w mgnieniu oka, a pojęcie dylatacji czasu nie istnieje?

    W świecie w którym teleportacja to bułka z masłem, napęd warp jest tak prosty w utrzymaniu jak samochód. W świecie w którym o losie wojny decyduja istoty żyjące poza czasem i opowiadają się po stronie Federacji tylko na prośbę kapitana Floty. W świecie w którym podróże w czasie w przyszłość i o zgrozo w przeszłość wykonuje się przelatując byle czym przez słońce, co jeszcze nie jest tak absurdalnym pomysłem jak po prostu "komandor La'Forge odtworzył wir czasowy" tak o.

    Oczekujesz, że ktoś na serio weźmie pod uwagę jak prędko porusza się fala elektromagnetyczna?

    Sorry, no taka konwencja. Możemy sobie narzekać na brak realizmu, ale wiemy doskonale jakim rodzajem uniwersum jest ST. I albo się to przyjmuje ALBO nie jest się fanem Star Treka. 😉

    snowman
    Uczestnik
    #123976
    Nawypisywałeś całą masę bzdur.

     

    1. Pojęcie dylatacji czasu istnieje w uniwersum Star Treka a co najważniejsze poprawnie odzwierciedla naukową rzeczywistość. Od ręki potrafiłbym wymienić przynajmniej dwie powieści, w których zjawisko dylatacji czasu jest częścią fabuły.

     

    2. Wiadomości pokonują lata świetlne w mgnieniu oka, gdyż poruszają się w wymyślonej podprzestrzeni, w obrębie której graniczna prędkość c nie obowiązuje. Jak już pisałem "Niby pavańska antena może emitować sygnały podprzestrzenne, ale przecież klingońskie okręty poruszają się w zwykłej przestrzeni. W jaki sposób sygnał podróżujący w podprzestrzeni miałby się odbijać od obiektu znajdującego się w zwykłej przestrzeni?" Jak widać ci z bożej łaski scenarzyści potrafią z równą łatwością wypaczyć prawa świata realnego jak fikcyjnego. Skoro ustalono pewne właściwości podprzestrzeni, to zwyczajnie należy się ich trzymać. Logika powinna obowiązywać nawet w ramach fikcyjnego uniwersum.

     

    3. Okręty nie podróżują w podprzestrzeni, lecz w zwykłej przestrzeni, tyle że w bąblu warp. Istnieją całkiem solidne naukowe przesłanki, wedle których stworzenie pewnej formy bąbla warp jest teoretycznie możliwe.

     

    4. Natura fal elektromagnetycznych jest powszechnie a przy tym doskonale znana. Tylko idiota mógłby posunąć się do łamania fundamentalnych reguł funkcjonowania Wszechświata bez jakiejkolwiek próby "naukowego" usprawiedliwienia takiego zabiegu. Trekowa teleportacja, choć w oczywisty sposób łamie fundamentalną zasadę mechaniki kwantowej (tzw. zasadę nieoznaczoności Heisenberga), to przynajmniej wykorzystuje w tym celu urządzenie o nazwie kompensator Heisenberga. Sorry, taka konwencja... 

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #123977

    Sek w tym, że nie czuję chyba aż takiej potrzeby analizowania każdej drobnostki czy naukowego dylematu. Robiłem to mając 20 lat i świetnie się przy tym bawiłem. Bo o to właśnie chodzi, aby dobrze się tym bawić.

    Ciebie Snowman najwyraźniej to wszystko frustruje. Ale nie o tym chciałem nie będę się wyzlosliwial za twój wstep.

    Dziś z łatwością przymykam oko na naukowe dziwności na rzecz postaci i ogólnie pojętego prowadzenia fabuły. Którą niezmiennie uważam za spłyconą i pozbawioną swojego potencjału, choć nie bez kilku momentów.

    W każdym razie problem dylatacji czasu na pewno rozważał Lawrence Krauss w swojej książce "Fizyka Podróży Międzygwiezdnych" (ach, polskie tlumaczenia;)). Czy jednak temat ten został poruszony w którymś odcinku? Nie jestem pewny.

    Chodzi nie o masochistyczne rozkminianie co jak działa, ale i przyjęcie pewnej konwecji w ramach której godziny się na pewne rzeczy i mówimy ok,tak to sobie wymyślili. Kompensatory Heisenberga są świetną wymówką na wyrzucenie do kosza podstaw mechaniki kwantowej. Kompensatory czegokolwiek wytłumaczą działanie wszystkiego. Oczywiście, istnieją naukowe podstawy w ramach której napęd warp mógłby zostać skonstruowany. Nikt jednak nie bierze pod uwagę jego działania w tajemniczej podprzestrzeni. Czym miałaby być i jak normalna materia miałaby w takim wymiarze funkcjonować? Ale jest to na pewno świetnie rozwiązanie dla kolejnego problemu jakim jest czas. Okręty Gwiezdne podróżują nie z punktu A w 2365 do punktu B w 2378, tylko po prostu z punktu A do punktu B. No bo podprzestrzeń.

    Bąbel warp to nie podprzestrzeń. To najprościej rzecz ujmując kurczenie i rozszerzanie przestrzeni. W takich warunkach podróż trwałaby najprawdopodobniej ułamek sekundy. Jednak widzimy wielokrotnie jak okręt wchodzi w podprzestrzeń i leci i leci i leci. W sumie jak tak mysle teraz, to spore drive wcale nie wydaje się niczym dziwnym. A natychmiastowe skoki zdają się mieć więcej wspólnego z rzeczywistością niż subspace. 😉

    I nie wiem, czy uleciało mej pamięci czy w ósmym odcinku nie powiedziano słowa, że phavianski radar działa w oparciu o fale elektromagnetyczne. Mogą to być np. phavianskie fale mózgowe istot zamieszkujących planetę lub coś równie absurdalnego. Istotą dla mnie jest raczej to, by był to tylko pretekst do przedstawienia postaci. Niestety za takimi rozwiązaniami fabularnymi musi też iść spójna koncepcja. Czy robimy poważne sci-fi bez phavianskich galaktycznych radarów czy robimy lekki serial podlany przygoda w nieznane. I to jest jeden z grzechów scenarzystów. Nikt nie potrafi zdecydowac czym DSC ma być.

    snowman
    Uczestnik
    #123978

     

    Chodzi nie o masochistyczne rozkminianie co jak działa, ale i przyjęcie pewnej konwecji w ramach której godzimy się na pewne rzeczy i mówimy ok, tak to sobie wymyślili. Kompensatory Heisenberga są świetną wymówką na wyrzucenie do kosza podstaw mechaniki kwantowej. Kompensatory czegokolwiek wytłumaczą działanie wszystkiego.

    W rzeczy samej. Świadomi ludzie wymyślili podprzestrzeń, by uniknąć problemów z ograniczeniem prędkości a teraz partacze wyrzucają ich pomysł do kosza. A przecież można go było z powodzeniem wykorzystać, a być może nawet twórczo rozwinąć... Wystarczyło mimochodem podrzucić informację o tym, że klingońskie mechanizmy maskujące "przesuwają" okręty do podprzestrzeni. Dzięki temu można by taką podprzestrzeń skanować na obecność zamaskowanych okrętów czasie rzeczywistym lub choćby do rzeczywistego zbliżonym. Disco scenarzystom nie chciało się jednak wykonać nawet tak prostego zabiegu. Ba, prawdopodobnie w ogóle nie zdawali sobie sprawy z rozmiaru głupoty, którą serwują widzowi. Takie zachowanie pokazuje kompletny brak szacunku dla widza i świadczy o ogromnym niechlujstwie/pośpiechu, w jakim klecono ten pożal się Boże serial. No i wciąż rzecz jasna pozostaje do rozwiązania problem energii impulsu elektromagnetycznego, którego już tak łatwo ominąć się nie da...

    Bąbel warp to nie podprzestrzeń. To najprościej rzecz ujmując kurczenie i rozszerzanie przestrzeni. W takich warunkach podróż trwałaby najprawdopodobniej ułamek sekundy. Jednak widzimy wielokrotnie jak okręt wchodzi w podprzestrzeń i leci i leci i leci. W sumie jak tak mysle teraz, to spore drive wcale nie wydaje się niczym dziwnym. A natychmiastowe skoki zdają się mieć więcej wspólnego z rzeczywistością niż subspace. 😉

    Zgadza się, bąbel warp odnosi się do zwykłej przestrzeni. I o tym właśnie pisałem. 😀  Wyobraź sobie, że musisz przeskoczyć (dosłownie) z punktu A do punktu B, które dzieli odległość 100 metrów. Łatwiej Ci będzie z praktycznych względów podzielić ten odcinek na etapy, czy może wbrew logice będziesz próbował w jednym skoku pokonać cały dystans? Efekt, który nazywasz "wchodzeniem do podprzestrzeni" nie ma nic wspólnego z podprzestrzenią ani tym bardziej z "wchodzeniem do niej". To po prostu wizualna reprezentacja rozciągniętej, lecz wciąż zwykłej przestrzeni. Zamiast świecących punktów symbolizujących gwiazdy obserwujesz świecące linie. Okręt poruszający się w polu warp w czasie rzeczywistym, czyli w sposób ciągły po prostu kompresuje i rozciąga przestrzeń aż do chwili, gdy osiągnie cel podróży. Ze względów energetycznych taka podróż nie może zatem odbywać się w mgnieniu oka, musi być rozciągnięta w czasie. As simple as that... Między innymi z tego właśnie powodu napęd zarodnikowy jawi się jako kompletna herezja.

    W każdym razie problem dylatacji czasu na pewno rozważał Lawrence Krauss w swojej książce "Fizyka Podróży Międzygwiezdnych" (ach, polskie tlumaczenia;)). Czy jednak temat ten został poruszony w którymś odcinku? Nie jestem pewny.

    Okręt podróżujący w bąblu warp nie przekracza prędkości światła, nawet się do niej nie zbliża. Na tym właśnie polega mechanika podróży warp. Okręt tylko pozornie "łamie" granicę prędkości c. Zamiast jej przekraczania skraca sobie drogę kompresując przestrzeń. Dlatego problem dylatacji czasu zwyczajnie w tym przypadku nie występuje bądź jest zaniedbywalnie mały.

    I nie wiem, czy uleciało mej pamięci czy w ósmym odcinku nie powiedziano słowa, że phavianski radar działa w oparciu o fale elektromagnetyczne.

    Powiedziano...

    snowman
    Uczestnik
    #123979

    Niestety za takimi rozwiązaniami fabularnymi musi też iść spójna koncepcja. Czy robimy poważne sci-fi bez phavianskich galaktycznych radarów czy robimy lekki serial podlany przygoda w nieznane. I to jest jeden z grzechów scenarzystów. Nikt nie potrafi zdecydowac czym DSC ma być.

    Grzechem producentów i scenarzystów STD jest to, że każdy ich oryginalny pomysł jest zwyczajnie żałosny. Jeśli natomiast zdarzy im się przemycić coś ciekawego to po chwili okazuje się, że to idea żywcem zerżnięta z innej serii. Patrz na przykład istoty zamieszkujące Pahvo vs Organianie z TOSowego odcinka The Errand of Mercy... Nawiasem mówiąc będę się ze śmiechu turlał, jeśli w następnym odcinku wojna z Klingonami zakończy się nagle za sprawą interwencji Pavan.  😛

    snowman
    Uczestnik
    #123981

    Showrunner Reveals Work On Star Trek: Discovery Season 2 To Begin Soon

     

    Giving an update on the progress of the first season, Aaron Harberts revealed that they are currently “locking down” the finale (episode 15), which will debut in 2018. Actor Jason Isaacs added that in the finale, "shit goes down".

    Lorca to kompletny czubek, ale Isaacsa po prostu nie sposób nie lubić. 😀 Trafniejszego podsumowania pierwszego sezonu STD ze świecą by szukać. 😛 Miejmy nadzieję, że to jednocześnie proroctwo na przyszłość. STD w obecnej formule wymaga głębokich zmian. Ja zacząłbym od zwolnienia wszystkich producentów i scenarzystów... 😉

    Wygląda na to, że Latif powiedział o jedno zdanie za dużo...

    Diabeu
    Uczestnik
    #123992

    No i mieliśmy pierwsze kobiece (chociaż klingońskie) sutki w Star Treku sorcerer.gif

    Oraz gejowski pocałunek Stametsa z chłopakiem.

    Kolejny dobry odcinek. 

    Na samym końcu chyba wylądowali w mirror universe.

    snowman
    Uczestnik
    #123993

    Porozmawiajmy o Discovery - Where no Kelpien has gone before (DSC 1x08)

     

    Piotr: Mam wrażenie, że scenariusz to nie jedyny problem odcinka. Właściwie samego wątku klingońskiego. Końcowe sceny wydają się tak nieskładne, że mam wątpliwości, czy nakręcono je zgodnie z planem. No bo co tak naprawdę tam mamy? L’Rell zabija admirał – nie mam pewności czy na śmierć – i ma pozbyć się ciała. Kol udaje, że jej wierzy, ale gdy L’Rell dociera do… no nie wiemy gdzie, znajduje ciała ziomków. Zostawia admirał i idzie do Kola złożyć przysięgę. Po co? Udawać, że nie znalazła ciał? Skoro wie, że ją przejrzał? Ja czegoś nie zrozumiałem, scenarzysta dał ciała czy montażysta pomylił materiał?

    Produkcyjny chaos i pośpiech wyzierają dosłownie z każdego kąta tego dziwacznego, chimerycznego tworu. Bez trudu zauważyć można brak głębszej współpracy między scenarzystami poszczególnych odcinków. A przecież to miał być z założenia "serialized Trek"! Każdy jednak skrobał własną rzepkę i wyszło jak wyszło, czyli wyjątkowo nieskładnie a często wręcz idiotycznie. Wystarczy spojrzeć na najświeższy przykład - nieszczęsny międzygwiezdny radar. Ja już pomijam oczywistą głupotę tego pomysłu. Ciekaw jestem po prostu jak wyglądała komunikacja między scenarzystami dwóch ostatnich epizodów...

     

    W odcinku ósmym admirał Gwiezdnej Floty wypowiada kwestię:

     

    - It is Starfleet's plan to modify the electromagnetic frequency of Pahvo's signal and harness it as a form of sonar that can detect the presence of the cloaked Klingon vessels decimating our fleet, make

    them visible to our sensors and turn the tide of war in our favor.

     

    W odcinku następnym z ust Burnham pada natomiast zdanie:

     

    - We suspect the Klingon cloak generates a massive gravitational field, one that bends light and other electromagnetic waves around the ship essentially rendering it undetectable to our sensors.

     

    No żeż ślepy by dostrzegł tę wewnętrzną sprzeczność!!! STD pozostaje jak dotąd zlepkiem przypadkowych, najczęściej nietrafionych pomysłów generowanych przez wielki zespół ludzi, którzy kompletnie ze sobą nie rozmawiają a już na pewno wzajemnie się nie słuchają. Żałosne to i smutne zarazem...

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #123994

    Właściwie to niezbyt rozumiem kim w tym serialu był Kol. Tzn, niby rozumiem ale ten cały wątek klingonski jest tak nodopracowany. Od początku uważałem, że nikomu tam nie da się ufać, każdy gra do własnej bramki, wszyscy się zdradzają nawzajem gdy tylko nadąży się okazja.

    Jedyne co im wyszło, to wizerunek Klingonów, zachowanie jako takie, wymowa, kostiumy i ten cały anturaż. W erze TNG Klingoni pomimo bogatego ukazania ich kultury zawsze posiadali w sobie element groteskowości i 200% patosu w patosie.

    Ci z DSC mogą faktycznie wzbudzać strach i wierzy się w to, że potrafią zatłuc każdego bez problemu.

    Voq najwyraźniej nie wie, że jest Voqiem, ale ostatnia scena L'Reel nie pozostawia złudzeń.

    Sam odcinek na plus. Jestem ciekawy tej wizji MU.

Wyświetlanie 15 wpisów - od 211 do 225 (z 1,020 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram