Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
Czytam Wasze posty i po pierwsze jestem pełen podziwu, że w ogóle chcecie STD dalej oglądać, a po drugie to strasznie dołujące, że musicie doszukiwać się treka w treku.
Ja chcę ogladac, bo mimo błędów ciekawi mnie Discovery i to jaki jest pomysł na treka w 2017 roku. Poza tym trzeba dać mu szansę, wierzę, że drugi sezon będzie lepszy.
Startowali z takiego poziomu, że trudno o gorszy od pierwszego drugi sezon. Jest to też jakiś pomysł. Grupa wiernych fanów z radością/umiarkowaną radością/obrzydzeniem będzie oglądać kolejne odcinki, a jeśli potem się coś uda poprawić to super 🙂 Wszyscy będą zachwyceni.
Moja miłość do Star Treka jest absolutna. Obejrzę wszystko. Skomentuję odpowiednio. Ale nie porzucę. 😉
Oczekujesz realizmu w uniwersum w którym okręty podróżują w tajemniczej podprzeztrzeni? W której wiadomości pokonują lata świetlne w mgnieniu oka, a pojęcie dylatacji czasu nie istnieje?
W świecie w którym teleportacja to bułka z masłem, napęd warp jest tak prosty w utrzymaniu jak samochód. W świecie w którym o losie wojny decyduja istoty żyjące poza czasem i opowiadają się po stronie Federacji tylko na prośbę kapitana Floty. W świecie w którym podróże w czasie w przyszłość i o zgrozo w przeszłość wykonuje się przelatując byle czym przez słońce, co jeszcze nie jest tak absurdalnym pomysłem jak po prostu "komandor La'Forge odtworzył wir czasowy" tak o.
Oczekujesz, że ktoś na serio weźmie pod uwagę jak prędko porusza się fala elektromagnetyczna?
Sorry, no taka konwencja. Możemy sobie narzekać na brak realizmu, ale wiemy doskonale jakim rodzajem uniwersum jest ST. I albo się to przyjmuje ALBO nie jest się fanem Star Treka. 😉
Sek w tym, że nie czuję chyba aż takiej potrzeby analizowania każdej drobnostki czy naukowego dylematu. Robiłem to mając 20 lat i świetnie się przy tym bawiłem. Bo o to właśnie chodzi, aby dobrze się tym bawić.
Ciebie Snowman najwyraźniej to wszystko frustruje. Ale nie o tym chciałem nie będę się wyzlosliwial za twój wstep.
Dziś z łatwością przymykam oko na naukowe dziwności na rzecz postaci i ogólnie pojętego prowadzenia fabuły. Którą niezmiennie uważam za spłyconą i pozbawioną swojego potencjału, choć nie bez kilku momentów.
W każdym razie problem dylatacji czasu na pewno rozważał Lawrence Krauss w swojej książce "Fizyka Podróży Międzygwiezdnych" (ach, polskie tlumaczenia;)). Czy jednak temat ten został poruszony w którymś odcinku? Nie jestem pewny.
Chodzi nie o masochistyczne rozkminianie co jak działa, ale i przyjęcie pewnej konwecji w ramach której godziny się na pewne rzeczy i mówimy ok,tak to sobie wymyślili. Kompensatory Heisenberga są świetną wymówką na wyrzucenie do kosza podstaw mechaniki kwantowej. Kompensatory czegokolwiek wytłumaczą działanie wszystkiego. Oczywiście, istnieją naukowe podstawy w ramach której napęd warp mógłby zostać skonstruowany. Nikt jednak nie bierze pod uwagę jego działania w tajemniczej podprzestrzeni. Czym miałaby być i jak normalna materia miałaby w takim wymiarze funkcjonować? Ale jest to na pewno świetnie rozwiązanie dla kolejnego problemu jakim jest czas. Okręty Gwiezdne podróżują nie z punktu A w 2365 do punktu B w 2378, tylko po prostu z punktu A do punktu B. No bo podprzestrzeń.
Bąbel warp to nie podprzestrzeń. To najprościej rzecz ujmując kurczenie i rozszerzanie przestrzeni. W takich warunkach podróż trwałaby najprawdopodobniej ułamek sekundy. Jednak widzimy wielokrotnie jak okręt wchodzi w podprzestrzeń i leci i leci i leci. W sumie jak tak mysle teraz, to spore drive wcale nie wydaje się niczym dziwnym. A natychmiastowe skoki zdają się mieć więcej wspólnego z rzeczywistością niż subspace. 😉
I nie wiem, czy uleciało mej pamięci czy w ósmym odcinku nie powiedziano słowa, że phavianski radar działa w oparciu o fale elektromagnetyczne. Mogą to być np. phavianskie fale mózgowe istot zamieszkujących planetę lub coś równie absurdalnego. Istotą dla mnie jest raczej to, by był to tylko pretekst do przedstawienia postaci. Niestety za takimi rozwiązaniami fabularnymi musi też iść spójna koncepcja. Czy robimy poważne sci-fi bez phavianskich galaktycznych radarów czy robimy lekki serial podlany przygoda w nieznane. I to jest jeden z grzechów scenarzystów. Nikt nie potrafi zdecydowac czym DSC ma być.
Chodzi nie o masochistyczne rozkminianie co jak działa, ale i przyjęcie pewnej konwecji w ramach której godzimy się na pewne rzeczy i mówimy ok, tak to sobie wymyślili. Kompensatory Heisenberga są świetną wymówką na wyrzucenie do kosza podstaw mechaniki kwantowej. Kompensatory czegokolwiek wytłumaczą działanie wszystkiego.
W rzeczy samej. Świadomi ludzie wymyślili podprzestrzeń, by uniknąć problemów z ograniczeniem prędkości a teraz partacze wyrzucają ich pomysł do kosza. A przecież można go było z powodzeniem wykorzystać, a być może nawet twórczo rozwinąć... Wystarczyło mimochodem podrzucić informację o tym, że klingońskie mechanizmy maskujące "przesuwają" okręty do podprzestrzeni. Dzięki temu można by taką podprzestrzeń skanować na obecność zamaskowanych okrętów czasie rzeczywistym lub choćby do rzeczywistego zbliżonym. Disco scenarzystom nie chciało się jednak wykonać nawet tak prostego zabiegu. Ba, prawdopodobnie w ogóle nie zdawali sobie sprawy z rozmiaru głupoty, którą serwują widzowi. Takie zachowanie pokazuje kompletny brak szacunku dla widza i świadczy o ogromnym niechlujstwie/pośpiechu, w jakim klecono ten pożal się Boże serial. No i wciąż rzecz jasna pozostaje do rozwiązania problem energii impulsu elektromagnetycznego, którego już tak łatwo ominąć się nie da...
Bąbel warp to nie podprzestrzeń. To najprościej rzecz ujmując kurczenie i rozszerzanie przestrzeni. W takich warunkach podróż trwałaby najprawdopodobniej ułamek sekundy. Jednak widzimy wielokrotnie jak okręt wchodzi w podprzestrzeń i leci i leci i leci. W sumie jak tak mysle teraz, to spore drive wcale nie wydaje się niczym dziwnym. A natychmiastowe skoki zdają się mieć więcej wspólnego z rzeczywistością niż subspace. 😉
Zgadza się, bąbel warp odnosi się do zwykłej przestrzeni. I o tym właśnie pisałem. 😀 Wyobraź sobie, że musisz przeskoczyć (dosłownie) z punktu A do punktu B, które dzieli odległość 100 metrów. Łatwiej Ci będzie z praktycznych względów podzielić ten odcinek na etapy, czy może wbrew logice będziesz próbował w jednym skoku pokonać cały dystans? Efekt, który nazywasz "wchodzeniem do podprzestrzeni" nie ma nic wspólnego z podprzestrzenią ani tym bardziej z "wchodzeniem do niej". To po prostu wizualna reprezentacja rozciągniętej, lecz wciąż zwykłej przestrzeni. Zamiast świecących punktów symbolizujących gwiazdy obserwujesz świecące linie. Okręt poruszający się w polu warp w czasie rzeczywistym, czyli w sposób ciągły po prostu kompresuje i rozciąga przestrzeń aż do chwili, gdy osiągnie cel podróży. Ze względów energetycznych taka podróż nie może zatem odbywać się w mgnieniu oka, musi być rozciągnięta w czasie. As simple as that... Między innymi z tego właśnie powodu napęd zarodnikowy jawi się jako kompletna herezja.
W każdym razie problem dylatacji czasu na pewno rozważał Lawrence Krauss w swojej książce "Fizyka Podróży Międzygwiezdnych" (ach, polskie tlumaczenia;)). Czy jednak temat ten został poruszony w którymś odcinku? Nie jestem pewny.
Okręt podróżujący w bąblu warp nie przekracza prędkości światła, nawet się do niej nie zbliża. Na tym właśnie polega mechanika podróży warp. Okręt tylko pozornie "łamie" granicę prędkości c. Zamiast jej przekraczania skraca sobie drogę kompresując przestrzeń. Dlatego problem dylatacji czasu zwyczajnie w tym przypadku nie występuje bądź jest zaniedbywalnie mały.
I nie wiem, czy uleciało mej pamięci czy w ósmym odcinku nie powiedziano słowa, że phavianski radar działa w oparciu o fale elektromagnetyczne.
Powiedziano...
Niestety za takimi rozwiązaniami fabularnymi musi też iść spójna koncepcja. Czy robimy poważne sci-fi bez phavianskich galaktycznych radarów czy robimy lekki serial podlany przygoda w nieznane. I to jest jeden z grzechów scenarzystów. Nikt nie potrafi zdecydowac czym DSC ma być.
Grzechem producentów i scenarzystów STD jest to, że każdy ich oryginalny pomysł jest zwyczajnie żałosny. Jeśli natomiast zdarzy im się przemycić coś ciekawego to po chwili okazuje się, że to idea żywcem zerżnięta z innej serii. Patrz na przykład istoty zamieszkujące Pahvo vs Organianie z TOSowego odcinka The Errand of Mercy... Nawiasem mówiąc będę się ze śmiechu turlał, jeśli w następnym odcinku wojna z Klingonami zakończy się nagle za sprawą interwencji Pavan. 😛
Showrunner Reveals Work On Star Trek: Discovery Season 2 To Begin Soon
Giving an update on the progress of the first season, Aaron Harberts revealed that they are currently “locking down” the finale (episode 15), which will debut in 2018. Actor Jason Isaacs added that in the finale, "shit goes down".
Lorca to kompletny czubek, ale Isaacsa po prostu nie sposób nie lubić. 😀 Trafniejszego podsumowania pierwszego sezonu STD ze świecą by szukać. 😛 Miejmy nadzieję, że to jednocześnie proroctwo na przyszłość. STD w obecnej formule wymaga głębokich zmian. Ja zacząłbym od zwolnienia wszystkich producentów i scenarzystów... 😉
Wygląda na to, że Latif powiedział o jedno zdanie za dużo...
No i mieliśmy pierwsze kobiece (chociaż klingońskie) sutki w Star Treku ![]()
Oraz gejowski pocałunek Stametsa z chłopakiem.
Kolejny dobry odcinek.
Na samym końcu chyba wylądowali w mirror universe.
Porozmawiajmy o Discovery - Where no Kelpien has gone before (DSC 1x08)
Piotr: Mam wrażenie, że scenariusz to nie jedyny problem odcinka. Właściwie samego wątku klingońskiego. Końcowe sceny wydają się tak nieskładne, że mam wątpliwości, czy nakręcono je zgodnie z planem. No bo co tak naprawdę tam mamy? L’Rell zabija admirał – nie mam pewności czy na śmierć – i ma pozbyć się ciała. Kol udaje, że jej wierzy, ale gdy L’Rell dociera do… no nie wiemy gdzie, znajduje ciała ziomków. Zostawia admirał i idzie do Kola złożyć przysięgę. Po co? Udawać, że nie znalazła ciał? Skoro wie, że ją przejrzał? Ja czegoś nie zrozumiałem, scenarzysta dał ciała czy montażysta pomylił materiał?
Produkcyjny chaos i pośpiech wyzierają dosłownie z każdego kąta tego dziwacznego, chimerycznego tworu. Bez trudu zauważyć można brak głębszej współpracy między scenarzystami poszczególnych odcinków. A przecież to miał być z założenia "serialized Trek"! Każdy jednak skrobał własną rzepkę i wyszło jak wyszło, czyli wyjątkowo nieskładnie a często wręcz idiotycznie. Wystarczy spojrzeć na najświeższy przykład - nieszczęsny międzygwiezdny radar. Ja już pomijam oczywistą głupotę tego pomysłu. Ciekaw jestem po prostu jak wyglądała komunikacja między scenarzystami dwóch ostatnich epizodów...
W odcinku ósmym admirał Gwiezdnej Floty wypowiada kwestię:
Właściwie to niezbyt rozumiem kim w tym serialu był Kol. Tzn, niby rozumiem ale ten cały wątek klingonski jest tak nodopracowany. Od początku uważałem, że nikomu tam nie da się ufać, każdy gra do własnej bramki, wszyscy się zdradzają nawzajem gdy tylko nadąży się okazja.
Jedyne co im wyszło, to wizerunek Klingonów, zachowanie jako takie, wymowa, kostiumy i ten cały anturaż. W erze TNG Klingoni pomimo bogatego ukazania ich kultury zawsze posiadali w sobie element groteskowości i 200% patosu w patosie.
Ci z DSC mogą faktycznie wzbudzać strach i wierzy się w to, że potrafią zatłuc każdego bez problemu.
Voq najwyraźniej nie wie, że jest Voqiem, ale ostatnia scena L'Reel nie pozostawia złudzeń.
Sam odcinek na plus. Jestem ciekawy tej wizji MU.
