Forum Fantastyka Star Trek Star Trek: Discovery

Star Trek: Discovery

Wyświetlanie 15 wpisów - od 166 do 180 (z 1,020 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Piotr
    Klucznik
    #123922

    Przyjąłem wtedy natomiast niezwykle ostrożne założenie, że w chwili narodzin Spocka Amanda miała ledwie 19 lat. Byłaby wówczas dzieciuchem. Naprawdę uważasz, że w tej sytuacji Sarek zwróciłby na nią uwagę?

    A to ktoś tu mówił o upodobaniach Sareka? Ja nie.

    Śmiało możemy zatem przyjąć, że w tamtym momencie Grayson dobiegała raczej trzydziestki niż dwudziestki. A to oznaczałoby, że w roku 2249 była kobietą nieomal pięćdziesięcioletnią. Przypomnę, że Burnham miała wtedy 23 lata. Naprawdę nadal uważasz, że Kirshner to dobry wybór do tej roli?

    Czyli... Chcesz żebym zmienił zdanie, mimo że udowodnione zostało, że kobieta w średnim wieku może tak wyglądać. Czy dlatego, że Ty uważasz inaczej?

    A to o wyświetlaczach kineskopowych było po prostu nawiązaniem do ciągłego jojczenia wynikającego z nierozumienia realiów kręcenia seriali teraz i kiedyś. Wiesz, na zasadzie "Co za głupota! W TOS nie było holodeków, hologramów i kremów na zmarszczki".

    snowman
    Uczestnik
    #123923

     

    A to ktoś tu mówił o upodobaniach Sareka? Ja nie.

    Uhm... Gdy Ty od czapki wspominasz o kineskopach to w porządku, bo przecież "to o wyświetlaczach kineskopowych było po prostu nawiązaniem do ciągłego jojczenia..." Na dodatek znów krytykujesz/oceniasz postawę inną od Twojej, bo według Ciebie jest ona męcząca/irytująca. Ktoś mógłby powiedzieć, że jojczysz na temat jojczenia, ale w odpowiedzi usłyszałby pewnie, że wyrokuje... Moja wzmianka o "upodobaniach Sareka" była bezpośrednio istotna dla poruszanego przez nas problemu. Twoja wzmianka o kineskopach była natomiast naciąganiem rzeczywistości, gdyż ani razu nie uczyniłem podobnego zarzutu.

     

    Nawiasem mówiąc zanim zaczniesz czynić komukolwiek zarzuty o wyrokowanie powinieneś zastanowić się nad znaczeniem tego słowa. Wyrokować znaczy tyle co oceniać. Ocena może być natomiast pozytywna bądź negatywna. Innymi słowy każdy, dosłownie każdy post w niniejszym temacie jest z definicji wyrokowaniem.

     

    Czyli... Chcesz żebym zmienił zdanie, mimo że udowodnione zostało, że kobieta w średnim wieku może tak wyglądać. Czy dlatego, że Ty uważasz inaczej?

    Kobieta w średnim wieku, o której mówisz (Mia Kirshner) jest z bardzo wysokim prawdopodobieństwem zauważalnie młodsza od swojej postaci i dlatego w mojej opinii została po prostu źle obsadzona. Jej wygląd zwyczajnie nie oddaje wieku Amandy Grayson. Cyferki tak twierdzą, nie ja... I żaden krem tego nie zmieni. Zmieńmy za to na nieco lżejszy ton naszej rozmowy i odrobinę się zabawmy. 😀 Przyjrzyjmy się na przykład kilku znanym polskim prezenterkom telewizyjnym: Annie Popek, Hannie Lis czy Agacie Młynarskiej. Wszystkie one są w wieku znacznie bardziej zbliżonym do wieku Amandy Grayson i z pewnością wszystkie są wyjątkowo zadbane. To bez wątpienia piękne i dobrze wyglądające kobiety w średnim wieku. Moim skromnym zdaniem każda z nich znacznie wiarygodniej wypadłaby w roli matki Burnham niż Mia Kirshner. Just sayin...

     


     

    Tym razem z innej beczki. Spekulacje na temat możliwości popełnienia przez CBS plagiatu powoli zaczynają przebijać się do publicznej świadomości.

     

    Cross
    Klucznik
    #123924

    Ja tak zrobilem z Van Helsing. Poczatek 2 sezonu byl tak glupi, ze szkoda mi bylo tracic na niego czas.

     

    Bez kitu, miałem tak samo. Pierwszy jeszcze przełknąłem... Co do ST DSC, to oczywiście oglądam, ale przyznam się, że bardziej z obowiązku. nie czekam na kolejne odcinki z takim zainteresowaniem jak w przypadku The Orville.

    FAB
    Uczestnik
    #123925

    @ Cross:

    Gdyby można było, to bym polubił Twój post.

    kotek
    Uczestnik
    #123926

    Śmiało FAB, nie krępuj się. Może zrobią tu jakieś punkty respectu czy czegoś 😉 Będzie niezła zabawa. Coś jak w ostatnim epie Orville 😉

    Cross
    Klucznik
    #123927

    Lawinowo rosnąca hollywódzka afera związana z molestowaniem dotknęła również ST DSC:
     

    Anthony Rapp, aktor serialu "Star Trek: Discovery", twierdzi, że Kevin Spacey próbował go wykorzystać seksualnie, kiedy ten miał 14 lat. W odpowiedzi Spacey wydał oświadczenie, w którym przeprosił aktora.

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #123928

    Anthonemu się przypomniało akurat, gdy zyskał na popularności...

    Też natrafiłem na ten temat.

    Boszeeee, ale głupi odcinek. Bardzo trekowy i bardzo głupi.

    Może jestem za stary już na takie historyjki. :/

    Ok. Przemyśleń kilka.

    - Wojna to fikcja. O jej przebiegu dowiadujemy się z dziennika Burnham. I co się dowiadujemy? Że Federacja zyskuje przewagę bo... Bo tak. Najpotezniejsza broń Floty nagle przestała być w centrum wydarzeń wojennych.

    - Ta impreza była strasznie ukazana. Bee Gees? Serio? Lubię klasykę disco (nomen omen) ale można było stworzyć jakiś 23wieczny taneczny kawałek z kilku randomowych sampli. Strasznie irytowała mnie każda imprezowa scena.

    - Mudd. To chyba najdurniejszy sposób na przejęcie okrętu. Jakieś urządzenie zapetlajace czasoprzestrzeń? Po co? Żeby pokazać różne efekty wyparowania czlowieka? Czemu akurat ustawił pętlę na 30 min.? Co można zrobić przez pół godziny? Można wszystko zmontować i zrobić tak, żeby wyglądało, że wszyscy teleportuja się lokacji do lokacji. Przecież przejście z jednego miejsca do drugiego zabiera moim zdaniem połowę tego czasu.

    120 osób załogi i nikt, absolutnie nikt nie umie fizycznie powstrzymać tego wnerwiajacego typa? Temat chu..... ochrony wraca jak bumerang.

    Poza tym, skoro Discovery tak łatwo wpadło w zasadzkę, to czy nie mógł równie dobrze w pobliżu czekać zakamuflowany okręt klingoński? Torturami łatwiej byłoby wydobyć wiedzę nt. działania spore drive.

    - Stamets wyjątkowo grał mi dziś na nerwach.

    - Skoro mówi się o ogromnym cierpieniu przy rozpadzie komórek przez tą fioletowa kulkę ciemnej materii to aktorzy mogliby chociaż udawać, że padają w męczarniach. Stoją jak słupy.

    - Co tam było powiedziane? Że fotel kapitana pozostaje bez wpływu na pętlę czasu? Bo co? Bo tak? Że nie kupuję takiej bzdury, to mało powiedziane.

    - Załoga schwytała Mudda tak po prostu. Co robi Flota z osobą podejrzana o zdradę? Oddaję tesciowi. Brawo.

    - Jest tylko jeden film o pętli czasowej, uwięzionym w nim człowieku, który genialnie ukazuje przemianę parszywego, aroganckiego dupka w człowieka który odkrywa co jest istotą zycia. Dzień Świstaka. Ukazanie w ten sposób relacji Asha i Burnham zrobione było na siłę i okrutnie skrótowo. Można było ładnie rozciągnąć ten wątek na kilka odcinków. Zrobić jakieś tło tej relacji. Byłoby znacznie ciekawiej.

    - No i po ostatnim odcinku z dramatycznym zakończeniem oczekiwałem, że temat porwania admirał Cornwel będzie kontynuowany,a tu nic. Jakiś wesoły odcinek z dupy. I do dupy, bo i temat i realizacja i humor i wszystko w tym odcinku nadaje się do dupy.

    I strasznie wnerwia mnie montaż odcinków oraz ujęcia okrętów gwiezdnych. Projekt okrętu Stelli nawet przez ten ułamek sekundy wyglądał na okropny, ale chyba od początku serialu nie daje nam się nacieszyć oka żadnym projektem.

    Rybka, też pokazana w taki sposób żebyśmy stwora przypadkiem nie widzieli za długo na ekranie.

    Zamiast pokazywać wydarzenia to wiele rzeczy nam się po prostu mówi.

    Może maleńkim plusem tego epizodu będzie znowu jakieś poznawanie Burnham i Tylera. Ale było to zrobione tak źle, że jednak nie. Totalnie zły odcinek.

    r_ADM
    Uczestnik
    #123930

    A mi sie podobalo. 

     

    Podobalo mi sie, bo chyba po raz pierwszy od You Are Cordially Invited pokazali w ST normalna impreze z normalnie zachowujacymi sie ludzmi (w odroznieniu od kukiel, ktore polknely kij od szczotki - jak bylo w TNG czy VOY). Podobala mi sie muzyka - wybranie takich a nie innych kawalkow mialo wywolac w widzu poczucie znajomosci i na mnie to dzialalo.

     

    Motyw petli czasowej nawiazywal raczej do Cause and Effect z TNG czy Window of Opportunity z SG1 niz do Dnia Swistaka i w takiej formule ten odcinek sprawdzil sie dobrze. Rozwoj postaci tez wyglada przekonywujaco. 

     

    Jezeli chodzi o fotel to nie byl on wylaczony z wplywu na petle, ale nie nalezal do krytycznych systemow okretu, ktore byly we wladaniu Muddai i zalogoa wykorzystala to by go oszukac. A buraki i nielogicznosci? No są; były i będą jednak historia na kanwie ktorej pokazano postacie w zupelnosci mi to rekonpensuje.

     

    Podoba mi sie tez podzial na odcinki z glowna historia i odcinki standalone'owe. Brak tych ostatnich to jedna z najwiekszych wad obecnie produkowanych seriali i ciesze, ze Discovery nie idzie ta droga.

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #123931

    Ja nie mam nic przeciwko odcinkom niezwiązanym z głównym wątkiem. O czym wcdesniej pisalem. Tylko, że główny wątek praktycznie nie istnieje. Porwano admirał, a o wojnie mówi się przez dziennik osobisty Burnham.

    To, że ludzie zachowywali się jak ludzie jest na plus. Po prostu nie podeszła mi ta scena i tyle.

    Nie porównuje też tego odcinka jeden do jednego z Dniem Świstaka. Chodziło mi o to, że jeśli chce się pokazać rozwój postaci w taki sposob, to trzeba to zrobić naprawdę dobrze. A tu było po łebkach i nieprzekonująco. Tylko Stameth pamiętał wszystkie pętle, a wyglądało to jakby i reszta nagle zaczęła wszystko pamiętać. Chyba, że tracili kolejne minuty z tych nieszczęsnych trzydziestu na tłumaczenie wszystkiego, a nie mogli mieć absolutnie żadnej pewności, że ta pętla nie będzie ostatnią. Michael i Ash sobie tańczyli, a w tym czasie Mudd poznawał napęd.

    r_ADM
    Uczestnik
    #123932

    Michael i Ash tanczyli dlatego, ze Stameth uznal, ze latwiej bedzie przekonac Asha jej niz jemu. Fabularnie uzasadnione a przy okazji rozwineli obie postaci. Dla mnie win/win.

     

    Co do tego, ze w pewnym momencie wydawalo sie, ze wszyscy wiedza, ze sa w petli to zgoda, ale moim zdaniem fabula bylo tu poprowadzona prawidlowo i przede wszystkim zaskakujaco jak na te formule odcinka. W momencie jak widz dowiaduje sie, ze sa w petli spodziewalem tych samych scen powtarzanych do znudzenia (jak bylo w TNG i SG1). W Discovery zrecznie tego uniknieto i kazda kolejna petla byla inna i zaskakujaca.

     

    A glowny watek istnieje; wydaje mi sie jednak, ze porownujesz Discovery z DS9 a seriale te pokazuja jednak inna optyke. Discovery krecone jest z punktu widzenia jednego okretu (czy nawet z punktu widzenia samej Burnham) i sila rzeczy nie pokazuje wielu mechanizmow i machinacji na szersza skale.

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #123933

    Mimo wszystko jeśli mówi się bez przerwy o tym, że Discovery jest tajna bronia Federacji w wojnie, to chciałbym zobaczyć trochę więcej tego, dlaczego tak jest.

    A tymczasem praktycznie każdy może sobie wejść na pokład, wystarczy mieć kosmicznego wieloryba i już. Robisz co chcesz na pokładzie. Nie ma ochrony, żadnych procedur bezpieczeństwa.

    Ok, zgoda, że może uniknięto kilku schematów związanych z powtarzalnością, ale to jak dla mnie nie ratuje odcinka.

    Nawet nie tyle porównuje DSC do DS9, bardziej oczekiwałem widowiska w stylu Battlestar Gallactica. Takie miałem małe marzenie. Po prostu ten odcinek uważam za słaby, a to co jest jego słabością jest w jakiś sposób jednocześnie startrekową esencją.

    snowman
    Uczestnik
    #123934

    Wreszcie... chciałoby się powiedzieć. Po obejrzeniu ostatniego odcinka mogę śmiało wskazać jedną rzecz, która szczerze przypadła mi do gustu. Mam na myśli wzmiankę o tzw. kryształach czasowych. Polecam bardzo ciekawy film na YT dotyczący tego tematu. Problem polega jednak na tym, że choć sama koncepcja takich "kryształów" znana jest już od 2012 roku, to w praktyce udało się je wytworzyć dopiero w styczniu tego roku! Praca nad scenariuszami kolejnych odcinków musiała zatem przebiegać niezwykle gorączkowo a przy tym w ogromnym chaosie skoro udało się do jednego z nich wcisnąć taką świeżynkę... Scenarzyści STD nie pozostaliby jednak sobą, gdyby i tym razem nie dorzucili do pieca. Tekstu Burnham "No Federation-aligned species has been able to stabilize them. A four-dimensional race must have perfected the technology..." nie sposób skomentować kulturalnie, więc chyba zwyczajnie lepiej go przemilczeć... Z drugiej strony ja nie byłbym sobą, gdybym w tej sytuacji oszczędził im złośliwości. Bez wątpienia mamy tu do czynienia z jednym z najbardziej kulawych "objaśnień" w historii sci-fi!

    Cross
    Klucznik
    #123935

    Kapitan mówiący, że mało go obchodzi jak to zrobią... A potem, że nadal go mało obchodzi jak to zrobią...

     

    A pamiętam jak ludzie narzekali na ST ENT. Odcinek do niczego.

    snowman
    Uczestnik
    #123936

    No dobrze, miło już było. Czas zatem po raz kolejny "pochwalić" scenarzystów za ich konsekwentną pogardę dla logiki. Mudd w wyniku wyjątkowo brawurowej akcji zdobył komplet informacji na temat zasad funkcjonowania napędu zarodnikowego. I cóż uczynili w tej sytuacji roztropni oficerowie floty, którzy ostatecznie zdołali go przechytrzyć i pojmać? W rzeczy samej, puścili go wolno i pozwolili zabrać ze sobą największy sekret Gwiezdnej Floty. No sieczkę trzeba mieć w głowie, by tak zakończyć cały ten temporalny bajzel. A wystarczyłoby przecież zabrać go do ambulatorium i wyczyścić pamięć...

    Lo'Rel
    Uczestnik
    #123937

    Nawet prowadzacy After Trek mówi wprost, że dziwnym zdarzeniem jest wydanie Mudda, który poznał tajemnice napędu zarodnikowego, teściowi. A raczej nie jest program służący wytykaniu niedociągnięć. 😉

Wyświetlanie 15 wpisów - od 166 do 180 (z 1,020 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram