Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Discovery
Tego czy będą jakieś konsekwencje jeszcze nie wiemy, chyba że widziałeś już kolejny odcinek 😉
Ano właśnie, ano właśnie... Cornwell nie mogła wiedzieć, że jej misja zakończy się sukcesem a przynajmniej nie zakończy się katastrofą. Dlatego powinna była zabezpieczyć się na okoliczność ewentualnej zasadzki. Miejmy nadzieję, że przed opuszczeniem Discovery powiadomiła chociaż dowództwo Floty o swych ustaleniach.
Dlatego czekamy na kolejny odcinek, tylko że Ty już zdążyłeś wyciągnąć przedwczesne wnioski:
Wychodzi zatem na to, że Flotą dowodzą matoły i szaleńcy (lub oszuści) albo scenarzyści STD są straszliwie niekompetentni. Choose your disco pain dear reader, again...
A co do tego co się może wydarzyć – być może faktycznie Gwiezdną Flotą dowodzą niekompetentni ludzie, myślę, że taką tezę da się solidnie obrobić na gruncie kanonu. Wystarczy chociaż spojrzeć na TNG i odcinki Drumhead, Measure of Man, Pegassus, Chain of Command...
Dlatego czekamy na kolejny odcinek, tylko że Ty już zdążyłeś wyciągnąć przedwczesne wnioski...
Patrząc na to w jaki emocjonalny sposób mimo wszystko Burnham się zachowuje, wybór Spocka wydaje się logiczniejszy. Być może przeczuwał, że Spock ma lepszą perspektywę na przyszłość na Wolkanie niż Michael.
Czy umie mi ktoś wytłumaczyć (o ile oczywiście Ash to Klingon), jak to możliwe, że do tej pory w serialu nie używano automatycznego translatora, nawet ta "biała" Klingonka mówiła łamanym angielskim, a tu nagle Ash (o ile jest Klingonem według teorii fanów) zasuwa płynną angielszczyzną, gdy nigdy nie miał do czynienia z ludźmi?
Snowman:
Nie dziecko bez opieki, tylko kapitana z objawami czegoś zbliżonego do PTSD (być może). Najwyraźniej uznała, że skoro kapitan funkcjonował przez te miesiące, to wytrzyma jeszcze chwilę.
Co do Sareka, to niezależnie od jego oceny Burnham mógł oceniać Spocka jako lepiej dopasowanego do wolkańskiej akademii...
FAB: Mnie bardziej niż język interesuje to w jaki sposób Voq (o ile to on) poznał kontekst społeczny i te wszystkie drobiazgi, które wychodzą w interakcjach z innymi. Podejrzewam, że być może musieli skanować wspomnienia jakiegoś prawdziwego oficera i mu je wkleić.
Snowman:
Nie dziecko bez opieki, tylko kapitana z objawami czegoś zbliżonego do PTSD (być może). Najwyraźniej uznała, że skoro kapitan funkcjonował przez te miesiące, to wytrzyma jeszcze chwilę.
To niepojęte, że nawet tak prostą analogię można błędnie zinterpretować. Jeżeli czujesz potrzebę komentowania moich wpisów, to odnoś się do moich słów a nie do własnych o nich wyobrażeń. Dziecko symbolizowało wyjątkowo cenną technologię, na którą należy chuchać i dmuchać zaś niezrównoważona niania pełniła rolę obłąkanego kapitana. Żaden roztropny admirał nie zostawiłby pod opieką nawiedzonego Gabrysia okrętu kluczowego dla przebiegu wojny choćby na minutę licząc, że jakoś to będzie, bo do tej pory szczęśliwie udało się uniknąć najgorszego. Proszę, zacznij wreszcie myśleć...
Co do Sareka, to niezależnie od jego oceny Burnham mógł oceniać Spocka jako lepiej dopasowanego do wolkańskiej akademii...
No pewnie, że mógł. Tylko dlaczego szczerze nie wyznał tego własnej córce? Dlaczego miałby ją w tej sytuacji zwodzić? Gdyby tak w istocie było, to cały wątek dotyczący Sarekowych rozterek pozbawiony byłby sensu. Rozumiesz? Jego wybór nie był logiczny, gdyż dokonał go pod naciskiem tej samej "wolkańskiej kultury", do której tak bardzo chciał zaadaptować ludzi. Dostrzegasz tę wewnętrzną sprzeczność?
W całym tym wątku opisującym historię Sarekowych rozterek niezwykle interesujący wydaje się być jeszcze jeden szczegół. Otóż Spock młodszy był od Burnham o cztery lata. Możemy, więc całkiem bezpiecznie założyć, że swoją decyzję o wstąpieniu do Gwiezdnej Floty i tym samym odrzuceniu Wolkańskiej Grupy Ekspedycyjnej podjął jakieś cztery lata po wydarzeniach przedstawionych w naszej kung-fu scenie. W tym czasie Burnham służyła na U.S.S. Shenzhou. Cóż zatem stało na przeszkodzie, by Sarek już wtedy wyjawił jej swój sekret i poprosił, aby ponownie złożyła aplikację do Grupy Ekspedycyjnej? Być może odmówiłaby, a być może nie. Czyż nie warto byłoby jednak spróbować? Sarek ze swoim zachowaniem wydaje się być bardziej ludzki od niejednego człowieka. Naprawdę niewiele w nim z logicznego Wolkanina... W tym kontekście dziwić przestaje skąd tylu radykałów na Wolkanie. 😉
Kompletnie nie rozumiem również postępowania V'Lataka - wolkańskiego zamachowca samobójcy. "Pojmuję" jego motyw, lecz sposób przeprowadzenia samobójczego zamachu był kompletnie nieprzemyślany. Sarek w ostatniej chwili zdążył bowiem otoczyć się polem siłowym i tym sposobem przeżył. Czyżby V'Latak nie zdawał sobie sprawy z technicznych możliwości wolkańskich okrętów/promów? Mało to prawdopodobne. Wydaje się, że skoro otrzymał funkcję asystenta Sareka, to musiał takich misji wykonać wiele. Spędził zatem na podobnych okrętach sporo czasu. Dlaczego zatem w chwili wybuchu stał tak daleko od Sareka? Dlaczego siła wybuchu była tak słaba, że ledwie przebiła poszycie okrętu w górnej jego części? Ok, ktoś mógłby powiedzieć, że większa ilość materiału wybuchowego zostałaby wykryta przez okrętowe systemy. Zgoda, to całkiem możliwe. Dlaczego zatem porywać się na zamach bombowy? Wystarczyło przecież spacyfikować Sareka za pomocą nerve pinch, otworzyć śluzę i wypchnąć go nieprzytomnego w przestrzeń a potem ewentualnie popełnić samobójstwo. Albo wywołać dekompresję i sabotować ev suit, albo kompletnie uszkodzić system podtrzymywania życia, albo zdestabilizować rdzeń warp, albo zwyczajnie zastrzelić z fazera czy wreszcie zadźgać zwykłym sztyletem... Dziwni jacyś Ci Wolkanie. Nawet logiczni ekstremiści są na bakier z logiką. 😉
Panowie, to tylko serial. Czytam te wpisy i zdaje mi sie, ze niektorzy za bardzo sie wczuli (na pewno jedna osoba).
Jesli komus serial sie nie podoba to niech go nie oglada! Po prostu. Ja tak zrobilem z Van Helsing. Poczatek 2 sezonu byl tak glupi, ze szkoda mi bylo tracic na niego czas.
W STD nie widzialem Sareka siadajacego na stole, nie interesuje mnie jak dokladnie dziala Spore Drive, mam gdzies ze GF zamiast dokonac szybkiego ataku i zgniesc Klingonow, stroi sobie zarty z wojny. Ogladam dla rozrywki. I to samo proponuje innym.
Po poprzednim (5 odcinku) miałam tego serialu tak serdecznie dość, że na nadrobienie szóstego zdecydowałam się dopiero dzisiaj. Mam ochotę powiedzieć: no wreszcie! Wreszcie jest przyzwoita zawartość Treka w Treku! Tak trzymać 🙂
Świetne rozliczenie Michael z przeszłością. Znakomite podsumowanie, że może ona nie spełniła oczekiwań Sareka, ale on też nie spełnił jej oczekiwań, bo nie dostała od niego tego, czego potrzebowała. Coś niby tak oczywistego, a dla mnie było genialne.
EDIT: Doczytałam dyskusję, już mogłam 😉
Kolejna rzecz, która mi się podoba, a na którą zwrócono tam uwagę, to pokazywanie pewnej niedoskonałości fizycznej, która jest normalna. Naprawdę niewielu ludzi jest tak ślicznych jak Ash, tacy jak Tilly też muszą istnieć 😉 Żarty żartami ale dobrze, że Trek promuje normalność.
A scena między admirał i kapitanem najlepsza była kiedy on budzi się i atakuje swoją szefową. Ta scena mnie bardzo zaskoczyła. Wreszcie scenarzyści odrabiają zadanie domowe i pokazują, że człowiek po kilku dniach od wyswobodzenia z rąk wroga dalej zachowuje daleko idącą nieufność.
Snowman, mówiąc w dużym skrócie, uważasz, że aktorka/postać powinna wyglądać na swoje lata, bo tak było kiedyś. Znowu Star Trek jest zbyt nowoczesny. Nie dość, że nie ma kineskopowych wyświetlaczy, to jeszcze kobiety po 40-tce są niepomarszczone. Skandal! Brawo Ty.
I nie, nie chciałem Ci dopiec, uraczyłem Cie złośliwostką, jakich niemało było w naszych dyskusjach. Przepraszam, że Ci dopiekłem. Ale ten Twój ton już wypadałoby zmienić. Nieprawdą jest, że nie wyrokujesz. Robisz to nie tylko w temacie serialu - na czym znów parę postów wyżej złapał Cię Fluor - ale też w kwestii rozsądku Twoich dyskutantów. Zrób sobie przerwę od tej dyskusji przynajmniej do kolejnego odcinka, bo robisz się nieznośny.
Ej, ale kolejny odcinek jest jutro! Może dłuższa przerwa byłaby wskazana? Wszak nawet admirał chciała odsunąć kapitana od fotela 😉 Trauma spowodowana oglądaniem STD mogła okazać się większa niż tortury Kingonów.
Ja zrobiłem tak: korzystając z dobrodziejstw Netflixa nadrabiam DS9, by nie zwariować od analizowania DSC. To też powód nieudzielania się w dyskusji.
Dzięki temu widzę jak genialnym serialem jest Stacja. Jak drobne wątki i decyzje bohaterów wpływają na późniejszą fabułę. Genialne. Życzyłbym sobie, by scenarzyści DSC wzięli sobie za wzór ten serial w budowaniu wojennej rzeczywistości.
W każdym razie, dystans zalecany. Nie jest to nic, co warte jest skrajnych emocji czy też rozbierania wszystkiego nie nawet na czynniki pierwsze ale na atomy.
Snowman, mówiąc w dużym skrócie, uważasz, że aktorka/postać powinna wyglądać na swoje lata, bo tak było kiedyś. Znowu Star Trek jest zbyt nowoczesny. Nie dość, że nie ma kineskopowych wyświetlaczy, to jeszcze kobiety po 40-tce są niepomarszczone. Skandal! Brawo Ty.
I nie, nie chciałem Ci dopiec, uraczyłem Cie złośliwostką, jakich niemało było w naszych dyskusjach. Przepraszam, że Ci dopiekłem. Ale ten Twój ton już wypadałoby zmienić. Nieprawdą jest, że nie wyrokujesz. Robisz to nie tylko w temacie serialu - na czym znów parę postów wyżej złapał Cię Fluor - ale też w kwestii rozsądku Twoich dyskutantów. Zrób sobie przerwę od tej dyskusji przynajmniej do kolejnego odcinka, bo robisz się nieznośny.
Przejrzałeś moje wyliczenia dotyczące wieku Amandy Grayson? Nawiasem mówiąc wkradła się tam pomyłka dotycząca momentu, w którym Sarek i Amanda spotkali się po raz pierwszy. Nastąpiło to w późnych latach dwudziestych dwudziestego trzeciego stulecia a nie w roku 2220 jak napisałem. Nie miało to jednak znaczenia dla moich obliczeń. Przyjąłem wtedy natomiast niezwykle ostrożne założenie, że w chwili narodzin Spocka Amanda miała ledwie 19 lat. Byłaby wówczas dzieciuchem. Naprawdę uważasz, że w tej sytuacji Sarek zwróciłby na nią uwagę? Śmiało możemy zatem przyjąć, że w tamtym momencie Grayson dobiegała raczej trzydziestki niż dwudziestki. A to oznaczałoby, że w roku 2249 była kobietą nieomal pięćdziesięcioletnią. Przypomnę, że Burnham miała wtedy 23 lata. Naprawdę nadal uważasz, że Kirshner to dobry wybór do tej roli? A przyjrzałeś się Cornwell? Ona jest prawdopodobnie niewiele tylko starsza od Grayson. Myślę, że jakieś 6, najwyżej 7 lat.
A scena między admirał i kapitanem najlepsza była kiedy on budzi się i atakuje swoją szefową. Ta scena mnie bardzo zaskoczyła. Wreszcie scenarzyści odrabiają zadanie domowe i pokazują, że człowiek po kilku dniach od wyswobodzenia z rąk wroga dalej zachowuje daleko idącą nieufność.
A nie zdziwiło Cię, że szefowa poszła do łóżka ze swoim podwładnym? Czyżby przyszłość tak się już stała nowoczesna, że zdobywanie dowodów czyjejś winy przez łóżko jest powszechnie akceptowane? Odrobinę wybiórcza ta Twoja percepcja. Na dodatek ten cały Gabrysiowy PTSD jest strasznie naciągany. Gość z pewnością ma wiele powodów, by trzymać fazer pod poduszką, ale nie sądzę, by można było zaliczyć do nich psychiczny uraz wywołany klingońskimi torturami czy zabiciem załogi U.S.S. Buran.
A nie zdziwiło Cię, że szefowa poszła do łóżka ze swoim podwładnym? Czyżby przyszłość tak się już stała nowoczesna, że zdobywanie dowodów czyjejś winy przez łóżko jest powszechnie akceptowane? Odrobinę wybiórcza ta Twoja percepcja.
Moja subiektywna opinia została mocno zniekształcona. Zwróciłam uwagę na fakt związku przyczynowo-skutkowego i pochwaliłam scenarzystów, że pamiętali co działo się w poprzednim odcinku. Dzięki temu Lorca zachował się po ludzku. Jak człowiek, który przeżył straszne rzeczy.
Nie komentowałam i komentować nie zamierzam sytuacji ich zależności służbowej i zażyłości na gruncie prywatnym czy tego jak została ona wykorzystana.
