Forum Trek.pl Newsy Star Trek Przyszłość Treka zmierza w 3 różnych kierunkach...

Przyszłość Treka zmierza w 3 różnych kierunkach...

Viewing 15 posts - 46 through 60 (of 90 total)
  • Author
    Posts
  • Eviva
    Participant
    #66368

    zresztą sam prosił dowódce zeby go zabił

    Zacznijmy od tego, że prosił o pomoc (please, help - cyt.), a nie o śmierć, czego dowodem może być wyciągnięcie ręki do kapitana. Picard zabił go wiedząc, że nie jest w stanie mu pomóc. I to nie był chorąży Lynch.

    zaraz. Picardowi udało się pomóc. Więc chyba udałoby się pomóc innym. A moze istnieje taryfa ulgowa dla kapitanów?

    Kirk ma w sobie radość życia, ale troche za duzo i bardzo często łamał regulamin i dyrektywy.

    Jak to powiedzieli śledczy temporalni w odcinku z Triblami (DS9) "ten człowiek był szaleńcem" 🙂

    I jakoś Picard potrzebował tego szaleńca, żeby poradzić sobie w "Generation".

    Kirk łamał i regulamin i dyrektywy - wtedy, gdy było to konieczne dla ocalenia statku bądź ludzkiego życia. Przepisy układano na Ziemi, za biurkiem, a on był w terenie i lepiej wiedział, co jest właściwe i konieczne w danych warunkach.

    Garak
    Participant
    #66370

    zaraz. Picardowi udało się pomóc. Więc chyba udałoby się pomóc innym. A moze istnieje taryfa ulgowa dla kapitanów?może i tak, ale Picard miał swoją świadomość jako Borg, był Locutuem i nie był taką maszyną jak inne osoby które stawały się członamija lubie wszystkich kapitanów bo każdy dużo wniósł do treka !!! Najlepsi to Picard, Sisko, Kirk, troche słabsi Archer i Jaynway

    fluor
    Keymaster
    #66372

    Eviva: technologia umożliwiająca odzyskiwanie zasymilowanych załogantów na pewno by się przydała, ale pytanie w jaki sposób radzić sobie z zasymilowanymi ludźmi w trakcie ataku Borg. Nie ma przecież czasu na uganianie się za nimi, a wszelkie bariery prędzej czy później sforsują.Garak: witamy na forum 🙂

    Eviva
    Participant
    #66374

    Eviva: technologia umożliwiająca odzyskiwanie zasymilowanych załogantów na pewno by się przydała, ale pytanie w jaki sposób radzić sobie z zasymilowanymi ludźmi w trakcie ataku Borg. Nie ma przecież czasu na uganianie się za nimi, a wszelkie bariery prędzej czy później sforsują.

    Więc najlepiej zabić i z czachy?

    A wiesz, co zrobiłby szaleniec Kirk? Przywlókłby do nich za kark doktora McCoy. Ten by powiedział :"Jestem lekarzem, nie elektronikiem!", a kapitan odpowiedziałby mu na to :"Jesteś lekarzem, to są pacjenci... i to rozkaz."

    No ale Kirk był szaleńcem... kto oprócz skończonego wariata przejmowałby się kilku załogantami, skoro inni czekają całe lata w kolejce, by dołączyć do załogi?

    fluor
    Keymaster
    #66377

    To naprawdę szaleństwo. Borg atakuje Twój statek, asymiluje Twoją załogę - zakazałabyś strzelania do "przejętych"? A pozostałe drony Borga to co, kajzerki? Też istoty żywe, kiedyś dołączone do kolektywu. Jeżeli to byłoby takie proste, Picard by na to wpadł, jestem pewien, bo zabijanie swoich załogantów to nie jest standardowa procedura. Ale czasem faktycznie trzeba poświęcić kilku (i tak niemal straconych), by uratować pozostałych. To nie jest prosta ani przyjemna sytuacja, ale po tym odróżnisz sytuację realistyczną od bajki. W bajce doktor przyłoży mu patelnią i ogłuszy, ale jeśli trzymać się realizmu to doktorek i reszta załogi jeszcze szybciej staną się członami.Kirk zdaje się miał z tym pewien problem, chociaż to w jego czasach powstało pojęcie redshirta.

    Eviva
    Participant
    #66378

    Przykro mi - nie zaakceptuję tego, co zrobił Picard. Jeśli tak miała wyglądać jego pomoc, to człowiek może zacząć się zastanawiać, kto właściwie jest wrogiem. Likwidacja choroby razem z zakażonymi - Organianie z ENT potwierdziliby swe obserwacje, a Klingoni daliby członkostwo honorowe. Ach, no tak! Teraz już wiem, za co tak Łysego szanują - pewnie właśnie za takie podejście.

    Kirk zdaje się miał z tym pewien problem, chociaż to w jego czasach powstało pojęcie redshirta.

    Kirk ich nie zabijał - przeciwnie, walczył o każdego członka załogi. Do końca.

    Garak
    Participant
    #66379

    To naprawdę szaleństwo. Borg atakuje Twój statek, asymiluje Twoją załogę - zakazałabyś strzelania do "przejętych"? A pozostałe drony Borga to co, kajzerki? Też istoty żywe, kiedyś dołączone do kolektywu. Jeżeli to byłoby takie proste, Picard by na to wpadł, jestem pewien, bo zabijanie swoich załogantów to nie jest standardowa procedura. Ale czasem faktycznie trzeba poświęcić kilku (i tak niemal straconych), by uratować pozostałych. To nie jest prosta ani przyjemna sytuacja, ale po tym odróżnisz sytuację realistyczną od bajki. W bajce doktor przyłoży mu patelnią i ogłuszy, ale jeśli trzymać się realizmu to doktorek i reszta załogi jeszcze szybciej staną się członami.

    Kirk zdaje się miał z tym pewien problem, chociaż to w jego czasach powstało pojęcie redshirta.

    dzięki za powitanie fluor 🙂

    Także uważam, że Picard postąpił słusznie, ponieważ jego załogant i tak był już stracony, stałby się kolejnym członem który asymilowałby kolejnych załogantów, a sam proces odasymilowania, to nie taka prosta sprawa np 7 z 9 , bardzo długo była przeciwna odwróceniu procesu, nawet pózniej gdy juz wydawało się, że już wszystko sie udało były komplikacje incydent z USS RAVEN w przestrzeni Bomar. Na wojnie zawsze są ofiary ! A skąd my wiemy?? może temu zalogantowi chodziło o inną pomoc, może nie chciał, zmienić się w Borga, wolał umrzeć jako człowiek.

    Przykro mi - nie zaakceptuję tego, co zrobił Picard. Jeśli tak miała wyglądać jego pomoc, to człowiek może zacząć się zastanawiać, kto właściwie jest wrogiem. Likwidacja choroby razem z zakażonymi - Organianie z ENT potwierdziliby swe obserwacje, a Klingoni daliby członkostwo honorowe. Ach, no tak! Teraz już wiem, za co tak Łysego szanują - pewnie właśnie za takie podejście.

    Kirk zdaje się miał z tym pewien problem, chociaż to w jego czasach powstało pojęcie redshirta.

    Kirk ich nie zabijał - przeciwnie, walczył o każdego członka załogi. Do końca.

    a skąd wiemy jakby postąpił Kirk ?? jak on nie spotkał BORG.

    Silver Phoenix
    Participant
    #66380

    Ciekawe, czy pamiętacie jeszcze o czymś...

    Pikuś był "po drugiej stronie", wiedział jak to jest i jak się wtedy czuje człowiek. To mogło przeważyć szalę.

    Kirk ich nie zabijał - przeciwnie, walczył o każdego członka załogi. Do końca.

    Kirk nie spotkał Borg (jak to zauważył mój przedmówca). A Picard miał na karku nie tylko załogę Enterprise, ale i los całej ludzkości. Pozwól, że przypomnę Ci pewne słowa:

    "The needs of the many outweigh the needs of the few, or the one"

    Ciekawe, czy poznajesz, czyje to słowa.

    fluor
    Keymaster
    #66382

    Celnie Silver, zwłaszcza to ostatnie 🙂

    Lo'Rel
    Participant
    #66383

    Eviva, jest coś takiego jak ocena sytuacji i ryzyka. Połowa okrętu była zasymilowana. W czasie gdy Picard strzelał do załoganta trwała regularna bitwa. Miał powiedzieć: szanowny kolektywie, przepraszam, ale chcę zabrać swojego załoganta? Nie, musiał podjąć decyzję, a wiedział co to znaczy być droną i dlatego oszczędził mu cierpienia i bycia automatycznym zombie. Poświęciłabyś więcej ludzi by ratować jednego? Są sytuacje w których trzeba podjąć cholernie trudną decyzję. A Picard miał wtedy na głowie swój okręt i przyszłość Ziemi. A może właśnie dlatego, że poświęcił wszystko by ratować niemal straconego człowieka przegrałby z Borgiem i planeta zostałaby zasymilowana. Popatrz szerzej na problem. To ciężka sprawa, ale chyba ocena szans nie jest obca w środowisku medycznym?Pamiętaj o powiedzeniu uwielbianych przez nas Volkan o potrzebach większości. Co do Kirka, to cytat był wypowiedziany z przymrużeniem oka, bo całe tamte czasy były szalone. Kirk dziś jest oceniany jako postać kowboja który dyrektywy i nakazy traktował jako konieczny obowiązek i omijał je kiedy tylko mógł. Ale te wybryki właśnie zbudowały wizerunek tej postaci i dlatego, że był nieobliczalny jest tak kochany przez fanów.

    Eviva
    Participant
    #66386

    No cóż, ciekawi mnie Twoja wypowiedź, Lo: jesteś przeciw karze śmierci, ale za eutanazją dla dobra ludzkości?A mówią, że to ja jestem niekonsekwentna. Zdecydujcie się - albo, albo. Albo tak szanujecie życie, że nie chcecie go odbierać nawet patologicznym mordercom, albo uważacie, że odebranie go w niektórych sytuacjach jest uzasadnione - NAWET ODEBRANIE GO NIEWINNYM.

    Lo'Rel
    Participant
    #66387

    Nie porównuj wojny do kary śmierci. To zupełnie nieporównywalne sytuacje. Kiedy masz pod sobą setki osób za życie które odpowiadasz to musisz podejmować trudne moralnie decyzje. A co gdyby przy próbie uratowania tego załoganta śmierć poniosłoby więcej osób, lub co gorsza doprowadziłoby to do przejęcia Enterprise przez Borga? w takich sytuacjach ważna jest ocena ryzyka.Poza tym tak, popieram eutanazję, w sytuacjach powiedzmy skrajnie beznadziejnych jestem za takim rozwiązaniem.

    Silver Phoenix
    Participant
    #66388

    Albo tak szanujecie życie, że nie chcecie go odbierać nawet patologicznym mordercom...

    No nie wiem, ja jestem "za"

    ...uważacie, że odebranie go w niektórych sytuacjach jest uzasadnione - NAWET ODEBRANIE GO NIEWINNYM.

    Problem w tym, że zainfekowani załoganci nie byli niewinni. Już nie.

    Stanowili zagrożenie dla reszty okrętu (Borg przecież również miał w tym momencie ograniczone siły - tylko to, co ocalało ze Sfery - a przecież ciągle ponosił straty) i każdy następny zainfekowany stanowił spore wzmocnienie; przez to stanowili również zagrożenie dla całej ludzkości. Zarówno tej obecnej jak i przyszłej.

    Owszem, stali się zagrożeniem nie z własnej winy - ale stali się.

    Wspominasz o pomocy medycznej. A mam przypomnieć Ci scenę, w której dr Crusher wraz z resztą personelu musiała spływać kanałami? Ambulatorium zostało zajęte przez drony. Nawet, gdyby chciała, nie była już w stanie nikomu pomóc - bo niby z czym? Z tą czarną skrzyneczką, zawierającą hypospraye?

    To tak, jakby Tobie przywieźli pacjenta, dali Ci latarkę i kazali go prześwietlić.

    Zastanowiłaś się, jak odseparowac zainfekowanych? Gdzie ich trzymać? A gdyby tak choć jeden się wymknął?

    lszekg
    Participant
    #66389

    Może inaczej: Zabijesz tego kto strzela do swoich czy puścisz go prosto w swoje okopy??

    Lo'Rel
    Participant
    #66390

    Odwracanie procesu asymilacji to długotrwały proces, nie wystarczy pstryknąć palcem, więc zanim Crusher mogłaby w tych warunkach pomóc komukolwiek, to zainfekowani nanosondami dawno staliby się dronami. Przejęcie chorego członka załogi bez możliwości jego natychmiastowego leczenia skończyłoby się zapewne tak, że sam zacząłby asymilować innych. Typowy koń trojański.

Viewing 15 posts - 46 through 60 (of 90 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram