Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Pracować czy nie pracować - dyskusja o niedzielach
Uważam, że fluor ma rację. Prawo powinno stanowić, że praca w niedzielę i inne święta to dodatkowy zarobek - ja sama bym na to poszła.
Decydujac sie na prace w kinie, nikt nie liczy, ze bedzie pracowal od 8 do 15 w tygodniu z wolnymi weekendami.
To samo można powiedzieć o ludziach decydujących się na zatrudnienie w sklepie. Znają obecne realia i godzą się na pracę w weekendy.
W dyskusji padło już określenie "przymus ekonomiczny", wierzę, że jesteś w stanie jakoś sprawdzić co to jest. Być może się oszukuje
Poza tym co - segregacja na lepszych i gorszych pracowników? Tych, którym wolne w niedziele i spędzanie czasu z rodziną się należy i całą resztę. Absurd.
Załamka... Prawdziwa załamka... To już jest taki festiwal ignoracji...
W Polsce są stanowiska dające minimum trzy tygodnie płatnego urlopu. I są stanowiska dajace pięć tygodni takiegoś. Są stanowiska dające minimum 1500 zł penisji. I są takie z minimum 2000 zł. pensji. Itd. Tak, to jest podział na lepszych i gorszych. To się nazywa "normy regulujące stoaunek pracy".
Barusz, ale skoro ludzie mają przymus ekonomiczny do pracy w niedzielę i się im tej pracy zakaże, to przymus ekonomiczny wcale nie zmaleje, a wzrośnie (zmniejszy się liczba etatów).
Nie, zniknie, skoro jego realizacja będzie po prostu zakazana.Rozumowanie analogiczne do przedstawionego: Ludzie mają przymus ekonomiczny kraść, robić włamania, nie chcą tego, no ale biednieją ===> Więc nie ma co zakazywać włamań prawnie.
Od zawsze odkąd mozemy mówić o większości i mniejszości jest tak, że wyznawany przez mniejszość pogląd, po wcieleniu w życie zapewnia lepszy rozwój społeczeństwa.
Barusz, co za brednie.
Wobec tego zostańmy państwem atesitycznym. Bo w końcu mniejszość tego kraju deklaruje właśnie taki światopogląd. W związku z tym, każdy kto chce będzie robił zakupy w niedziele i pracował w niedziele.
Poza tym zakupy to też forma pracy, więć jakoś nie pojmuję Twego postępowania.
Z "państwem ateistycznych" (cokolwiek by to miało znaczyć...) miałabyś rację, gdyby jakieś względy wskazywały, że wcielenie w życie owego wyznawanego przez mniejszość pogląd zapewniało lepsze funkcjonowanie państwa. Dla mnie to, że czasem racje ma większość a czasem mniejszość to coś oczywistego.
Więc zważaj na słowa, bo Twoje wypowiedzi stają się nielogiczne.
Barusz, co to za logika? Od kiedy zmniejszanie ilości etatów powoduje wzrost zamożności ludzi? Przymus ekonomiczny, jak to ładnie nazywasz, wcale nie zniknie, tylko będzie silniejszy, np. w postaci pracy na dodatkowe etaty w pozostałe dni, co też nie będzie prospołeczne.
@ Manul - W jaki sposób? Bo moim zdaniem jeżeli naprawdę zinerpretowałaś tą moją wypowiedź jako stwierdzenie, że mniejszość zawsze ma rację, to zaliczyłaś jakiś totalny odlot. Zapewne w kierunku "państwa ateistycznego".
@ fluor - Nie widzisz, że to co piszesz już się "nie trzyma kupy" na takim najbardziej podstawowym poziomie? Choćby dlatego, ze w drugim zdaniu piszesz, że źle jest jak ludzie mniej pracują, a w trzecim, że źle jest jak ludzie więcej pracują. Że coś w tym tekście jest nie tak.
Wydaje mi się, że niepotrzebnie odczytujesz każde z moich zdań jako odrębną całość, one wynikają jedno z drugiego i odwołują się do Twoich wypowiedzi. To prosta próba zrozumienia w jaki sposób doszedłeś do tego, że redukcja etatów jest działaniem prospołecznym i prorodzinnym.
Łech... Ze wzgledów integracyjnych, religijnych, komparystycznych, no i dlatego, że założenie, że jak się zakaże pracy w niedziele to ludzie będą pracowali w niedziele bo przymus ekonomiczny pracy w niedziele wzrośnie wydało mi się absurdalnym.
Barusz, przeczytaj uważnie: Przymus ekonomiczny, jak to ładnie nazywasz, wcale nie zniknie, tylko będzie silniejszy, np. w postaci pracy na dodatkowe etaty w pozostałe dni. Tu nie ma błędu logicznego.
Przymus pracy w niedziele zniknie. Czy trzeba będzie pracować więcej w inne dni? Może tak. Od regulowania takich rzeczy, od regulowania maksymalnego czasu pracy w ciągu doby czy tygodnia są przepisy Kodeksu pracy o czasie pracy.
Uwielbiam to błyskotliwe przechodzenie, raz argument: "takie jest życie" a za innym "takie jest prawo".
Przymus pracy w niedziele zniknie, o ile można mówić o przymusie, bo przecież nie można pracownika zmusić do pracy. Wszystko jest regulowane umową o pracę a także przepisami kodeksu. Jeżeli pracownik zatrudnia się na pełnej dyspozycyjności, to znaczy, że godzi się na pracę m.in. w niedzielę.
Czy trzeba będzie pracować więcej w inne dni? Może tak.
Właśnie tu pojawia się klucz do problemu, bo może są ludzie, którzy wolą pracować w niedziele, a nie więcej w inne dni. Pomysł wprowadzania zakazu pracy jest uszczęśliwianiem na siłę, kojarzy mi się z socjalizmem w najgorszym wydaniu.
Tak działa prawo. "Może są ludzie..." Może są ludzie, którzy woleliby, by nie było płatnych urlopów. Może są ludzie, którzy woleliby, by nie było emerytur. Może są ludzie, którzy woleliby, by kadencja prezydenta trwała siedem lat, a nie pięć. Może są ludzie, którzy woleliby, by nie było instytucji zwanej "prawem jazdy". Może są ludzie, którzy woleliby, by każdy ojciec mógł zabić swego syna przez pierwszych siedem lat jego życia. Gwarancje dla jednych są okupione stratą drugich, tak to wymyślono. Tak działają normy. Czasem, owszem, daje się to sprowadzić bez błędu logicznego do problemu "uszczęśliwiania na siłę".Nikt nie oczekuje cudu - teraz, już. Natomiast owszem , np. ja oczekuję, że normy będą stanowione tak, by zapewnić możliwie najszybszy, najlepszy rozwój naszego kraju.Ja pochelbiam sobie m.in., że jestem człowiekiem mało ideologicznym. "Masz socjalistyczne poglądy!" to nie jest jak dla mnie obraza. No, trochę mam. Jeżeli dojdę do wniosku, że wprowadzenie jakichś socjalistycznych rozwiązań będzie czymś dobrym, prorozwojowym, jeżeli ktoś mi to wykaże, to jestem za.
