Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Griffers
Podszedłem do pola siłowego. Parokrotnie popukałem w ścianę energii. -Eeee.... dzień dobry?
W areszcie nie było nikogo po za członkami twojej załogi w celach obok.Jakaś przestraszona kadetka zapytała trzęsącym się głosem - Kapitanie co się dzieje co chcą z nami zrobić?
-Hmmm... intrygujące pytanie... jeśli nas nie zabiją to puszczą wolno... -Uśmiechnąłem się. -Chodzi im pewnie o naszą misję. Teraz niestety możemy już tylko tutaj siedzieć... bo raczej apelacji nam wnieść nie pozwolą.
Kadetka popatrzyła na ciebie smutno kiedy to powiedziałeś po czym usiadła na ławce pochlipując.Po jakiś 20 min ponownie objął cię promień transportera.Tym razem zostałeś przeniesiony do ambulatorium gdzie pilnowany przez 5 uzbrojonych załogantów zostałeś zbadany przez EMH a po badaniu przeniesiony do standardowej kwatery.Na miejscu czekał na ciebie padd z następującą treścią."Do chorążego Jona Griffersa.Chorąży jestem bardzo rozczarowany pańskimi poczynaniami. Nie dość że stracił pan swojego pierwszego oficera a do tego nie podołał pan zadaniu zniszczenia starego uszkodzonego Excelsiora.Rozkazy przejrzyście zakazywały wchodzenia na pokład USS T'mew co pan zlekceważył a teraz poniesie pan konsekwencje.Niniejszym udzielam panu nagany do akt i zwalniam ze stanowiska dowódcy USS Fierro NCC 89976.Nowe rozkazy dostanie pan w SB 514 gdzie ma się pan udać razem ze swoimi starszymi oficerami natychmiast po opuszczeniu USS Timerion.Z poważanie Admirał Jeseph Klouser."
Czytałem i nie mogłem uwierzyć. -Pieprzona kwatera! Zdecydujcie się! Do kur.... AGRRRHH!!! -Rozwścieczony kopnąłem parokrotnie łózko, -Z poważaniem!? Z poważaniem?! A w dupie! Ten wasz cholerny Excelsior miał nawet anteną nie ruszyć! A tu co?! Wesoło zapieprza w warp 9 i dwa razy znika z radaru! Takiego! -Wyżyłem się jeszcze na łóżku po czym upadłem na miękkie podłoże. Sen nie był z resztą ukojeniem. Jakieś niespokojne cienie, błyski, szepty... statki... puste pokłady... chyba na jakimś młodszym okręcie. Przy pogaszonych światłach, obowiązkowo.Obudziłem się zlany potem. -He.. He, a podobno duchów nie ma. -Podszedłem do drzwi. -Oczywiście brać ochrona? To ja podziękuję. -Usiadłem na krześle i zacząłem myśleć... myśleć o nie wiadomo czym. Po chwili przełknąłem ślinę, trzeba zabrać ludzi.
3 dniowa podroż minęła ci bardzo szybko, kiedy wreszcie przybyliście przez komunikator usłyszałeś - Przybiliśmy do SB 58 wszystkie osoby opuszczające pokład są proszone do śluzy numer 2.Przez śluzę przechodziła cała masa ludzi między nimi byli twoi załoganci ale jak zauważyłeś niezbyt zachwyceni twoim widokiem.Kiedy znalazłeś się w bazie poznałeś że jest to stara baza typu K, o dziwo nie była zapuszczonym starym posterunkiem jak pozostałe tylko tętniącym życiem ośrodkiem handlowym.
Westchnąłem. Rozejrzałem się po okolicy... musiałem przecież złapać okazję by lecieć dalej...
Szybko zlokalizowałeś spory ekran na którym były pokazane przylatujące i odlatujące okręty.Do SB 514 leciały 2 okręty transportowa Miranda i Sabre który patrolował przestrzeń między tymi bazami.Miranda była zadokowana przy pylonie 6 a Saber krążył dookoła stacji i jedyną metodą wejścia na pokład był transporter.Dowiedziałeś się także że miranda odlatuje za 4h a Sabre za 20min.
Sabre. Jakoś nie widziało mi się czekanie tutaj. Szczególnie w tej sytuacji.
Szybko skontaktowałeś się z dowódca Sabre i przetransportowałeś się na pokład.Kiedy wszedłeś do kwatery okazało się ze dzielisz ją z innym chorążym który był Bolianinem ale na razie mocno spał.
-Ko...ko....ko.... -Mruczał przez sen.-korale?-Ko...ko...ko...kora.... -Zachrapał.-Kora? Kto śni o kawałku drewna? -Widać niektórzy, owszem, gdyż ten majaczył przez cały czas. Jednak patrzenie przez trzy godziny jak jakiś facet pochrapuje i mruczy "kora" można już zaliczyć pod męczące. Więc przespałem się jeszcze z dwie godzinki. Gdy się ocknąłem zobaczyłem współlokatora spoglądającego na mnie ze zdziwieniem. -Eeee.... Jon Griffers -Powiedziałem podając mu rękę.-Terg, miło poznać.-Taaa. Gdzie pracujesz?-Obsługa transportera... a ty?-Sekcja dowódcza, chyba że zdegradują.-A tutejszy?-Nie. Pierwszy przydział na Tiberiusie.-Aaaa... to tak... a co żeś przeskrobał?-Nie wiem czy wolno mówić.-Uuuu... to znaczy że w porządne guano mi się wpakowałeś.-Można tak powiedzieć.-Napijecie się?-A czego?-Cichaj! Co prawda jest wolność i pluskw już nam nie pakują, ale jednak nie wiadomo co się tam na górze dzieje. Czuwaj, bo wielki brat patrzy! -Powiedział. Po dłuższej chwili podszedł do łóżka i wyciągnął pokaźną dość butelkę kali-fal, powszechniej znanego jako piwo romulańskie. Rozlał je do dwóch szklaneczek i rzekł. -No to teraz nas obydwu do pierdla wwalą.-Zrobiłeś to specjalnie prawda?-A co to za picie bez dreszczyku emocji?-Też prawda. -Odpowiedziałem i wychyliłem szklankę. Mój lokator również.Następne dni mijały dosyć szybko. Pomagało szczególnie to że nie wiedziałem co się stało z pierwszym. Ale pomagało wspólne leczenie kaca z Tregiem. Kolejną kolejką oczywiście. Gdzieś tak piątego dnia rozległ się pisk i suchy głos komputera: "Żółty alarm zmiana alfa proszona na mostek, zmiana alfa proszona na mostek" a po chwili donośne wycie syren i głos (tym razem męski) "Alarm czerwony, Alarm czerwony wszyscy na stanowiska bojowe, powtarzam wszyscy na stanowiska bojowe"
Chwilę po ogłoszeniu czerwonego alarmu okrętem porządnie wstrząsnęło a po chwili ponownie.Szybko zrozumiałeś że okręt jest pod ostrzałem, po kolejnym wstrząsie wybuchł kanał biegnący za ścianą kajuty spowijając całe pomieszczenie dymem nie miałeś wyboru musiałeś z niej wyjść.Na korytarzu za kajutą nie było widać żadnych uszkodzeń a także nikogo z załogi.
Postanowiłem poszukać jakiegoś oficera i zaoferować pomoc.
Idąc korytarzem szybko spotkałeś 2 inżynierów naprawiających kanał EPS.Oby dwaj byli chorążymi tak jak ty.
