Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Griffers
Po chwili fazer eksplodował a ty usłyszałeś ryk wściekłości, po chwili szybko porusz jacy się obiekt uderzył w ciebie i powalił na ziemię a jedna z łap połamała place prawej dłoni.Wstać udało ci się dopiero po chwili najwyraźniej stworzenie które straciło kamuflaż i uciekło.Szybko ustaliłeś że eksplozja fazera anihilowała by każdą żywą istotę niestety stworzenie przeżyło i najwyraźniej zbytnio nie ucierpiało.Po sile uderzenia udało ci się obliczyć że stworzenie waży przynajmniej 2 tony ale jego siła jest znacznie większa żeby połamać twoje palce potrzeba przynajmniej 12ton nacisku.
Najprościej byłoby wysłać zwierza w próżnię i anihilować impulsem fazera pokładowego, albo zostawić na pastwę gwiazdy... sprawdziłem gdzie jest hangar i jak bardzo jest uszkodzony. Nie wygląda na to by było jakoś specjalnie uwarunkowane, człowiek pod wpływem adrenaliny może unieść ciężar 3-4 razy większy od siebie... ale jednak... intrygujące. Spojrzałem na rękę, po czym jeśli hangar nie jest mocno uszkodzony zacznę się do niego przemieszczać, po tunelach serwisowych oczywiście. Trzeba mieć nadzieję że coś nie jest aż tak małe.
Do hangaru nie miałeś daleko i dostałeś się tam szybko bez żadnych nie niespodzianek.Na miejscu odkryłeś że wrota są otwarte ale o dziwo atmosfera planety nie wpłynęła do wnętrza okrętu.Po za tym wszystkie promy znikły.
Czyżby był to jednak planowany abordaż? Spojrzałem na wrota. Pole siłowe? Na awaryjnych? Nie... Jeśli statek wyleci poza atmosferę, próżnia wyciągnie wszystkie gazy... jeśli tu są... podszedłem do konsoli i sprawdziłem: skład powietrza w hangarze, i czas opuszczenia atmosfery.
Skład powietrza był normalny komputer nie wykrywał żadnych domieszek z atmosfery mimo że pole siłowe nie działało.Do wyjścia z atmosfery pozostało 39min.
Nacisnąłem komunikator. Jak najciszej oznajmiłem. Kapitanie... mam pewne podejrzenia... proszę przeskanować planetę... możliwe że ktoś uciekł... albo że była to zaplanowana akcja abordażowa.... podeślijcie mi wyniki... i zobaczcie czy macie na skanerach to coś
Wyniki skanów pozostały negatywne ale czujniki nie mogły sięgnąć dalej niż 250Km w głąb atmosfery.
Ta sprawa jest coraz dziwniejsza... może przez następne pół godziny powinienem kontynuować śledztwo? Sprawdziłem na konsoli stan wszystkich ważniejszych punktów okrętu.
Sprawdzając poszczególne systemy odkryłeś kilka innych anomalii.Mimo braku zasilania podtrzymywanie życia na pokładzie 3 działało w 100% a także dodawało do atmosfery gazy szlachetne.Sztuczna grawitacja na mostku była wyłączona ale jak pamiętasz nie latałeś.Pokład 18 był jedna wielką dziurą.Po jeszcze kilu takich odkryciach doszedłeś do wniosku że główny komputer musi być uszkodzony w jakiś sposób.
Trzeba by to sprawdzić u źródła. Spojrzałem jaka sytuacja panuje w pomieszczeniu rdzenia komputera. Trzeba będzie go wyłączyć... może uda mi się sprawdzić też dzienniki?
Według komputera w komorze rdzenia wszystko było normalnie.Po kilku próbach dowiedziałeś się że dzienniki zostały zablokowane przez dowódce i tylko osoba z wysokim stopniem dostępu może je odblokować.
Sprawdziłem czy można całkowicie wyłączyć komputer. Jeśli zwariuje do końca to będzie ostatnia deska ratunku.
Całkowite wyłączenie było nie możliwe, mogłeś co prawda wydać polecenie wyłączenie głównego rdzenia ale czy zadziała pozostawało zagadką.Kiedy się nad tym zastanawiałeś zauważyłeś jeden szczegół który umknął twojej uwadze. Skoro nie ma głównego zasilania to skąd rdzeń ma energię?
Piękne opowieści o statkach widmach, pojawiających się w miejscach bardzo oddalonych od oryginalnych, bez załogi... ale z zagadką jej śmierci i bytu. Teraz te opowieści stały się realnością. Zasilanie awaryjne nie wytrzymałoby przecież tylu lat... a tutaj... wszystko wygląda jak gdyby było tuż po ataku... tylko te ciała... Sprawdziłem źródła energii na tym statku.
