Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Griffers
Odpowiedz nadeszła szybko mieliście udać się na granicę Romulańską i zacząć rozwozić zaopatrzenie do przekaźników podprzestrzennych mieliście odwiedzić 8 z nich a potem zgłosić się po kolejne rozkazy.Kiedy wszedłeś do sali opraw wszyscy wyżsi oficerowie już tam byli.
-Granica Romulańska? -Zapytał Coling.-Tak wszyscy zapoznali się z misją?-Tak.-Dobrze Panie Sanara wszystko ma być dopięte na ostatni guzik. Panie Coling na wszelki wypadek systemy taktyczne muszą być zawsze gotowe. Panie Savosh kurs granica. Panie Beta, pójdziemy razem z kwatermistrzem do ładowni i dowiemy się więcej o tym co mamay naprawiać. To tyle. Rozejść się.
Nie musiałeś się fatygować do ładowni Android był jak zwykle dobrze poinformowany i zdał ci cały raport.Udało cię się z niego wyłowić że macie do naprawy jakieś kanały na 2 dolnych pokładach i wyremontować kilka kwater załogi na pokładzie 4 i naprawa ponad połowy replikatouw ponieważ ktoś w stoczni dał im niski priorytet.Do naprawy był także awaryjny bufor wzorca w transporterze.Po za tym czekała was kalibracja czujników dalekiego i bliskiego zasięgu czujniki obrotowe zostały skalibrowane już wcześniej.
-Zajmijmy się najpierw potrzebnymi rzeczami a poźniej duperelami. -Po około godzinie udało się przywrócić do jako takiego stanu czujniki bliskiego zasięgu, dalekiego po następnych dwóch. W końcu zabraliśmy się za naprawę bufora.-I co nadal nic? -Zapytałem operatora.-Jak narazie możemy przyjąć następującą diagnozę: Albo statek to szmelc, albo ja po siedmiu latach robienia przy transporterach nie umiem dziadostwa naprawić. Ciągle mam pustą fazę. Chociaż... -podszedł do panelu zdjął go i zaczął przedkładać baterie. -Kapitanie proszę strzelić do tego pudełka kiedy powiem. -Wziąłem fazer wymierzyłem w pudełko. -Teraz. -Strzeliłem pudełko na chwilę się rozjarzyło a potem eksplodowało. -Mam... faza.... jest! -Na płycie transportera pojawił się mały przedmiot. Jak zauwarzyłem chwilę później była to sonda. -No myślę że po problemie. -Powiedział kadet. Poszedłem dalej. Dałem zwierzętą jeść i usiadłem w fotelu. -Auuuuuuu! Beeeetaaaaa!! -Gdy android przybiegł ja siedziałem z miną niezbyt błogą w fotelu.-Sir co się panu stało.-Zawołaj doktora.... albo nie sam się tam przejdę... -Wstałem a zaraz potem runąłem jak długi na podłogę.-Sir chyba wezwę ekipę z noszami. -Po pięciu minutach McCoy patrzył na mnie z zaciekawieńem.-Ledwo jest pan kapitanem a już ktoś palnuje na pana zamach. Tylko nie pomyślał że na fotelu siedzi się tyłkiem a nie głową. No naprawdę jak pan mógł nie zauwarzyć dwudziesto centymetrowego szpikulca leżącego pionowa na pana fotelu?-Niepytaj jak tylko kto.-To napewno się wyjaśni zanim pan z tąd wyjdzie.-Nie rób sobie żartów.-Nie robię. Szpikulec złamał się na pańskiej kości. Może pan zobaczyć. -Spojrzałem na ekrna koło łóżka, jak przed chwilą się dowiedziałem przedstawiał on mój tyłek w przekroju. Zobaczyłem kawałek długości około siedmiu centymetrów znikający pomiędzy miednicą a kością nogi. -Posiedzi tu pan dzień i będzie mógł pan chodzić. A jeśli będzie pan się opierać zastrzykom polerzy pan dzień dłużej. Powiedziałem już panu Becie że przejmuje mostek. -Nie można było się sprzeczać. Zostałem w ambulatorium podczas gdy doktor gdzies sobie poszedł.
Kilka godzin później dotarliście do pierwszego przekaźnika jego 2 osobowa załoga była bardzo zadowolona z możliwości spotkania się z żywymi ludźmi dlatego cały czas potrzebny na uzupełnienie zapasów spędzili na okręcie.Zajęło to jakieś 30 min potem ruszyliście dalej nie zdążyliście jednak odlecieć zbyt daleko kiedy wywołał was przekaźnik okazało się ze jakiś niezidentyfikowany obiekt uderzył w poszycie i przeżera się do środka.
-Panie Beta wie pan co ma pan robić. -Powiedziałem z ambulatorium.
- Proszę się nie martwić kapitanie już wydałem odpowiednie rozkazy.
-Dobrze. -Po jakiejś godzinie doktor z uśmiechem obserwował moje "pierwsze" kroki.-Doskonale kapitenie. Proszę teraz włożyć ten usztywniacz, położyć się i za dwanaście godzin usiądzie pan w swoim fotelu... tylko proszę sprawdzić czy coś na nim nie leży -Dodał-Nie bądź pan taki żartowniś. -Powiedziałem wkładjąc usztywniacz.Tym czasem na mostku pan Beta zastanawiał się nad wyjściem z tej sytuacji. -.....I proszę o jeszcze jeden skan. Panie Coling wywołać przekaźnik. Co ztym skanem?
Po chwili na ekranie pojawiła się 2 osobowa załoga przekaźnika a podporucznik zapytał - I co wiecie już co to jest?Kiedy podporucznik zadawał pytanie naukowy powiedział - Wygląda na to że są to jakieś odpady toksyczne i przeżrą się do środka z 30 min.
Beta przyjrzał się skanom i powiedział. -Nie możemy was tam zostawić, za piętnaście minut możecie zginać zabici przez promieniowanie. Czy zgadza pan się na opuszczenie przekaźnika? Panie Coling wiązka trakcyjna... tylko ustawcie tak żeby nie rozwalić przekaźnika ani odpadów. Jak narazie szef obsługi transporterów nie się szykuje.
Załoga nie należała do najodważniejszych i od razu skorzystali z możliwości transportu a po chwili usłyszałeś - Kapitanie wiązka trakcyjna gotowa.
Wiązka bez problemu pochwyciła odpady i wydobyła je z poszycia przekaźnika zostało tylko trochę resztek ale nie stanowiły one zagrożenie.
Sala Konferencyjna:-Więc kapitanie te odpady zostały usuniete. Poinformowałem o tym kwaterę. Ale co z nimi zrobić?-Rozpirzyć w jakimś odludziu albo zachować na badania w szczelnie zamkniętym pojemniczku. Proszę się nad tym zastanowić panie Beta. Za jakieś pół godziny będę na mostku.-Słyszeliście co powiedizał kapitan za pięć minut jesteśmy w ładowni i niech pan Kohie prześle nam próbkę. Obo wiązują skafandry środowiskowe. Panów to też się tyczy. -Powiedział pierwszy załodze przekaźnika
