Forum › Fantastyka › Stargate › Stargate Atlantis
Jeśli chodzi o używane przez mieszkańców wioski lampy naftowe, pokazaną aparaturę czy okulary, to nie widzę w tym nic dziwnego. W naszej rzeczywistości szkło było znane już w starożytności, pierwsze szklane wyroby znalezione na terenie Polski pochodzą z X-XI wieku, a o okularach wspominał już Byron w XIII wieku. Jeśli założyć, że świat odwiedzony przez ekipę Atlantis stał kiedyś na sporo wyższym poziomie technologicznym, to staje się to jeszcze prostsze. Łatwiej przecież opracować zastępczą technologię, jeśli się wie dokładnie, co chce się osiągnąć.
Taa... Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe, ze takich okularow jakie mial ten gosc jeszcze 20 lat temu na terenie PRL bys nie uswiadczyl ;P Ot cieniutkie oprawki i cieniutkie szkla. Nie chodzi mi tu o fakt, ze te przedmioty tam byly tylko o jakosc ich wykonania... Lampa naftowa swiadczy o wydobywaniu ropy, sprzet labolatoryjny tez byl lekko lepszej jakosci niz za Byrona. Z drugiej strony - i to wlasnie tak bardzo mi kontrastuje - widziales jak prymitywny byl ich sprzet rolniczy? Do tego wszystkiego gosciu sobie to zorganizowal zyjac w glebokiej konspiracji... 😉
No cóż.. kolejny odcinek zaliczony, bo oglądaniem trudno to nazwać. Nic na to nie poradzę, ale podczas przetwarzania większości oepizodów SGA przez mojego subedita muszę sobie robić przerwy, żeby jakoś dotrwać do końca. ;> I tym razem było podobnie. Dało się to jakoś obejrzeć, ale za wiele nie wniosło ani do całego serialu ani tym bardziej do mojego poglądu na otaczający świat. 😉 (Hyhy, ale ja mam wymagania w stosunku do seriali :P).
Dla mnie 2x07 to kolejny wypełniacz w środku sezonu zrealizowany wg schematu "odwiedzamy planetę tygodnia". Sama planeta nawet ładna, wioska też, tylko nic z tego nie wynika, gdyż większość odcinka spędzamy w lesie albo w jaskini. Co do zawartości odcinka - pomysł na pokazanie Wraith z innej strony nawet niezły, ale jego realizacja raczej średnia, chociaż scena z pożywianiem się młodej Wraith na właśnym "ojcu" nawet niezła. Kolejny raz przeraża mnie naiwność scenarzystów (a więc i ekipy z Atlantis) - poza Rononem wszyscy niemal bezkrytycznie uwierzyli w dobroć spotkanej dziewczyny i genialność rozwiązań jej ojca, nie pilnowali jej, nie próbowali obserwować, ot po prostu założyli, że spotkany zaledwie przed chwilą alchemik-amator mówi prawdę. Dobrze, że chociaż serum chcieli przebadać. Jak się przypomni co Roslin albo Adama z BSG robią z pomagającą im Cylonką, to widać czym się różni zawodowiec od amatora i że harcerzykom z Atlantis jeszcze wiele brakuje do dorosłości.
Kolejnym beznadziejnym pomysłem jest retrowirus - o ile w zeszłym odcinku McKay udawał supergeniusza mogącego wszystk, o tyle Beckett zaczyna podobną tendencję wykazywać.
Retrowirus nie jest złym pomysłem, tylko można go było wprowadzić kilka odcinków wcześniej, choćby o nim wspomnieć, a teraz pociągnąć wątek przy nadarzającej się okazji. W końcu skoro to jedna z najważniejszych rzeczy, którymi zajmuje się Beckett i to już niemal od roku, to nie wypada jej tak wprowadzać nagle "bo akurat potrzeba". Ale to w końcu SGA, więc nie ma co liczyć na ciągłość wątków i wydarzeń.
A co do Becketta jako superhero to się nie zgadzam, imo ta postać jest jedną z najlepiej prowadzonych i granych w całym serialu, nie ma w niej żadnych przegięć czy właśnie pozowania na bohatera. Powoli się zmienia - to prawda, ale pobyt w takim miejscu jak Atlantis i udział w misjach planetarnych mogły sprawić, że z przerażonego i zahukanego naukowca, który bał się w 1x01 usiąść na fotelu Pradawnych zmienił się w kogoś bardziej pewnego siebie i wierzącego w swoją pracę i badania. I choćby dlatego nie boi się już misji w terenie czy proszenia Weir o pomoc gdy widzi, że ma rację. Dla mnie pomysł, że może wyruszyć z resztą ekipy na planetę i tam robić badania jest całkiem naturalny, sam pomysł na retrowirus też, a że zakończono ten wątek w głupi sposób to już inna sprawa.
W sumie to odcinek mnie raczej znudził niż wciągnął, zwłaszcza, że był niestety bardzo przewidywalny. Na plus mogę zaliczyć jeszcze Ronona, który jako jedna z nielicznych postaci w tym epizodzie wykazywał trochę rozsądku. A co do miecza, to mi teraz jeszcze bardziej skojarzyło się to z Klingonem wśród ludzi, zwłaszcza takim noszącym ze sobą mek'leth. 😉 W dodatku kultura, która łączy używanie na co dzień broni energetycznej i broni białej też jakoś tak klingońsko wygląda. 😛
PS. Tak się zastanawiam kiedy doczekamy się odcinka innego niż "witamy na planecie tygodnia", opowiadającego coś o postaciach i ich pracy oraz życiu w mieście. W końcu mamy wątek romansu McKaya z pewną panią botanik, mamy panią porucznik, która siedziała w jego głowie i była też zainteresowana Beckettem, mamy Teylę + Shepparda albo Teylę + Ronona... Można z tego zrobić kilka ciekawych historii, tylko trzeba mieć jakieś pomysły...
A co do Becketta jako superhero to się nie zgadzam, imo ta postać jest jedną z najlepiej prowadzonych i granych w całym serialu, nie ma w niej żadnych przegięć czy właśnie pozowania na bohatera
Miałem na myśli akcję typu: mamy rannego do zoperowania w warunkach polowych? Beckett się opiera lecz akcja udaje się. Mamy problem z Wraithami? Z szafki Beckett wyciąga w tajemnicy opracowywanego retrowirusa i oznajmia, że będzie to coś rewelacyjnego. Całe szczęście, że w tym odcinku się nie udało bo to by było przęgięciem...
Fakt, że Beckett jest sensowną i dosyć realistyczną postacią na tle innych, ale jeśli scenarzyści zaczną ciągnąć go w tym samym kierunku co McKaya, to marnie to widzę...
Lampa naftowa swiadczy o wydobywaniu ropy
Łukasiewicz też szybu naftowego nie wiercił...
sprzet labolatoryjny tez byl lekko lepszej jakosci niz za Byrona.
Ponieważ już wiedzą, jak powinien wyglądać 🙂 Nie brną w ciemno...
Z drugiej strony - i to wlasnie tak bardzo mi kontrastuje - widziales jak prymitywny byl ich sprzet rolniczy?
Zainwestowali w przemysł szklany 😉
Do tego wszystkiego gosciu sobie to zorganizowal zyjac w glebokiej konspiracji... 😉
Wykopał wszystko z piwnicy dawnego uniwersytetu, zniszczonego podczas ataku Wraiths 😉
Łukasiewicz też szybu naftowego nie wiercił...
"Pierwsza polska kopalnia ropy powstała w 1854 r. z inicjatywy Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce k. Krosna," - źródło: WIKIPEDIA 😉
A wiesz skąd się wzięła na Ziemi ropa naftowa? 😉 Jak rany... Serial dla ludzi, którzy w podstawówce mieli ważniejsze rzeczy niż nauka... ;P
"Pierwsza polska kopalnia ropy powstała w 1854 r. z inicjatywy Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce k. Krosna,"
Gdybyś tak jeszcze zainteresował się, co było przyczyną, że zdecydował się w nią zainwestować...
A wiesz skąd się wzięła na Ziemi ropa naftowa?
A co to ma do rzeczy? Znaczy się moja wiedza o ropie naftowej na Ziemi do obecnosci lampy naftowej w świecie Atlantis?
Serial dla ludzi, którzy w podstawówce mieli ważniejsze rzeczy niż nauka... tongue1.gif
Cieszy mnie, iż rozpoczynasz osobiste "wycieczki", ponieważ świadczy to o Twoim poziomie. A także "gratuluję" taktu oraz sposobu prowadzenia dyskusji.
Gdybyś tak jeszcze zainteresował się, co było przyczyną, że zdecydował się w nią zainwestować...
A co było przyczyną?
A co to ma do rzeczy? Znaczy się moja wiedza o ropie naftowej na Ziemi do obecnosci lampy naftowej w świecie Atlantis?
Ropa naftowa nie musi występować na każdej planecie 😉 Co prawda to i tak nic w porównaniu do kompasu na Kobolu w BSG (wyjaśniam już, bieguny magnetyczne na rożnych planetach raczej na pewno nie będą takie same, nawet ilość może być inna) 😉
Cieszy mnie, iż rozpoczynasz osobiste "wycieczki", ponieważ świadczy to o Twoim poziomie. A także "gratuluję" taktu oraz sposobu prowadzenia dyskusji.
Dziękuje. ;P
http://comenius.i-lo.tarnow.pl/inventions/...cy/pol/bio.html
Powrócił do Lwowa i kontynuował pracę w aptece Mikolasha. Wraz z nim i jego drugim asystentem prowadzili badania nad ropą naftową, ale po pewnym czasie ich zwierzchnik się z tego wycofał. Oni jednak kontynuowali badania i na przełomie 1852-1853 roku otrzymali oni naftę. Samo odkrycie pozostałoby tylko ciekawostką gdyby nie Łukasiewicz, który już bez pomocy Jana Zeha próbował wykorzystać ją do oświetlenia. Dzień 31 lipca 1853 roku jest datą początku przemysłu naftowego, kiedy to przy współpracy aptekarzy Mikolasha, Zeha, Łukasiewicza i konstruktora Adama Bratkowskiego oświetlono lampami naftowymi szpital powszechny we Lwowie.
Nie potrzebował własnego szybu, by rozpocząć badania. Do stworzenia lampy naftowej wystarczyły mu próbki. Nawiasem mówiąc - w celu ich wydobycia wcale nie potrzebował kopalni nastawionej specjalnie na wydobycie ropy naftowej. Mimo to zebrał wystarczająco oleju skalnego, by przeprowadzić destylację. Kopalnia, w którą zainwestował, była efektem uzyskania nafty. Zobaczył, że można i że mu się to opłaci.
Co więcej...
Ropa jest wydobywana co najmniej od średniowiecza na terenach Półwyspu Arabskiego, gdzie zalegała na płytkich i łatwo dostępnych pokładach.
- równiez Wikipedia.
Tamci to dopiero mieli technologię... Pewnie wynaleźli ją razem z latającymi dywanami...
Rozumiem, iż przez "wydobywanie ropy" rozumiałeś szyby naftowe, jakie można było zobaczyć w XIX - wiecznej Ameryce?
No cóż, widać... Nie są do tego konieczne.
Ropa naftowa nie musi występować na każdej planecie
Ano nie musi, sam jednak wysnułeś wniosek, iż
Lampa naftowa swiadczy o wydobywaniu ropy...
Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie: co ma moja wiedza na temat pochodzenia ropy naftowej do obecności lampy naftowej w serialu...
Nie widzę dalszego sensu kontynuowania owej... Dyskusji. Zamienia się powoli w pyskówkę, a na coś takiego szkoda mi czasu. Poza tym jest to topic o serialu SGA, nie o wydobyciu ropy naftowej. Nie mam również ochoty na dalsze przerzucanie się z Tobą argumentami. Jak już zaznaczyłem wcześniej - nikt mi nie płaci za wynajdowanie prawdopodobnych rozwiązań i wyjaśnień. Wiele rzeczy da się wyjaśnić. Tym bardziej, jeśli miało się choć trochę do czynienia z mechaniką czy chemią i wie się, jak niektóre rzeczy działają. Dlatego nie zgadzam się z Twoim upraszczaniem serialu... Ale nie zamierzam też dalej tego uzasadniać. Wolno mi mieć swoje zdanie - i zamierzam z tego prawa skorzystać.
Tyle odnośnie epizodu 2x07.
Ciesze sie, ze Zeal w koncu to zauwazyl. Jesli ciekawi Was dyskusja o ropie naftowej i tematach z nia zwiazanych, zalozcie odpowiedni topic w dziale nauka. A jesli interesuja Was wycieczki osobiste, dyskutujcie na priv. Pomyslec, ze to wszystko jest ustalone w regulaminie. ;>
Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie: co ma moja wiedza na temat pochodzenia ropy naftowej do obecności lampy naftowej w serialu...
Już tłumaczę - świadczy o tym, że:
1. na planecie, którą odwiedzili w odcinku 2x07 znajduje się ropa[1];
2. nawet próbki ropy naftowej trzeba wydobyć (wydobywanie to także napełnienie garnuszka z kałuży ropy na pustyni);
3. jak zauważyłem używali tam tej technologii także i do oświetlania ulic - wnioskuję więc z tego, że naftę produkują przemysłowo co za tym idzie ropę też tak muszą wydobywać.
[1] - to jest istotne, ponieważ są dwie teorie skąd się wzięła na Ziemi ropa naftowa, pierwsza (i tej uczą w szkole, a przynajmniej uczyli 25 lat temu) głosi, że są to szczątki roślin i zwierząt kopalnych (tak więc planeta, którą widzimy w SGA 2x07 też musiałaby dotknąć tajemnicza śmierć dinozaurów - mniej więcej w tym samym czasie, w którym stało się to na Ziemi); druga teoria mówi, że ropa naftowa jest częścią geologicznej budowy Ziemi, podkreślam *Ziemi* 😉
Co do wycieczek osobistych, w mojej opinii zupełne nie wiem, gdzie obaj (z Piotrem), je widzicie? Chyba, że - prawidłowość polegająca na tym, że im większe braki w szczegółach wiedzy podstawowej prezentuje atlantofan tym bardziej euforystyczne recenzje tudzież wyjaśnienia zauważanych buraków tegoż przedstawia - tylko ja zauważyłem?
Widzisz, Kezu, czasem gdy moderator widzi, ze jeden uzytkowni odbiera slowa drugiego jako jakies osobiste wycieczki, zapala mu sie takie zolte swiatelko. ;P Wtedy zwraca uwage na taki fakt. Ja nie stwierdzilem, ze to byla osobista wycieczka, ale skoro ktos tak to odebral, warto bylo wyjasnic. Juz raz w podobny sposob ladnie tu zamieszales. ;> EOT
Co do odcinka to mam mieszane uczucia.
TROCHE SPOILEROW
Z jednej strony byl mocno przecietny, w sumie typowa dla Atlantis fabula, czyli kolejna planeta, polowanie na Wraith... z drugiej watek mlodej Wraith, ktory byl dosc ciekawy i mi sie nie nudzil. IMO calkiem udany pomysl scenarzystow - okazala sie z jednej strony bardzo ludzka, chcac ukryc prawde przed przybranym ojcem, z drugiej nie mogla walczyc z wlasna natura. Nie bylo happy endu, dobro nie zwyciezylo na calej linii, ale pewnie caly odcinek nie wniesie do serialu nic poza stworzonym przez Becketa retrowirusem. A moze sie myle i czasem ktos z naszej dzielnej druzyny przypomni sobie, ze Wraith to nie zawsze sa tepe maszynki do zabijania (co usilnie staraja nam sie pokazac scenarzysci ;P ) i bedziemy mieli jakis ciekawy i nietypowy watek. Ogolnie uwazam, ze nie bylo zle, na pewno nieraz bylo gorzej.
Jeszcze taka refleksja... Nie wiem jak Wy, ale ja w SGA bardziej polubilem postacie drugoplanowe, niz te glowne. Dla mnie sa one bardziej... zwyczajne, ludzkie. Zelenka to taka normalniejsza wersja czesto przerysowanego McKaya, Beckett od poczatku kiedy sie pojawil wywolywal przyjazny usmiech i wzbudzial sympatie. Pamietacie zapewne odcinek z listami do domu. Poza zajmujacym wiekszosc czasu ekranowego Rodneyem ;P , to wlasnie Beckett i Zelenka najbardziej zapadli mi w pamieci. Niedawno poznalismy pewna porucznik (?) zainteresowana dr. Beckettem, ktorej same dialogi sprawily, ze wydala mi sie ciekawsza postacia niz polowa stalej ekipy. Jest tez epizodycznie pojawiajacy sie dowodca drugiego odzialu, ktory czasem wyrusza na pomoc glownej druzynie. Pomijajac fakt, ze zdobyl moja sympatie, otwarcie prezentujac niechec do McKaya ;>, to w przeciwienstwie do Shepparda, zachowuje sie powaznie w powaznych sytuacjach. Jasne, ze czesto potrzebne jest poczucie humoru, w koncu ten serial z zalozenia ma byc lekki, latwy i przyjemny, ale im dluzej go ogladam, tym wyrazniej widze pewien kontrast. Tlo skladajace sie z normalnych, naturalnie zachowujacyych sie ludzi i pierwszy plan czesto zamieniajacy sie w zabawne, chwilami nawet glupawe przedstawienie w najmniej odpowiednich do tego chwilach. Jak dla mnie brakuje tu rownowagi i mam wrazenie, ze im wiecej czasu scenarzysci poswiecaja jakiejs postaci, tym bardziej na sile probuja ja uatrakcyjnic, przez co wychodzi to, co widzimy. Przynajmniej ja tak to widze, zwlaszcza patrzac na McKaya i Shepparda.
Juz raz w podobny sposob ladnie tu zamieszales. ;> EOT
To co napisałeś to jest właśnie osobista wycieczka ;P Powinieneś dawać przykład, kurcze blade 😉
ps. rzecz jasna możesz usunąć tego posta, zaraz potym jak usuniesz z poprzedniego tą właśnie wycieczkę... ;P
Jak dla mnie brakuje tu rownowagi i mam wrazenie, ze im wiecej czasu scenarzysci poswiecaja jakiejs postaci, tym bardziej na sile probuja ja uatrakcyjnic, przez co wychodzi to, co widzimy. Przynajmniej ja tak to widze, zwlaszcza patrzac na McKaya i Shepparda.
Wydaję mi się, że bardzo dobrze podsumowałeś tendencję w SGA - imo scenarzyści czasem przeginają z przedstawieniem niektórych postaci tylko po to by np. wprowadzić humor do odcinka (mam nadzieję, że się dobrze wyraziłem 🙂 )
Chciałbym kiedyś zobaczyć odcinek w którym Zelenka będzie kontrastem McKaya a nie taką "ludzką" wersją Rodneya, omylną i będącą w cieniu. Postać Rodneya na początku była rzeczywiście interesująca, a teraz - cóż, nie będę się powtarzał. Szkoda też, że nie ma wątku "długowłosego" (nie pamiętam jak się zwał, ale nadawał na Weir w "Listach z Pegazusa") - przynajmniej otwarcie kwestionował jej decyzje...
Czas na krótkie podsumowanie odcinka 2x08 Conversion. Dla mnie kolejny epizod, który można obejrzeć bez zbytniego angażowania szarych komórek i szybko zapomnieć, czyli mieści się w średniej dla całego serialu. uznałabym go nawet za nieco lepszy od wielu innych, gdyby nie ta wtórność...
SPOILER ZONE
Mamy tu historię zmieniania się Shepparda we Wraith i próby jego uratowania. Co jest plusem - pociągnięcie wątku z poprzedniego odcinka oraz z jednego z epizodów, które widzieliśmy w pierwszym sezonie (choć wg mnie był to niestety jeden z najgorszych odcinków nie tylko w tamtym sezonie ale całym serialu, tyle, że to już inna bajka). Tak więc powracają drapieżne muchy i historia zranienia Shepparda przez Elię. Jednak już w chwili cudownego zagojenia się rany wiemy, że coś nie gra, a chwilę później gdy pułkownik zostawia w pokonanym polu Ronona i Teylę, z niemal stuprocentową pewnością możemy powiedzieć, że został zainfekowany i zmienia się we Wraitha.
Żadnej tajemniczości, żadnego zaskoczenia. I to jest największa wada tego odcinka - przewidywalność i wtórność. To, że główny bohater nie może zginąć wiadomo, ale po co kolejną osobę z załogi próbowano przerobić na Wraith? To już było i to całkiem niedawno - w końcu mamy wątek Forda. Dla mnie odgrzewanie pomysłów już w kilka odcinków od ich pierwszego wykorzystania nie świadczy najlepiej o twórcach serialu. Oczywiście, można próbować dorobić do tego teorię, że poznanie Wraith "od środka" i taka przemiana pozwolą Sheppardowi w przyszłości na lepsze zrozumienie Forda (może na jakiś rozejm z nim) oraz pomogą w walce z wrogami, ale wtórność i tak razi i bije po oczach. Gdyby tego wątku nie wykorzystano wcześniej mogłabym uznać ten odcinek za całkiem niezły, gdyż gra aktorska stała na przywoitym poziomie, fabuła nie była zła, ale... Ile razy można wałkować to samo?
PS. Czy tylko mi walka Sheparda z Teylą (a dokłądniej moment gdy pułkownik walczy tylko jednym kijem) wydawała się żywcem ściągnięta z zakończenia Matrixa 1? ;>
W zasadzie Gosiek podsumowała odcinek 🙂 Pozwolę sobie jednak przedstawić kilka rzeczy na które zwróciłem uwagę.Spodobało mi się nawiązanie do odcinka z pierwszego sezonu - w sumie dobrze, że rozwinięty został ten wątek, bo do tej pory historia robali wydawała się być całkowicie oderwana od całości. Podobała mi się scana gdy po raz pierwszy ekipa penetrowała jaskinię (zwłaszcza widok w podczerwieni).Fajnie wyglądało również przeistaczanie się Shepparda oraz zmiany w jego osobowości. Ciekawa była walka z Teylą (zakończona czymś zaskakującym dla niej 😀 ). I jeśli chodzi o to co mi się podobało - to chyba tyle. Moge się (choć z ogromną niechęcią) podpisać pod tym co pisała Gosiek - odcinek był przewidywalny aż do bólu. W kilka minut można było przewidzieć, że Sheppard będzie się zmieniał, Beckett go ocali - a po tym jak zostało wspomniane, że potrzebne będą jaja robali - że to Sheppard po nie pójdzie.No i Beckett... Wspominałem ostatnio, ale zaczyna się powolutku robić sztuczny. Albo może źle powiedziane - niewłaściwie wykorzystany. Na dobrą sprawę to zaczyna on przypominać naukowca, który - gdy jest jakiś problem - sięga do bazy danych Pradawnych i już ma rozwiązanie. Sorki Gosiak - ale imo osoba Becketta idzie w złym kierunku 😉 Za kilka odcinków okaże się, że stado lekarzy i naukowców męczy się nad jakimś problemem od miesięcy, i nagle w przypływie olśnienia Beckett dokona cudu i go rozwiąże.
