Forum Fantastyka Stargate Stargate Atlantis

Stargate Atlantis

Wyświetlanie 15 wpisów - od 226 do 240 (z 412 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • JLPicard
    Uczestnik
    #31416

    Witam. Pozwolę sobię napisać moje wrażenia z odcinka. To co moim zdaniem zasługuje na uwagę w SGA 2x05, jest przede wszystkim zaskakująca zmiana w postaci "cywilizowanego" Wraitha. Jest to o tyle miłe zaskoczenie, że dotychczas Wraithowie kojarzyli sie z mięsem armatnim i głupotą. Tymczasem mamy do czynienia z polityką prowadzoną przez jednego z przedstawicieli gatunku. Nikt chyba nie zauważył pewnej ciekawostki - rozmowy prowadzonej przy stole:

    [17236][17274]Nasze rasy może się rozdzieliły,|ale są wśród nas tacy

    [17282][17320]którzy wciąż potrafią docenić|wyborne rzeczy.

    Czyżby chodziło o rasę ludzką? Wówczas mielibyśmy dowód, że Wraithowie są efektem ewolucji - albo co bardziej prawdopodobne - jakichś eksperymentów.

    Kolejny element, który jest przyjemnym drobiazgiem, jest scena na początku, gdy ekipa Shepparda zostaje uratowana przez okręt strażnicy. Zadbano o taką błahostkę jak wyrzut strumienia powietrza ze silników, który przewraca wszystko wokół (inna sprawa, że sam design pojazdu jest ciekawy).

    Dr Weir - przypomniano sobie, że umie ona prowadzić negocjacje. I bardzo dobrze - nawet jeśli owe negocjacje nie doprowadziły do nikąd. Szkoda tylko, że fakt iż jej związek się rozpadł nie znalazł żadnego odzwierciedlenia... ale z drugiej strony - jest przecież profesjonalistką.

    Postać Ronana wydaje się mieć w sobie potencjał - nieźle walczy, ale jak dotąd wciąż mam wrażenie, że to jeszcze nie jest do końca to o co chodziło... Widać, że scenarzyści chcieli jak najszybciej wtopić go w tło. Niemniej przynajmniej pokazał, że potrafi być posłuszny rozkazom i zapanować nad emocjami.

    Krążowniki Wraithów - fajnie wyglądały i nic poza tym. Najbardziej mnie poirytował fakt, że broń o tak małym promieniu rażenia po raz kolejny ma beznadziejną celność - a raczej nie ma jej w ogóle! A przy okazji, jestem za teorią, że Sheppard tylko uszkodził krążownik nieznacznie 😉

    Ostatnie co mi przychodzi na myśl, to końcowa scena. Zakończenie odcinka jest imo bardzo wymowne i klimatyczne... Niemniej wydaje mi się, że tylko sędziego czeka śmierć - zostanie zastąpiony kimś innym - natomiast planeta dalej będzie źródłem pożywienia dla wraitha.

    Zauważyłem, że wszyscy oceniają odcinek jako słaby a jako główny powód podają wtórność i brak rozwoju fabuły. Jest to chyba jakieś nieporozumienie- odcinek "duet" udowodnił przecież, że odcinek może być bardzo dobry nie posuwając jednak fabuły do przodu. A oryginalność i odcinek pozbawiony całkowicie elementów już kiedyś wykorzystanych to niestety rarytas (przynajmniej w universum SG).

    Podsumowując - odcinek uważam za dobry bo zaskoczył, dał do myślenia i miał kilka fajnych efektów. A żeby wszystko było jasne - nie jestem fanatykiem walczącym o honor i nieskalaną opinię SGA 😛

    izbkp
    Uczestnik
    #31417

    Nikt chyba nie zauważył pewnej ciekawostki - rozmowy prowadzonej przy stole:

    [17236][17274]Nasze rasy może się rozdzieliły,|ale są wśród nas tacy

    [17282][17320]którzy wciąż potrafią docenić|wyborne rzeczy.

    Czyżby chodziło o rasę ludzką? Wówczas mielibyśmy dowód, że Wraithowie są efektem ewolucji - albo co bardziej prawdopodobne - jakichś eksperymentów.

    Nie sugerowałbym się polskim tłumaczeniem, które w zasadzie zupełnie do sytuacji nie pasuje. Stawiam piwo przeciwko mineralnej, że powinno być jakoś tak:

    "Nasze rasy różnią się od siebie ale mimo tego i wśród nas są tacy, którzy umieją docenić wyborne rzeczy" 😉

    JLPicard
    Uczestnik
    #31421

    A jednak transkrypcja z gateworld sugerowałaby, że chodzi rzeczywiście o podział:

    MAGISTRATE: I must admit, I still find it intriguing to watch you eat actual food.

    WRAITH: Our lineage may have diverged, but there are those of us who still retain an appreciation for finer things.

    izbkp
    Uczestnik
    #31424

    MAGISTRATE: I must admit, I still find it intriguing to watch you eat actual food.

    WRAITH: Our lineage may have diverged, but there are those of us who still retain an appreciation for finer things.

    Można to objaśnić jako "drogi [ewolucyjne] nasze [naszych gatunków] być może, potoczyły się w różnych kierunkach" 😉 W każdym razie ja stawiam na pułapkę językową a nie specjalną zapadkę a'la liczby w Loscie, o którą miał potknąć się widz i zastanawiać się nad genetycznym pochodzeniem Upiorów i Ludzi ;P

    Gosiek
    Uczestnik
    #31427

    W każdym razie ja stawiam na pułapkę językową a nie specjalną zapadkę a'la liczby w Loscie

    Pułapka językowa faktycznie jest tu całkiem ciekawa, gdyż to zdanie można przetłumaczyć na kilka różnych sposobów, za każdym razem dosyć wyraźnie zmieniając jego sens. 😉 A jak było naprawdę dowiemy się w przyszłości, na razie możemy tylko spekulować. Chociaż pomysł wspólnego pochodzenia Wraith i np. Pradawnych z pewnością musiał się kiedyś w głowach scenarzystów SGA pojawić, pytanie tylko czy rzeczywiście chcą go wykorzystać i czy ten odcinek był tego początkiem. Jakoś nie mam co do tego 100% przekonania. 😉

    JLPicard
    Uczestnik
    #31432

    A jednak małe szanse są... Odcinki "Thirty-Eight Minutes" oraz "Gift" mogą przemawiać w pewnym stopniu za tą teorią. Dotarłem również do (niepotwierdzonej) informacji związanej z tym tematem (być może spojler):

    The early wraith are most likely humans who survived the bug attack, and not ancient/bug hybrid.

    Zeal
    Uczestnik
    #31629

    SPOILER INSIDE 😛

    Kolejny odcinek (2x06) za nami. Pora na wrażenia.

    Tym razem akcja dzieje się dwutorowo. Sheppard i reszta ekipy zajmują się badaniem znalezionej na obcej planecie instalacji, którą identyfikują jako broń Pradawnych. Broń o niesamowitej skuteczności - o czym mogą świadczyć napotkane na orbicie szczątki ciężkich okrętów Wraiths. Ponieważ tak Atlantis jak i inne światy zagrożone przez Upiory mogłyby dzięki niej skutecznie się bronić, nasi bohaterowie postanawiają przyjrzeć się temu nieco bliżej.

    Drugą osią akcji jest wyprawa Teyli i Ronana. Teyla nie wyrusza z ramienia Atlantis - tym razem jest po prostu przywódczynią swego ludu. Widocznie scenarzyści przypomnieli sobie w końcu, że jest ona nie tylko ozdobą teamu zwiadowczego... I bardzo dobrze. Dowiadujemy się też paru rzeczy z przeszłości Ronana...

    Dużym plusem była furia Teyli. Takiej jej jeszcze nie widziałem 😉 W końcu pokazała pazurki... Ale to dobrze. Postać zyskuje dzięki temu na wiarygodności. Gdyby scenarzyści szli dalej tą drogą... Nie narzekałbym. Wręcz przeciwnie.

    Ogólnie - odcinek oceniam pozytywnie.

    I na zakończenie - "Następnym razem nie będę tak wyrozumiała".

    Mam nadzieję, że będzie ów 'następny raz'.

    izbkp
    Uczestnik
    #31633

    Dowiadujemy się też paru rzeczy z przeszłości Ronana...

    Taa... Nasz "atlantydzki klingon" i najwyraźniej psychopata, zabija dowódcę czegoś co przypomina formację wojskową. Ludzie zabitego na to odkładają broń i puszczają zabójcę wolno. Wyjaśnione to jest tym, że zamordowany facio miałbyć WIELKIM zdrajcą. Biedny widz-idiota, do którego to wyjaśnienie jest kierowane pewnie już zapomniał, że jeszcze kilka godzin wcześniej Ronan był święcie przekonany, że jest jedynym ocalałym ze swojej planety, więc jego nagłe wystąpienie w potrójnej roli policjanta, sędziego oraz kata jest jakby niezbyt na miejscu... W realnym świecie żołnierze wykończyliby Ronana (potem w protokole sekcji byłoby napisane, że był tak pobity, że miał porozrywane mieśnie) a być może także i Teile (ona miałaby porozrywane zapewne coś innego)...

    Akcja z "megahipersuperhighpower" źródłem zasilania i drugim psychopatą McKeyem to już całkowity pokłon złożony głupocie... Mają tam Asgardczyka, którego mogli chociaż o "energię próżni" zapytać - ale po co? Przecież scenarzyści wiedzą lepiej, że taki Izaak Newton bez problemu by sobie poradził z obsługą elektrowni atomowej

  • - i to jednoosobowo - byle by miał tylko manual po łacinie napisany ;PPP
  • [*]Co tam elektrownia - cały ośrodek naukowy, taki jak CERN by sam obsłużył - Viva la imbécile ;PPP

Krusty
Uczestnik
#31634

Taa... Nasz "atlantydzki klingon"

Hmn... widzę, że nie tylko ja ma takie skojarzenia a Teyla przy nim taka malutka ;).

....

Odcinek bardzo przeciętny by nie powiedzieć, iż nie warty oglądania, nie wiem czy zamierzeniem twórców jest zapełnienie miejsca po treku czy też robią to nieświadomie, trochę oryginalności panowie, bo treka to raczej tym szajsem nie zastąpicie ;).

Ale wracając do odcinka po raz kolejny zastanawiam się czy ktoś rozumny stoi na czele tej ekspedycji czy nie, co się stało z poczuciem odpowiedzialności i zdrowym rozsądkiem w tym serialu czyżby wyginął pod wpływem jakieś choroby, która nazywa się "entkowanie" raczej tak. Bo co tu mamy McKaya wysadzającego prawie cały układ słoneczny, co i tak mogło się skończyć gorzej, ale nie, co tam jesteśmy kowbojami 1000 razy mądrzejszymi od jakieś tam byle rasy, która tylko podróżowała miedzy galaktykami, co nie. Albo grozimy bezkarnie ludziom a potem dokonujemy morderstwa i bezkarnie jakby niby nic wracamy do normalnego życia - litości panowie!!!

Gosiek
Uczestnik
#31703

Ja po obejrzeniu 2x06 stwierdzam, że ten serial jednak zdecydowanie wymaga wyłączenia mózgu i to zarówno na czas oglądania większości odcinków jak i na czas, w którym resztki fabuły wylatują z głowy. Wtedy da się to nawet oglądać i nie trzeba się irytować postępującą głupotą scenarzystów, której w ostatnim odcinku mieliśmy kilka przykładów. Jakich?

SPOILER ZONE

Po pierwsze - McKay i jego mania wielkości i nieomylności. Ja rozumiem, że ta postać już tak ma, że nie potrafi nawet przez chwilę pomyśleć, że może się mylić i uważa się za geniusza i niemal półboga, ale w końcu po to są tam inni, żeby tego wariata czasem przyhamować. A tu nic - Weir trochę pomarudziła, ale Sheppard dał się przekonać jak trzylatek, któremu pokazuje się cukierka, że boski Rodney jest mądrzejszy od Pradawnych i poprawi ich nieudany/niedokończony wynalazek. Ciekawe tylko czemu ten sam geniusz przez rok siedzenia w Atlantis nie był w stanie nawet zrozumieć do czego sluży większość tutejszych urządzeń, że nie wspomnę o uruchomieniu osłon w Skoczkach. Ale oczywiście najpoteżniejszą broń i źródło energii we wszechświecie umie rozpracować w ciągu kilku dni. Litości...

Po drugie - Ronon. O ile nawet ciekawie pokazano w końcu, że ta postać ma coś do powiedzenia, jakąś przeszłość, wspomnienia i charakter i może być kimś więcej niż drugoplanowym mięśniakiem dołączonym do drużyny, to jego zachowanie świadczy li tylko o głupocie - samego Ronona jak i towarzyszącej mu Teyli. Najpierw on rozwala negocjacje, a Teyla siedzi i się temu przyglada, zamiast wywalić gościa za drzwi i dokończyć sprawę po swojemu. Chociaż znając już trochę charaker Ronona nie powinna go była w ogóle do tych negocjacji dopuścić, gdyż taki wybuch nietrudno było przewidzieć.

A potem nastepuje scena z morderstwem Kella - nasz serialowy rastaman bez słowa wyjaśnienia strzela do kogoś i zabija go na miejscu, a ochrona zamordowanego zamiast zacząć bronic swojego szefa patrzy się ze zdziwnieniem na całą sytuację i po kilku hasłach tupu 'przecież wiecie, że on był zły' po prostu odchodzi. To już jest bzdura wprost piramidalna. W normalnych warunkach Ronon leżałby w kałuży krwi rozwalony przez tą ochronę najpóźniej 1-2 sekundy po tym jak strzelił do Kella. A zachowanie Teyli? Ktoś ją w końcu wykorzystał i zdradził, nadużył jej zaufania aby dokonać morderstwa i zemsty, a ona po chwili banalnej rozmowy (ale zrozum, to był zły człowiek) jak gdyby nigdy nic, mówi : ok, ale nastepnym razem uważaj i nie mówmy o tym w Atlantis. Nie ma to jak kryć mordercę przed własnymi zwierzchnikami...

Gdyby nie te bzdury, to odcinek były nawet niezły, gdyż akcja nie nudziła, mieliśmy dwa równoległe wątki i oba prowadzone całkiem przywoicie, ale z fatalnie zepsutymi zakończeniami. Chociaż, oprócz głupoty scenarzystów a przez to głównych bohaterów całego epizodu, jeszcze jedna rzecz mnie drażniła w tym odcinku - zdecydowany nadmiar technobełkotu, którym bez przerwy posługiwali się McKay i Zelenka. To też można było spokojnie ograniczyć. Ogólnie - odcinek rozrywkowy i do obejrzenia pod warunkiem, że się nie myśli nad zawartością tego, co się ogląda. ;>

Zeal
Uczestnik
#31717

Ludzie zabitego na to odkładają broń i puszczają zabójcę wolno. Wyjaśnione to jest tym, że zamordowany facio miałbyć WIELKIM zdrajcą.

Widać był. Może wśród jego ludzi krążyły plotki, których nikt dotąd nie odważył się sprawdzić? A może po prostu jego ludzie nie mieli odwagi? O Hitlerze mówiono że jest szaleńcem, a jednak go słuchano. Może Ronan to ichni Stauffenberg?

Biedny widz-idiota, do którego to wyjaśnienie jest kierowane pewnie już zapomniał, że jeszcze kilka godzin wcześniej Ronan był święcie przekonany, że jest jedynym ocalałym ze swojej planety, więc jego nagłe wystąpienie w potrójnej roli policjanta, sędziego oraz kata jest jakby niezbyt na miejscu...

Aha. Czyli jeśli ktoś myśli, ze jest ostatnim ze swojej cywilizacji a potem spotyka człowieka, o którym wie, że jest zdrajcą, po prostu mu przebacza? Ciekawe sformułowanie. Zdrada pozostaje zdradą.

W realnym świecie...

W realnym świecie nie ma miasta Atlantis, nie ma stargate'ów, nie ma technologii Pradawnych. Jeden z moich znajomych usłyszał kiedyś komentarz na temat Q2: "ależ ta gra jest kompletnie nierealistyczna!". Odpowiedział: "Gdybym potrzebował realizmu, wziąłbym kałacha i pobiegłbym na poligon".

Czyżbyś uważał SGA za serial dokumentalny?

Akcja z "megahipersuperhighpower" źródłem zasilania i drugim psychopatą McKeyem to już całkowity pokłon złożony głupocie...

Budowanie broni jądrowej w ilości zdolnej zniszczyć kilkakrotnie życie na planecie też... Brzmi znajomo?

Mają tam Asgardczyka, którego mogli chociaż o "energię próżni" zapytać - ale po co?

Może załatwił ich negatywnie 🙂

Bo co tu mamy McKaya wysadzającego prawie cały układ słoneczny, co i tak mogło się skończyć gorzej, ale nie, co tam jesteśmy kowbojami 1000 razy mądrzejszymi od jakieś tam byle rasy, która tylko podróżowała miedzy galaktykami, co nie

Kto nie próbuje, ten niczego nie osiąga. Nie ma ludzi nieomylnych. Jeśli ta broń była prototypem, błąd w obliczeniach był jak najbardziej możliwy.

Albo grozimy bezkarnie ludziom a potem dokonujemy morderstwa i bezkarnie jakby niby nic wracamy do normalnego życia - litości panowie!!!

A co niby Twoim zdaniem robia 'koledzy' określani mianem ABS-ów? Może jeszcze nie mordują bezkarnie, ale grożą - jak najbardziej. I powiem Ci w tajemnicy - oni wracają jakby nigdy nic do normalnego życia...

A tu nic - Weir trochę pomarudziła, ale Sheppard dał się przekonać jak trzylatek, któremu pokazuje się cukierka, że boski Rodney jest mądrzejszy od Pradawnych i poprawi ich nieudany/niedokończony wynalazek.

Sheppard jest żołnierzem, nie naukowcem. Dla niego możliwość uzyskania silnego atutu w postaci obcej broni była warta ryzyka.

Ciekawe tylko czemu ten sam geniusz przez rok siedzenia w Atlantis nie był w stanie nawet zrozumieć do czego sluży większość tutejszych urządzeń, że nie wspomnę o uruchomieniu osłon w Skoczkach

Niemniej jednak rok z nimi obcował. I zdążył się z technologią zapoznać.

Ale oczywiście najpoteżniejszą broń i źródło energii we wszechświecie umie rozpracować w ciągu kilku dni.

Posłużę się analogią. Weźmy całkę. Niektóre rozwiązuje się od ręki. Na niektóre wpada się po chwili. A niektóre są nie do ugryzienia nawet przez miesiąc gapienia się na nie... Sytuacja jest podobna. Może akurat ten kawałek technologii poskładał mu się w sposób, który zrozumiał (albo raczej sądził, że zrozumiał).

...to jego zachowanie świadczy li tylko o głupocie - samego Ronona jak i towarzyszącej mu Teyli.

Kiedy do głosu dochodzi żądza zemsty, myślenie schodzi na drugi plan.

Najpierw on rozwala negocjacje, a Teyla siedzi i się temu przyglada, zamiast wywalić gościa za drzwi i dokończyć sprawę po swojemu.

A on akurat dałby się wywalić ;). Poza tym Teyla jest dobrą obserwatorką. Widać dostrzegła, że tamten się "łamie". A poza tym przeprosiny w tej chwili i tak by nic nie dały. Nie wskórałaby nic. A tak - przynajmniej zdobyła to, po co przyszła... Zaś na przeprosiny przyjdzie czas później - po opadnięciu emocji.

nasz serialowy rastaman bez słowa wyjaśnienia strzela do kogoś i zabija go na miejscu, a ochrona zamordowanego zamiast zacząć bronic swojego szefa patrzy się ze zdziwnieniem na całą sytuację i po kilku hasłach tupu 'przecież wiecie, że on był zły' po prostu odchodzi. To już jest bzdura wprost piramidalna.

Czyżby? Widzę, ze żadne z Was nie przyglądało się broni, jaką owa ochrona miała. Karabiny identyczne z bronią używaną przez Ronana podczas inwazji Wraiths. Są charakterystyczne - nie widziałem ich wcześniej. Wniosek? Są wytworem świata Ronana. Skoro tak to ci, którzy je mieli, pochodzili najprawdopodobniej z tego samego miejsca co on.

Nie wiemy, jaką funkcję pełnił Ronan w swoim świecie. Może był na tyle znaną osobą, na tyle szanowaną postacią, że pozostali również go rozpoznali? I mieli zaufanie do jego osądu?

W normalnych warunkach Ronon leżałby w kałuży krwi rozwalony przez tą ochronę najpóźniej 1-2 sekundy po tym jak strzelił do Kella.

Tyle tylko, że to nie jest serial z Discovery o zachowaniach i relacjach międzyludzkich. A i warunki nie są normalne.

A zachowanie Teyli? Ktoś ją w końcu wykorzystał i zdradził, nadużył jej zaufania aby dokonać morderstwa i zemsty, a ona po chwili banalnej rozmowy (ale zrozum, to był zły człowiek) jak gdyby nigdy nic, mówi : ok, ale nastepnym razem uważaj i nie mówmy o tym w Atlantis. Nie ma to jak kryć mordercę przed własnymi zwierzchnikami...

Tyle tylko, że dodała również "na twoim miejscu zrobiłabym to samo". To załatwia sprawę. Zresztą Teyla jako osoba odpowiadająca za swój lud nieraz musiała zapewne podejmować trudne decyzje lub szukać błyskawicznych rozstrzygnięć. Pytanie - jak trudne one były...

jeszcze jedna rzecz mnie drażniła w tym odcinku - zdecydowany nadmiar technobełkotu, którym bez przerwy posługiwali się McKay i Zelenka.

Widywałem gorszy 😉

Jeśli ktoś doczytał do końca - gratuluję wytrwałości...

Gosiek
Uczestnik
#31718

Sheppard jest żołnierzem, nie naukowcem. Dla niego możliwość uzyskania silnego atutu w postaci obcej broni była warta ryzyka.

Ale Sheppard jest też człowiekiem, który zna McKaya wystarczająco długo, żeby wiedzieć iż doktor lubi przeceniać swoją wiedzę i możliwości i robi to bardzo często. A tu jeszcze dodatkowo były spore wątpliwości ze strony Zelenki - i były słuszne, jak się później okazało. Z odcinka wynikało, że na broń o wiele bardziej liczył Caldwell, ale ten miał o wiele bardziej krytyczne podejście do zapewnień KcKaya - i wiedział co robi.

Czyżby? Widzę, ze żadne z Was nie przyglądało się broni, jaką owa ochrona miała. Karabiny identyczne z bronią używaną przez Ronana podczas inwazji Wraiths.  Są charakterystyczne - nie widziałem ich wcześniej. Wniosek? Są wytworem świata Ronana. Skoro tak to ci, którzy je mieli, pochodzili najprawdopodobniej z tego samego miejsca co on. Nie wiemy, jaką funkcję pełnił Ronan w swoim świecie. Może był na tyle znaną osobą, na tyle szanowaną postacią, że pozostali również go rozpoznali? I mieli zaufanie do jego osądu?

Owszem, ja zauważyłam że prawdopodobnie byli z tego samego świata. Ale to nie zmienia mojego zdania. Zapewne dlatego, że mieli zaufanie do osądu Ronona, a swojego szefa uważali za skończonego łajdaka służyli u niego? Nie wydaje mi się. Jeżeli znali przeszłość Kella (a tak wynika z odcinka), a mimo to zdecydowali się dla niego pracować, to raczej nie byli świętoszkami chcącymi dokonać na nim zemsty. Poza tym byli wynajęci do ochrony, a do takich zadań z reguły bierze się ludzi, którzy najpierw strzelają a potem zadają pytania i oni tak właśnie powinni się byli zachować.

Widywałem gorszy 😉

Ja też, ale to nie znaczy, że scenarzyści muszą czerpać z tych najgorszych wzorców. 😉

Jeśli ktoś doczytał do końca - gratuluję wytrwałości...

To nie było takie trudne. 😛

JLPicard
Uczestnik
#31728

Hmm, odcinek chyba najsłabszy w tym sezonie. Zdecydowanie przesadzono z McKayem chcąc pokazać, że nie potrafi wszystkiego i porywa się z motyką na słońcę. Imo postać Rodneya jest niestety zbyt nierealistyczna - jeśli chodzi o porównanie np. z początkami. Troszkę nie podoba mi się ta tendencja, którą zapoczątkował Daniel - oto prosty naukowiec (geniusz) mający wady i słabości przeistacza się w sherosa; supermena co potrafi rozwiązać każdy problem i zachowywać się jak komandos (jeden z odcinków 1 sezonu). No i to jego szczęście - ciekawe ile razy jescze wyjdzie bez szwanku z promieniowania? Pod tym względem Zelenka jest o wiele bliższą postacią. W dodatku Sheppard ufający bardziej "szczęściu" McKaya i zachowujący się na koniec w stylu: "okej, nie pofarciło ci się tym razem - będę przez jakiś czas ostrożny, a jak nic się nie stanie to znów masz u mnie 101% zaufania" ;/

Postać Ronana musi mieć ciekawą przeszłość... Oby scenarzyści pokusili się o jej pokazanie. Szkoda, że nie ma nawiązania do motywu runnera. Dobrze - był runnerem i co z tego? Żadnych konsekwencji nie ma?

Natomiast co do innych kwestii...

A zachowanie Teyli? Ktoś ją w końcu wykorzystał i zdradził, nadużył jej zaufania aby dokonać morderstwa i zemsty, a ona po chwili banalnej rozmowy (ale zrozum, to był zły człowiek) jak gdyby nigdy nic, mówi : ok, ale nastepnym razem uważaj i nie mówmy o tym w Atlantis. Nie ma to jak kryć mordercę przed własnymi zwierzchnikami...

Nie komplikujmy i nie szukajmy wymyślnych teorii. Teyla i Ronon są tylko gośćmi na Atlantis - pochodzą również z tej samej galaktyki i wychowali się w obliczu zagrożenia przez Wraith. Zatem Teylę łączy więcej z Rononem niż z mieszkańcami Atlantis; zauważ, że zbulwersował ją fakt, że wykorzystana została jej przyjaźń, nie morderstwo. A więc cios ze strony kogoś z kim była emocjonalnie związana...

Mają tam Asgardczyka, którego mogli chociaż o "energię próżni" zapytać - ale po co? Przecież scenarzyści wiedzą lepiej, że taki Izaak Newton bez problemu by sobie poradził z obsługą elektrowni atomowej

Poproszę o wskazanie fragmentu odcinka 2x06 w którym jest pokazany/jest powiedziane, że Hermiod dalej jest na Dedalusie. Nie sądzę, żeby spędzał tam czas 24h/dobę 7 dni w tygodniu. Możliwe, że po ostatnich wydarzeniach został wezwany do przedstawienia sytuacji Asgardowi i nie wrócił (w końcu chwilowo nie jest potrzebny). Ahh... Przypomnę jeszczę odcinek "Nemezis" (bodajże 3 sezon SG1) i trudności jakie miała Sam w zrozumieniu samych pojęć jakich używa Asgard (i vice versa). Cóż z tego, że Asgardczycy powiedzieli by nawet Rodneyowi: "ależ to proste - subqumperacja tramkulaji w procesie izohemacji powoduje krreberacje i powstają trzy jednostki koppu", skoro Rodney nie potrafiłby powiązać ich opisu rzeczywistości z naszą fizyką?

Biedny widz-idiota, do którego to wyjaśnienie jest kierowane pewnie już zapomniał, że jeszcze kilka godzin wcześniej Ronan był święcie przekonany, że jest jedynym ocalałym ze swojej planety, więc jego nagłe wystąpienie w potrójnej roli policjanta, sędziego oraz kata jest jakby niezbyt na miejscu...

Cóż...gdyby pamiętać co nie kilka godzin, lecz kilka tygodni wcześniej się działo, sprawa nie byłaby dziwna. Oto Ronan - człowiek, który przez kilka lat uciekał przed Wraithami; trzyma go przy życiu pragnienie zemsty. I nagle - odkrywa, że ktoś ocalał. Co więcej - pragnienie którym żył kilka ostatnich lat może zostać zrealizowane! Taka okazja się nie powtórzy, wreszcie odpłaci za ostatnie lata...

Należy pamiętać, że Ronan jest bardzo porywczy i najpierw działa, potem myśli.

izbkp
Uczestnik
#31731

W realnym świecie nie ma miasta Atlantis, nie ma stargate'ów, nie ma technologii Pradawnych. Jeden z moich znajomych usłyszał kiedyś komentarz na temat Q2: "ależ ta gra jest kompletnie nierealistyczna!". Odpowiedział: "Gdybym potrzebował realizmu, wziąłbym kałacha i pobiegłbym na poligon".

Czyżbyś uważał SGA za serial dokumentalny?

W realnym świecie prawa fizyki są takie same wszędzie. Jeżeli w Krakowie, na Rynku nie możesz podnieść się samemu ręką za włosy do góry to możesz być pewnym, że tak samo nie będziesz tego mógł zrobić w Karakas. Fizyka świata Quake też jest spójna i taka sama w różnych fragmentach mapy. Dlatego też mówiąc tu o realizmie mamy na myśli spójne i konsekwentne przestrzeganie ustalonych zasad. Wydarzenia o których opowiada odcinek 2x06 nie pasują do żadnych zasad jakie znamy. Doskonale za to pasują do czegoś co określam mianem „entkować”. Mało tego, są tu nonsensy w ramach samego odcinka. Z jednej strony mamy coś co ma być bronią ostateczną (lub prawie ostateczną) i Dedalusa, którego osłony wytrzymują ostrzał z takiej broni. Mamy zniszczoną planetę i informację, że za zniszczenia odpowiada ta właśnie broń, która tak długo strzelała w losowo wybranym kierunku aż zniszczyła cała planetę. Wszystko fajnie gdyby nie to, że fizyka wszechświata Stargate zakłada, że planety są okrągłe...

Poproszę o wskazanie fragmentu odcinka 2x06 w którym jest pokazany/jest powiedziane, że Hermiod dalej jest na Dedalusie.

To ja poproszę o wskazanie fragmentu dowolnego odcinka drugiego sezonu, w którym jest powiedziane, że go już nie ma na Dedalusie... ;P W SG-1 było to częścią zasad postępowania – spotykamy coś co nas przerasta – dzwonimy do Asgardu i pytamy czy mogą pomóc. W SGA odwrotnie - wysyłamy psychopatę, żeby sobie układ planetarny wysadził (swoją droga oni najwyraźniej lubią pokazywać wybuchy).

Należy pamiętać, że Ronan jest bardzo porywczy i najpierw działa, potem myśli.

Dlatego Jack O'Neill by go po prostu zastrzelił...

Zeal
Uczestnik
#31734

Wydażenia o których opowiada odcinek 2x06 nie pasują do żadnych zasad jakie znamy.

A czy zachowanie McKay'a, Ronana i Teyli należy do zasad fizyki? Najpierw opisujesz jaki to bezsens udało się scenarzystom stworzyć opierając się właśnie na zachowaniu bohaterów odcinka, zaś teraz posiłkujesz się już zasadami fizyki... A co to ma ze sobą wspólnego? Co mają prawa Newtona do tego, jak postąpiono by z Ronanem w realnym świecie?

Mamy zniszczoną planetę i informację, że za zniszczenia odpowiada ta właśnie broń, która tak długo strzelała w losowo wybranym kierunku aż zniszczyła cała planetę.

A czy ktoś powiedział, że to nastąpiło wskutek ostrzału? Zniszczenia są skutkiem broni, owszem. Ale niekoniecznie ostrzału... I nie zniszczenia, tylko brak oznak życia na planecie. Jedynym zniszczonym rejonem jaki widzimy, jest rejon połozony w bezposredniej bliskosci działka. Nie przypominam sobie, by pokazano resztę planety. Jednym słowem - nadinterpretacja.

Wyświetlanie 15 wpisów - od 226 do 240 (z 412 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram