Myślę, że w sferze sukcesu finansowego nie zawiedzie. Przygotował to wszystko naprawdę starannie. Kasa murowana. A to otworzy nowe możliwości.
Właśnie ta kasa sprawia problemy. Wpakowali w to mnóstwo kasy i jak znam życie a znam w miarę dobrze to może podzielić los Entka. Wszystko przez to że przywyknięto do wytyczonego już trekowego kursu. To można zauważyć nawet na tym forum.
Do kanonu nie trzeba przywykać, z miejsca jest się "przywykniętym" 😉 Ewentualnie można postawić pytanie, czy jesteśmy w stanie "odwyknąć".Jesteś fanem Scorpions, kochasz ich piosenki, a oni pewnego dnia postanawiają (dla żartu, z nudów, dla forsy, cokolwiek) zagrać koncert z Dodą-Elektrodą i grać w jej stylu. Jako fan do własnie tej zmiany musiałbyś przywyknąć. Chwytasz analogię?
Ale jaki to kurs skoro kazdy serial byl inny?
Ale każdy serial bazował na podobnych schematach. Entek próbował zmienić ten schemat, ale zawiódł. DS9 świetnie dał sobie radę ze zmianą wizerunku Federacji i korelacji międzygatunkowych, ale tkwił w typowo trekowej stylistyce.
Ale jaki to kurs skoro kazdy serial byl inny?
Ale każdy serial bazował na podobnych schematach.
Bo gdyby bazował na innym schemacie, nie byłby to Trek. To chyba zrozumiałe. Gdy nakręcisz film jednego gatunku według konwencji innego, powstanie kundel, którego nie będzie można przełknąć. Świetnym przykładem są tu "Nowe przygody Robin Hooda" - próba przedstawienia sredniowiecznej legendy w konwencji fantasy, kompletnie nieudana.
Jeśli ze Star Treka zrobi się melodramat, to nie będzie to Star Trek, tylko kiepski Harlequin w konwencji SF. I tak ze wszystkim.
Schematem bylo to, ze byl statek (i raz stacja), zaloga i jej przygody. A 'zawartosc' juz tak schematyczna nie byla.
Jeśli ze Star Treka zrobi się melodramat, to nie będzie to Star Trek, tylko kiepski Harlequin w konwencji SF. I tak ze wszystkim.
Moore z dosc infantylnego serialu scifi (BSG) zrobil wybitny scifi drama. Wiec nie nalezy przesadzac z czarrnowidztwem.
Jeśli ze Star Treka zrobi się melodramat, to nie będzie to Star Trek, tylko kiepski Harlequin w konwencji SF. I tak ze wszystkim.
Kto wie, jeśli będzie to dobry melodramat to czemu nie?
Jeśli ze Star Treka zrobi się melodramat, to nie będzie to Star Trek, tylko kiepski Harlequin w konwencji SF. I tak ze wszystkim.
Kto wie, jeśli będzie to dobry melodramat to czemu nie?
Ach, bardzo bym chciała móc usłyszeć, co Gene Roddenberry na to. Podejrzewam, że gdyby miał grób, to czytając te wszystkie herezje ttyle razy by sie przewrócił, że w Piekle zrobiliby z niego wiatrak.
Tyle, że Gene Roddenbery często powtarzał, że gdyby wiedział co tworzy to kilka razy by się zastanowił. On chciał stworzyć po prostu serial w latach 60. Pamiętaj też, że Gene stracił zainteresowanie Trekiem już na etapie TNG, więc nie jestem pewien czy przewraca się w grobie. Star Trek to marka, symbol pod którym można opowiedzieć każdą historię i na wiele sposobów. Tak jak z Bondem.
Tyle, że Gene Roddenbery często powtarzał, że gdyby wiedział co tworzy to kilka razy by się zastanowił. On chciał stworzyć po prostu serial w latach 60. Pamiętaj też, że Gene stracił zainteresowanie Trekiem już na etapie TNG, więc nie jestem pewien czy przewraca się w grobie. Star Trek to marka, symbol pod którym można opowiedzieć każdą historię i na wiele sposobów. Tak jak z Bondem.
To co innego. Jeśli sama matka wypiera się swego dziecięcia, to ja nie będę więcej protestować. Niech nawet Kirk i Spock będą parą zakochanych w sobie tancerzy baletu klasycznego, złamanego słowa więcej nie powiem.
Jeśli sama matka wypiera się swego dziecięcia
Nie tle wypiera, co nie był świadomy jak bardzo Trek odbije się na kulturze masowej.
Niech nawet Kirk i Spock będą parą zakochanych w sobie
Nie jeden raz to sugerowano tak swoją drogą.
Nie jeden raz to sugerowano tak swoją drogą.
Wiem, niestety. Czy facet nie może lubić drugiego faceta bez żadnych podtekstów?
