Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Stargate › RPG - SG 33
- Kapitam John Sherman? - Zapytała, chłopak odrazu się odwrócił i zasalutował, April odpowiedziała tym samym poczym wydała komendę spocznij.- Witam Pani Pułkownik, w czym mogę pomóc? - Zapytał lekko zdziwiony John, rzadko wysocy rangą oficerowie-członkowie drużyn SG do niego wpadają. - Mam dla pana propozycje. - Uśmiechnęła się - Chce, aby dołączył pan do nowo powstającej grupy - SG-33. Rozumiem, że to może nie być łatwa decyzja, więc proszę ją przemyśleć, aczkolwiek od mowa sprawi mi wielką przykrość. Jest pan idealnym kandydatem.- Ja? - Kapitan nie ukrył swojego zdumienia. - Znaczy, oczywiście pani pułkownik, ja się zgadzam, ale co na to doktor Lam? Musiałaby znaleść zastępstwo na moje miejsce. - spojrzał na panią doktor.- Pani Doktor, chyba da radę pani kogoś znaleźć, w kartotekach widziałam sporo lekarzy...
- No cholera jasna. Czy wy tak zawsze? - zapytała wkurzona Lam. - Ledwo odrestaurowałam ambulatorium po wybuchu gościa z Alfy, pozbierałam porządny personel, a wy tylko przychodzicie i zabieracie mi ludzi. Czemu sami nie poszukacie w jednostkach wojskowych? No dobra, idź sobie. Tylko nie chcę cię widzieć za tydzień jako pacjenta, zrozumiano? No, zmiataj stąd.
Pułkownik przez 3 sekundy wyglądała jakby zobaczyła, ducha nie spodziewała się takiej reakcji. Odchrząknęła i powiedziała bardzo poważnie.-Kapitanie proszę za mną, mamy dużo ważnych spraw do omówienia. - Ruszyła szybkim krokiem do drzwi ambulatorium.-Eee... A tak oczywiście.. - podchwycił podwładny i ruszył za niąGdy oboje wyszli April odetchnęła z ulgą.- Ona zawsze taka jest? Już się bałam, że sama wybuchnie w tym laboratorium... Wolałam Cię, nie zostawiać na jej pastwę. - Nie zawsze, tylko gdy się denerwuje. A, pani płk. to było ambulatorium... I dziękuje - Wszystko jedno... Tak czy inaczej macie wolne Sherman. Zgłoszę się po Ciebie w odpowiednim czasie. Zasalutowali sobie i Sherman ruszył do swojej kwatery.April, ruszyła do generała z prośbą o pozwolenie na opuszczenie bazy w celu ściągnięcia do niej porucznika Harrisona.
Zgodę otrzymała od ręki. Generał przed odejściem spytał się:- I jak zareagowała doktor Lam na odebranie jej podwładnego?
- Nie była zachwycona, że zabieramy jej personel... Powinien pan jej podesłać, któregoś z reszty lekarzy.... Do zobaczenia, sir. - Zasalutowała i wyszła.Pojechała do domu Harrisona, który nie znajdował się daleko od bazy.Po 10 minutach jazdy dotarła pod mały, niewystawny domek. Była ubrana w normalne cywilne ubranie - ciemne jeasny, skórzana kurtka, jeśli było zimno to czarny golf. Na nosie jak zwykle ciemne okulary.Ktoś zapukał do drzwi. Czego zaś... Zawsze kto przyłazi gdy oglądam NBA... - Ide! Nie pali się, nie?! - od krzyczał gdy pukanie się powtórzyło. Zebrał się z kanapy, i ruszył do drzwi. Pewnie pizza... W końcu, ileż można czekać.Nie spieszy się chłopakowi, nie ma co.Drzwi w końcu się otworzyły.-O, Pani Pułkownik! - zdziwił się Porucznik.- Harrison... - skinęła mu głową April.- Zazwyczaj ktoś inny dostarcza pizze. - zaśmiał się. - Niech Pani wjedzie. - odsunął się od drzwi wpuszczając płk. Wright, do środka.- Ale macie bajzel w domu Harrison, słyszeliście o czymś takim jak porządek... - uśmiechnęła się.- Eee, nie słyszałem, ale jak ten porządek coś fajnego gra to zaraz ściągnę dyskografie.- Bardzo zabawne... Dobra koniec żartów. - spoważniała- Macie Poruczniku 10 minut na spakowanie swoich szpargałów i wracamy do bazy. Tam przejdziecie testy i wracacie do służby, w nowej drużynie SG.- Jestem już spakowany, możemy ruszać.Oboje ruszyli do drzwi, wyszli. Edward Harrison zamknął drzwi od domu na klucz. Gdy April wsiadała do swego wozu, krzyknął do niej. - A kto będzie dowodził tym zespołem?!- Na Twoje nieszczęście Harrison.. JA! - odkrzyknęła mu z uśmiechem.Pojechali do bazy, każde swoim samochodem. Tam Harrison zgłosił się od razu do Ambulatorium by zapisać się na testy sprawnościowe.
Harrisona wzieli na ostre ćwiczenia, zaś Wright nie miała nic do roboty.
Westchnęła... Nie lobię urlopów, nuda... Pójdę zameldować się Landry-emu, jeśli nic nie będzie chciał to pójdę sprawdzić co słychać w laboratorium...Zapukała do drzwi gabinetu generała, po czym weszła. Zasalutowała.- Wszyscy członkowie SG-33 są już w bazie. Harrison jest na ćwiczeniach, a ja i Sherman mamy wolne jak na razie. Mogę w Panu czymś pomóc? Jeśli nie to udam się do laboratorium, sir.
- Nie, wszystko w porządku. Nie jest pani obecnie potrzebna. W razie problemów wezwę panią. A, mam kandydata na jajogłowego. Nazywa się James Gorwin czy jakoś tak. Tu są jego dane. Na razie trawi rewelacje o naszym programie. Ma tu być za dwa dni i wtedy oficjalnie sformujemy drużynę.
- Dobrze, sir. Ja będę przez najbliższe parę godzin w laboratorium, później jadę do domu. Do zobaczenia za dwa dni. - zasalutowała i wyszły.
Poszła do pracowni, była tam około pięciu godzin po czym pojechała do domu na urlop.
Sherman, także pojechał do siebie, obejrzeć zaległe mecze Europejskiej Ligii Mistrzów i odpocząć.
Harrison, siedział dwa dni w bazie przechodząc wszystkie testy.
James Gorwin, spakowany, czekał na przyjazd wojskowych.
Później...
Pułkownik Wright, kilka godzin temu wróciła do bazy z domu. Odpoczęła, pogadała z rodzicami, zjadła w końcu obiad, który sama ugotowała. Zazwyczaj urlopy dla niej były tylko stratą czasu, ale ten był w miarę udany. Cały weekend myślała nad tym co ją czeka jutro. Ma zostać dowódcą zespołu SG. Wielka odpowiedzialność, ale też dobra zabawa. Faktem jest, że odczuwała strach przed tym... Oczywiście jako dowódca nic nie okazywała, nie może sobie na to pozwolić. Gdy wróciła do bazy, napisała zaległy raport z misji, którą odbyła ze swoją poprzednią grupą. Nuda... Ori, i tak dalej, Źródło, i inne bzdety. Potem dwie godzinki w laboratorium, przy reaktorze Naquadah, a teraz zmierzała na zasłużoną kolacje do stołówki.
Stołówka w SGC, wieczór przed oficjalnym powołaniem drużyny.
- Cholera, John, czemu musieliście robić tyle testów? Jestem wykończony, myślałem, że mnie zajedziecie na tej bieżni... - powiedział por. Edward Harrison. Właśnie skończył testy sprawnościowe.
- Raczej 'zabiegaliśmy' na tej bieżni, Harrison. - odpowiedział z uśmiechem kpt. Sherman.
Ostatnie dwa dni spędzili razem... Naprawdę we dwoje. Sherman miał za zadanie przeprowadzić wszystkie możliwe testy, że by się dowiedzieć czy Harrison jest zdolny do służby. Tak jak mu kazano przeprowadził wszystkie możliwe. Łącznie z wirówką. Harrison po tym wszystkim zadał mu tylko jedno pytanie: " Ile midichlorianów znalazłeś w mojej krwi?".
Teraz oboje siedzą w stołówce, i odpoczywają po ciężkich godzinach pracy.
Płk. Wright podeszła do stolika gdzie siedzieli chichoczący faceci.
- Witam.
- Pani Pułkownik. - Obaj wstali i skinęli głowami.
- Siadać, znajdziecie miejsce jeszcze dla jednej osoby, też z chęcią się pośmieje.
- Oczywiście proszę siadać. - powiedział Harrison. - My Pani Pułkownik, z niczego się nie śmiejemy.
- Taa, właśnie widziałam Harrison. - Uśmiechnęła się, a porucznik odpowiedział tym samym. Spojrzała na Shermana. - A Ty kapitanie, czemu nie w domu? Masz wolne...
- Tak wiem, ale ktoś musiał zbadać tego tutaj. - także uśmiechnął się i kiwnął głową w stronę Harrisona.
- I jak? Sprawny? Nada się do służby?
- Ja jestem zawsze sprawny i gotowy do akcji Pani Pułkownik, Sir! - wyrecytował Edward zanim doktor mógł cokolwiek odpowiedzieć.
Kapitan i April spojrzeli na Harrisona, po czym zaczęli się śmiać. Harrison lekko zagubiony zapytał:
- No co?
- Nic, Harrison nic. - Odpowiedziała April. - Zaraz, wrócę wezmę kolacje. - wstała i poszła do lady.
Dwójka przy stoliku, gadała sobie i śmiała, gdy płk. odbierała kolacje.
Ciekawe, z czego teraz rżą, zapytała się Wright w duchu, zabierając, kanapki i sałatkę. Dobrze, że to nie jacyś smutni, zarobieni, służbiści bez poczucia humoru. Ciekawe jaki będzie ten Gorwin, z akt wynika, że typowy naukowiec. Miejmy nadzieję, że będzie pasował. Nie chce mieć jakiegoś wkurzającego, brzęczącego profesorka nad uchem. Wzięła kubek herbaty i wróciła do stolika.
- To jaki macie plan na wieczór panowie? Siedzicie w bazie?
- Ja tak, mam playoff-y NBA do obejrzenia. - powiedział Harrison
- Ja pewnie będę siedział z dr. Lam w ambulatorium.
- Nadal jest bardzo na mnie wściekła, o to, że Cię zabrałam? - zapytała płk.
- No cóż, zadowolona to ona nie jest, ale nie dziwie się jej, co chwila ktoś znika z jej personelu, bo jest gdzieś potrzebny.
Cała trojka rozmawiała ze sobą, kilka godzin, czas płynął szybko, jak to w dobrym towarzystwie. Harrison przegapił play offy, i chociaż strasznie się wkurzał na początku później było całkiem miło. Gdy nadeszła pora gdzie wszyscy czuli zmęczenie, a w stołówce już nikt nie pozostał, April Wright wstała powoli i powiedziała:
- No cóż, w takim razie marsz do łóżek, jutro macie być wypoczęci i gotowi do służby.
Zarówno Harrison jak i Sherman, uśmiechnęli się. Wstali, stanęli na baczność i chórem odpowiedzieli:
- Tak Jest, SIR!
April uśmiechnęła się, dała komendę odmaszerować. I cała trójka poszła spać.
Tymczasem poza bazą...Wściekły dzwięk budzika obudził ostatniego członka przyszłej drużyny. Nadszedł dla niego ważny dzień. Jesli te rewelacje były prawdą, to za kilka godzin stanie się częścią największej tajemnicy w historii ludzkości.Wojsko powiedziało, że przyjada do niego o 10 rano, więc miał jeszcze cztery godziny na sprawdzenie wszystkich rzeczy.
- Czy ja wszystko mam... Czy ja wszystko mam... - chodził z kąta w kąt i zadawał sobie to samo pytanie... Był już umyty, ubrany... Nie może wyglądać jak jakiś nadęty profesorek pod krawatem... Ubrał ciemne jeansy, na to czarna koszule i swoją skórzaną marynarkę. wojsko powinno nie długo się pojawić. Zapakował wszystkie możliwe tomy, które mogą mu się przydać przy tłumaczeniach, zabrał ze sobą także laptopa. Miał wrażenie jakby wyprowadzał się z domu. W końcu nie wytrzymał, usiadł i włączył TV. Wojsko powinno być za kilka minut... Nareszcie...
Praktycznie punktualnie ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że był kolejny oficer sił powietrznych.- Prosze przygotowac wszystkie bagaże. Zaraz wyjeżdżamy.
- Wszystko gotowe. - chwycił za bagaże, i rozejrzał się za samochodem, który ich zabierze. - Możemy ruszać.
- Prosze sie nie rozglądać. Samochodu nie ma. Choć jazda bedzie niezła.Błysneło i oficer oraz naukowiec pojawili się w jakimś pomieszczeniu. Gorwin wyczuł lekkie drżenie podłogi, a przez okno zobaczył... Ziemię!- Do SGC? - zapytał technik stojący przy dziwnym urządzeniu.- Tak, najlepiej do sali odpraw.- Sie robi.Kwatera Główna SGCPozostał trójka członków SG-33 została wezwana do pokoju odpraw by po raz pierwszy spotkać się w pełnym składzie.
Wszyscy pojawili się w sali rozpraw punktualnie. Cała trójka była wyspana. Usiedli przy stole, czekając, aż pojawi się generał Landry.- Wiadomo już jakiego doktorka dostaniemy? - zapytał Harrison.- Nie mam pojęcia... Chyba dziś go poznamy. - odpowiedziała April. - Jak tam wyniki badań?- Nadal zdolny do służby. - Uśmiechnął się Harrison.Oczekiwali na pojawienie się generała i pierwszą odprawę, z niecierpliwością. Mieli ochotę przejść już przez Wrota i rozpocząć dalszą służbę dla kraju, a co więcej dla planety.
