Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- No cóż. A co powiedziałby pan na małą wycieczkę na Marsa? I tak przyleci tam Apanachi, więc będzie pan miał bliżej.
- Mars zawsze był kuszący. Tym bardziej jeżeli wspomina pan o Apanachi. Tylko nie wiem kim do końca pan jest. Poza tym... o co chodzi w tych pytaniach....
- Przeciez przedstawiłem się panu. Porucznik Duncan O'Connor z USS Salamina. Nie słyszał pan o konferencji na Marsie? Przybędą tam przedstawiciele wielu rządów, a one często się nie lubią. Nie chcemy krwawej jatki i dlatego poszukujemy odpowiednich ludzi do ochrony i pomocy.
- Wie pan... nie rozeznaję się w aktualnej sytuacji politycznej. Jakby to powiedzieć jestem trochę nie z tej bajki chwilowo. Poza tym chciałbym pełnić swą służbę jak najlepiej - odświeżyć trochę pamięć jak to dowodzić oddziałem w polu bądź w mieście, ale obawiam się że moje "nawroty pamięci" i chwila dezorientacji wtedy panująca mogłyby uniemożliwić mi pełnienie obowiązków. Nie chciałbym by przez moje niedysponowanie coś umknęło i stało się nieszczęście... zawsze mówiłem że obowiązek przede wszystkim - i t wypełniony jak najlepiej.
- Nie dostałby pan pracy w polu tylko jako doradca. Zresztą chce pan tu siedzieć przez 5 dni?
- Zdjął mi pan kamień z serca. Z chęcią. W sumie to jeżeli chodzi o zabezpieczene terenu dla potrzeb cywilnych nie różni się za wiele od rozplanowania stref walki i ognia. Z chęcią. Kolejne pięć dni tutaj zamieniłoby mnie w hodowcę pomarańczy lub szaleńca....
- W porządku. Prosze sie zgłosić w miejskim teleporterze o 14.00. Może tez pan zabrać ze sobą pannę LeBlanc. Jej tez przyda się wyjście.
- Oczywiście. Może przyda sę nawet do czegoś. Zatem będę.Ruszyłem z powrotem do pokoju i zacząłem się pakować. Wiele tego nie było. Tylko nowe ubrania. Reszta została na okręcie. Może kiedyś je odzyskam. Wysłałem wiadomość do Marie licząc, że też się wybierze. Ruszyłem godzinę wcześniej niż powinienem i usiadłem w małej kafejce koło miejskiego teleportera czekając na Marie lub porucznika.
Marie pojawiła sie troche po 13. Ubrana była po cywilnemu.- Cześć. Słyszałam, że wybieramy się na Marsa. Wiesz co po?
- Konsultacje w kwestii ochrony konferencji pokojowej. Nie wiem zbyt wiele. Poza tym coś mi tu nie gra. Żadnego rozkazu. Zwykły porucznik. Wysłałem zapytanie, ale trochę potrwa zanim odpowiedzą ze sztabu. W końcu musiałem ich poinformować, że opuszczam ich szpitalny przybytek.
- Ale nie robili problemów, kiedy wychodziłam. Zapewne przesłali rozkazy tylko nikt nam ich nie pokazał.Po kilku minutach pojawił się O'Connor. Nie był sam. Wraz z nim szła piękna brunetka. Miała insygnia kapitańskie.- Estelle O'Connor, dowódca USS Salamina. - przedstawiła się. - A więc pan jest tym jednym z całej ekipy doradców? Ciekawe co pan doradzi...- Alez kochanie... - zaoponował cicho porucznik. - Idziemy? - zapytał się ciebie i Marie.
Zagotowało się na moment we mnie. Chciałem rzucić parę haseł w stylu "jak śmie sie odzywać do wyższego rangą". Przynajmniej w piechocie by tak było. Rzuciłem tylko pod nosem:- A co pani doradzi?Na tyle by nie usłyszała i ruszyłem naprzód.
Przenieśliście się na orbitę Ziemi do jednego z doków. Tam właśnie przechodziła krótki remont USS Salamina klasy Akira.- Niedługo wyjdziemy z doku i polecimy na Marsa. - rzekła kapitan. - To nie potrwa długo, więc proszę was o poczekanie w mesie. Duncan...- Tak, tak, kochanie. Już idę. - skwapliwie zapewnił ją mąż i razem weszli do turbowindy, zapewne udając się na mostek.
Skierowaliśmy sie równym krokiem do mesy. Podziwiałem ponownie znajome wnętrza okrętów klasy Akira. W końcu kiedyś miałem już okazję jednym dowodzić. A przynajmniej tak mi się zdawało. Spokojnie dotarliśmy do mesy i zajęliśmy miejsca czekając na O'Connorów....
Po 10 minutach komputer powiadomił o wyjściu z doku i statek powoli ruszył. Ominął parę obiektów i z polową impulsowej poleciał ku Marsowi.Tam część orbity była totalnie zapchana przez Utopię Planitię. Setki doków z budowanymi statkami, stacje kosmiczne, transportowce z rudą, huty z replikatorami przemysłowymi wytwarzającymi wszystkie potrzebne komponenty. Praca wrzała na całego.Gdy Salamina zajęła wysoką orbitę, z jednego z doków wystartowała w swój dziewiczy lot Nebula. USS Rospuda, tak brzmiała jej nazwa.W mesie pojawił się porucznik O'Connor.- Chciałem przeprosić za moją małżonkę. Od czasu bitwy nad Alfa Centauri jest dość oschła. Straciliśmy tam sporo dobrych ludzi... - zamikł na moment. - Zaraz przyleci po nas prom. Zabierzemy się nim na powierzchnię.
