Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- Owszem jestem i sprawdzę to. Jednakże nie podoba mi się to, że jedna z sióstr Sobieski jest we flocie. W szczególności gdy zachowuje sią agresywnie wobec wyższych rangą. Moim zdaniem zagrożenie jest zbyt duże. Tym, że może skusić się na informowanie siostry o zamierzeniach. Mogę otrzymać dostęp do terminala? - spytałem chcąc tam wyszukać więcej danych.
- Oczywiście, jak pan chce. - sanitariusz zminił ton na bardziej agresywny. Widocznie dobrze poznał i polubił Annę.Terminal przyjął twój kod i czekał na polecenia.
Wpisdałęm do niego polecenia, które miały mi otworzyć dostęp do danych z procesu Anny, oraz Sharaca. Potem wyszukałem wiadomości dotyczącej przebiegu jej służby i tego kto umożliwił jej start z funkcji chorążego, z pominięciem kursów...
Znalazłeś całkiem sporo artykółów o sprawie Gabrielli Sobieski. W czasie jak Apanachi walczył z Sojuszem, a potem miał krótkie spotkanie z Tzenkethi to na Ziemii wyvuchła prawdziwa bomba po ujawnieniu jej morderstwa i uczestnictwa w nim admirał Shanti i jej podopiecznych. Odbył się proces i kilka znanych osób z Wywiadu Floty musiało udac się na emeryturę.O tym było najwięcej. Proces Anny i Sharaca nie całkowicie był jawny. Ale zakończył się warunkowymi wyrokami dla Anny, za usiłowanie zabójstwa i dla Sharaca, za zabicie admirała Marcusa, wnuka Kirka. Uznano, że działali w ramach wyższej konieczności i przymusu.Służba Anny była dość krótka. W miesiąc zdała wszystkie wymagane egzaminy w Akademii i została promowana na chorążego. Miała służyć pod podporucznikiem Sharakiem na jego nowym okręcie, którego jeszcze nie otrzymał.
Zacisnąłem dłonie w bezsilnej agresji. Za to można było nienawidzieć Federacji. Nawet jeżeli była "wyższa konieczność" to morderstwo pozostaje morderstwem. I już moja w tym głowa by za to zapłacili. Tym bardziej, że to przez NICH spotkała mnie cała masa nieszczęść, łącznie z utratą pamięci. To oni wplątali mnie w tę intrygę, a tego zdecydowanie nie lubię. I kiedyś za to zapłacą... najlepiej tym samym. "Oko za oko i ząb za ząb"....Odsunąłem się od pulpitu walcząc z chęcią kopnięcia go z całej sił. To by nic nie rozwiązało. Westchnąłem bezsilnie. Bez okrętu, bez załogi... podówczas gdy tych dwoje zdrajców bawi się w najlepsze tańcując na grobach tych których pomordowali. Szkoda, że w życiu nie ma sprawiedliwości... i szkoda, że całą moja ręczna broń została na któymś z okrętów. Będę musiał ją odzyskać, ale najpierw... okręt. Chociaż może i lepiej byłoby najpierw skorzystać z tego przymusowego odpoczynku i czekać aż pamięć wróci do siebie, a emocje związane z jej odzyskiwaniem opadną.Najpierw potrzeby jest więc zatem spokój... i sojusznicy. Sobieski mi grozi? Dobrze powiedziałą, myśl a przeżyjesz, a zchęcią dałbym jej Sharaca na widelcu, podobnie jak tą zdradliwą żmiję jej siostrę. Może to wystarczy? W ostateczności... czemu nie, ale nie byłoby to najprostyszym rozwiązaniem... tylko najprzyjemniejszym. Tylko dlaczego coś w Marie nie dawało mi spokoju? I o co chodzi z tym odbieraniem... może wszystko się wyjaśni gdy odzyskam pamięć.Teraz jednak, spojrzałem na zegar, czas na obiad. Mam nadzieję, że w tym szpitalu mają też niereplikowane żarcie.
Poszedłeś do kantyny bo obiady wydawano dopiero za godzinę. Wziąłeś posiłek i usiadłeś na jedym z wielu wolnych krzeseł.Nie było rady, danie było na zimno, bo nie chciałeś użyć replikatora. Gdy po kilku kęsach popijałeś sok nagle znalazłeś się w innym miejscu.Podniosłeś z ziemi komunikator piratów oraz dwa karabiny, a granatnik zarzuciłeś na plecy. Wszedłeś do magazynu, szybko ustawiłeś kilka skrzyń tak, aby zablokowały wyjście, a sam schowałeś się we wnętrzu magazynu. Jeśli będą chcieli się tu dostać, będą musieli strzelać... a deuter... nie lubi ognia walki. Będą więc mieli dylemat..... albo zginą od wybuchu.... albo uciekną.... karabin ułożyłeś pod ręką, a granatnikiem mierzyłeś w wąską szczelinę jaka została z otworu po drzwiach....Po chwili powróciłeś do kantyny. Przed tobą stał talerz i szklanka soku.Pojawiły sie kolejne wspomnienia. Strzelanie do pirata, walka w ciemności i nieważkości, potem teleportacja i nic poza tym. Wiedziałeś już co zdażyło się podczas pirackiego ataku na Taurusa.
Westchnąłem cicho. Tak, to by pasowało do tego co znalazłęm w dzienniku pokładowym Taurusa. Walka z piratami, ostatnia pozycja... zupełnie jak ja... we wcześniejszych czasach. Kontynuowałem posiłek próbując wyławiać z pamięci więcej wspomnień i układać je jak układankę. Może czasochłonne, ale co to jest dla wojskowego umysłu...
Niestety nic więcej ci się nie przypomniało, ale... chyba chorąży Moon całowała cię i dała w twarz. Ciekawe dlaczego?
Dalej byłem głodny, ciekawe czego to sprawka? Leków? Będę musiał się wziąć za siebie niedługo. Basen, biegi, ćwiczenia fizyczne, strzelanie.... chociaż podejrzewam, że na to ostatnie mi nie pozwolą. Zamówiłem zimny sok z jabłek (dziwnie syntetczynie smakował niestety) i podniosłem do oczu padda. Pora przejrzeć lokalną prasę...
Prasa wałkowała tylko jeden temat.WIELKA KONFERENCJA, CZY PODPISZĄ TRAKTAT?, PIERWSZA KONFERENCJA GALAKTYCZNA, TERAZ BORG DOSTANIE W METALOWY TYŁEK, KONIEC ZE STREFĄ NEUTRALNĄ?Przejrzałeś parę artykułów i zrozumiałeś o co chodzi. Za 8 dni na Marsie odbędzię się konferencja wszystkich większych państw kwadrantu Alfa i Beta w celu podpisania Traktatu AntyBorg. Mial powstać system wczesnego ostrzegania przed atakiem Kolektywu oraz eksperymentalnie jednostki, oparte na technologiach różnych ras. Już teraz było wiadomo, że praktycznie wszyscy podpiszą się pod traktatem, asymilacja kilkunastu federacyjnych sektorów pokazała, że Borg odzyskał siłę i może w każdej chwili zaatakować.Oprócz tego, co było dla ciebie prawie szokiem Federacja Zjednoczonych Planet miała podpisać traktat pokojowy z Imperium Romulańskim. Strefa Neutralna zostanie zlikwidowana, i nastąpi oficjalna wymiana ambasadorów.
Zakrztusiłem się sokiem i przeczytałem artykuł jeszcze raz. W końcu pokręciłem głową patrząc na datę. Nie, dziś zdecydowanie nie był 1 kwietnia. Wiadomośc była wręcz nieprawdopodobna, ale biorąc pod uwagę wszelkie czynniki... niezwykle korzystna, jeżeli prawdziwa. Zniesienie granic, opróżnienie ich z okrętów... pytanie tylko czy nikt nie wykorzysta tej sytuacji. Ba, przemyt nabierze nowego znaczenia. Armin zastanowił się nad swoją przyszłością. Pytanie czy nie lepiej byłoby opuścić flotę przed walną bitwą i dożyć spokojnie swoich dni na małym przemytniczym Raiderze... ale to chyba nie dla niego. W dalszym ciągu czuł jakiś związek z flotą i mimo wszystko wierzył w Federację. Poza tym... miał nadzieję załapać się na którąś z nowych jednostek... ale to i tak potrwa lata. Kto wie kto wie... zamyślił się przez moment. A potem spojrzał czy nie ma nic o jego okręcie. Coś przed nim musieli ukrywać, co się z nim stało... i z jego załogą?
W prasie nic nie było o USS Apanachi. Kiedy zacząłeś szukać w terminalu to otrzymałeś odpowiedź, że twój obecny okręt znajduje się na terytorium Breen na misji.
Cóż, wyglądało to na wysoką tajność. Wstałem od stolika i przeciągnąłem się. Pora na jakiś ruch. Podszedłem do obsługi i zapytałem się czy można gdzieś tu skorzystać z basenu.
Na terenie Instytutu nie było zadnego basenu, ale jak powiedziała pielęgniarka to w mieście jest jeden, a jako że nie byłeś pacjentem, którego trzeba było pilnować dostałeś wyjściówkę.Lecz powrót miał nastąpić przed 22.00. Miałeś 3 godziny swobody.
Ruszyłem zatem miarowym krokiem na miasto. Podziwiałem starą dobrą Ziemię. Prawdziwy grunt pod stopami. Miło było go znów czuć. W końcu pochodziłem stąd, podobnie jak moja rodzina. Tylko ja wyniosłem się potem do Strefy. Niestety, dosyć daleko było od rodzimych Ziem. Szkoda, że nie ma żadnego szpitala wojskowego w okolicy. Westchnąłem nabierając do płuc oczyszczonego powietrza. Gdzieś w tle dało się wyczuć nutkę kwitnących śliw. Kiedyś będzie trzeba wrócić do domu... albo założyć nowy.Swobodnie ruszyłem przez miasto przyglądając się życiu naokoło. Coś nowego, w końcu nie widziałem samych mundurów. Chociaż swój jak zawsze miałem na sobie. Zagłębiłem się między małe grupki ludzi...Od razu lepiej. Woda omywająca i unosząca ludzkie ciało. Siła wyporu, wiem... ale miło poczuć czasem jej działanie. Podobnie jak chłód H2O. Przepłynąłem kilkanaście basenów nie chcąc przeciążać organizmu po czym udałem się do sauny. 15 minut w ekstremalnej temperaturze i następujące po nich zanurzenie w lodowatej wodzie spłukały ze mnie resztki negatywnych emocji. Niczym nowonarodzony mogłem pomyśleć o powrocie do szpitala. Została godzina więc powinienem zdążyć na późną kolację.... i, zapomniałem. Spotkać Marie...
