Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- OK, dzięki. A szkoda. Nie pozostaje nam nic innego jak dotrzeć na Betazed. Zobaczymy co tam nam szykują.
New Orleans wleciał do układu. Został skierowany na stację okrążająca planetę. Lecąc w impulsowej załoga fregaty mogła obserwować kosmos. Z zasady wszystko było takie same jak w ich normalnym wszechświecie, ale tutaj wybudowano więcej budowli obronnych.Statek zacumował przy stacji. Moon od razu została wazwana do jej dowódcy.
Moon poprawiła mundur i zeszłą na pokład stacji w towarzystwie dwóch członków ochrony. Środowisko było obce, a nie chciała zbyt wiele ryzykować. Całe szczęście pomyślała by ich rozbroić, musiała jednak pokazać że nie podlega tutejszym prawom. Poza tym, sama była uzbrojona. Drobne igły kryształu górskiego w butach. Idealne do rzutów. Powinny wystarczyć w wypadku problemów. Do tego Denevue został poinstruowany co ma zrobić jak zacznie się gorąco. On juz będzie wiedział. Chociaz może wszystko pójdzie zupełnie na spokojnie? Dotarła do pomieszczeń dowócy. Wartownicy ustawili się obok ochrony stacji i zamarli w bezruchu. Chorąży wkroczyła do środka...
W srodku siedziała kobieta, uzbrojona jak praktycznie każdy na stacji.- Chorąży Moon, mozna powiedzieć Druga chorąży Moon. Niestety nie trafiliście z czasem na odwiedziny. W końcu mamy wojnę i naukowcy raczej zajmują się ulepszaniem broni niż zabawą z równoległymi wszechświatami. Ale mamy na szczęście paru teoretyków, oni zajmą się waszym przypadkiem. Ale jak juz wpadliście to znajdziemy wam zadanie. Oto coś dla was. Polecicie na Marissę i odbierzecie 1200 naszych Marines. Gdzie ich zrzucicie to juz dowiecie się w trakcie lotu.
- Jeżeli nie będzie stanowić to zagrożenia nadmiernego dla mojej załogi mogę się zgodzić. Jednakże jako oficer GF z dala od własnych ziem muszę dbać o dobro mi podległych. Dlatego zgodzę się, ale tylko pod warunkiem, że w dowolnym momencie będę mogła przerwać akcję...
- I co wtedy stanie się z naszymi ludźmi? Wrócą do domu piechotą? Normalnie powinnam zabarć wam okręt i skierować ku granicy, a tak dostajecie prostre zadanie na zapleczu. Nie podoba się?
- Wydaje się prosta. Ale jak wspomniałam, do mnie należy decyzja. Podejmę to ryzyko by mieć pewność, że załodze się nic nie stanie po przejęciu okrętu. Tu są wszelkie potrzebne dane dla waszych naukowców. - Moon odsalutowałą i wyszłą klnąc pod nosem. Musiałą wrócić i poinformować załogę o tym obrocie spraw. Nie będzie to łatwe.
Na okręcie już czekały rozkazy. "Jak najszybciej udać się na Marissę I i odebrać kontyngent Marines. Dalsze rozkazy na miejscu."
Kapitan spojrzała na Marie i powiedziała:- Działajcie, my dajemy wam czas. Teraz wasza kolej. Ustawiam krs na Marissę. Denevue, cała naprzód!
- Robimy co się da. Ciekawe, że nie zauważyli mojego przybycia. Pewnie jesteście monitorowani przez jakieś maszyny, a nie osobniki żywe.Apanachi wskoczył w warp, ale nawet w maksymalnej prędkości lot miał potrwać kilka godzin.W trakcie lotu docierały nowe wiadomości o walkach na fronicie batazodzkim. Natarcie Dominium zostało zatrzymane, ale straty były duże. Do tego przeciwnik wykorzystał odciągnięcie uwagi i wykonał desant na dwa układy w pobliżu Trilla. Jednocześnie małe zgrupowanie próbowało zaatakować Kardazję Prime i jej stocznie, ale Bajoranie zniszczyli ją nim dotarła do wyznaczonego celu.Po 5 godzinach New Orleans wynurzył się z podprzestrzeni na obrzeżach układu Marissa. Leżał on daleko od granic Federacji i z budowli kosmicznych posiadał tylko starą stację kosmiczną. Na powierzchni była kolonia licząca około 3 milionów, głównie ludzi i Andorian. I tutaj zostali przerzuceni Marines, skąd Apanachi miał ich zabrać w nieznane.
- Zajmuję orbite parkingową. Jak tylko się zatrzymamy Denevue rozpocznij przesyłanie Marines do ładowni. Nie ma tam świetnych warunkó, ale będziemy mieć ich w jednym miejscu co ułatwi transport. (lub pozbycie się - nie dopowiedziałą Moon).- Aye, aye Ma'am. Chwilę później Apanachi zajął swoje miejsce w systemie, a inżynier rozpoczął powolne przesyłanie całego zgrupowania na pokład.
Ponieważ teleportacja takiej ilości żołnierzy mogła być niebezpieczna na statek zostali przeniesiona tylko kadra dowódcza. Reszta przybyła lądownikami, które załadowano też do hangarów. Po 2 godzinach wszyscy byli na pokładzie.Na mostku pojawił się major Dubois i wręczył Moon rozkazy.- Obecnie mamy skierować się ku Trillowi, ale proszę się nie martwić. Nie lecimy w strefę wojny, wyładujecie nas na SR 351 B, gdzie będziemy chronić naszą placówkę nasłuchową.
- Tak jest majorze. Witamy na pokładzie Apanachi. - rzekła Moon - Postaramy się was dowieźć na miejsce w jednym kawałku. Wprowadziłam już kurs. Jesteśmy gotowi.New Orleans ruszył ponownie w nieznane. Szczerze mówiąc to morale załogi odpowiadało tym wydarzeniom. Bezsensowna tułaczka nigdy nie działą budująco. Falt, jeżeli już dojdą do siebie będą doświadczonymi weteranami, ale teraz? Wystarczyła by iskra by coś się wydarzyło. Nawet tak się stało. Dawał się odczuć brak szefa ochrony, od biedy zastępował go Ch'Rak ale to było kolejne uzupełnienie, któego im brakowało po medyku i sterniku. Trudna sprawa. Na okręcie zdarzyło się parę przepychanek, trochę bójek, ale póki co wszystko w normie. Długi lot przerwany był z tego względu błyskawicznymi zmianami. Thompson został mianowany operacyjnym, Ch'Rak przesunięty jako szef ochrony, a jako sternika kapitan wybrała Genevieve z wachty delta. Młoda kadetka, ale z przyzwoitymi ocenami z akademii. Moon poinformowała załogę o zmianach i spróbowła podbudować morale załogi. Kiedyś wydawano wówczas grog. Teraz musiała wystarczyć odrobina syntoholu. Poza tym ciekawe jak oddziaływuje w rzeczywistości holograficznej. Gdy dobiegał już czas przylotu do strefy zrzutu załoga mostka zebrała się na swoich stanowiskach. Moon wezwałą majora i stwierdziła króko:- Za pół godziny jesteśmy na miejscu. Jakieś konkretne koordynaty?
- Nie, sami zajmiemy wyz....- Pani kapita! - krzyknęł Thompson. - Mam dziwne odczyty znad planety. Zdaje mi się, że są tam siły Dominium!
