Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
W końcu odłożyłem padda. Wojna... czasem wydaje mi się, że bez nich historia człowieka byłaby przerażająco pusta. A wszystko przez to, że jako gatunek mamy zadziwiającą zdolność do samozagłady.... i jeszcze większą do regeneracji... nie mówiąc już o tym, że inne rasy tego nam nie ułatwiają. Wstałem i podświadomie ruszyłem do barku. Spojrzałem na dłonie dopiero w momencie gdy przechyliłem butelkę. - Nie, tak nie można powiedziałem. To nic nie da. Przecież dobrze wiem, że alkohol nie zmyje smaku kurzu i krwi pól bitewnych z ust. Nie wymaże wspomnień które wciąż i wciąż pojawiają się na nowo. Obrazy wojny, które niszczą... ale też dają siłę. Odstawiłem szklankę. Po czym podniosłem ją jeszcze raz i wylałem alkohol do pustego kubka po kawie. Dosyć. Przeciągnąłem się i ruszyłem do mesy....- Dobrze... więc wszyscy już są? - zadałem pytanie spoglądając na zebranych. Mesa była dosyć duża jednak gdy wszyscy zgromadzili się przy jednej ławie miejsca w okolicy robiło się naprawdę mało. - Zacznijmy więc... Scorpius. Wszytsko w normie?- Torpedy załadowane, phasery sprawdzone. Nie zaskoczą nas. Osłony też sprawdziliśmy razem z Ch'Rakiem. Porozumiałem się z taktycznymi naszych sąsiadów w konwoju. Śmiali się trochę z naszego okrętu, ale zgodzili się współpracować. Te młodziki z małych Sabreów potrafią zaleźć za skórę ze swoją żądzą prędkości....- Sverrir? Jakieś dane o trasie?- Nie będzie problemów. Na bieżąco w ciągu trasy będę informował o miejscach gdzie może się coś czaić. Na szczęście pola asteroidów są nieliczne, ale trafiają się siedliska piratów. Ale ich okręty są słabe... tak przynajmniej twierdzi wywiad floty w oficjalnych raportach...- Marie? Już wszystko w porządku...- Tak jest. Nie będzie problemów... nasz Taurus nas nie zawiedzie...- Ch'Rak? Denevue? Jesteście najdziwniejszą parą operacyjno-inżynierską jaką znam, ale nawijajcie... - powiedziałem uśmiechając się. Swoją drogą klingonin często przejmował rządy w inżynieryjnym gdyż wybitnie wyprzedzał wiedzą i odpornością młodego kadeta...- Wszystko OK. Zrobiłem cały przegląd.... - powiedzieli jednocześnie- Okręt wypucowany i gotowy do lotu. Czekamy na wytyczne... - dokończył Denevue- Moon? Jak załoga?- Zluzowałam kogo się da aby odpoczęli przed lotem... porozumiałam się też z pozostałymi z eskorty. Nie będzie odprawy... co trochę dziwne, ale ponoć Ferengi się spieszą zgodnie z maksymą czas to pieniądz więc większość wytycznych dostaniemy przez komputer....- Fakt... może uda mi się chociaż pogadać z resztą dowódców....W tym momencie naradę przerwał AHM łącząc się z mesą:- Kapitanie... mam taką małą ale naglącą sprawę....- Dobra AHM już idę. W takim wypadku kończymy naradę. Wszyscy znają swoje zadania, a więc zjedzcie coś i na stanowiska. Pokażemy tym wszystkim z eskorty co to prawdziwa sprawność w działaniu.....Po chwili znalazłem się już w ambulatorium:- Mamy problem....Pot pojawił mi się na twarzy. Zastanowiłem się czy nie stało się coś strasznego gdy doktor dokończył....- Przeterminowały nam się leki na przeziębienie...- Ufff... nie strasz mnie doktorze, a ja już myślałem....- Próbowałem uzyskać dostę do replikatorów od inżyniera, ale on wykazał się absolutną ignorancją twierdząc iż teraz replikuje części do nowych cewek warp. - Bogowie... zajmę się tym natychmiast... Komputer! Odłącz zasilanie do głównych replikatorów i przekaż kadetowi Denevue aby nie ważył się za żadne skarby eksperym,entować z cewkami... to rozkaz....- Dziękuję kapitanie...- Masz dostęp od dziś. Jeżeli jeszcze czegoś brakuje to mów...- Nie, ale dziękuję za troskę. Aha... jeśli chodzi o tą sprawę z trucizną....- Tak? - pot ponownie się pojawił- AHMa odłączyli i został tylko doktor, a widząc jego minę spytałem go tylko o pewien rzadki rodzaj egzemy. Nie wyglądał na skorego do współpracy. Nie wiem co się tam dzieje. Sprawdziłem jednak dane z replikatorów. Trucizna syntetyczna na bazie cyjanowodoru. Gdy chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o pochodzeniu wyrzuciło mi żądanie wysokiego kodu dostępu więc spasowałem....- Dzięki AHM... dobry z Ciebie lekarz....- Nie ma za co, od tego tu jestem....Skinąłem głową na pożegnanie i wróciłem na mostek po drodze rozmyślając o tym co już wiem i obraz nie był kolorowy. Dobrze, że odlatujemy. Przynajmniej będziemy trzymać się od tego bagna z daleka....
Rzeczywiście postój ferengijskich okrętów przy stacji był bardzo krótki. Około 18.30 wszystkie oddokowały i ustawiły się do lotu. Dostaliście też rozkazy. Dowódcą grupy został USS Lutzow. Jego kapitan nakazał obrac kurs na SB 514. Była to trasa okrężna, ale nie chciałz ahaczać o terytorium kardazjańskie. Północne terytorium Unii było pod zarządem Romulan, którzy nielubili gdy do ich strefy okupacyjnej wlatywały okręty Federacji.- Mamy rozkaz wejścia w warp 6. - zameldował Ch'Rak.
- LeBlanc... w twoje ręce... warp 6, a może raczej... - zawiesiłem głos na tyle by się uśmiechnąć -... maksimum warp!Okręt ruszył powoli nabierając odpowiedniej prędkości by wejść w nadświetlną. Miranda , pomimo tego iż była okrętem dość wolnym zawsze latała zgrabnie i łagodnie. Prawie się jej nie czuło. Taka była zaleta okrętów starych typów. Kiedyś dbali o wykończenie, nie to co teraz... Spoglądałem w przestrzeń oczekująco. Trasa zajmie nam trochę czasu więc pora będzie się czymś zająć. Wziąłem z powrotem mojego padda i usiadłem na mostku zagłębiając się w kolejnym rozdziale lektury: "Krwawa jatka pod Shiloh". Straszliwa bitwa po której zarówno armia unii i konfederacji ogłosiły zwycięstwo. Mimo iż południe poniosło o wiele większe straty. Swoją drogą, nawet dziś znalazło by się kilka takich konfliktów. No i w nowszej historii też. Pomyślałem o 1 wojnie Federacji z Romulanami. Ciekawe co nam szykują aktualnie....
Zapewne coś knuli mimo, że granica z Romulanami była najspokojniejsza ze wszystkich. Klingoni szykowali się do walki z Gorn, Tholianie pewnie im pomoga, Talarianie znów ponowili żądanie oddania im układu Galen, duża częśc floty Unii przeszła na piractwo, tutaj latał Sojusz... Ciekawe kiedy oni będą chcieli coś rozwalić?Przelot był nad wyraz spokojny. Po kilku godzinach nakazałeś zmianę wachty.
Teraz za sterami usiedli młodsi kadeci pod wodzą wiecznie czujnej Moon. Pozostali rozeszli się odpocząć, ale zapowiedziałem, że przy najlżejszych wątpliwościach co do bezpieczeństwa zerwę ich wszystkich na nogi. Nakazałem Moon uważać, a sam też udałem się do kajuty. Usiadłem na fotelu z paddem.... i po niecałej minucie usnąłem..... ale sen nie przyniósł wytchnienia... znów zdobywałem kardazjańską placówkę nr. 173. Ciężkie walki trwały już od ponad tygodnia i większość mojego plutonu nie żyła. Podła sprawa. Siedzieliśmy na tyłkach pod ciągłym ostrzałem artylerii nie mogąc zrobić nic. Pocisk uderzył w strop naszej kryjówki. Nie wytrzymałem... wyprowadziłem oddział i ruszyłem do walki. Poruszaliśmy się niczym duchy w chmurze pyłu powstałego po ostrzale. Oni nas niewidzieli, byli oślepieni nienawiścią... a potem byli martwi.... na początku tej kampani było nas 120. Przed ostatnią szarżą 43. Przeżyło 7 doświadczonych weteranów.... pierwsza krew......
Obudziłeś się jednak troszkę wypoczęty. Rozejrzałeś się po kajucie. Na stoliku migała dioda informujaca cię o raporcie podwładnego. Zgrałeś dane na padda i zagłębiłeś się w lekturze.W niej Ch'Rak informował o obecności Klingonów. Pominąłwszy wszystkie jego pochwały i peany na cześć Imperium dowiedziałeś się, że mają sprawdzić prawdziwość doniesień o obecności Sojuszu w tym regionie. Przecież ich bracia krwi byli wiodącą siłą w tej organizacji...
Kurczę może być problem - pomyślałem. Jeżeli zgadają się te dwa równoległe Imperia to może oznaczać dwie opcje: dobrą i złą. Ta pierwsza to to, że oba Imperia skierują się na innych przeciwników np. Dominium i to w obu rzeczywistościach. Ta druga to to, że Sojusz przyleci tutaj z misją podboju. Nie podoba mi się to ale skoro Ch'Rak napisał tyle o honorze klingońskiego dowódcy to nie będzie znów tak źle. Kawy nie zamówiłem. Nie ta wachta. Poprosiłem tylko o wodę nasyconą CO2 i ruszyłem na mostek zmienić grupę...
Na mostku nic się nie działo. Moon zdała ci raport. W czasie twego snu grupa zmieniła trochę kurs, zaczynając omijać cypel na granicy z Unią. Nawiązano kontakt z romulańska grupa antypiracką, która pytała się o aktywność piratów w tej okolicy.
Do grupy romulańskich okrętów.... tu chorąży Armin ze Zjednoczonej Federacji Planet. Cieszę się że was złapaliśmy, zawsze to lepiej wiedzieć, że ktoś czuwa w okolicy. Piratów żadnych nie wykryliśmy ale z naszych raportów wynikało iż ostatnio coś przycichło. Co mówisze Moon? Aha.... ktoś zdjął Zibiliański transportowiec w tym rejonie. Powiedziałem i przesłałem im dane. Może chociaż ich pogonią. Następnie pożegnałem się z ich dowódcą. Potem spojrzałem na symbole naszych okrętów. Wszystko w normie. Na razie przynajmniej......
Siadłeś na zwolniony fotel kapitański. Zmieniła się wachta. Tym razem mostek przejęli kadeci ze zmiany gamma. Nic się nie działo. A podróż ma potrawać 2 dni...
Absolutna agonia... mieliśmy misję więc na okręcie powinien panować żółty alarm. Przynajmniej według mnie. To oznaczało zero imprez, zero picia, ograniczony sen. Miałem tylko nadzieję, że te dwa dni miną szybko. Po prostu trzeba było wdrożyć się w ten ciągły rytm zmian wacht i monotonnych czynności... i tak też się stało....
Spokój był przez całe dwa dni. Nikt nie atakował, mieliście sporadyczne kontakty ze stacjami nasłuchowymi o patrolami granicznymi.Wreszcie niedaleko punktu docelowego wykryliście zgrupowanie kilku małych okrętów, które wkrótce rzucyły sie do panicznej ucieczki.
Akurat wachtę miała ponownie zmiana gamma. Na szczęście Moon i reszta mieli się tu zjawić już za kilkanaście minut więc miałem pewność, że w razie czego będę miał w nich oparcie. Co jak co... tym kadetom nie można odmówić zapału, ale umiejętności jeszcze tak. Jeden z nich.... Thomason... tak to on. Spojrzał wyczekująco. Jego ojciec zginął roku temu w walkach z piratami. Chciał walki? Niestety. Ja jej mu nie dam. - Utrzymać szyk - wydałem rozkaz.
W tej samej chwili nastapiło połaczenie z USS Lutzow.- Tu kapitan Vadov. Wykryliście obce jednostki?- Tak. - odpowiedziałeś krótko.- To zapewne piraci. Ferengi chcą abysmy ich pogonili. Proszę wybrać cel i wyznaczyc kurs pościgowy. Spróbujcie ich wziąć żywcem. Jeśli będa walczyć zniszczcie ich. My wraz z Marauderami sprawdzimy ten trnasportowiec, wokół którego znajdowały się pirackie jednostki.
- Ogłoście żółty alarm. Oficerowie mają minutę by być na mostku. Póki co ustalcie kurs przechwytujący na największą piracką jednostkę. Pozostałe to zwykłe mięso. Rozwalimy je phaserami. Na główny cel powoli wycelować torpedy. Wywołajcie go i powiedzcie, że mają 3 minuty na opuszczenie osłon i poddanie okrętu. Przygotować ochronę w razie gdybyśmy coś zajmowali.....Odpowiedź nie nadeszłą zanim zjawiła się alfa. Wydałem szybko rozkazy:- Marie za stery.... Scorpius, przejmij konsolę i kontynuuj namierzanie, cel masz podany. Moon wywołuj. Reszta zostaje na stanowiskach. Pora nabrać odrobiny doświadczenia.... a teraz przekażcie moje pozdrowienia: - Tu chorąży Armin z USS Taurus. Opuśćcie swoje osłony i poddajcie okręty. Wszelkie wasze niewyjaśnione zachowanie potraktujemy jako akt agresjii wobec Zjednoczonej Federacji Planet.... krótko mówiąc... wymieciemy was jak śmieci spod szafy.... Moon? Sprawdź czy złapiesz jakiś romulański patrol. Może będą zainteresowani obławą.....
