Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- Co zatem się wydarzyło.... do momentu zniszczenia okrętu....
- Jesteśmy Etorianami i zostaliśmy podbici przez Breenów ponad 100 lat temu. Chciaż podbicie to złe określenie. Przed przybyciem Breenów nie znaliśmy napędu warp i dopiero kontakt z nimi podniósł nasz poziom cywilizacyjny. Nie było żadnej wojny, po prostu oddaliśmy im Etorię V i pozwolilismy na budowe kilku kopalń na naszej ojczystej planecie, Etorii II. Podpisaliśmy traktat o wejściu w skład Konfederacji i żyliśmy w spokoju. Nie jesteśmy narodem odkrywców, toteż mało naszych ludzi opuściło planetę. Trwało to 50 lat aż do chwili problemów z naszym słońcem. W wyniki nieznanego zjawisko zaczęło po prostu gasnąć. W 15 lat średnia temperatura spadła o 3 stopnie, mocno naruszając naszą równowagę środowiskową. Dlatego nasz rząd podjął decyzję o opuszczeniu planety i przeprowadzce na inną. Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy odpowiednią, kilkadziesiąt lat świetlnych od Etorii. Ja i moi towarzysze lecieliśmy na rozmowy z generałem sektora, aby omówić wstępne plany przesiedlenia. Nic nie zapowiadało problemów, w okolicach nie ma żadnych anomalii. Ale nagle coś zaczęło drenować energię ze statku. W jednej chwili zostaliśmy wybici z warp. Zapewne systemy były mocno uszkodzone. Ja zostalem przygnieciony i straciłem przytomność. Potem zobaczyłem was.
- Myślisz o tym samym? - spytał Sverrirr Denevuea- Zwierzaczek na granicy z Tzenkethi? Możliwe...- Komputer, sprawdź systemy okrętu. Dokładny zapis wszystkich zmian w otoczeniu z czasu zniknięcia. Będę z problemem w astrometrii...- OK, zaraz dołączę - odrzekł uspokojony DenevuePo tych słowach wyszli. AHM wzruszył jedynie ramionami i powiedział:- Ludzie, kto ich zrozumie. Po czym pomógł wygodniej ułożyć się rozbitkowi.Sverrirr wgrał cały zestaw danych i wziął się za analizę. W tym czasie Moon zadecydowała o powolnym kursie na terytorium Federacji. Warp 1. Zgodnie z mapami chciała zatrzymać okręt na pograniczu, ale podróż będzie i tak dosyć długa by badania naukowego i inżyniera mogły ostatecznie coś wyjaśnić...
Sverrir zebrał dane zchwili wypadku i porównał je z tymi zebranymi z incydentu z kosmicznym wampirem. Niestety było za dużo różnic. Wyglądało, że bardziej prawdopodobne ktoś zaatakował Etorian, używając broni podobnej do niwelatorów Breenów, ale mocno sie od niej różniącej. Możliwe też, że wpadli w rozdarcie międzywymiarowe i zostali przez nie wciągnięci. Potwierdzało to śladowe promieniowanie grawimetryczne.
Nie wyglądało to obiecująco. Tym bardziej, że nigdy nie specjalizował się w tej dziedzinie. Westchnął i zapadł się na moment w sobie. Trudno będzie przekazać to załodze. Denevue spojrzał na niego i też westchnął. - To co? Zostawiamy problem do analizy komputerowi i idziemy się spić do nieprzytomności? - zażartował- Ehhh... szkoda gadać... podejrzewam że nie dałoby również nic przestrojenie deflektorów na modulowanie fazy drgań jakiejś anomalii grawimetrycznej. Czytałem, że komuś się udało... ale równe szanse byłyby na rozsmarowanie nas po całym wszechświecie...- Jak nie będzie już innej opcji to i tego się spróbuje. Nie ma co się załamywać....W tym momencie wszedł geolog z triumfalną miną na twarzy. Od razu przeszedł do rzeczy.- Właśnie sobie coś przypomniałem. Podczas badań, wielokrotnie znajdywaliśmy różne ciekawe obiekty i przypomniałem sobie o czymś. Może dałoby zmodulować wrota Iconian by przemieściły nas do rodzimej rzeczywistości?- Większość została już...- ...odkryta, ale u nas. - przerwał naukowemu - Były jedne wrota w pasie asteroid koło jednej z niezamieszkałych planet w pobliskim systemie. I były na tyle duże, że możnaby zaryzykować ich użycie. - I tak nie przejdzie okręt...- Kto mówi o okręcie... myślę o promach i kapsułach. Jeżeli wrtoa wciąż tam są mamy szansę się stąd wydostać.- Jest to myśl, ale....- Wiem... zostawmy obliczenia komputerowi, a póki co... kapitan zarządziła zmianę wachty. Macie się niezwłocznie udać do kwater. - Jasne... Okręt zapadł w drzemkę. Wachta delta przejęła mostek a oficerowie posnęli w swoich kajutach. Trudno byłoby to jednak nazwać snem. Wszystkich dręczyły dziwne sny i obawy czy kiedykolwiek wrócą do swojej rzeczywistości... i czy jest sens wracać. W końcu grzęźli powoli w wojnie z Borg, a ta rzeczywistość wcale nie wydawała się gorsza. Nawet obowiązek ratowania dowódcy nic tu nie zmieniał. Mogli zostać. W końcu zmęczeni rozmyślaniami posnęli....
Tymczasem gdzieś indziej.- To twierdzicie, że nie wiecie kim jest? - zdziwił się po raz kolejny człowiek w munduirze kapitana GF.- Nie interesowało nas to. Został odbity w trakcie szturmu na obóz Legionu i nie mieliśmy czasu na sprawdzanie jego tożsamości. Służy w GF i nalezy do was. - Romulan bez slowa zakończył połączenie.- Cholera, ale bigos. Daniel, sprawdź kto...- Już sprawdziłem. To podporucznik Armin, dowódca USS Apanachi. Zaginął pewien czas temu.- Skąd on do cholery pojaiwł się u Romulan?- Mówią, że...- A ty im wierzysz? To gratuluje. Sternik kurs na najbliższą stację. Musimy sie pozbyć tego ładunku.Obszar granicy bajorańsko-federacyjnejNastępnego dnia nic się nie zmieniło. Przynajmniej do czasu...- Mamy połączeniu z Kwaterą Główną Gwiezdnej Floty.Na ekranie pojawił się admirał Picard:- Chorąży Monn na USS Apanachi, jak rozumiem? To proszę mi wytłumaczyć jak to jest możliwe, jeśli USS Apanachi jest na patrolu w okolicy granicy tholiańskiej, a podporucznik Moon służy jako łączniczka z Imperium Romulańskim?
Moon zbladła na moment po czym westchnęła i z półuśmiechem powiedziała:- Głupia sprawa panie admirale... przepraszam, że tak bez ogródek, ale wygląda na to, że zabłądziliśmy. I trafiliśmy nie do tej lini czasowej co trzeba. Mogę wysłać zapis całej sytuacji, ale postaralismy się nie narobić tu zbyt wielu szkód... nasi specjaliści pracują ned metodą powrotu, ale marnie to widzę. Każda pomoc byłaby wskazana. W tej jednakże chwili oddaję okręt pod nadzór GF.
- Nie ta linia czasowa? Cóż, zdarzało mi się... - Picard na chwilę się zamyślił. - W takim wypadku sugeruję najszybszy powrót na którąś z planet z porządnym instytutem naukowym. Sugeruję Betazed, bo Trill niestety został zdobyty przez Dominium.
- Sugestia jak najbardziej logiczna. Rozumiem więc, że możemy się bez problemu tam przemieścić? W takim razie dziękuję i obieramy kurs na Betazed.Okręt zmienił kurs i pomknął w stronę planety Betazed w końcu znając cel swojej wędróki...
Lot przebiegał spokojnie, tylko raz czujniki dalekiego zasięgu wykrył 3 szturmowce Dominium, które jednak nie ścigały Apanachi.New Orleans przekroczył granicę i po 30 minutach został wywołany przez Akirę.- Tu kapitan M'nret z USS Borgundo. Mamy was eskortować w czasie lotu na Betazed.
- Chorąży Moon z USS Apanachi, witam i wyrównuję szyk z wami. - sprawnie wykonała manerw i ustawiła się za Akirą. Dalej rozmyślała nad cholerną ilością zbiegów okoliczności z jakimi się ostatnio stykali i klęła samą siebie za to, że przystała do GF. A mogła spokojnie uprawiać winorośl na Ziemi... westchnęła i spojrzała na akt nadania imienia okrętowi. Muszą zmienić tą nazwę jak najszybciej. Ta już absolutnie nie przystaje do wydarzeń w jakich bierze udział...
Minęła kolejna godzina. Czujniki wykryły zgrupowanie kilkunastu federacyjnych okrętów, lecących ku granicy.Nagle otworzyły się drzwi i na mostek weszła kadetka LeBlanc.- Chorąży Moon, w żadnym wypadku nie może pani lecieć na Betazed. To jest pułapka.
Załoga mostka spojrzała ze zdziwieniem na sterniczkę...- Skąd to wiesz Le Blanc? I dlaczego nie jesteś w szpitalu? - zapytała bezpośrednio Moon
- Bo nie jestem LeBlnac. - odpowiedziała sterniczka. - Nazywam się Bran i jestem majorem w służbie Konfederacji Breen. To co obecnie widzicie, ta cała wizyta w pararelnym wszechświecie to iluzja. Znajdujecie się obok resztek transportowca, który usiłowaliście ratować. Cała załoga jest umieszczona w jakimś dziwnym polu, który powoduje stan podobny do stazy i wspólny sen. Nie wiemy kto jest za to odpowiedzialny, ani dlaczego to zrobił. Jednak usiłujemy was z tego wyrwać.
