Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Moon szybko przeliczyła czas jaki miała. Nie wyglądało to za dobrze. - Raczej nie zwiniemy się stąd ma'am. - potwierdził jej obawy Sverrirr- Cała stop. Podnieść osłony. Zobaczymy co powiedzą nam nasi nowi goście...
Krążownik połączył się z Apanachi.- Pułkownik Bas Salinos z Bajorańskich Wojsk Pogranicza. Co do cholery robicie po naszej stronie granicy bez powiadomienia? Wasze akcje zawsze miały być konsultowane z nami!
- Chorąży Moon, Gwiezdna Flota. Mieliśmy rutynowy kurs na Breen. Ucieczkę w waszą strefę wymusiła sytuacja. Dominium siadło nam na ogonie. Mogę przesłać raport.
- Rutynowy kurs na Breen? Przypadkiem w naszą strefę? Breen to nasza strefa! Od 30 lat! Nie możecie tego pojąć? Nie ma już Talarian i Breenów. To są ziemie Unii Bajorańskiej i gdyby nie wojna do pokazałbym, że mama gdzieś ten sam sojusz!
Moon spojrzała spanikowana na Sverrirra. Sytuację uratował Scorpius.- Przepraszam panią kapitan. To chyba moja wina, powinienem skorygować kurs gdy wchodziliśmy w WARP koło tej anomalii magnetycznej. - Dobrze, Thomson zapiszcie to w raporcie.- Przepraszam panią pułkownik za kłopot. Postaramy się wejść do właściwej ze stref. Mam jednak mały problem. W wyniku awarii straciliśmy zawartość większości banków pamięci, łącznie z astronawigacją. Czy można by prosić o udostępnienie ogólnych map?Moon wpadła jak w trans z kombinowaniem drogi wyjścia z tej sytuacji. Nie wyglądało to za dobrze. Jasna cholera...
- Proszę bardzo. - pułkownik skinęła głową, zaś dane zaczęły płynąć. - Lepiej byłoby, gdybyście polecieli z nami do najbliższej stacji. W tej okolicy działa spoeo dominiońskich patrolów. Tam dołączycie do jakiegoś konwoju i wrócicie bezpiecznie na waszą stronę.
- Jasne. Dziękuję pani pułkownik. Z chęcią skorzystamy z osłony pani okrętów. Przyjmuję równoległy kurs. Szybko wykonała manewr spoglądając na spływające dane. Sverrirrowi aż oczy się zeszkliły. Musiałobyć mocne. Kurczę... gdzie my znów jesteśmy?
- Nie, to są dopiero jaja. - zaczął się nerwowo śmiać. - Według danych to Federacja od zachodu graniczy nie z Kardazjanami, lecz Bajoranami. Podbili wszystkich w okolicy, oprócz Tzenkethi, ale to zrozumiałe. A teraz wmieszało się we wszystko Dominium. Zajęło Bajor i kilkadziesiąt pobliskich układów. I mają wolny dostęp do korytarza. Teraz rozprzestrzeniają się jak szarańcza do alfie po kolei podbijając układu i sektory. Właśnie obecnie biorą się za były obszar Breenów, wysyłając od cholery patroli, taki jak ten co spotkaliśmy.Apanachi ustawił się na kursie równoległym do bajorańskiego krążownika i wskoczył w warp. Po kilkunastu minutach dołączył drugi, ten co ścigał resztę patrolu.
- Trudno, pora zacząć robić dobra minę do złej gry - stwierdziła Moon - Sverrirr... jakies pomysły co możemy zrobić i jak wydostać się z tej kabały?- Póki co żadnych, tym bardziej, że wedle naszych wskazań wszystko było OK.- Może wezwiemy tego naukowca? W sumie to co dwie głowy to nie jedna. Weźcie jeszcze Denevuea i zorganizujcie jakąś burzę myśli.- Tak jest ma'am...
Stan rannego był poważny, ale jego życiu nic nie groziło. AHM połatał go fachowo, ale nogi jeszcze nie dorobił. W każdym razie będzie zdolny do rozmowy dopiero za 12 godzin.Stacja znajdowała się 3 godziny lotu od miejsca potyczki. Dwa krążowniki zapewniały odpowiednią ochronę przed wszelkimi zagrożeniami. Prawie...- Mamy ogólny sygnał wezwania pomocy. Stacja kosmiczna Betras jest atakowana przed Dominium.Natychmiast połączyła się z Apanachi pułkownik.- Jak nie chcecie walczyć to możecie uciekać. A jak nie to rozwalcie parę tych szturmowców. Nie będzie źle, teraz mają swoje stare z tą koszmarną manewrowością. Zainteresowani?
- Jasne. Każda okazja jest dobra by obić tyłek okrętom Dominium. I zdobyć trochę doświadczenia. Podążamy tym samym kursem. Sverrirr. Płynny skan przestrzeni. Thompson. Sprowadź tego naukowca co zgarnęliśmy ze stacji Breen. Stan rannego mnie póki co nie obchodzi. Niech tylko dojdzie do siebie a pożąłuje że w ogóle kiedykolwiek stąpał po tym łez padole. Cała naprzód.
Do stacji było około 10 minut lotu. Jednak wyniki skanu nie były zachwycające - Dominium dysponowało prawdziwą flotą - 160 myśliwcami, 15 krążownikami i 2 transportowcami. Bajoranie mieli około 30 statków różnego typu.Po paru minutach sprowadzono naukowca.- Czego pani chce? - zapytał ostro. - Mam być odstawiony na Ziemię jak najszybciej!
- Wszystko byłoby w porządku... gdybyśmy byli w naszej rzeczywistości. Proszę spojrzeć na to... i powiedziec nam jak sie pan zapatruje na swój powrót w TEJ sytuacji... - powiedziała szorstko Moon wręczając padda z otrzymanymi danymi
- Cholera, czy wy zawsze musicie coś spieprzyć? Nawet na taksówke się nie nadajecie!Pozostało 5 minut lotu do stacji.
Moon wstała i strzeliła naukowca na odlew w twarz. Cios był lekki. Nie miał boleć, miał być po prostu odczuwalny. Ale i tak naukowiec zachwial się.- Jest pan na moim okręcie właśnie pohańbił pan honor oficera floty. Gdybyśmy byli paręset lat wcześniej rozchlastałabym pana za pomocą rapiera. Ja tu pana wezwałam by wyjaśnił pan co tu się dzieje. I z czym mamy do czynienia w przestrzeni Breen. Nasz naukowy z inżynierem kombinują co tu zrobić, a ja rozważałam czy pana równiez nie włączyć do tej grupy. Coś mi się jednak wydaje, że nie warte jest to zachodu i mamy tu do czynienia z kolejnym zblazowanym, zaufanym pseudonaukowcem...Musiało boleć jego dumę... musiało. Ale może to go otrzeźwi - rozważaa w duchu Moon - Nic jej i tak nie mogą zrobić. W końcu facet poważył się na mundur floty. W razie czego Ch'Rak pomoże mu zmienić zdanie. Moon czuła jak jej romulańska część krwi żwawiej zatętniła w krwiobiegu.
