Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
- Okręt gotowy w każdej chwili do lotu. A wieści ze świata? Ogólnie nic, poza kolejnymi rozruchami przy granicy klingońsko-gornyjskiej. U nas jest ciekawiej. Tylko dlaczego nie zbiegli się na stację dziennikarze jak komendant wykitował? To ciekawe...
To dobrze. Jakbyś mógł to zdobądź więcej informacji o tych zamieszkach. Gdy ktoś zadziera z Gornem zawsze robi się wesoło. - po tych słowach roześmiałem się serdecznie i kontynuowałem - Wezwij wszystkich oficerów do mesy, niech przyniosą wszystko czego się dowiedzieli. Albo wiesz co? Daj im pospać do 7.30 potem ich wyciągnij z łóżek. - na podsumowanie swoich słów usiadłem w fotelu i dopiłem kawę. Możliwe że mimo wszystko zamknąłem nawet na chwilę oczy bo gdy je otworzyłem była już 7.15. Zerwałem się błyskawicznie i poszedłem do mesy. Pora na drugą kawę. W środku była już, jak zawsze zbyt punktualna Moon.....
- Oto raport o walkach Klingonów z Gornem. - podała ci padda. - Chyba szykuje się tam mała wojenka. Tholianie już przysłali gadom posiłki. Znowu Klingoni dostaną w d... jak w 2362.- A ubity? - nie chciałes używać nazwiska komandora.- Nic nowego. Jutro przyleci jakiś śledczy do przejmie wszystkie sprawy.
Mała prośba Moon. Unikaj go, to ponoć piekielnie jadowita żmija, a przynajmniej... krążą takie, nazwijmy to plotki. Wiesz co jest dziwne? Żadna z gazet nie napisała nic o śmierci tego Lyala... troszkę to daje do myślenia. Stare numery gazet są za to sukcesywnie wykluczane z szerszego obiegu. Komputer ich nie znajduje. - w tym momencie wszedł Ch'Rak a między nami zapadła cisza skwitowana krótkim skinieniem głowy. - Przegląd zakończony - wycharczał z celowym klingońskim akcentem inżynier - wracam jednak do sprawy tego promu co zaj... - nie zdążył dokończyć gdyż przerwał mu wchodzący naukowy-... ustaliliśmy już to więc daruj sobie. - Na to półklingon odpowiedział warknięciem. - No, już, nie warcz na mnie... masz to - i powiedziawszy te słowa wręczył mu do ręki solidny kawał żelastwa mówiąc - tak, to obwód plazmy, jeżeli chcesz się pobawić to zrób coś aby działał prawidłowo. Gdy znajdziesz trochę czasu zajrzyj do ładowni, zobaczysz, że mój prom to małe cacko.- Jestem już - powiedział Scorpius kładąc na stole padda z danymi, które udało mu się wydobyć i planowanymi manewrami na wypadek spotkania z silnym wrogiem - Planowane sekwencje wystrzelenia torped w konkretne części statku. Pomógł mi jeden znajomy z USS Berlioz, służył kiedyś pod Worfem. - na te słowa skinąłem z uznaniem głową.- Dobra... jesteśmy już... a gdzie LeBlanc?Po tych słowach drzwi otworzyły się cicho a do środka można by rzec wczołgała się sterniczka. Widok był przerażający. Podpuchnięte oczy, potargane włosy.... w ślimaczym tempie dotarła do replikatora i zamówiła wyciąg z brazylijskiej liany z dużą ilością syntetycznej kofeiny... Odwróciła się do wszystkich mówiąc: - Przepraszam za widok, ale budzik zerwał mnie zbyt wcześnie... próbowałam dopracować wszystkie uniki, zwroty i manewry uchyleniowe i nim się zorientowałam była 4.30.... podła pora na sen. Wypiwszy kubek ochydnie pachnącej lury usiadłą podpierając głowę na rękach....- To jesteśmy wszyscy. Przejmujemy wachtę. Macie być non stop na mostku. Niedługo ruszamy dalej, a trzeba być przygotowanym, a nie w pełnym rozprężeniuu. Ogarnijcie się i bądźcie przykładem dla marynarzy - rzekłem spoglądając na Marie - wyśpij sięę proszę Le Blanc bo zaziewasz nas na śmierć. - Salę wypełnił stłumiony chichot. - Znacie swoje zadania? Oczywiście, że tak - powiedziałem nie dając im czasu na odpowiedź - Załoga, możecie się rozejść. - wszyscy wstali i wyszli, a w mesie zapanowała cisza... którą mącił jedynie odgłos cichego chrapania. Zajrzałem pod stół. Tak jak myślałem, zasnęła. Wziąłem Marie na ręce i zaniosłem do jej kajuty. Dobrze że była blisko. Położyłem ją na łóżku i wyszedłem. Pora odwiedzić dowództwo stacji. Zorientować się w sytuacji i zdobyć więcej informacji o naszej misji....
Udałeś się na Wieżę, do gabinetu nowego dowódcy.- Chorąży Armin melduje się.- A tak. Siadajcie. - fotel dowódcy obrócił się i ujrzałeś starszą Bajorankę. - Komandor Lana Tamark. Pańska nowa szefowa. Przejdźmy do meritum. Tak jak wspominał poprzedni dowódca niedługo do stacji przybędzie delegacja z Ferenginru. Wracają z Ziemi z jakiśtam rozmów. Podobno były owocne. Naszym zadaniem jest ochrona negocjatorów do granicy z ich ziemiami. Możliwe, że nawet przekroczymy ich granicę. Oprócz pańskiego okrętu w osłonie będa też USS Lutzow klasy Akira oraz USS Mickiewicz i USS Melville, oba klsy Sabre. Odlot prawdopodobnie o 16 czasu uniwesalnego. Ma pan jakieś pytania?
- Same lekkie i zwrotne okręty? Lubię takie misje... i mam nadzieję, że nie napotkamy nic większego co mogłoby przerwać naszą misję. Są jakieś nowe wieści, a propos jednostek sojuszu? No i chciałbym znać planowany czas odlotu. Moja załoga powoli zaczyna się nudzić stojąc w doku, a w końcu można przeprowadzać ćwiczenia.... aha... i czy są może jakieś wieści o Kapitan Brik? Właściwie to nawet nie miałem czasu jej poznać, szkoda mi jej trochę, ciężkie przeżycia zaraz na samym początku kariery... - Niestety... o niej nie mam żadnych wiadomości, ani danych zaś jeżeli chodzi o resztę...
- Jeśli chodzi o Brik to na razie nie może przejąć pańskiego okrętu. Niedługo wysyłamy ją na zaplecze. Wylot o 16 czyli za 9 godzin. Jednostej Sojuszu na razie nie spotkalismy od czasu potyczki USS Tharsis. Ale proszę uważać. Zawsze mogą się pojawić. Niestety nie spotka sie pan z admirałem Santunim. To on ma prowadzić śledztwo Lyalla. Coś jeszcze? Obecnie jestem bardzo zapracowana...
- Nie, to wszystko. Dziękuję za odpowiedzi. To że nie ma wiadomości o jednostach sojuszu jest zawsze jakimś pocieszeniem. Nic tu po mnie, pora przygotować okręt. - to powiedziawszy uśmiechnąłem się i wyszedłem. Spacerkiem przemierzałem obręb stacji powoli kierując się do okrętu. Mam czas. Dziewięć godzin, całe dziewięć godzin. Może to dobra pora by jeszcze dospać przed odlotem? Wszedłem na okręt. Straż zasalutowała i wpuściła na okręt, skinąłem im głową i minąłem bez słowa. Zatrzymałem się tylko by spojrzeć na przestrzeń. Co nas tam czeka? Odrzuciłem od siebie wszelkie czarne myśli i podążyłem w stronę mostka. Moon, jak zawsze wyprostowana siedziała na swoim stanowisku. Powiedziałem tylko, że przejmuje mostek i to, że odlatujemy za 9 godzin. Kazałem wszystkim wyspać się jeszcze jak mogą i rozkazałem obudzić się komputerowi za 6 godzin tak aby mieć czas na doprowadzenie się do porządku i podświadomie podążyłem do swej kajuty i znajdującego się tam łóżka. Odrobina snu nikomu nie zaszkodziła......
Spokojnie spałes w łóżku, ale nagle wydało ci się, że nie jestes sam w kajucie.- Komputer światło! - krzyknałeś i zsunąłeś się z łóżka.- To tylko ja. Moon. - usłyszałeś głos z fotela.- Co do cholery...- Mam ważną wiadomość. Dostałam interesującą informację od koleżanki z SB 101 orbitującej wokół Galen IV. Wczoraj ktoś poderżnął gardło dowódcy stacji, Rointowi Etamowi. Na ścianie był napis 5/8.
- Czyli rzeczywiście to coś grubszego niż admiralski tyłek - stwierdziłem przecierając oczy i przeciągając dłonią po okrutnie drapiących policzkach. - Mamy farta pierwsza, spadamy stąd szybciej niż ten śledczy, ale i tak nie powiem żeby mi się to podobało. Ile do odlotu?- 5 godzin 42 minuty - oznajmiła jak zawsze dobrze poinformowana Moon- Dzięki pierwsza, jesteś podporą tego okrętu - zakończyłem mrugając porozumiewawczo - A teraz jeśli możesz, idę wziąć kąpiel i się ogolić. Zaraz będę na mostku, poanalizujemy co nas czeka. - wstałem i zabierając kolejny mundur z szafy ruszyłem pod prysznic. Zimna i gorąca woda na przemian potrafiła czynić cua. Potem kilka pociągnięć staromodną brzytwą i zarost znikł. Na szczęście nie poderżnąłem sobie gardła w tym stanie. Spojrzałem krytycznie na wykonaną pracę. Zarostu ani zacięć ani śladu więc zadanie wykonane. Ubrałem mundur i poprosiłem o kawę. Z tym nałogiem nie ma co walczyć. Dla smaku dodałem jeszcze do środka odrobinę brązowego cukru i rumu..... tak zaopatrzony udałem się na mostek.
Z wyższych oficerów obecna byłą tylko Moon. Wręczyłą ci kolejnego padda z rozkazami.- Pod ochrona mamy 2 Maraudery i jeden transportowiec D'Kora. Mamy je ochraniać do granicy. Ale jest niespodzianka. Do ochrony dołaczył IKC JutraQ klasy K'Vort.
- To ciekawe... mają jakieś powody po temu? Chyba to dziwny traf, że Klingonie byli AKURAT tutaj. No nic... ale zawsze to będzie bezpieczniej. Nie mówiąc o tym iż nasza eskorta to chyba coś w rodzaju warty honorowej bo według mnie mało kto chciałby zadrzeć z 2 D'Korami naraz.... - kiedy kończyłem mówić podszedłem akurat do replikatora aby zamówić drugą kawę - Może kawy? - zapytałem pierwszej- Nie dziękuję, szkodzi na serce...- Aha... może herbaty?- Tak... proszę. Może być Earl Gray...- OK... proszę.... - podałem pierwszej herbatę i wpatrywaliśmy się w pustkę rozciągającą się na ekranie, od czasu do czasu rozdzieraną przez sunące gdzieś okręty....- A propos powodów.... to zupełnie tego nie rozumiem... podejrzewam, że mogłabym się dowiedzieć czegoś od jednego mojego... nazwijmy go znajomym... -mówiła uśmiechając się lekko, akby wspomnienia były czymś miłym - ...ale chwilowo jest niedostępny. Odrobinę przedobrzył ostatnim razem gdy prosiłam go o informacje i chwilowo nasz kontakt został zerwany... to tyle...
Staliście w milczeniu. Po kilkunastu minutach niedaleko stacji z warp wyskoczyły 3 okręty. Ferengijskie. Powoli zaczęły zbliżać się do stacji. Spokojnie mogłeś się im przyjrzeć.
Zawsze podziwiałem te okręty... miały coś w sobie. I nie chodziło o złocenia rozrzucone tu i ówdzie na poszyciu. Tak, to byli Ferengi. Transportów trzeba było chronić, a D'Kory nadawały się do tego doskonale. Przyjrzałem się jak dokowały... były duże. Zdecydowanie większe od Mirandy, a od Sabrea? Jak Dawid i Goliat. Odetchnąłem z ulgą. Trzeba by armii by się do nas dobrać... spokojnie upiłem więc kawy. W tym momencie zjawiła się Marie. Zatrzymała się niepewnie przy wejściu i powiedziała: - Chciałam przeprosić, za wczoraj... usnąć na spotkaniu... to takie.... - Powinienem dać Tobie urlop LeBlanc. Wyspałaś się chociaż? - Aha... i nawet kawy dziś nie potrzebowałam... są po prostu takie chwile, że zapominam ile już pracowałam...- Trzeba dbać o siebie, nie można pozwolić by w krytycznym momencie organizm zawiódł - powiedziała rzeczowo, a zarazem chłodno Moon- Dobra, przygotuj okręt do odlotu... ile to jeszcze? 4 godziny? Za 2 godziny spotkanie oficerów w mesie. Macie być wszyscy i żadnych spóźnień. Roześlijcie to do reszty... teraz będę u siebie...Spokojnie wróciłem do kajuty zamawiając szklankę ciepłego kakao. Trzeba by się czegoś jeszcze dowiedzieć. Znając naszego inżyniera starał się być na bieżąco... i na pewno jeszcze pracował. Komputer, połącz mnie z inżynierem!- Ch'Rak! Tu kapitan. Za 2 godziny spotkanie w mesie. Mam dla Ciebie małe zadanie... możesz dowiedzieć się czegoś a propos tych Klingonów co dołączą do naszego konwoju? Byłbym wdzięczny....- Tak jest kapitanie.....Kiedy już wydałem rozkaz usiadłem w swoim fotelu podnosząc do oczu kolejnego padda. "Historia Wojny Secesyjnej"? Może być.....
