Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Konwój minął stację i ostro nawrócił. Teraz tylko 4 dni do przestrzeni Konfederacji Breen. Tylko 4 dni...Jednak tylko jak wyszliście poza obszar czujników stacji w okolicy zdjął maskowanie mały prom.- Pani kapitan, okręt nadaje sygnaturę... Smerfów?! - Sverrir był totalnie zszkowany. - Żąda połączenia.
Thompson stłumił śmiech. Najwyraźniej go to rozbawiło. Ch'Rak też widocznie ucierpiał gdyż nóż mu się omsknął i teraz musiał ssać palec by krew nie kapała na podłogę. - Daj go na ekran - powiedziała chłodno Moon - Zrób mu pełen skan Sverrir. Chcę wiedzieć czym dysponuje.
- Dysponuje 4 fazerami typu X i 3 wyrzutniami torped grawimetrycznych. Przeciez to niermozliwe! W jakis sposób oszukuje nasze sensory.Na ekranie pojawił sie Breen.- Mam ważne informacje o piratce Sobieski. - wybuczał. - Przekaże je tylko osobiście.
Moon skinęła głową. Wiedziała co się szykuje.... ale nigdy nie odwracaj się plecami do Breen.- Ch'Rak.... wydaj nam broń.... wezwij jedną grupę ochrony, niech czekają za drzwiami.Klingon posłusznie wykonał rozkaz. - Denevue... umożliw przesłanie pojedynczej osoby z pokładu promu.Przełączyła ponownie na komunikację z Breenem.- Zgadzam się... może przesłać się pan na mostek. Jeżeli nie będzie panu przeszkadzać obecność załogi. Jeśli jednak to podejmę pana z moim pierwszym oficerem w kajucie. Wiedziała, że osobiście to osobiście.... ale powinien się zgodzić co najmniej na obecność Scorpiusa. Istota odpowiedziała coś niezadowolona. W takim razie może się pan przesłać do mojej kajuty. Denevue, zmiana planu jak słyszałeś. Spojrzała na Scorpiusa i wyszli ruszając do kajuty. Dotarli szybko i usiedli w oczekiwaniu. Moon nalała sobie i weteranowi koniaku. Przed drzwiami stała drużyna szturmowa....
Zajaśniał teleporter i w kajucie pojawił się Breen. Coś powiedział, ale jak nie usłyszał odpowiedzi to podniósł ręcę i zdjął hełm. Po chwili na Moon spoglądał jej brat.- Po co tu ten człowiek? - ponowił pytanie, naśladując elektroniczxną mowę Breenów.
- Spokojnie.... to zaufany człowiek... - spojrzała na Scorpiusa ostrożnie - I towarzysz broni naszego dowódcy, nie zdradzi... - powiedziała Moon i uśmiechnęła się podając dłoń - Postarałeś się po raz kolejny i przyznam, że jestem zaskoczona. A teraz, powiedz, czego się dowiedziałeś....
- Osobiście to bym zastrzelił twojego chłopaka, więc jego towarzysz nie jest dla mnie godny zaufania. Ale mniejsza z tym... Mam trochę informacji o tej Hannie Sobieski. Jak pamiętacie... Ale zaraz. Może dostanę coś do picia? - spojrzał wymownie na Scorpusa i dopiero jak dostał szlankę kontynuował. - Jak jej przybrany tatuś został ubity nad Galen to jego pirackie państewko rozpadło się. Hania zebrał tych, którzy nadal chcieli walczyć z Federacją i zniknęła. Ma około 20-30 statków, każdy z maskowaniem. Głównie to zmodernizowane Galory, ale ma też minimum 3 federacyjne. Ostatnio kilka statków zaginęło w okolicach granic z Talarianami i Unią i najprawdopodobniej to jej zasługa. Romulanie co przyłączyli talariańskie ziemie wyznaczyli za jej głowę nagrodę w wysokości 30 milionów sztabek latinum, więc zapewne ich tez wkurzyła. Jej obecna baza nie jest znana, nie wiem też gdzie przetrzymywany jest Armin. Ale jeśli miałbym zgadywać to obszar Unii Kardazjańskiej, szczególnie tam gdzie jest Sojusz. Panuje tam totalny chaos, a Sojusz może wykorzystywać jej nienawiść do federacji. Nie znajdziecie jej jeśli ona tego nie zechce. Chociaż jest pewnien sposób. Ona poluje na kilku kapitanów: Sharaca, Davidsona i Tazmana. Sharac jest ukrywany, pozostali są w okolicy granic z Romulananmi i Gorn. Prawdopodobnie będzie chciała ich zabić. I to wkrótce. To wszystko co wiem.
- Czyli króko mówiąc potrzebny jest nam Sharac... ale wyciągnięcie go z pudła bez okazania niesubordynacji nie wchodzi w rachubę....- Jest szansa... - powiedział milczący do tej pory Scorpius - Zostało nas trochę weteranów... i nie każdy ma wciąż związki z Federacją.... ale jest i druga strona medalu.... nasze dowództwo z chęcią widziałoby głowę tej Sobieski. Wystarczyłoby szepnąć parę słówek tu i tam i może z Sharaca zrobimy Królika wystawionego na wabia?- Wiesz co.... chyba za często bywasz ze mną, zamieniasz się w Romulanina....Brat roześmiał się cicho... Moon pomyślała chwilę.- Wiem nawet komu możnaby szepnąć odpowiednie słówko.... - Myślisz o...? - zapytał wyraźnie strworzony- Tak..... ale śladów nie zostawię... wystarczy, krótka propozycja... i przerzucenie tego na nasz wywiad... Szybko nakreśliła sytuację i propozycję użycia Sharaca.... łącznie z proponowanymi wykonawcami. Wystawić własny okręt na wabia? Czemu nie..... nie pierwszy raz. Wręczyła padda bratu.....- Wyślij tak aby nikt nie wiedział.....- Znasz mnie... nie dowiedzą się.... - odrzekł i wstał szykując do przesłania- Jeszcze jedno - przerwała mu jednak Moon - Dzięki Chris.....Wyraźnie go zaskoczyło.... ale przesyłanie uniemożliwiło mu reakcję...
Informacje do odpowiednich ludzi poszły, pozostawało tylko czekać. A transportowce leciały prosto ku przestrzeni Breen.Nad pustynia wschodziło niebieskie słońce. Światło było zimne, ale już po chwili temperatura zaczęła się podnosić. Resztki rosy błyskawicznie wyparowały. Ostatnie zwierzęta chowały się do swoich nor. Długouchy, opancerzony jaszczur gniewnie burknął patrząc na leżące ciało. Musi go szybko zjeść bo wyschnie na wiór. Podszedł do niego i ostrożnie trącił nosem. Może jednak jeszcze żyje. Na myśl o krwi zaostrzała apetyt zwierzaka.Ostatni raz rozejrzał się. Coś błysnęło na pagórku, ale zignorował to. Myślał tylko o krwi. Wilgotnej, mokrej i sycącej. Otworzył paszczę ukazując rząd ostrych zębów.Coś pyknęło i jaszczur zaczął tańczyć. Niebieskie iskry przeskakiwały mu po pancerzu. Każda komórka ciała informowała go o bólu. Przeładowany mózg musiał odciąć się od nadmiaru informacji i zwierzę zemdlało.- Doskonały strzał synu. Właśnie zarobiliśmy 5 pasków latinum. - za pagórka wyszedł Kardazjanin w średnim wieku. - Żywe Olimby takiej wielkości to już prawie rzadkość.- Tato, tato. Tam ktoś leży. - rzekł chłopak w białym stroju otrzepując się z piasku.- Nie ruszaj się. - polecił mu ojciec, wyjmując za paska dezruptor. W ostatnich czasach niewielu tu przybywało przyjaciół. Podszedł ostrożnie do leżącego ciała. Odwrócił je na plecy. - Jest nieprzytomny, mozesz podejść.- Ciekawe kto to? - zapytał chłopak patrząc na mężczyznę w podartym mundurze Gwiezdnej Floty.- Doskonale wiem kim on jest. - Kardazjanin uśmiechnął się promieniście. - To "Arrim" Armin. Żołnierz Korpusu Marines Federacji. Wreszcie się spotykamy człowieczku...
Moon spoglądała w przestrzeń. Ciekawe co z tego wyniknie. Rzuciła okiem na czujniki. W szystko w normie, a przestrzeń Breen niedaleko. Chciała mieć jednak pewność:- Sverrir.... zwiększ pobór mocy do czujników dalekiego zasięgu. Miej oczy i uszy szeroko otwarte. Scorpius.... przejrzyj wieści z najbliższej okolicy Breen. Trzeba się dowiedzieć o wszystkim o czym nie powiedziało nam dossier....Trzeba zająć się czymś by nie myśleć.....
Dni mijały i nic szczególnego nie wykrywaliście. Najwyżej statki na patrolu i 2 razy małe konwoje transportowców. Czujniki nic nie pokazywały, ale Breenowie mieli maskowanie, więc jeśli mieli w okolicy statki to aparatura Apanachi nic nie wykrywała.
Dziwna sytuacja..... znów... ostatnio wszystkie takie były niestety. Załoga jednak działała. Nazwijmy to doświadczeniem. Moon utrzymała podwyższoną gotowość, a okręt mknął w stronę granicy Breen.
Pozostało tylko 6 godzin do przekroczenia granicy, gdy operacyjny zameldował:- Pani kapitan, wykrywam 3 ślady warp. Federacyjne. Zbliżają się do nas. Kontakt za 6 minut.
- Utrzymać kurs. Daj znać Breen, żeby trzymali się nas i zawiadomili swoją obstawę. Dopóki nas nie wywołąją te okręty i niezidentyfikujemy ich jako Federacji a nie piratów żadnych dodatkowych ruchów. Thompson.... sprawdź broń. Musimy być gotowi...- Tak jest zameldował kadet...
