Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Wyszliście z pokoju dowódczyni stacji.- No to idziemy Armin. Weźmiesz Padalca. - Moon idąc szybko cię informowała. - Ja biorę Żmiję. Bedziesz nim dowodzić. Jak ktos z załogi ci podskoczy to wal go prosto w pysk.
- Czyli maniery jak w piechocie na okrętach? Zaczyna mi się to chyba podobać... - odrzekłem uśmiechając się równocześnie. Kierowałem się za swoją towarzyszką wypatrując doku... i okrętu którym miałem dowodzić...
Doszliście, a raczej dobiegliście do kocówki ogromnego hangaru. Stały tam dwa pękate ni to statki, ni beczki. Wokół nich kręcili juz się marynarze, wnosząc cos na okręty.- Twój po lewej. - rzekła Moon i pobiegła w kierunku prawego.
Uśmiechnąłem się pod nosem i zbliżyłem się do tego dziwoląga. Ma silniki... ma... ma broń... ma... więc latać będzie - podpowiadał umysł. W końcu wszedłem na pokład kierując się w stronę gdzie wydawało mi się, że jest mostek. Ludzie odrobinę dziwnie mi się przyglądali ale nie zwróciłem na to uwagi... w końcu dotarłem. Drzwi otworzył? się cicho odsłaniając solidnie zdziwioną załogę. Spojrzałem na ich twarze i powiedziałem...- Dla tych, którzy mnie nie znają. Nazwyam się Armin i jestem zły... i pokażcie mi co jest warta ta kupa złomu, albo będziecie mieć ze mną do czynienia. Kierujcie się za sąsiadem.... po tych słowach stanąłem sztywno na nogach ogarniając widokiem centrum dowodzenia...
Dziwniejszego mostka jeszcze nie widziałeś. Wygladał jak gdyby do starego złoma dołożoną elektronikę z jakiegoś troszkę młodszego złoma. Załoga też nie przypominała ci ulizaną grupke kadetów. Raczej przypominali ci bandytów i najemników, którzy lubią zabijać Klingonów dla zabawy, a Kardazjan to zjadają na śniadanie.Tym czasem Żmija powoli ruszyła.
- Znacie rozkazy - warknąłem niemalże przez zaciśnięte zęby - Za nimi... Stanąłem w lekkim rozkroku i spoglądałem uważnie na panel taktyczny.- Ustawcie się po lewej, kawałek za nimi. Jak coś się pojawia ślizg na lewą burtę i w dół... podchodzimy przeciwnika od dołu... i pamiętajcie... my pierwsi mamy dopisać sobie coś na listę zniszczeń...
Oba statki wyleciały z asteroidy. Na chwile zostaliście zatrzymani przez LeBlanc, która kazała wam czekać na teleportację ostatnich załogantów. Potem ruszyliscie. Do was dołączyły 2 Defianty i Raider. Wspólnie wskoczyliscie w warp.Gdy dokładnie przyjrzałeś się panelowi taktycznemu, od razu zrozumiałeś po co ochrona. Padalec nie miał żadnych wyrzutni torped, zaledwie 4 banki fazerów, w tym jeden na rufie. Nie miałby szans nawet z Hideki.Moon podała ki namiary na punkt, gdzie znajdował się posterunek Omega.
- Kurs na te koordynaty - powiedziałem wskazując je sternikowi...
- Tak jest. - mruknął sternik.Cała grupka okrętów wskoczyła w warp.
W końcu obejrzałem się w poszukiwaniu pierwszej lepszej rzeczy przypominającej fotel kapitana i usiadłem. Pomimo archaicznego wyglądu okrętem na szczęście za bardzo nie trzęsło. Ciekawe dlaczego mi i Moon dali te wraki. CHociaż, jeżeli są to, bo wyglądają, transportowce to nie liczy się jakość tylko pojemność. Spojrzałem na leżącego padda. Może dowiem się czegoś o załodze? Ale wątpię aby w powstańczych załogach prowadzili jakąkolwiek ewidencję. Spojrzałem na załogę i stwierdziłem, że rzeczywiście przypomina jakiś maruderów konfederacji z okresu wojen secesyjnych. Westchnąłem cicho w duchu i pomyślałem: Trzeba mi było opuszczać siły lądowe? Treba było? - Ale nie była to pora na roztrząsanie jakiś decyzji. Poza tym do tej pory nie otrząsnąłem się do końca z ostatnich chwil wojny z Kardazją. Całe szczęście w tej rzeczywistości można się im odgryźć... ale nie chciałbym tego w tej latające trumnie. Rozparłem się wygodniej ignorując trzeszczenie jakie wydała podłoga. Z czego oni to zrobili? Z drewna? Ehhhh... - znowu westchnąłem w duchu i powróciłem do przeglądania zawartości pamięci komputera...
Rzeczywiście baza danych była prawie pusta, a zdjęcia załogantów z pamięci komputera nie zgadzały się z tymi, których widzialeś.Jedyna interesującą informacją była pojemność okrętu. W odpowiednich warunkach mogło zmieścić się nawet 800 osób. Ciekawe czy tyle leciało?Po wybitnie nudnych 8 godzinach zblizyliście się do podanego punktu. Gdy wyszliście z warp twoim oczom ukazał się układ z martwą gwiazdą w środku.- Punkt docelowy to księżyc 6 planety. - poinformował cię stenik i nie czekajć na rozkaz wyznaczył kurs.
- Tylko doprowadź nas cało i łagodnie... nie chcemy uszkodzić ładunku... - powiedziałem i uśmiechnąłem się. Żal mi było tych transportowanych ludzi....
W impulsowej zaczęliście zbliżać sie do planety, gdy nagle za jej cienia wyskoczył Galor i zaczął z maksymalna prędkością uciekać.
Spojrzałem na ekran taktyczny i zakląłem... - Cholera... pewnie próbują nas wciągnąć w sidła.... - po czym krzyknąłem na załogę - Ani rusz.... chcę zwycięstwa a nie samobójstwa.... - Po tych słowach nadałem krótki komunikat do Moon - Uważaj...
Moon potwierdziła przyjęcie ostrzeżenia. Ochrona transportowców leko wysunęła się do przodu.- Rozpoczynam dokładny skan. Nic wykrywam żadnych okrętów. - poinformował Bolianin przy czujnikach. - Ale mniejsze statki mogą ukrywać się w okolicach biegunów magnetycznych i ich nie wykryjemy, chyba że się ruszą.- Galor na wszystkich częstotliwościach informuje o naszej obecności.
