Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik Armin
Czekając na wydarzenia rozparłem się wygodniej w fotelu. W końcu Moon sama przyjdzie jak będzie coś chciała, a ja nie mogłem za wiele zrobić w obcym sobie środowisku w którym każdy myśli, że znam je jak własną kieszeń...
- Armin, chodź ze mną. - usłyszałeś głos Moon. Poszedłeś za nią bez słowa. Przez śluzę przeszliście do stacji. Windą wjechaliściew na wyższy poziom. Tam weszliście do pomieszczenia.- Bądź grzeczny bo to nasz dowódca. - powiedziała Moon wskazując na odwrócony fotel, który zaczął się powoli obracac. Siedziała na nim LeBlanc. Była w zaawansowanej ciąży.- A więc wróciłeś bydlaku. - uśmiechnęła się złośliwie. - Teraz może porozmawiamy o alimentach?
- Argh! - rozległo się w mej głowie... jakiś delikatny ostrzegawczy sygnał oznaczający, że mój odpowiednik w tym świecie musiałbyć popaprańcem rodem z II wojennych sił zbrojnych. Sytuacja byłaby jednak zabawna gdyby nie to, że poza Moon nikt nie wiedział jak to ze mną jest naprawdę... poczucie obowiązku walczyło z typowym odruchem ucieczki, który w końcu zwyciężył......- Bardzo mi przykro, ale... chyba zaszło małe... - przerwałem głośno przełykając ślinę -...nieporozumienie.... - zakończyłem unikając budzącego trwogę wzroku Marie.Przybrałem odrobinę bardziej defensywną postawę aby po chwili powiedzieć pełnym zdaniem:- Chorąży Gwiezdnej Floty Arrim Armin, dowódca USS Taurus, niegdyś major w oddziałach szturmowych korpusu piechoty melduje się na rozkaz i zdaje się na łaskę i sprawiedliwy osąd....
Nie ściemniaj. Wiem, że uciekłeś na tamtą stronę. I tłumaczenie, że nie jesteś z tego wszechświata nic ci nie pomoże. Co z nim zrobimy Moon?- Może tak wydamy Ch'Rakowi? Chyba go nie lubi od czasu jak wybił mu oko bat'lethem...
Erm? - wydałem z siebie nieartykułowany dźwięk i rozdziawiłem usta - Że..że co? - zupełnie nie mogłem połapać się w sytuacji i to co na początku wydawało mi się nową przygodą coraz mniej mi się podobało. To rozdwojenie pomiędzy światami niestety nie wpływało pozytywnie na moją psychikę... a gdzieś w Federacyjny obuwiu znajdował się stary dobry noż... ale to nie była na to pora....- On zginął.... a ja to JA. I dosyć rozmowy. Chciałbym dalej uczestniczyć w waszych pogawędkachi p problemach no i z wielką chęcią spotkałbym się z moim oficerem operacyjnym ale z kadetem Ch'Rakiem obywatelem Zjednoczonej Federacji Planet.... ale i tak największą ochotę miałbym na powrót na swoje stanowisko jako dowódcy USS Taurus... nawet jeżeli zdefasonowali go Jem'Hadar - wyrzucałem jak oszalały z siebie potok słów...
- Co ty pitolisz? - zapytała zdziwiona LeBlanc. - Ten mundur Floty ci nie pomoże. Od razu widać, że o niego nie dbałeś. - rzeczywiście mundur był brudny i troszke podarty.
- Taaaa.... Oczekiwałem takiego obrotu sprawy... cóż... nie może być w lepszym stanie po 4 godzinnej walce z maruderami Jem'Hadar w braku grawitacji i po ciemku.... w pląsającej w nieważkości krwi niewinnych kadetów...
- Może opowiesz jej to co mi. - poradziła ci Moon. - Bo tak patrząc z boku to pleciesz jak wariat. Później wymyślimy dla ciebie karę.
Westchnąłem głośno, kurcząc się w sobie i powiedziałem od początku całą historię... może chociaż w to uwierzy...
- Więc dowodzisz, że nie jesteś naszym Arminem? - zapytała retorycznie LeBlanc i pomasowała się po brzuchu. - Moon co z nim zrobimy? Ch'Rak byłby zadowolony...- Sądzę, że żywy przyda nam sie bardziej niż w łapach Sojuszu. Potrzebujemy informacji. Może wiesz dlaczego ostatnio tak dużo jednostek Sojuszu kręci się po Badlands? Ten konwuj co zaatakowaliśmy był mały, ja widziałam nawet zgrupowania po 20 transportowców z dużą ochrona.
- Grupują w Badlands? Po waszej stronie? Sam nie wiem co to może oznaczć, ale w naszym świecie nagle zaczęły pojawiać się "znikąd" okręty sojuszu więc może znaleźli jakiś sposób na przeniknięcie bariery między naszymi światami... jeżeli tak to możemy mieć poważne kłopoty... - powiedziałem, dodając w myślach - Ale też i ja mogę mieć ułatwioną drogę do domu....
- Cholera to możliwe. - powiedziała Moon.- Mają też ogromną flotę przy DS9. Może tam... Armin czy za pierwszym razem wasz prom przedostał się do naszego świata prze korytarz?
- Cholera.... nie pamietam... ale, zaraz... coś mi świta... było to możliwe... bardzo możliwe...
- Oni chcą najechać wasz wszechświat używając korytarza jako przejścia między światami! - krzyknęła Moon. - Nie możemy do tego dopuścić!- Masz rację Ell. Musimy cos zrobić. I nawet wiem co. Polecisz z Arminem do bazy Omega i uruchmisz nasze posiłki. Weź tylko coś pojemnego. Ja tymczasem zbiorę naszych ludzi w okolicy i sprawdzimy co pajace robią w Badlands. Armin, chcesz nowy okręt? Mam nadzieję, że latałeś na czymś lepszym niż Mirandy...
- Erm.... poza sprzętem bojowym piechoty i desantowcami? Tak, w sumie udało mi się złapać parę kursów na okrętach klasy Defiant... Sabre... ale szybko się uczę... - dodałem na zakończenie, wyczuwając w powietrzu woń nowej przygody... jakoś już doszedłem do siebie i czułem, że w końcu wszystko wraca na swoje jako takie miejsce...
